wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział Czterdziesty Trzeci 3/3

*Danielle POV's*

Byłam szczęśliwa i smutna jednocześnie. Moim rodzicom w końcu dostało się to na co zasłużyli ale to w końcu moi rodzice. Będzie mi ich brakować i to bardzo. Po rozprawie sądowej, wszyscy zgodnie ustaliliśmy że pójdziemy do restauracji. Zadzwoniliśmy po resztę aby również przyjechali. Moja mała biedna Nona,bardzo to wszystko przeżywała. Nie chciała z nikim rozmawiać. Szła koło mnie trzymając mnie za rękę.
-Skarbie a może wezmę cie na rączki? - Louis zatrzymał się i kucnął obok małej. Ona jednak pokiwała głową na nie.
-No chodź. Coś ci powiem. - Uśmiechnął się do niej a ona wystawiła ręce w jego stronę. Cieszyłam się że Lou jest taki opiekuńczy wobec niej. Wobec nas.
- Babciu poczekaj. - Powiedziałam podbiegając w jej stronę.
- A gdzie masz Nonę? -  Spytała.
- Lou wziął ją na ręce.
- Kochanego masz tego chłopaka. - Uśmiechnęła się w moja stronę. Również odwzajemniłam uśmiech.
- Co Nona opowiedziała w sądzie?
- To samo co Ty. Płakała dużo. Mówiła że ona ich bardzo kocha ale Ciebie kocha bardziej bo ty nie zostawiłaś jej. Sąd również się pytał z kim chciałaby teraz mieszkać. Powiedziała że z Tobą i że jak u mnie była to chciała abyś wróciła do niej. - Uśmiechnęła się w moją stronę i dopowiedziała. - Jesteś dobrą siostrą dla Nony.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam i przytuliłam ją.
 Miło było popatrzeć jak mój chłopak troskliwie zajmuje się moją siostrą, ten widok rozczulał moje serce. Cieszyłam się że nie ma on pretensji do mnie że czasem mam obowiązek zająć się siostrą gdy nie ma babci, cieszy mnie również to że podziela on moje zdanie co do adpotcji Nony.
Doszliśmy do ulubionej restauracji gdzie czekała już reszta. Zostałam otoczona , gdzie musiałam odpowiadać na pytania. Po wszystkim każdy mnie przytulił, nawet Malik się na to zdobył.
Wszyscy zamówili to na co mieli ochotę. Dzisiaj nawet nikt nie myślał o pieniądzach. Cieszyliśmy się wygraną sprawą. Oczywiście że żal mi było rodziców.. Kocham ich i to się nie zmieni ale to co oni zrobili..
- Co jest skarbie? - Lou założył rękę na moje ramie.
- Szkoda mi trochę rodziców. - uśmiechnęłam się smutno.
- Zasłużyli na to, gdyby Nona nie zauważyła tego pikającego dziadostwa, Ty i Ona.. mogłybyście już dawno zginąć.
- Wiem ale..
- Ciii, nie myśl o tym. - powiedział zostawiając krótki pocałunek na moich ustach.
Cieszyliśmy się tą chwilą. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy co czeka nas w domu.


------------------
Jestem tak bardzo koszmarną bloggerką :( chyba skończę te opowiadanie na 50 rozdziale :) nie umiem się zebrać na pisaniu :( Przepraszam (po raz 100000000) :) Kocham Was za to że tyle czekacie na jeden rozdział :)

5 komentarzy:

  1. Nie przestawaj!! Rozdział jest świetny ;)) Wyruszyłam się tym jaki Louis jest opiekuńczy :3
    Pozdrawiam, życzę weny i WESOŁYCH WALENTYNEK ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże jakie wyruszyłam xD WZRUSZYŁAM SIĘ XD

    OdpowiedzUsuń
  3. W takim momencie? Proszę cię nie przestawaj pisać. Twoje opowiadanie przeczytałam w dwa dni. Jestem nim zafasynowana. Z niecierpliwością czekam na następny rozdział. ♡♥ :*:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajebiste rozdział!:) Pozdrawiam, dużo weny życzę oraz Wesołych Świąt!
    RiDa

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebiste rozdział!:) Pozdrawiam, dużo weny życzę oraz Wesołych Świąt!
    RiDa

    OdpowiedzUsuń