niedziela, 13 września 2015

Rozdział Czterdziesty Trzeci część 1/3

Na wannie pełnej czerwonej cieczy,  leżały róże.  Czerwone róże. Lustro było pokryte czerwonym czymś. Również ściany były popisane czymś czerwonym. Głównie to były rysunki. Takie jak nóż z krwią. Martwa kobieta.  I takie podobne. Od tego widoku robiło mi się nie dobrze. Podbiegłam do toalety i zwymiotowałam. Z moich oczu poleciały łzy. Podeszłam do Louisa który miał w ręku kartkę.
- Daj mi ją. - Powiedziałam.
- Nie sądzę żeby...
- Poprostu mi ją daj.- bardzo powoli Lou podał mi kartkę. A ja trzęsącymi rękoma chwyciłam ją i zaczęłam czytać.

"Czerwień. Mój ulubiony kolor. A twój Danielle? Dla wielu osób oznacza to miłość. A dla mnie tylko jedno. KREW. Kocham, poprostu kocham widok krwi. Mam nadzieje że też go lubisz. Bo już nie długo będzie ciebie całą pokrywała. Nie mogę się doczekać tego widoku. Będzie bardzo przyjemnie. Chociaż nie powiedziałem że dla ciebie. Sam ciebie nie zabije. Ale może twój chłopak?  Lub ktoś z twoich przyjaciół? Rodziny?  A może ktoś kogo w ogóle nie znasz?  Kto powiedział że nie. Radziłbym ci mieć oczy szeroko otwarte. Do zobaczenia niedługo piękna. XX."

Upadłam na kolana zanosząc się płaczem. Dlaczego akurat ja? Co ja takiego zrobiłam?!

-Kochanie. - Louis klęknął koło mnie.
- Nie dotykaj mnie. - szepnęłam.
- Skarbie nie skrzywdzę cie. Wiesz o tym. Kocham cie. I nie dopuszczę żeby ten zasrany psychol cię dotknął. Słyszysz nie dopuszczę do tego. Nikt nigdy w życiu cie nie skrzywdzi. Obiecuje. - powiedział i  objął mnie. Ufałam mu. Wierzyłam że gdy będę koło niego nic mi się nie stanie. Przytuliłam się do niego a on wziął mnie na ręce i przeniósł na kanapę. Kładąc się obok mnie i mocno trzymając. Nie całe 10 minut później do domu weszli pozostali.
- Co jest?  - spytał Liam. Louis pokazał im tylko drzwi od łazienki.
- Kurwa. - usłyszałam. Przypomniałam sobie o kartce którą cały czas gniotłam w ręce. Oderwałam jedną rękę Louisa od swojego ciała i otworzyłam jego rękę. Wsadziłam w nią kartkę i od razu kazałam mu ją zamknąć nie chcąc patrzyć na nią. Louis zrozumiał co to jest i przywołał najbliższą osobę którą okazał się być Zayn. Wręczył mu kartkę i znów ułożył rękę na moim brzuchu.
- Ten ktoś jest psychiczny. Patrzcie na to. - Zayn podał kartkę pozostałym.
- Nie możemy tego tak zostawić. Musimy coś z tym zrobić. - Powiedziała Perrie. Wszyscy usiedli koło nas , czy na kanapie czy na fotelach.
- Potrzebujemy coś co nam pozwoli ustalić kim jest XX.
- Czekajcie. - zerwała się Jessica i poszła do pokoju obok wracając z laptopem. Każdy na nią uważnie patrzył gdy coś stukała na klawiaturze laptopa.
- Mam. A więc mamy 959 osób które podpisują się jako XX i obecnie przebywają w Anglii. I tylko 193 osoby które podpisują sie jako XX i robią podobne rzeczy do naszego XX.
- Możemy kogoś już wykluczyć? - spytał Louis.
- Nie. Wszyscy raczej są nam nieznani. Chociaż większość kojarzę z twarzy.
- Pokaż. - powiedział Lou i wszyscy się zebrali obok niego patrząc w ekran.
- Pezz weź może Danielle do naszego pokoju. Jest zmęczona a ty kochanie też powinnaś odpocząć ze względu na nasze dziecko. - powiedział Malik.
- Okej. - odpowiedziała dziewczyna i ruszyłyśmy na górę.
Ledwo weszłam do pokoju przyszłych rodziców a od razu położyłam się na łóżku i zasnęłam.

----
Cześć Wam :D TRZY razy usunąłem rozdział i pisałam go na nowo. Do tego dochodzi szkoła i bardzo dużo nauki. Ten rozdział podzielę na 3 części. Mam nadzieje że chociaż wam się spodoba bo według mnie  nie wyszedł.. :( do kolejnego :)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział Czterdziesty Drugi

FTe dni minęły bardzo szybko, odpoczęłam od całego Londyńskiego syfu. Z babcią dużo rozmawiałam i bardzo się do niej zbliżyłam. Z Noną również byłam bliżej niż wcześniej. Nim się obejrzałam już siedziałam w samolocie ze śpiącą Noną na moich kolanach i z babcią również śpiącą ale obok mnie. Ja nie mogłam zasnąć wiec przez 8 godzin lotu siedziałam i wyglądałam przez okno. Za 30 minut powinniśmy wylądować. Bardzo tęskniłam za Kelesey i Louisem. Nie mogłam się doczekać aż ich zobaczę. Za Liamem trochę też ale nie byłam z nim tak blisko aby bardzo to odczuwać. Babcia z Noną przez tydzień będą z nami mieszkały a później wrócą do Los Angeles. Ale zaraz gdy skończę 18 lat, wezmę Nons pod swoją opiekę.

Właśnie odebrałyśmy nasze bagaże i ruszyłyśmy w poszukiwaniu Louisa.
Znalazłam go bardzo szybko. Gdy go zobaczyłam łzy stanęły mi w oczach. Od razu pobiegłam do niego rzucając mu się na szyję.
- Tak bardzo tęskniłam.
- Ja też za tobą tęskniłem skarbie. Nawet nie wiesz jak bardzo. Nie opuszczaj mnie już nigdy. - wyszeptał ostatnie zdanie.
- Nigdy już cię nie opuszczę. -pocałowałam go bardzo mocno i odsunęłam się od niego.
- Chodź do mnie księżniczko. - Lou wystawił ręce do mojej siostry a ona od razu pobiegła do niego wtulając się w niego. Uśmiechnęłam się na ten widok. Byli poprostu słodcy. Po chwili Lou także przywitał się z moją babcią i udaliśmy się do samochodu. Zapakowaliśmy bagaże do bagażnika i dojechaliśmy w stronę domu. Całą drogę ekscytowałam się że w końcu zobaczę Kels. Bardzo teskniłam za tą wariatką.

Po prawie dwóch godzinach przez korki, byliśmy w domu. Od razu rzuciłam się w stronę drzwi. W salonie znalazłam przyjaciółkę i Liama.
- Danielle. - wyszeptała a łzy stanęły w jej oczach,  w moich również.
- Kels. Teskniłam. - powiedziałam mocno ją przytulając.
- Też tęskniłam nawet nie wiesz jak bardzo. - w końcu oderwałyśmy się od siebie a ja zauważyłam że cała reszta nam się przygląda.
Przywitałam się ze wszystkimi.
- A gdzie Mili i Jessica?  - zauważyłam brak mojego psa i koleżanki.
- Jess wzięła ją na spacer. Powinna być za 30 minut.
- Okej. - Uśmiechnęłam się sztucznie chociaż pragnęłam aby Jessica już wróciła. Nie dlatego że nie ufałam Jess a dlatego że bardzo tęskniłam za moją psiną. Brakowało mi jej bardzo.

Babcia poszła na zakupy bo stwierdziła że nie mamy nic w lodówce a bardzo chciała ugotować obiad. Wszyscy oczywiście byliśmy z tego powodu zadowoleni ponieważ nikomu nie chciało się gotować a babcia bardzo dobrze to robiła i zawsze wychodziło smacznie.
Perrie wraz z Zaynem zabrali Nonę na plac zabaw. Pamiętacie że Edwards jest w ciąży?  To już 6 miesiąc i chcieli się poduczyć na mojej siostrze. Nie ufałam Malikowi ale Pezz obiecała mi że ona się nią zaopiekuje. Myślę że będzie wspaniałą matką. Jessica wróciła z Mili, oczywiście wyprzytulałam Mili i podziękowałam Jess za to że się nią zajęła. Ona wraz z Niallem zasiedli przed komputerem mówiąc że muszą zobaczyć jak idzie robota ich gangu. A ja z Lou i Mils, wylegiwaliśmy się przed telewizorem. Oglądaliśmy jakiś film. Nie pamiętam tytułu ale jest bardzo ciekawy.
- Ten prawnik chce się z Tobą spotkać.
- Kiedy?
- Jutro.
- Okej , mam się bać?
- Nie. - zaśmiał się. - Chce omówić z Tobą, znaczy z nami plan który razem z nim ustaliłem. W końcu rozprawa już za 10 dni i chcemy żebyś była przygotowana.
- Okej. - wypuściłam głośno powietrze. Strasznie bałam się tej rozprawy. Bałam się że przegram ale bałam się także że wsadzą mnie do domu dziecka. Jestem przecież nie pełnoletnia. Bałam się że zabiorą Nonę. Nie wiedziałam też co zrobię jak zobaczę moich rodziców. Tak strasznie się wszystkiego bałam. Chciałabym móc przyśpieszyć czas aby mieć już to za sobą. Jednak to było nie możliwe.  A pozostało mi tylko czekać i przygotować się. Wiem że podczas rozprawy Nona będzie pod opieką Perrie i Jessici.
Kels, babcia,  mama Kelesey, kilka sąsiadów, przyjaciele rodziców i ja będziemy zeznawać. Louisa biorę jako osobę wspierającą mnie. Mam nadzieje że prawnik wymyślił dobry plan i że wszystko pójdzie zgodnie z nim.
- Musimy iść kupić jakieś ubrania na tą rozprawę. Znaczy ja z babcią i Kelesey. Z tego co wiem mama Kels już je ma a o resztę się nie martwię.
- Jasne. Jak wrócimy od prawnika zabiorę was na zakupy okej?
- Okej. - pokiwałam głową i wtuliłam się w mojego chłopaka.

Chwilę później wróciła babcia która od razu zaczęła gotować. A gdy obiad był prawie gotowy do domu weszli pozostali. Nona od razu rzuciła się w moją stronę opowiadając ci robiła z Perrie i Zaynem i gdzie ją zabrali.
10 minut później wszyscy siedzieliśmy przy stole zajadając pyszny obiad. Babcia dostała pełno pochwał z czego była zadowolona.
Po zjedzonym daniu wszyscy rozeszli się do siebie a ja postanowiłam pozmywać.  Louis został aby mi pomóc.

Wieczór nadszedł szybko.  Nona była bardzo zmęczona i szybko usunęła. Babcia tak samo. Ustaliliśmy że babcia z Noną będą spać na naszym łóżko a my na kanapie w salonie.
- Louis idziesz ze mną? - spytałam podchodząc do niego i siadając mu na kolanach.
- Gdzie chcesz iść o tak później porze?
- Trzeba wyjść z Mili na spacer. Chyba nie chcemy mieć nie miłej niespodzianki rano.
- No to idziemy.  - powiedział i wstał razem ze mną. Ubraliśmy się i wyszliśmy z psem.
- Cieszę się że wróciłaś. Bardzo tęskniłem.
- Ja za Tobą też Lou.
- Kocham Cię Dani i nie dopuszczę do tego abyś znów mnie opuściła.
- Też Cię kocham Lou.

Wróciliśmy do domu ale to co tam nas zostało. .. Myślałam że to już się skończyło.  Że zapomniał,.

"WEJDŹ DO ŁAZIENKI KOCHANIE. XX." - przeczytałam karteczkę która leżała na stole w kuchni w kopercie z moim imienniem.
Po patrzyłam ze strachem na Lou. Lou stwierdził że babcia z Noną i Mili śpią na naszym łóżku a reszta poszła na imprezę chociaż zaraz powinni być ponieważ Louis zawiadomił ich o liście.
- XX.  Poprzednio też się tak podpisał. - powiedział Lou.
- Ja chyba nie chce tam wchodzić.
- Wejdziemy tam razem okej?- przytulił mnie.
-Okej. - powiedziałam I otworzyłam drzwi do wspólnej łazienki na dole. Skąd wiedziałam że to ta a nie któraś z reszty?  Proste na drzwiach był przyklejony płatek róży i podpis kredą 'wspaniałych wrażeń życzę Skarbie XX'
- O kurwa - przeklnął Lou. Ja zamknęłam oczy.  Za bardzo się bałam.
Powoli je otworzyłam i krzyknęłam.

+++++++++++++++++++++++++++++
I jak wam się podoba?  Jak myślicie co jest w łazience?  Mam nadzieje że spodobał wam się rozdział,  następny juz w krotce . Buziaki i do następnego ^.^

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział Czterdziesty Pierwszy

*Danielle POV*

- Babciu pójdzieemy na lody? - zapytała Nona babci.
- Tak kochanie, możemy pójść. - odpowiedziała jej. - Danielle? Musimy porozmawiać. - powiedziała do mnie a ja kiwnęłam głową. Weszłyśmy do ulubionej kawiarenki Nony, gdzie był kącik zabaw. Babcia zamówiła lody i kawy a dla Nons gorącą czekoladę, usiadłyśmy przy stoliku a mała brunetka pobiegła bawić się gdzie były już inne dzieci.
- Coś się stało babciu? - spytałam
- Dzisiaj rano dzwoniła do mnie twoja matka.
- Po co?
- Chciała żebym załatwiła jej i twojemu ojcu prawnika.
- Co chciała? Czy ona jest nie normalna? Przecież ona jest na straconej pozycji od razu.
- Nie denerwuj się kochanie. Wygrasz tą sprawę. W końcu Louis załatwił bardzo dobrego prawnika. Masz bardzo fajnego chłopaka.
- Czekaj. Co zrobił Lou?
- No wynajął prawnika. Nie mówił Ci? Wczoraj do mnie zadzwonił.
- Muszę napisać sms. - pokiwałam zrezygnowana głową.
"Prawnika? Serio? Wiesz że nie mam pieniędzy na takie rzeczy..."
Odpowiedź przyszła niemal od razu.
" Ale ja mam. Wygramy to kochanie<3"
Już miałam odpisywać gdy przyszło nasze zamówienie.
- Dziękuję. - podziękowałyśmy, a ja wstałam od stolika aby pójść po Nonę.
- Kochanie chodź, przyszły lody. - powiedziałam a ona z wielkim uśmiechem wróciła ze mną do stolika.
Po zjedzonych lodach i wypitej czekolady przez Nonę, dziewczynka wróciła do zabawy a my z babcią zaczęłyśmy pić naszą kawę.
- Danielle, myślę że lepiej będzie jak Nona zostanie ze mną po rozprawie sądowej i dopóki się nie ustatkujesz. Jak będziesz pełnoletnia będziesz mogła przejąć pełnoprawną opiekę nad nią i wtedy ją weźmiesz.
- Nie chcę Ci jej zwalać na głowę babciu.
- O to się nie martw. Spędzanie czasu z małą, sprawia mi tylko przyjemność.
- Sama nie wiem.
- Będziesz przecież mogła ją odwiedzać, a do 18 zostało ci tylko 6 miesięcy. To wcale tak dużo nie jest.
- No okej. - westchnęłam zgadzając się.
Ja odpisałam Lou.
"Wygrałabym to nawet bez prawnika. Ale dziękuję ;) Oddam jak tylko będę miała."
"Nie musisz mi oddawać nic. To co moje to i Twoje :* Kocham Cię <3" - odpisał.
Już nic nie odpisywałam.
Wypiłyśmy z babcią kawę i wróciłyśmy do domu. 
Udałam się do pokoju i zadzwoniłam do Kels.
"- Dan?! W końcu się odezwałaś!
- Tak. Co tam u was?
- Bez Ciebie nudno. Wszyscy tu tęsknimy za Tobą.
- Wracam za trzy dni. Co u Louisa? - spytałam.
- Odkąd wyjechałaś, siedział cały czas w pokoju ale ostatnio chodzi już uśmiechnięty i cały czas gdzieś wchodzi.
- Pisałam z nim dzisiaj. Wynajął mi prawnika.
- Awww. Słodko.
- Nie wiem gdzie mam się zatrzymać. Ale chyba pojadę do cioci.
- Gdzie? Przecież twoja ciocia mieszka 100km od Londynu. Nie denerwuj mnie dziewczyno! Wracasz do nas. Louis się ucieszy.
*- Co ja?* - usłyszałam w tle.
- Danielle chce wrócić, ale nie tutaj tylko do cioci. - powiedziała mu a ja miałam ochotę ją udusić.
*-Co? Daj mi ją* - powiedział a ja zacisnęłam powieki.
- Danielle? - usłyszałam jego głos.
- Tak? - spytałam i usłyszałam jak wypuszcza powietrze.
- Tęsknię za Tobą. - powiedział a moje serce zabiło 2 razy mocniej.
- Ja.. Ja za Tobą też.
- Wróć tutaj kochanie. Proszę wróć do mnie.
- Louis...
- Obiecaj mi to. Proszę.
- Obiecuje. - szepnęłam ale tak żeby mnie usłyszał.
- Kocham Cię Danielle.
- Też Cię kocham.
- Odebrać Was z lotniska?
- Jeśli byś mógł.
- Kiedy?
- Za trzy dni o 15.
- Okej. Będę.
- Dasz mi jeszcze Kelsey?
- Tak, oczywiście. Kocham Cię.
- Ja ciebie też.
- Dani? - usłyszałam głos przyjaciółki.
- Uciekam już spać Kels.
- Okej.
- Dobranoc.
- Dobranoc. - powiedziałam i rozłączyłam się."
Wstałam z łóżka i weszłam do łazienki. Napuściłam wodę i zaczęłam szykować kąpiel dla Nony.
Gdy było już gotowe, zakręciłam wodę i zeszłam na dół po siostrę.
- Kochanie, chodź się kąpać.
- Muuszę?  - wydęła wargi, odwracając głowę od telewizora.
- Tak. Już jest późno.
- Okeej. - Westchnęła i udała się ze mną na górę.
Wykąpałam ją i ubrałam w piżamę.
- Teraz przeczytam ci bajkę i... - zaczęłam gdy mi przerwała.
- Nie. Ja chcę żeby babcia mi poczytała.
- Babcia...
- Poczytam jej. - babcia weszła do pokoju i wzięła książkę, wyganiając mnie z pokoju.
Sama udałam się pod prysznic i szybko się umyłam.
Ubrałam piżamę i udałam się do łóżka.
Zaraz po tym zasnęłam...


------
ZABIJCIE MNIE.. Napisałam go. WKOŃCU.. Ostatnio nie miałam czasu (jak zwykle) ale OBIECUJĘ się poprawić. Jak nie to podam wam mój adres i możecie mnie udusić ;)))

Rozdział Trzydziesty Dziewiąty

*Danielle POV*

- Proszę przestań. - Załkałam.
- Zamknij się kurwa!  - Krzyknął uderzając mnie w policzek. Zaniosłam się większym płaczem za co znów oberwałam.
- Chodź tu szmato. - Pociągnął mnie za włosy przyciągając do siebie. - Teraz się zabawimy. - Wyszeptał w moje ucho.
*
Obudziłam się cała zalana potem. Znów ten jebany koszmar.  Śni mi się co noc odkąd do naszego domu ktoś się włamał - czyli równy tydzień. W tym czasie Louisa widziałam może z 4 razy. Nie było go w domu,  a gdy już wrócił był kompletnie zalany w trupa. Popatrzyłam na miejsce obok. Jak zwykle - puste. Z moich ust wydobył się szloch. Położyłam głowę na poduszkę i zaczęłam niekontrolowanie płakać.

*Louis POV*

- To samo. - Wybełkotałem do barmana stojącego za ladą.
Co robiłem w barze? Myślałem. W domu nie mogłem tego robić. Nie mogłem patrzeć na moją Danielle, która jest załamana. I tym co się dzieje i moim stanem. Gdy wracałem do domu, Danielle już spała a z jej oczu wydobywały się łzy. Nie spałem z nią w łóżku. Zazwyczaj lądowałem na kanapie nie mogąc znieść stanu w którym znajduje się moja dziewczyna.
Popatrzyłem na zegarek. 4 rano.  Trzeba już wracać. Wysłałem do Liama sms. On jak co-dzień przyjechał po mnie. Tym razem nie był sam.

*Danielle POV *

Usłyszałam przekleństwo z korytarza. Po cichu zeszłam na dół i zobaczyłam Liama ubierającego buty.
- Liam?
- Danielle? Czemu nie śpisz?
- Nie mogę spać.
- Płakałaś? - Spytał podchodząc do mnie.
- uhmm. Miałam koszmar. Gdzie jedziesz? - Szybko zmieniłam temat.
- Po Louisa. - Westchnął.
- Czy ja mogę jechać z Tobą?  - Nie do końca byłam pewna czy chce się teraz z nim widzieć.
- Okej.
- Daj mi 5 minut. - Powiedziałam i pobiegłam na górę. Za chwilę byliśmy już w drodze po Louisa.

*Louis POV*

- Co ty tu robisz?  - Wybełkotałem do stojącej przede mną brunetki.
-Ja się pytam co ty robisz.  Nie ma Cię w ogóle w domu do cholery. Nie ma dnia żebyś ty nie był pijany. A ty się mnie pytasz co robię! - Krzyczała a ludzie zebrani tutaj zaczęli się nam przyglądać.
- NO I PO CHUJA SIĘ GAPICIE! - Krzyknąłem do nich, a oni zajęli się swoimi sprawami.
- Chodźmy przed klub. - Liam zaproponował na co przystałem.
Liam otworzył samochód, wsiadając do środka.
- Możemy porozmawiać? - chwyciłem ją za ramie. 
- O czym chcesz rozmawiać? - zapytała wyrywając rękę i odwracając się w moją stronę. Widziałem jej załzawione oczy. Płakała. Płakała przeze mnie. Jestem skończonym chujem.

*Danielle POV*

Stałam patrząc się na reakcję Lou. Stał wlepiając we mnie swój wzrok.
- O czym chcesz porozmawiać? - powtórzyłam pytanie.
- O tym dlaczego Ty to robisz?
- Co ja robię? - wytrzeszczyłam na niego oczy.
- To. Dlaczego tu jesteś? Nikt nie kazał Ci tu przyjeżdżać. - machał rękami na wszystkie strony. Zabolało. W chuj zabolało.
- Masz do mnie pretensje o to że się o ciebie martwię?! Jak tak ma to wyglądać to ja dziękuję. - powiedziałam  załamując się na końcu. Pokręciłam głową a fala łez znów mnie zalała.

*Louis POV*

- A może Ty chcesz ze mną zerwać? - uniosłem wysoko brwi.
- Co? Nie. Wracajmy do domu. - powiedziała i wsiadła na tylne siedzenia.
Ja usiadłem z przodu, a Liam odpalił auto.
Czy ona chciała ze mną zerwać? Mam nadzieje że nie. Nie przeżyłbym tego. 
Bez niej nic nie ma sensu. Kocham ją. Ale nie mogę nic poradzić na to że ostatnio mam gorsze dni.
Z moich przemyśleń wyrwał mnie Liam. 
- Wychodzisz? Już jesteśmy. - spytał patrząc na mnie smutnymi  oczami. Pokiwałem głową i wysiadłem.
Wszedłem do domu i udałem się do swojego pokoju.
Nie było w nim Danielle czyli poszła się wykąpać. 
Położyłem się na łóżku a moją głowę znów zalała fala myśli.

* Danielle POV* 

Wyszłam z łazienki i spojrzałam na śpiącego Louisa. 
Zalogowałam się na komputer i sprawdziłam odloty do Los Angeles.
Myślę że tydzień u babci, dobrze mi zrobi.
Najbliższy lot był jutro o 10 rano. Zabukowałam bilet i napisałam do babci, informując ją że jutro będę u niej. Wyciągnęłam walizkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy, położyłam się spać.

*następny dzień, 8rano*

Jestem już prawie gotowa. Wszyscy jeszcze śpią co mi odpowiada.
Zamówiłam już taksówkę i właśnie piszę do kartkę do Louisa.

"Przepraszam ale musiałam wyjechać,
Męczyłam się tu a to nie było dobre ani dla mnie, ani dla nikogo.
Będę u babci. 
To była spontaniczna decyzja gdy Ty już spałeś. 
Myślę że taka  rozłąka dobrze nam zrobi. 
Nie wiem ile mnie nie będzie. Ale dwa tygodnie najmniej.
Zajmuj się dobrze Mili.
Jeszcze raz przepraszam. 
Kocham Cię xx
Twoja Danielle x"

Kartkę umieściłam na biurku i po cichu wyszłam z pokoju zabierając walizkę. 
Wyszłam na zewnątrz, bo tak było bezpieczniej. Przynajmniej byłam pewna że nikogo nie obudzę. 
Po zakluczeniu domu, wystarczyło czekać na taksówkę. Nie długo po tym przyjechała i zabrała mnie na lotnisko. 

*Louis POV*

*godzina 9.50*

Zostawiła mnie.
Kartka którą trzymałem wyleciała mi z ręki. Sam upadłem na kolana chowając twarz w dłoniach.
Tak porpostu mnie zostawiła, wyjechała.
"Myślę że taka  rozłąka dobrze nam zrobi." - jak mogłem być taki głupi.
Dlaczego byłem taki głupi? 

***
No hej Xd napisałam go..  Taki dziwny bo mieszany ale moim zdaniem pasuje :) widzę że jest coraz mniej komentarzy no ale okej.  Najwidoczniej kilka osób odeszło :) dobra wiec mamy juz rok 2015 a,ja chociaż boli mnie głowa i ogólnie jestem bardzo chora - napisałam dla was ten rozdział <3 szczęśliwego Nowego Roku <33

niedziela, 1 lutego 2015

Od was zależy...

Hej xd
Wiem,  wiem.  Macie pewnie dość moich notatek bo za miast nich mógłby być następny rozdział no ale niestety ;(
Ta notatka jest dość ważna bo to od was zależy czy będę kontynuować bloga dalej czy niedługo go zakończę.
Ten blog kończy się na 50 rozdziale, i teraz to wy decydujecie czy chcecie drugą część bloga czy nie..  Jeśli tak -> od razu ostrzegam że nastąpi  miesięczna przerwa, gdzie będę szukała pomysłów... 
Jeśli nie -> blog zostaje zakończony ale nie będę usuwała go...
Głosujcie w ankiecie...
Czas na głosowanie jest do końca lutego,  myślę że ta data jest ok,  cały miesiąc czasu :)
Z mojej strony to tyle :>
Do zobaczenia w kolejnym ;*

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział Czterdziesty

*tydzień później *
*DANIELLE POV *

Wyszłam z pokoju pierwszy raz od tygodnia. Babcia codziennie męczyła mnie pytaniami czy coś mi potrzeba lub czy dobrze się czuje. Pierwsze dwa dni siedziała ze mną w ciszy. Ale nie mogła zajmować się tylko mną. Jest jeszcze Nona. Moja mała siostrzyczka, codziennie przynosiła mi coś słodkiego. Gdy zobaczyłam Nonę, rozpłakałam się, tak bardzo za nią tęskniłam. Louis cały czas dzwoni. Tak samo reszta. Połączenie odebrałam tylko od Kelsey. Gadałam z nią z dwie godziny. Jutro wyjeżdżają na wakacje. U reszty nie wiem co bo również są na wakacjach. A co z Louisem? Nie wiem,  nie chcę wiedzieć. Jestem ciekawa czy dalej pije..
- Dani! - Nons rzuciła się na mnie.
- Cześć malutka. Co robicie? - Uśmiechnęłam się słabo.
- Ciasteczka! Chcesz robić z nami?  - Spytała słodko się uśmiechając.
- Jasne. - Powiedziałam i już po chwili zabrałam się do roboty.
- Danielle. Dzwonił kurator. - Powiedziała babcia poważnym głosem.
- C-co chciał?
- Powiedział że za 13 dni odbędzie się rozprawa sądowa w Londynie i chciał się spotkać z nami kilka dni przed nią.
- Czyli musimy nie długo lecieć?
- Tak. Najlepiej skarbie jeśli jeszcze dzisiaj zamówiła byś bilety. Znasz moje dane do konta.
- Okej,  zrobię to.  - Powiedziałam i poszłam po laptopa.
Po prawie pół godzinie wszystko było już załatwione. Lot miałyśmy za 3 dni. Napisałam do Kelsey że wracam za 3 dni do Londynu, takiego samego sms'a wysłałam do Louisa. Po chwili dostałam odpowiedź
Kelsey:
"To dobrze,  coś się stało że tak szybko? "
Louis:
"Tak się ciesze że odpisałaś. Skarbie co się dzieje?  Dlaczego wracasz tak wcześnie?  Znaczy chce żebyś wróciła i to bardzo! Kocham Cię,  odpisz proszę "

Uśmiechnęłam się lekko na wiadomość od niego.
- Danielle nie śpij. - Babcia pomachała mi ręką przed twarzą.
- Przepraszam zamyśliłam się.
- Pytałam się czy jedziesz z nami do centrum handlowego.
- Tak,  tak,  jadę z wami. - Powiedziałam.
- To idź się ubierz a my dokończymy ciasteczka. - tak jak powiedziała,  tak zrobiłam. Wyciągnęłam z walizki bluzeczke i spodenki i weszłam do łazienki. Szybko się umyłam i wysuszyłam głowe po czym się ubrałam. Zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa. Wzięłam do ręki telefon i zdecydowałam się odpisać Louisowi.
"Nie długo odbędzie się sprawa z moimi rodzicami,  myślę że razem z babcią i Noną zatrzymamy się u cioci lub w hotelu."
Postanowiłam nie brać telefonu więc do kopertówki schowałam tylko portfel.
- Jestem gotowa. - Zadeklarowałam schodząc do kuchni.
- My już prawie skończyłyśmy. - Po słowach babci usiadłam na krześle i podparłam rękami głowę.
- Okej możemy iść. - Babcia wytarła ręce i pogoniła Nonę żeby się ubrała. Po nie całych 10 minutach, wyszłyśmy z domu.  Ruszyłyśmy spacerkiem w stronę centrum. Dużo razy zatrzymywałyśmy się żeby Nona pobawiła się na placu zabaw.
W końcu doszłyśmy do celu gdzie miałyśmy zamiar spędzić sporo czasu.

-----
Krótki ale nie mam weny i chciałam żeby był jakiś...
Dziękuję za wszystkie komentarze które zostawiłyście pod poprzednim rozdziałem... :) z całego serca Wam dziękuję <3 jesteście najlepsze <3