sobota, 27 września 2014

Rozdział Trzydziesty Piąty


- Louis? Przyjedziesz po mnie?
- Tak skarbie,  już jadę.
- Czekam koło kafejki obok tego zoologicznego.
- Będę za 20 minut.  - powiedział po czym się rozłączył.  Obejrzałam się w okół siebie.  Czułam jakby ktoś mnie obserwował. Nie mogłam jednak zobaczyć kto to może być. Było tu pełno ludzi. To mógł być każdy. Obejrzałam się jeszcze raz.  Moją uwagę przykuł mężczyzna ubrany cały na czarno. Rozmawiał przez telefon, patrząc się na mnie. Wiedziałam że póki nie jestem sama, póki otaczają mnie inni ludzie, jestem w miarę bezpieczna.
Po 20 minutach czarne,  sportowe auto zatrzymało się przede mną i wyszedł z niego Louis.
- Hej.  - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Lou, znasz tego gościa?  Cały czas mnie obserwował. - pokazałam dyskretnie na faceta w czerni.
- Zack. - wyszeptał. - Idź do samochodu. - Dał mi kluczyki i ruszył w stronę chłopaka. Zrobiłam jak kazał i ruszyłam do auta. Wsiadłam na miejsce pasażera i obserwowałam wszystko z daleka. Nie mogłam odczytać wyrazu twarzy żadnego z nich.
Po dłuższej chwili, odwrócił się i ruszył w stronę auta. Bez słowa wsiadł i odjechał.
- Lou?  Coś się stało?  - spytałam delikatnie.
- Nie,  po prostu dostałem pewne wyzwanie.  - pokręcił głową jakby chciał wyrzucić z głowy niepotrzebne myśli.
- Podejmiesz się go?

                                Louis POV's

- Podejmiesz się go? - spytała brunetka siedząca obok.  Westchnąłem, kładąc rękę na jej kolanie.
- Muszę. Tylko to jest inne niż zazwyczaj. Mam brać udział w wyścigach. Tylko że te wyścigi mają być z partnerem.
- Z partnerem? - zmarszczyła brwi. - Z kim pojedziesz?
- O tym to już ty musisz zdecydować.
- Jak to ja?
- Albo pojedziesz ze mną ty, albo Lili.
- Kto to jest ta Lili? 
- Lili to dziwka. Chcę abyś to ty ze mną pojechała.  Wiem że boisz się szybkiej jazdy ale kochanie zrozum mnie.  Lili w aucie będzie się do mnie przystawiała. A oboje tego nie chcemy.
- Nie może ktoś inny? Kelsey? Albo któraś z dziewczyn?  - spytała z obawą w głosie.
- Nie.  Powiedzieli że albo ty albo ona.
- M-mogę to jeszcze przemyśleć?
- Jasne. - westchnąłem zrezygnowany. Nie wiem kto to wymyślił, ale ten ktoś musi wiedzieć że Danielle boi się szybkiej jazdy. Gdybym jeszcze wiedział kto to.
- Louis?  D-do kiedy mam czas?
- 5 minut przed wyścigiem musisz zdecydować.
- Kiedy jest wyścig? 
- 25 Lipca.  Za 27 dni. - odpowiedziałem.
Po chwili byliśmy pod domem.
- Idę na górę.  - Dan wyszeptała i poszła w stronę schodów.
Popatrzyłem na nią współczująco.
Usiadłem na kanapie obok Nialla.
- Co jest?  - spytał blondyn.
- Danielle musi jechać ze mną w wyścigu. Albo ona albo Lili.
-  To o co  chodzi? Pojedzie z tobą i ok.
- No właśnie nie ok.  Dani boi się szybkiej jazdy.  - wyjaśniłem.

                       Danielle POV's

Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Co ja mam teraz zrobić?  Dać mu jechać z jakąś dziwką,  czy jechać z nim pomimo mojego lęku i złego przeczucia?  Bardzo boję się jechać. Ale mam miesiąc na podjęcie decyzji. Zostawię to na potem. Pogłaskałam psa leżącego na łóżku obok mnie.

----
Jakiś dziwny mi ten rozdział wyszedł ale to jedyne na co mnie teraz stać. 
Jak myślicie,  jaką decyzję podejmie Danielle?
Dziękuję wam bardzo za komentarze :*

poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział Trzydziesty Czwarty

- Jejku on jest taki słodki. - zapiszczała Jessica.
- Cicho.  - uciszyłam ją.
- Jaka to rasa?
- Nie wiem.
- Zatrzymamy go?  - zamrugała rzęsami Kelsey.
- No właśnie tu jest mały problem. - zagryzłam wargę.
- Jaki?  - Kels uniosła brwi.
- Zayn,  Liam i Niall muszą się zgodzić.
- Zayn się nile zgodzi. - Perrie spuściła głowę.
- Dlaczego?
- On nie lubi psów. Już kiedyś próbowałam go do tego namówić ale nie zgodził się.
- Możesz spróbować znowu.  Zayn się zmienił od tamtej chwili.  - Jess próbowała namówić Pezz.
- Spróbuję.  - spuściła głowę. Wydawało mi się że widziałam strach w oczach Perrie. Ona boi się Zayna?  Coś jej zrobił?  Wypytam o to później Louisa.
- To my zaraz przyjdziemy. - dziewczyny ruszyły na górę a ja do Louisa siedzącego na kanapie.
- Kochanie. - usiadłam obok niego.
- Tak?
- Czy Zayn coś zrobił kiedyś Perrie?  Bo gdy Jessica powiedziała jej żeby namówiła Zayna w jej oczach był strach.  - wyszeptałam.
- Zayn był kiedyś bardzo agresywny,  gdy coś mu nie wychodziło,  lub ktoś coś zrobił źle,  atakował najbliżej stojące osoby.  Najbliżej niego zawsze stała Perrie i zawsze ona obrywała. Teraz Zayn się zmienił. 
- Myślisz że gdy Perrie poprosi go o to aby pies tu został to coś jej zrobi? 
- Myślę że nie. - na tym skończyliśmy rozmowę. Louis pogrążył się we własnych myślach, a ja nasłuchiwałam dźwięków dochodzących z góry. Bałam się że przeze mnie Pezz może zostać pobita.
- Nie spinaj się tak,  zobaczysz nic jej się nie stanie.
- A jeśli?
- Zobaczysz nic się ni wydarzy.  - po chwili ze schodów zeszła Kelsey razem z Jessicą.
- Nialla było trudno przekonać ale udało się. - uśmiechnęła się siadając obok mnie.
- Liam też się zgodził. - Kels podniosła kciuki do góry.
- Zaraz wrócę. - Louis westchnął i udał się na górę. A po chwili zeszła Perrie.
- I co? - szybko zerwałam się ze swojego miejsca.
- Nie chciał się zgodzić a teraz Louis z nim rozmawia.
- Włączmy jakiś film. - Jess zaproponowała na co my chętnie przystałyśmy.
- Może American Pie? - Kels wyciągnęła płytę.
- Jasne. - uśmiechnęłam się.  Usiadłyśmy na kanapę a pomiędzy mną i Pezz spał pies. Trzeba jej dać jakieś imię. Po 10 minutach oglądania filmu na dół zbiegł Louis z Zaynem.
- Skarbie, porywam ciebie i psa. Sorry dziewczyny przez dzisiejszy wieczór jest moja. - pociągnął mnie za rękę i wziął psa. Mocno zdziwiło mnie jego zachowanie ale nie protestowałam.
- Możesz mi powiedzieć gdzie jedziemy?  - zapytałam po 5 minutach jazdy.
- Trzeba kupić coś psu. I jak zdążymy to jeszcze pojedziemy do weterynarza. 
- Musimy jej nadać imię.  - powiedziałam.
- Może Lila?
- Nie .
- Sarah?  Grega?  Rewi? Natali?
- Nie.
- Mili?
- Tak. Jest piękne.
- Jesteśmy na miejscu.  - powiedział wyłączając silnik.
Weszliśmy z psem do zoologicznego. Niedługo po tym, przy nas znajdowała się sprzedawczyni, która pomogła nam dobrać odpowiednie akcesoria i karmę.
Wyszliśmy szczęśliwi ze sklepu.
- Przepraszam. - powiedziałam gdy nadepnęłam dziewczynę w moim wieku.
- Nic się nie stało. Czekaj! Ty jesteś Danielle Jones?
- Tak? Skąd wiesz?
- Możemy pogadać na osobności? - popatrzyła wymownie na mojego chłopaka.
- Jasne, Louis. Pojedziesz do domu? Zadzwonię żebyś mnie odebrał.
- Jasne. Do zobaczenia. - pocałował mnie. - Kocham cię. - wyszeptał mi do ucha.
- Ja ciebie też. - uśmiechnęłam się i już po chwili zostałam sama z blondynką.
- Chodźmy może na kawę. - zaproponowała na co się zgodziłam.
- Więc o czym chciałaś rozmawiać? - spytałam gdy tylko otrzymałam swoje zamówienie.
- Tak w ogóle jestem Nina Jones. I jestem twoją siostrą. - powiedziała a mnie dosłownie zamurowało.
- M-moją siostrą? Mam jeszcze jedną siostrę? Nie... to. to nie możliwe. Jak?
- Wiem, z początku sama nie wierzyłam.
- Ale jak? Nic nie rozumiem.
- No więc, mój ojciec, a właściwie nasz, zostawił moją matkę gdy była ze mną w ciąży. Widziałam go tylko kilka razy. Wolał was. Nie żebym miała do ciebie czy twojej siostrzyczki jakiś żal. Mam tylko i wyłącznie żal do ojca. Ojciec gdy przyjeżdżał nas odwiedzać, opowiadał jacy to jesteście wspaniali. Nie jestem pewna ale wasza matka chyba o tym wiedziała.
- Ja... ja nie wiem co mam powiedzieć.
- Po prostu chciałam żebyś wiedziała. Mamy też brata. Jacksona. Ma dwadzieścia dwa lata. Ja mam 18.
- Mieszkacie tutaj?  - spytałam.
- Tak,  to znaczy jakiś tydzień temu się tu przeprowadziliśmy. Wcześniej mieszkaliśmy we Francji.

-----
hej!  Przepraszam że tak późno ale nie dałam rady wcześniej

niedziela, 14 września 2014

Rozdział Trzydziesty Trzeci

Jejku aż mi się zachciało napisać coś po przeczytaniu anonimowego komentarza pod którym podpisała się Daria - moja imienniczka.  Dla takich ludzi aż chce się pisać więc ten o to rozdział dedykuję Tobie!
----
Minęły trzy godziny a Tomlinsona dalej nie było.  Dalej byłam na niego zła. Więc to chyba dobrze że się nie pojawił. Za to do mnie przysiadła się Perrie. Przez pierwsze minut siedziałyśmy w kompletnej ciszy. Później różowo włosa pierwsza się odezwała.
- Słyszałam waszą kłótnie.
- Tomlinson jest debilem. - mruknęłam.
- Teraz tak myślisz, a co było 2-3 dni temu?  To samo będzie jutro lub pojutrze a nawet dzisiaj. Musicie przejść tylko te trudne chwile. A później znów będzie tak jak wcześniej.  Zobaczysz.  - uśmiechnęła się jeszcze w moją stronę i ruszyła na górę. Może ma rację?  Mogłam przyjąć jego przeprosiny od razu, ale nie, ja musiałam jeszcze dolać oliwy do ognia. A co jeśli Louis wróci dopiero wieczorem?  Jak na zawołanie drzwi otworzyły się i z powrotem zatrzasnęły,  ale to był tylko Niall.
- Widziałaś Tomlinsona?  - spytał na co tylko pokręciłam głową. - Kurwa,  wtedy kiedy jest najbardziej potrzebny to go nie ma. - rzucił kluczami o stół.  Chwyciłam telefon i napisałam do niego wiadomość.
" Gdzie jesteś? "
"Będę za 20 minut" - dostałam odpowiedź ci mnie bardzo ucieszyło, powiedziałam Horanowi o treści SMS od Louisa na co ten tylko mruknął że zrozumiał.  Powróciłam do wgapiania się w ekran telewizora, w którym obecnie leciał jakiś film.  Nie wiem o czym, ponieważ moje myśli były zajęte czymś innym niż komedią romantyczną. Po około 20minutach drzwi otworzyły się z hukiem a już po chwili pojawił się Louis. Pierwsze co zrobił to poszedł do kuchni w ogóle się ze mną nie witając co mnie zabolało. Wiem że to ja go wcześniej odpychałam i że to ja powinnam go teraz pierwsza przeprosić. Więc gdy tylko rozmowy w kuchni ucichły,  skierowałam się do tego pomieszczenia,  Nialla już tu nie było,  co poniekąd mnie ucieszyło, przynajmniej nie będę musiała go wypraszać lub ciągnąć Louisa na górę.
- Możemy pogadać?  - spytałam nie śmiało.  Chłopak tylko kiwnął głową w stronę krzesła co oznaczało że mam tam usiąść.
- Chciałam cię przeprosić.  Zabolało mnie to że tak mnie rano potraktowałeś.  Przepraszam.
- Ja też przepraszam,  po prostu dostałem telefon z zadaniem które mnie trochę zdenerwowało. Bo wtedy miałem zaplanowane coś innego.  Przepraszam. - spuścił głowę.  Cieszyłam się że wszystko sobie wyjaśniliśmy bez zbędnych krzyków czy wyzwisk. 
Jeszcze chwilę siedzieliśmy w ciszy,  pogrążeni we własnych myślach.
- Chcesz iść na spacer?  - spytał w końcu.
- Jasne.  - wzruszyłam ramionami. Założyłam buty i już po chwili wychodziliśmy z domu.
- Chodźmy w tamtą stronę. - pokazał drogę. Skinęłam głową i ruszyliśmy w skazanym kierunku.
- Louis?  - spytałam po piętnastu minutach.
- Tak?  - odwrócił się w moją stronę.
- Patrz tam. - pokazałam w stronę jednego z domów gdzie przed nim leżał szczeniaczek. - Zapytajmy się czy przypadkiem nie uciekł. - zrobiłam proszącą minę.
- Ok.  - westchnął.
- Dziękuję.  - pocałowałam go w policzek.
Wzięłam szczeniaka na ręce i zapukałam do drzwi.
- Tak?  - drzwi otworzyła kobieta w wieku około 26 lat.
- Dzień dobry, mam do pani pytanie.  Czy to nie jest przypadkiem pani pies?  - pokazałam na szczeniaczka.
- Nie, jest tutaj już od trzech dni. Pytałam po sąsiadach czy to nie ich ale wszyscy zaprzeczają. Siedzi tutaj na dworze,  ja go codziennie karmię. Do domu też nie mogę wziąć chociaż bardzo chcę, ponieważ moje córki mają uczulenie.  Nigdzie też nie widać ulotek na mieście że ktoś go zgubił. - wytłumaczyła. 

- To dziękujemy.  - uśmiechnęłam się w jej stronę. 
- Proszę,  nie ma za co. - odwzajemniła uśmiech i zamknęła drzwi.
- I co?  - spytał Louis gdy do niego podeszłam.
- Wygląda na to że ktoś go porzucił. - westchnęłam.
- Jak chcesz możemy zawieść go do schroniska.  - powiedział w końcu,  gdy ja patrzyłam z czułością na malucha.
- Kochanie,  wiesz jak bardzo cię kocham?  Jesteś najlepszy, najwspanialszy na świecie.  - stanęłam na przeciwko Louisa.
- Co byś chciała.
- Możemy go przygarnąć? - zrobiłam maślane oczy.
- Skarbie, wiesz że nie ma za bardzo u nas warunków. Po za tym mieszkamy z chłopakami,  zapewne oni się nie zgodzą. Jak będziemy mieli już własny dom to wtedy możemy pomyśleć. - czekaj chwilę!  Czy on powiedział 'własny dom' ? To znaczy że myśli nad naszą przyszłością?  Myślałam że to ja będę rozmyślać nad wspólną przyszłością a nie on.  Na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech. Wspięłam się na palce i złożyłam pocałunek na jego wargach.
- A jakbym poprosiła chłopaków?  I jakby się zgodzili.
- Nigdy w życiu się nie zgodzą.
- Louis, daj mi spróbować. Nie zgodzą się,  okej odpuszczę,  zgodzą się adoptujemy psiaka.
- Niech ci będzie.
- Dziękuję.  - przytuliłam się do niego,  uważając na psa. W głowie już układałam plan,  jak przekonać chłopaków.  Dopiero przed drzwiami domu,  wymyśliłam idealny.
Widząc że Louis chce zawołać chłopaków,  uciszyłam go.
- Daj mi działać moim planem. - szturchnęłam go, na co on się zaśmiał. - Potrzymaj go. - wcisnęłam małego w ręce Lou.
Wbiegłam na górę i wyciągnęłam dziewczyny z pokojów.
- Chodźcie na dół coś wam pokażę. - gdy weszłyśmy do salonu,  ujrzałam przesłodki widok.  Tomlinson bawił się z psiakiem na podłodze. Podeszłam cicho do niego i lekko się nachyliłam.  Objęłam rękami jego szyję.
- Widzę że ty się już zgodziłeś. - stwierdziłam całując go w szyję. - Przykro mi ale muszę ci go zabrać. - wzięłam od niego psiska na co on wydął usta. Zaśmiałam się i podeszłam do dziewczyn.
- Patrzcie co ja tu mam. - pokazałam im malca.
 -- 
nie mam weny na kolejny rozdział ale siedzę w domu bo jestem chora więc może coś na siłe napisze , lub znowu ktoś napisze motywujący komentarz... 

Informacje - Informowani

Hej, następny rozdział pojawi się w środę lub w czwartek...  Gdy przeczytałam komentarz pod poprzednim rozdziałem,  dostałam takiej weny że już napisałam kolejny i zaczęłam jeszcze jeden, za co bardzo dziękuję   (๑ơ ₃ ơ)♥    ....
Jeśli ktoś chce być informowany o kolejnych rozdziałach,  niech poda swój user twittera w zakładce "Twitter" , aska podajcie w zakładce "Ask.fm" ... Jakieś inne strony podajcie w tym poście,  nawet jeśli nie będę miała tej strony,  postaram się ją założyć..  Gdy zgłosi się chociaż pięć osób stworze zakładkę "Informowani" gdzie poddam kogo będę informować... To chyba wszystko,  miłego dnia  <3