czwartek, 12 maja 2016

Rozdział Czterdziesty Czwarty

NOTKA POD! PRZECZYTAJCIE PROSZĘ! Miłej lektury
---------
 
- Co jest skarbie? - Lou założył rękę na moje ramie.
- Szkoda mi trochę rodziców. - uśmiechnęłam się smutno.
- Zasłużyli na to, gdyby Nona nie zauważyła tego pikającego dziadostwa, Ty i Ona.. mogłybyście już dawno zginąć.
- Wiem ale..
- Ciii, nie myśl o tym. - powiedział zostawiając krótki pocałunek na moich ustach.
Cieszyliśmy się tą chwilą. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy co czeka nas w domu.

---

*Danielle POV*

W restauracji czas minął nam bardzo przyjemnie. Więcej już nikt nie myślał o dzisiejszej rozprawie.
Cieszyliśmy się chwilą. Gdy weszliśmy do domu już nie było tak wesoło... Dlaczego on się uczepił akuratnie mnie? Co ja mu do cholerki zrobiłam? Drzwi wejściowe były wyważone i rozbite 2 okna. W mojej i Lou sypialni. Chłopcy kazali poczekać nam na zewnątrz a sami poszli sprawdzić czy w domu jest w miarę bezpiecznie. Byłoby głupstwem jeśli mielibyśmy siedzieć w domu gdzie był owy prześladowca. Szczególnie dla Non. Było mi głupio że to wszystko dzieje się przeze mnie. Po chwili z domu wyszedł Niall trzymający kartkę i Mili. Dobrze że tej perełkę nic się nie stało. Kels razem Jes stwierdziły że na ten czas moja psina musi być w bezpiecznym miejscu, więc Jess zprowadziła  ją do mamy Kelsey. Kartką okazał się  list, jak zawsze po jego ataku.

"Danielle! Możesz odliczać dni. Zostało ich 6. Wiesz co będzie później? Na mojej twarzy wielki uśmiech. Ty skarbie nic nie będziesz czuła. Wiesz że Cię nienawidzę? To teraz już wiesz. Co do Nony. Słodka ta twoja siostrzyczka, chyba chciałbym mieć taką perełkę. Co powiesz na 4 dni? Tak żebyś zdążyła się z nią pożegnać.  Do zobaczenia kwiatuszku. XX." 

- Co za gnojek! - krzyknęłam. Niech mnie sobie bierze ale mojego aniołka niech zostawi w spokoju, ona ma dopiero 5 lat! Nie jest niczemu winna.
- Danielle co się stało? - spytała Kels.
- Jebany szmaciarz już nie chce tylko mnie ale i Nonę.
- On nie dostanie ani ciebie ani jej. Już tego dopilnujemy. - powiedział Zayn przechodząc obok mnie z Niallem, oboje wsiedli do samochodu i odjechali.
- Dan możemy na słówko? - powiedziała Perrie a ja przytaknęłam.- Myślę że byłoby dobrze gdyby twoja babcia i Nona wyjechały do San Zhi na Tajwanie. To było opuszczone miasto ale nasza grupa ma tam bazę. Główną, nikt o tym nie wie. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło że ktoś tam mógłby być a jednak my tam jesteśmy już od 4 lat. Nasi ludzie zajmą się Noną i twoją babcią. Tylko tam naprawdę będą bezpieczne. Myślałam o tym abyś ty też tam pojechała ale sądzę że to nie jest dobry pomysł. Mógłby polecieć tam za tobą a tak to jest zajęty obserwowaniem cie. Sama rozumiesz.
- Umh. Nie wiem.
- Dan. Tylko tam będą bezpieczne. Słowo. Będziesz mogła się z nimi kontaktować bez problemu tylko kiedy będziesz chciała.
- Okej. Niech jadą.
-Wylecą już jutro o 5 rano. Odwiezie je Sam. Twój XX go nie zna i nie będzie nic podejrzewał. Nie możesz jechać z nimi. Rozumiesz? To nie jest bezpieczne.
- Rozumiem. - przełknęłam głośno ślinę. Nie chciałam żeby tam jechały. To jest daleko i to bardzo. Ale nie pozostało mi nic innego. Chcę żeby były bezpieczne.
- Jedziemy do Doncaster.  -z domu wyszedł Lou.
- To będzie głupstwo Louis. Dobrze wiesz że Dan jest obserwowana , zresztą już mam plan jej babcia i Nona już o 5 rano wyjeżdżają do San Zhi.
- Dobraa.. Do San Zhi? Nie pomyślałem o tym. Brawo Ed...
- Nie! Ty i Dan jedźcie do Doncaster. On pojedzie za wami. Będzie bezpieczniej gdy będą wylatywać.
- C-co ? Do Doncaster? Przecież to prawie 300 kilometrów! - powiedziałam. Chciałam się pożegnać z babcią i Nons.
- Skarbie tak będzie dla wszystkich najlepiej. Obiecuje że za 6 dni zobaczysz się z babcią. Trzeba tylko załatwić wszystko z XX. Będzie dobrze. - przekonywała mnie teraz Kels.
- Okej. Babciu. Jutro o 5 jedziesz do San Zhi z Noną. Pezz Ci wszystko wytłumaczy. Ja jadę do Doncaster. Zobaczymy się nie długo.- powiedziałam przytulając się do babci a zaraz potem biorąc w swoje ramiona Nonę. - Kocham Was bardzo.
- My ciebie też kochanie. - odpowiedziała z płaczem babcia.

- Jedźmy Lou. - powiedziałam wsiadając do samochodu mojego chłopaka.
- Gotowa?
- Bardziej mniej się chyba nie da.
- Nie będzie tak źle.
- Właściwie Lou co jest w Doncaster?
- Ja tam .. Mam  rodzinę.
- Rodzinę?
- Taa. No wiesz. Mama, tata, ojczym, brat i 6 sióstr.
- Wow. Opowiedz mi coś o twojej sytuacji rodzinnej. - powiedziałam ale zobaczyłam grymas na jego twarzy.
- Okej. No więc gdy miałem 15 lat dołączyłem do gangu. Wiesz to były tylko bójki ale uważaliśmy że jesteśmy fajni. Rodzice mieli nadzieje że to przejściowe. Ale później pojawiły się narkotyki, broń. Wtedy tata stwierdził że potrzebuje odwyku. Wylądowałem w Londynie.  Siedziałem pół roku odizolowany od wszystkiego. Wykańczałem się psychicznie. Po pół roku mnie wypuścili. W sumie już wsiadłem do pociągu do Doncaster. Ale spotkałem starego znajomego. Był 3 lata starszy. Nazywał się Nathan. Zaproponował kasę, duży kasy. Zgodziłem się. Nie pojechałem do domu. Trafiłem do gangu w którym zostałem szefem. Nie byłem tam w ogóle do dziś. Co jakiś czas dostaje smsy od Georgii. Mojej prawdziwej siostry. Mimo że nie mamy tego samego nazwiska. Ja odziedziczyłem nazwisko po ojczymie. Tylko ona zna mój prawdziwy numer. Z nią utrzymuje kontakt. Mówi mi że mama nie pogodziła się dalej z tym że mnie nie ma. Rozwiodła się z ojczymem. I ożeniła z Danielem Dunkinem. To właśnie jego jest Ernest i Doris. Daniela, Ernesta i Doris nigdy nie widziałem na oczy. Bliźniacy urodzili się 2 lata temu. Tylko tyle jakie wysyła mi zdjęcia Georgia. Georgia ma 17 lat. Na pewno się polubicie. Jest też Felicite. Ona ma 16 lat. Z tego co wiem zrobiła się troszkę jędzowata od kiedy wyjechałem, może to dlatego że to właśnie z moją Fel byłem najbliżej. Później jest Charlotte. Ale woli jak mówi się do niej Lottie. Ma już prawie 18 lat. Daisy i Phoebe są bliźniaczkami. Mają 12 lat. Są strasznie zabawne. Co chwilę mają nowe pomysły. Moja mama Johannah,  ma 43 lata. Uwielbiam ją ponad wszystko. To chyba cała historia. - powiedział. Cały czas go uważnie słuchałam.
- Georgia wie że przyjedziesz?
- Chcę żeby to była niespodzianka.
- Rozumiem.
- Kocham Cię aniołku.
- Ja Ciebie też. - powiedziałam ściskając jego dłoń która od początku leżała na moim kolanie. Przez całą drogę Lou opowiadał mi śmieszne momenty ze swojego rodzinnego domu. Po prawie 4 godzinach zatrzymaliśmy się przed rodzinnym domem Tomlinson'ów . Strasznie się denerwowałam. Lou zresztą też. W końcu ma wrócić do domu po 4 latach. W oknie zauważyłam ciekawskie spojrzenia dwóch młodszych dziewczynek. To pewnie Daisy i Phoebe. Obydwie zaraz poleciały z nowiną pewnie do mamy lub do sióstr.
- Gotowy? - spytałam.
- Mniej się nie da. - uśmiechnął się krzywo. Powoli wyszliśmy z samochodu. Również bardzo powoli stawialiśmy kroki w stronę domu. Lou 3 razy zapukał do drzwi. Ja starałam moje ciało ukryć za jego chociaż nie bardzo mi się to udawało, ponieważ Lou mocno trzymał mnie przy swoim boku. Byłam jego oparciem na tą chwilę. I było mi dobrze z myślą że mi ufa. Że jako mi jedynej chce przedstawić swoją rodzinę. Bo gdyby nie patrzeć moglibyśmy się zatrzymać w hotelu. Usłyszeliśmy przekręcanie klucza i drzwi się otworzyły, tak naprawdę wszystko trwało minutę a mi wydawało się jakby to były co najmniej 2 godziny. W drzwiach stanął postawny mężczyzna. Zgaduję że jego drugi ojczym.
- W czym mogę pomóc? - spytał uważnie na nas patrząc.
- Jestem Louis. Louis Tomlinson.
- Louis? Johannah! Johannah chodź tu szybko! Wejdź synu! - krzyknął biorąc go w objęcia. Czyli musiał znać Louisa z historii pewnie Johannyh albo jego przyrodnich dzieci.
- Co się tak drzesz Daniel? Dzieci śpią. - przystanęła w pół kroku widząc znajomą jej postać. - Lou? - w jej oczach mogłam zauważyć łzy.
-Mamo. - powiedział podchodząc do kobiety i wtulając się w jej ciało.
- Dzieci! Chodźcie! Patrzcie kto przyjechał! Toż to cud! - Za chwilę koło Louisa było 5 dziewczynek. A raczej nastolatek. Żadna z nich nie mogła uwierzyć że ich brat po 4 latach w końcu się pokazał. Do mnie podeszła jedna z nich.
- Jesteś Danielle prawda? Louis dużo mi o Tobie opowiadał. - Oh, czyli to Georgia.
- Georgia tak? Tak jestem Danielle. - uśmiechnęłam się przyjaźnie a ona wzięła mnie w ramiona. Odwzajemniłam to mimo to że czułam się trochu skrępowana. Nagle wzrok Lou powędrował na nas.
- Chcę Wam kogoś przedstawić. To moja dziewczyna Danielle. - powiedział a ja uśmiechnęłam się najlepiej jak tylko potrafiłam. Po chwili wszyscy znajdowaliśmy się w salonie. Louis opowiedział co u niego się działo, ja troszkę opowiedziałam o sobie. Później przeszło do najgorszego. Wyjaśnienia powodu dla którego tu jesteśmy. O dziwo jego rodzina przyjęła to dość spokojnie. No może oprócz mamy Lou która zaczęła zamartwiać się o nasze bezpieczeństwo. Siedzieliśmy rozmawiając na różne tematy. O godzinie 01:30 wszyscy rozeszli się do pokoi ponieważ dziewczyny miały na następny dzień szkołę a rodzice Lou prace.
Weszliśmy do starego pokoju Lou który "ocalał", dzięki interwencji Georgii która mimo zapewnień Louisa że już nie wróci, wierzyła że jednak to zrobi.
- Czułem się ... dziwnie. - powiedział obejmując mnie od tyłu i całując miejsce za moim uchem.
- W końcu widzisz ich po 4 latach.
- Tak, Phoebe i Daisy strasznie się zmieniły, już nie są tymi samymi dziewczynkami. Gdyby nie zdjęcia od Georgii, nie poznałbym ich.
- Louis, chodźmy spać. Jestem zmęczona.
- Jasne aniołku. Ja też jestem. Myślisz że możemy jutro my zostać z Ernestem i Doris? Chciałem to zaproponować na dole ale chciałem też wiedzieć czy ty nie będziesz miała nic przeciwko.
- Oczywiście że możemy. I tak nic nie mamy w planach.
- Cieszę się. Chciałbym złapać też z nimi jakiś wspólny język. No dobra może zajęcia bo jeszcze dobrze nie mówią. - zaśmiał się a aj z nim. Louis dał mi jakąś swoją starą koszulkę do spania, ponieważ nie braliśmy żadnych rzeczy, zresztą żadnych naszych rzeczy tam nie było.
Położyliśmy się do łóżka i przytuleni do siebie zasnęliśmy.

-----------------
 Jest! Po prawie 3 godzinach napisałam go :'))))))
Nie pamiętam czy było już wcześniej coś o Lou i jego rodzinie.. Jeśli tak to przepraszam że coś zmieniłam. Ale nie bardzo chciało mi się szukać... :( 

ZAKOŃCZENIE! SZCZĘŚLIWE CZY NIE? Do was należy wybór.. Mogę tez napisać oba jeśli tylko chcecie. Dajcie mi znać oby jak najszybciej. Już miałam wymyślone ale zmieniła mi się fabuła i sama nie wiem. Z mojej strony to tyle. Do następnego <3

3 komentarze:

  1. Rozdział cudowny. Zakończenie jakiego byś nie napisała i tak będzie świetne, chociaż osobiście wolałabym szczęśliwe ♡.♡

    OdpowiedzUsuń
  2. SZCZĘŚLIWE niech będzie XD
    Rozdział super, czekam na next ;* <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział ♡♥Czekam na next!
    Ps Oczywiście szczęśliwe zakończenie.

    OdpowiedzUsuń