piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział Dwudziesty dziewiąty część druga

- Naprawde?! - krzyknęła gdy powiedziałam jej o tym że ja i Lou jesteśmy razem.
- Ciszej. - skarciłam ją.
- Tak się ciesze. - przytuliła mnie z całej siły.
- Dusisz mnie. - wycharczałam gdy już nie mogłam złapać powietrza.
- Przepraszam. - zaśmiała się puszczając mnie.
- A tobie i Liamie jak się układa?
- Bardzo dobrze, Liam jest cudowny. Jest strasznie opiekuńczy wobec mnie. Taki ideał. - rozmarzyła się.
- A jak u twojej mamy?
- Uhmmm.. tak jakby straciłam z nią kontakt. - patrzyła na swoje ręce.
- Co?!
- No tak.
- Ale... ale dlaczego? - uniosłam brwi. Odkąd pamiętam Kelsey i jej mama były jak przyjaciółki więc mocno się zdziwiłam kiedy mi to powiedziała.
- Pokłóciłyśmy się.
- Ale o co?
- O Liama. Ona uważa że to nie odpowiedni chłopak dla mnie. Wtedy ostro się pokłóciłyśmy i wyszłam z domu. Nie odezwałam się do niej już od 5 dni. - posmutniała.
- Oh, dlaczego z nią nie pogadasz?
- Nie chcę.
- Ok, rozumiem. - powiedziałam gdy chłopcy weszli do salonu.
- Dani? Chcesz piwo? - wskazał na swoją butelkę z trunkiem.
- Nie. - pokręciłam głową.
- Wydajesz się smutna czy mi się zdaje? - usiadł obok mnie owijając rękę w okół mojej talii.
- Jestem poprostu zmęczona. - westchnęłam wtulając się w jego klatkę piersiową.
- Idziemy na górę?
- Nie, jeszcze nie.
- Ok. - powiedział całując mnie w czubek głowy i zaczynając rozmawiać z Liamem.

-.-.-.-.-.

- Nie wiem, ale muszę iść. - obudziły mnie krzyki.
- I co ja mam jej powiedzieć?
- Nie wiem, że poszłem na zakupy, wszystko oprócz prawdy.
- Czemu mam ją kłamać? - spytał zdezorientowany głos.
- A co jej powiesz? Cześć Danielle, Louis pojechał zabić kolesia który prawdopodobnie chce ciebie zabić? Wątpie żeby to ją zadowoliło. - czy ja się przesłyszałam? Szybko zerwałam się z łóżka i udałam się na dół. Gdy tylko usłyszeli moje kroki odwrócili się w moją stronę.
- Hej. - postanowiłam udawać że o niczym nie wiem.
- Hej. - odpowiedzieli.
- Gdzieś wychodzisz? - uniosłam brwi na Lou który miał buty na nogach i kurtkę na sobie.
- Tak, muszę coś załatwić. - powiedział całując mnie w czoło.
- Mogę jechać z tobą? - widziałam jak Liam wycofuje sie do salonu.
- Uhm.. Skarbie nie sądzę żeby był to dobry pomysł.
- Ahm rozumiem. Jedziesz kogoś... - przerwałam, nie chciało to słowo mi przejść przez gardło. Naszczęście zrozumiał co miałam na myśli.
- Tak. - wyszeptał szatyn.
- Uważaj na siebie. - przytuliłam się do niego.
- Zawsze. - odwzajemnił mój uścisk. - Kocham cię mała. - powiedział.
- Ja ciebie też Lou.

--------
Nie będę robiła następnej części. Krótki ale nie mam teraz czasu żeby pisać i wgl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz