środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział Trzydziesty Pierwszy




Wszędzie było ciemno, a my chichrałyśmy się jak głupie. Zapewne słychać nas na kilometr, bo rzadko kto przejeżdżał tędy samochodem.
- Ciii! - Kelsey przyłożyła palec wskazujący do ust, uciszając mnie.
- Co? - Podniosłam pytająco brew, nie rozumiejąc jej.


- Chłopaki nas znajdą. - Uśmiechnęła się i wzięła kolejny łyk alkoholu, który kupiłyśmy w sklepie. Nie wiem nawet co to jest, ale z pewnością jest to mocne bo Kels już nieźle się wstawiła. Ja nie piłam aż tyle co ona, tylko troszeczkę. No dobra, może trochę więcej. 


Siedziałyśmy teraz na jakimś przystanku, o trzeciej w nocy i piłyśmy, śmiejąc się jak głupie. Miałyśmy iść na zakupy, ale co można kupić w całodobowym? No właśnie, gówno. 
- Pewnie nawet nie zauważyli że nas nie ma. - Wybełkotałam, wyciągając z torebki telefon. 


Trzydzieści trzy nieodebrane połączenia od Louisa, piętnaście od Liama i sześć od Zayna. Ups? No to super. - Łoł. Patrz. - Pokazałam przyjaciółce telefon, robiąc niezadowoloną minę. - Chyba jednak nas szukają. - Przełknęłam nerwowo ślinę, chowając telefon z powrotem do torby.
- Taa. - Jęknęła, szczególnie się tym nie przejmując. 


- Może powinnyśmy wrócić? - Spytałam niepewnie, wpatrując się w nią uważnie.
- Nie, no co ty? Chcesz nam popsuć zabawę? - Powiedziała, prostując się na siedzeniu. - Poza tym, to przecież był twój pomysł. - Dokończyła.


- No niby tak, ale ja chciałam iść na zakupy a nie się schlać w trzy dupy. - Zaczęłam śmiać się z rymu, który utworzył się sam, a Kels ze mną. 
- No... - Nie dokończyła, bo w jej kieszeni zaczął wibrować telefon. 
- Włączyłaś go?
- Przed chwilą. - Powiedziała, niezdarnie wyjmując go i podając mi, uprzednio zerkając przelotnie na wyświetlacz. - To Liam. Odbierz. 


- Nie ma mowy. Dostanę taki opieprz że masakra. Ty odbierz. - Próbowałam wepchnąć telefon w jej dłonie. Niestety, na marne. - Kels. To twój telefon i twój chłopak. - Warknęłam, na co ona wzruszyła tylko ramionami, robiąc minę niewiniątka. Fuknęłam tylko z niezadowoleniem, decydując się wcisnąć zieloną słuchawkę i przykładając telefon do ucha. - Halo? 


- Dan?! Gdzie jest Kels?! - Wrzasnął znajomy mi głos Liama z wyczuwalną paniką głosie.
- Siedzi tu sobie. Koło mnie. - Zachichotałam cicho, przenosząc wzrok na moją przyjaciółkę, która teraz prawdopodobnie śpiewała jakąś obciachową piosenkę. 


- Stary! One są całkowicie zalane! - Krzyknął chyba do kogoś innego niż mnie. Mam taką nadzieję.
- Ej. My w ogóle njw jest-eśmy piane. - Wybełkotała Kels prosto do słuchawki.
- Kurwa. - Przeklnął pod nosem.
- Nie. Danielle i Kelsey. - Powiedziałam, po czym obie wybuchłyśmy niepochamowanym śmiechem.


- Dobra. Gdzie jesteście. Przyjedziemy po was. - Powoli, spokojnie i wyraźnie. Też tak chcę.
- W dup-je. - Ryknęła Kels i wyrwała mi telefon z ręki.
- Ej! Co ty robisz? Znasz w ogóle drogę powrotną?


- Po pierwsze, co ich to obchodzi? Po drugie, przecież my nawet nie wiemy gdzie jesteśmy. No i po trzecie, nie jestem taką idiotką jak ty żeby nie pamiętać skąd przyszłam. 
- To może już wracajmy? Jest 6 nad ranem. - ziewnęłam odkładając butelkę z trunkiem obok siebie.


- Okej, wracajmy. - wybełkotała. 
Zaczęłam podnosić się co nie wyszło mi na dobre bo tylko wylądowałam na betonie głośno się śmiejąc. 
- Ups. - Jęknęłam, ledwo podnosząc się z ziemi, przy pomocy ramienia Kels, która śmiała się ze mnie jeszcze bardziej niż ja. Otrzepałam się rękami i spostrzegłam małe zadrapanie na łokciu, na co lekko się skrzywiłam. 


- Chodź. - Powiedziała, wlokąc się w prawo. Poszłam oczywiście za nią, ufając jej prawdopodobnie dobrej pamięci. No tak. Ufam ci, nie spierdol tego człowieku. A! Sory, Kelsey nie jest człowiekiem. To kosmita, tak jak ja. Uśmiechnęłam się pod nosem i skupiłam się na tym żeby iść prosto, co oczywiście mi się nie udawało, ale warto próbować. 


Co chwila podpierałam się o jakieś budynki, ale nie byłam sama. Kels wyglądała podobnie. Dwie zalane dziewczyny, próbujące jakoś dojść do domu. Tak, to chyba nie był zabawny widok dla tutejszych przechodniów, ale w tym momencie nic mnie nie obchodziło. 


Właśnie, przecież pijanych ludzi nigdy nic nie obchodzi, zapomniałabym. Widziałam wszystko jakby za mgłą, a jakiekolwiek dźwięki stłumione nie wiadomo czym. Aa, no tak, alkoholem. Zachichotałam cicho z własnych, głupich myśli, ale kto by się dziwił. Przecież jestem pijana.


Powtarzasz to już chyba setny raz.


Powiedział wkurzający głos w mojej głowie, dekoncentrując mnie na tyle, że prawie potknęłam się o własne nogi, upadając twarzą prosto o beton. Na szczęście to się nie stało, a mi udało się ustać w pionie w o statniej chwili. Dzięki Bogu. Kels widząc to, cofnęła się kilka kroków, łapiąc mnie za rękę i zmierzając w nieznanym mi kierunku.


- Jesteś pewna że idziemy w dobrą stronę? - Spytałam, patrząc na swoje czerwone trampki.
- No. Przecież jesteśmy praktycznie przed domem, debilu. - Przewróciła oczami, szturchając mnie w ramię i kiwając głową w stronę budynku, stojącego przed nami.


- Oh, rzeczywiście. - Otworzyłam szeroko oczy, dziwiąc się że ona na prawdę doprowadziła nas bezpiecznie do domu. 
- Ale zaraz nam się dostanie. - Odparła, przestraszonym tonem. - Nie chcę tam iść. - Zignorowałam to drugie zdanie, ciągnąc ją za nadgarstek w stronę drzwi wejściowych. Wiedziałam że chłopcy byli wkurzeni, ale nie spodziewałam się aż takiej strasznej awantury. Od razu przy wejściu usłyszałyśmy zdenerwowany głos Louisa.


- Gdzie wy byłyście, do cholery?!



===================================


Ta dam! 
Podziękujcie mojej przyjaciółce bo to głównie dzięki niej ten blog funkcjonuje! 
Ja w tym rozdziale napisałam 3 zdania? 



2 komentarze:

  1. Cudowny rozdział :D czekam na nexta :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie piszesz! Czekam na NEXTA ;) Proszę szybko dodaj! :* <3 :* <3

    OdpowiedzUsuń