sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział Trzydziesty Drugi

- Przecież wróciłyśmy. - Powiedziałam, wywracając oczami.
- A jakby coś wam się stało?
- Nic nam się nie stało,  ok?!  - podniosłam głos.
- Mogę wiedzieć gdzie byłyście?! 
- Nic ci do tego!
- A ja uważam że jednak powinienem wiedzieć!
- A to niby dlaczego!?
- Bo cię kocham i się o ciebie martwiłem do cholery!
Po tych słowach zapadła cisza.
- Przepraszam. - wyszeptałam po kilku minutach ciszy.
- Już dobrze. - przyciągnął mnie do swojej piersi a ja się wtuliłam w jego koszulkę.
- Też cię kocham Lou.
- Idziemy do salonu? - spytał na co pokiwałam głową odrywając się od niego.

- Powiesz mi gdzie byłyście?  - spytał gdy siedzieliśmy u niego w pokoju.
- Na przystanku. - spuściłam głowę. 
- Na TYM przystanku?
- Tak. - opowiedziałam drżącym głosem.
- Chyba jasno się wyraziłem że masz tam nie chodzić?!  Opowiadałem ci co się tam stało!  Mogło ci się stać to co jej! Pomyślałaś chociaż o mnie!?  Jak ja będę się czuł gdy będziesz w tej samej sytuacji co ona?!  Po chuj wy tam w ogóle poszłyście?!
- Louis proszę. - powiedziałam cienkim głosem gdy z moich oczu zaczęły wylewać się łzy.
- Nie! - krzyknął tak że aż podskoczyłam.
- Nie chcę żeby stała ci się krzywda. Nie wybaczę sobie tego gdy coś ci się stanie. - powiedział już spokojniej.
- Przepraszam że w ogóle pomyślałam o tym żeby tam iść. - powiedziałam że skruchą.
- Już dobrze.  - przyciągnął mnie do siebie.  - Obiecaj mi że już nigdy więcej tam nie pójdziesz.
- Obiecuję. - wyszeptałam a on złożył ciepły pocałunek na moich wargach.
- Idę się wykąpać. - powiedziałam odrywając się od niego.
- Mogę iść z Tobą? 
- Nie. - zaśmiałam się.
- Będę na dole. - ostatni raz musnął moje usta i wyszedł z pokoju. Podeszłam do szafki z kąd wyciągnęłam piżamę.
Weszłam do łazienki i wzięłam 20 minutowy prysznic.
Ubrałam piżamę i położyłam się do łóżka. Alkohol który wciąż zajmował miejsce w moim organiźmie pomógł mi szybciej zasnąć.

- Kurwa. - usłyszałam z drugiego końca pokoju. - Jesteś pewien że musi zniknąć? ... Jasne zajmę się tym. ... Z kim?! ... Przecież sam dobrze wiesz że Paul jest do dupy a nie do takiej roboty! ... Jasne,  narazie.
- Z kim rozmawiałeś?  - podniosłam się do pozycji siedzącej, a moją głowę zaatakował ból z którego nie zdawałam sobie wcześniej sprawy.
- Nie znasz. Przyniosłem ci tabletki. - gdy mi odpowiadał był wpatrzony w telefon.
- Zadałam ci pytanie. 
- Odpowiedziałem ci.
- Kurwa, może byś na mnie spojrzał! - uniosłam głos co nie było zbyt dobrym pomysłem. Szybko chwyciłam za dwie tabletki i szklankę wody i od razu zażyłam leków.
- Spojrzałem,  zadowolona?!  - podniósł głos.
- Tak,  bardzo. - warknęłam wściekła i wstałam z łóżka. Nie zważając na ból głowy, wzięłam czyste ciuchy i weszłam do łazienki gdzie szybko się ogarnęłam.
- Danielle poczekaj. - Louis powiedział gdy wychodziłam z pokoju. Nie odwracając się, wyatawiłam mu środkowego palca i trzaskając drzwiami, zeszłam na dół.
- Dan,  kurwa mać!  - usłyszałam głos za sobą. Zignorowałam to i zaczęłam przygotować sobie platki z mlekiem. - Kochanie,  przepraszam. Mam poprostu zły dzień. Nie chciałem na ciebie nakrzyczeć. - Jego słowa zrobiłyby na mnie wrażenie gdybym tylko nie była wściekła. 
- Popatrzysz na mnie? 
- Popatrzyłam, zadowolony?  - warknęłam odwracając wzrok w jego kierunku na dwie sekundy. On nic więcej nie mówiąc,  zgarnął paczkę papierosów i wyszedł z domu. Westchnęłam i usiadłam z moim śniadaniem na kanapie, włączając telewizor.

------
Przepraszam że tyle czasu nie dodawałam ale mam problemy rodzinne co równa się z tym że nie mam praktycznie czasu + jestem w 3 klasie gimnazjum co wiąże się z tym że mam dużo nauki.
Myślałam nawet nad tym aby zawiesić bloga na jakiś miesiąc lub dwa ale nie wiem,  jeszcze się zastanawiam.

:-\

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział Trzydziesty Pierwszy




Wszędzie było ciemno, a my chichrałyśmy się jak głupie. Zapewne słychać nas na kilometr, bo rzadko kto przejeżdżał tędy samochodem.
- Ciii! - Kelsey przyłożyła palec wskazujący do ust, uciszając mnie.
- Co? - Podniosłam pytająco brew, nie rozumiejąc jej.


- Chłopaki nas znajdą. - Uśmiechnęła się i wzięła kolejny łyk alkoholu, który kupiłyśmy w sklepie. Nie wiem nawet co to jest, ale z pewnością jest to mocne bo Kels już nieźle się wstawiła. Ja nie piłam aż tyle co ona, tylko troszeczkę. No dobra, może trochę więcej. 


Siedziałyśmy teraz na jakimś przystanku, o trzeciej w nocy i piłyśmy, śmiejąc się jak głupie. Miałyśmy iść na zakupy, ale co można kupić w całodobowym? No właśnie, gówno. 
- Pewnie nawet nie zauważyli że nas nie ma. - Wybełkotałam, wyciągając z torebki telefon. 


Trzydzieści trzy nieodebrane połączenia od Louisa, piętnaście od Liama i sześć od Zayna. Ups? No to super. - Łoł. Patrz. - Pokazałam przyjaciółce telefon, robiąc niezadowoloną minę. - Chyba jednak nas szukają. - Przełknęłam nerwowo ślinę, chowając telefon z powrotem do torby.
- Taa. - Jęknęła, szczególnie się tym nie przejmując. 


- Może powinnyśmy wrócić? - Spytałam niepewnie, wpatrując się w nią uważnie.
- Nie, no co ty? Chcesz nam popsuć zabawę? - Powiedziała, prostując się na siedzeniu. - Poza tym, to przecież był twój pomysł. - Dokończyła.


- No niby tak, ale ja chciałam iść na zakupy a nie się schlać w trzy dupy. - Zaczęłam śmiać się z rymu, który utworzył się sam, a Kels ze mną. 
- No... - Nie dokończyła, bo w jej kieszeni zaczął wibrować telefon. 
- Włączyłaś go?
- Przed chwilą. - Powiedziała, niezdarnie wyjmując go i podając mi, uprzednio zerkając przelotnie na wyświetlacz. - To Liam. Odbierz. 


- Nie ma mowy. Dostanę taki opieprz że masakra. Ty odbierz. - Próbowałam wepchnąć telefon w jej dłonie. Niestety, na marne. - Kels. To twój telefon i twój chłopak. - Warknęłam, na co ona wzruszyła tylko ramionami, robiąc minę niewiniątka. Fuknęłam tylko z niezadowoleniem, decydując się wcisnąć zieloną słuchawkę i przykładając telefon do ucha. - Halo? 


- Dan?! Gdzie jest Kels?! - Wrzasnął znajomy mi głos Liama z wyczuwalną paniką głosie.
- Siedzi tu sobie. Koło mnie. - Zachichotałam cicho, przenosząc wzrok na moją przyjaciółkę, która teraz prawdopodobnie śpiewała jakąś obciachową piosenkę. 


- Stary! One są całkowicie zalane! - Krzyknął chyba do kogoś innego niż mnie. Mam taką nadzieję.
- Ej. My w ogóle njw jest-eśmy piane. - Wybełkotała Kels prosto do słuchawki.
- Kurwa. - Przeklnął pod nosem.
- Nie. Danielle i Kelsey. - Powiedziałam, po czym obie wybuchłyśmy niepochamowanym śmiechem.


- Dobra. Gdzie jesteście. Przyjedziemy po was. - Powoli, spokojnie i wyraźnie. Też tak chcę.
- W dup-je. - Ryknęła Kels i wyrwała mi telefon z ręki.
- Ej! Co ty robisz? Znasz w ogóle drogę powrotną?


- Po pierwsze, co ich to obchodzi? Po drugie, przecież my nawet nie wiemy gdzie jesteśmy. No i po trzecie, nie jestem taką idiotką jak ty żeby nie pamiętać skąd przyszłam. 
- To może już wracajmy? Jest 6 nad ranem. - ziewnęłam odkładając butelkę z trunkiem obok siebie.


- Okej, wracajmy. - wybełkotała. 
Zaczęłam podnosić się co nie wyszło mi na dobre bo tylko wylądowałam na betonie głośno się śmiejąc. 
- Ups. - Jęknęłam, ledwo podnosząc się z ziemi, przy pomocy ramienia Kels, która śmiała się ze mnie jeszcze bardziej niż ja. Otrzepałam się rękami i spostrzegłam małe zadrapanie na łokciu, na co lekko się skrzywiłam. 


- Chodź. - Powiedziała, wlokąc się w prawo. Poszłam oczywiście za nią, ufając jej prawdopodobnie dobrej pamięci. No tak. Ufam ci, nie spierdol tego człowieku. A! Sory, Kelsey nie jest człowiekiem. To kosmita, tak jak ja. Uśmiechnęłam się pod nosem i skupiłam się na tym żeby iść prosto, co oczywiście mi się nie udawało, ale warto próbować. 


Co chwila podpierałam się o jakieś budynki, ale nie byłam sama. Kels wyglądała podobnie. Dwie zalane dziewczyny, próbujące jakoś dojść do domu. Tak, to chyba nie był zabawny widok dla tutejszych przechodniów, ale w tym momencie nic mnie nie obchodziło. 


Właśnie, przecież pijanych ludzi nigdy nic nie obchodzi, zapomniałabym. Widziałam wszystko jakby za mgłą, a jakiekolwiek dźwięki stłumione nie wiadomo czym. Aa, no tak, alkoholem. Zachichotałam cicho z własnych, głupich myśli, ale kto by się dziwił. Przecież jestem pijana.


Powtarzasz to już chyba setny raz.


Powiedział wkurzający głos w mojej głowie, dekoncentrując mnie na tyle, że prawie potknęłam się o własne nogi, upadając twarzą prosto o beton. Na szczęście to się nie stało, a mi udało się ustać w pionie w o statniej chwili. Dzięki Bogu. Kels widząc to, cofnęła się kilka kroków, łapiąc mnie za rękę i zmierzając w nieznanym mi kierunku.


- Jesteś pewna że idziemy w dobrą stronę? - Spytałam, patrząc na swoje czerwone trampki.
- No. Przecież jesteśmy praktycznie przed domem, debilu. - Przewróciła oczami, szturchając mnie w ramię i kiwając głową w stronę budynku, stojącego przed nami.


- Oh, rzeczywiście. - Otworzyłam szeroko oczy, dziwiąc się że ona na prawdę doprowadziła nas bezpiecznie do domu. 
- Ale zaraz nam się dostanie. - Odparła, przestraszonym tonem. - Nie chcę tam iść. - Zignorowałam to drugie zdanie, ciągnąc ją za nadgarstek w stronę drzwi wejściowych. Wiedziałam że chłopcy byli wkurzeni, ale nie spodziewałam się aż takiej strasznej awantury. Od razu przy wejściu usłyszałyśmy zdenerwowany głos Louisa.


- Gdzie wy byłyście, do cholery?!



===================================


Ta dam! 
Podziękujcie mojej przyjaciółce bo to głównie dzięki niej ten blog funkcjonuje! 
Ja w tym rozdziale napisałam 3 zdania? 



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział Trzydziesty



Strasznie źle się czułam z myślą że mój chłopak prawdopodobnie teraz kogoś zabija. Zrezygnowane razem z Kels usiadłyśmy przed telewizorem włączając pierwszą część Zmierzchu.


- Idę po popcorn. - powiedziała Kels a ja tylko przytaknęłam głową na znak zgody.
Owinęłam się bardziej kocem i czekałam na jej powrót.
- Wole Jackoba gdy już ma tą seksowną klatę. - na głos przyjaciółki lekko podskoczyłam. Przestraszyła mnie. Nie wiedziałam że jest już w pokoju.






- Jeszcze nawet go nie pokazali. - zaśmiałam się na co ona tylko wzruszyła ramionami.
- Nie lubię tego gdy Edward patrzy się na nią jakby miał puścić pawia. - zrobiłam obrzydzoną minę.
- On zawsze się tak na nią patrzy. - Kels parsknęła śmiechem.
- Wyjdź stąd bo rzygnę. - próbowałam naśladować głos Edwarda na co obie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem. Przez resztę filmu przedrzeźniałyśmy bohaterów Zmierzchu co chwilę się śmiejąc.


- Oglądnijmy jeszcze drugą część. - wydusiłam dławiąc się śmiechem i łzami.  - Już włączam. W połowie filmu wrócili chłopcy. Gdy weszli do salonu, my wybuchnęłyśmy jeszcze większym śmiechem.
- Wszystko ok? Znam dobrego psychiatrę. - Zayn powiedział z kpiną wyraźnie wyczuwalną w głosie za co dostał w plecy i od Louisa i od Liama. Ja nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, podobnie jak Kelsey. Potrząsnęłam głową, jakby wybudzając się z transu i popatrzyłam na trzech chłopaków stojących w salonie. Czułam się trochę niezręcznie, ale szybko się ogarnęłam i podbiegłam do mojego chłopaka, wtulając się w niego.

- Cieszę się że nic ci nie jest. - Mruknęłam prosto w jego ramię, uśmiechając się szeroko.
- A czemu miałoby mi się coś stać? Nie pozwoliłbym na to. - Odparł poważnie, całując mnie w czoło. Tak bardzo go kocham. Wszystko co robi jest straszne i niebezpieczne, ale nawet to nie zniszczy naszej więzi. To jest coś nierozrywalnego.  

Mimo że bardzo często martwię się o niego, praktycznie codziennie, to Kels pomaga mi odwrócić od tego wszystkiego uwagę. Przecież nikt nawet nie byłby w stanie niczego mu zrobić. Muszę o tym pamiętać. On jest najlepszy i nikt go nie zrani.

Mimo to, wciąż martwię się o jego zdrowie, a nawet życie. Nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie dopóki Lou nie wypuścił mnie ze swojego uścisku. Obejrzałam się wokoło i zobaczyłam że wszyscy zmienili swoje miejsca. Kels tuliła się do Liama, a Zayn siedział już na kanapie patrząc dziwnie na ekran telewizora.


- Co to za chłam? - Prychnął zdegustowany. - Czy to Zmierzch? Proszę, powiedzcie mi że to nie Zmierzch.
- To Zmierzch. - Potwierdziłyśmy równocześnie, śmiejąc się z wyrazu twarzy czarnowłosego.
- A co? Oglądałeś? - Spytała zaskoczona Kelsey, na co Zayn aż się wzdrygnął.

- Chyba was pojebało. Napalone nastolatki tak się tym podniecają, że się rzygać chce, więc wiem co to jest. - Pokręcił głową, warcząc pod nosem. Co on, w psa się bawi? Przeniosłam wzrok na moją przyjaciółkę i spostrzegłam że ona też ledwo powstrzymuje śmiech. Nie żeby coś, ale czy on gustuje w nastolatkach, że wie takie rzeczy?


W końcu nie wytrzymałam i w tym samym momencie co Kels, zaczęłam śmiać się jak opętana. Boże, czy my mamy coś z mózgami? Może rzeczywiście potrzebny nam ten psychiatra? Bardzo możliwe. Chłopcy nawet przestali się nami interesować i po prostu jak gdyby nigdy nic wyłączyli nam telewizor i zajęli się własnymi sprawami. Natychmiast się ogarnęłyśmy, opiepszając ich.

- Ej! Co wy robicie! Jeszcze się nie skończyło! - Wrzasnęła oburzona Kelsey, a ja założyłam ręce na piersiach, mordując całą trójkę wzrokiem.
- Właśnie. - Warknęłam.

- Założę się że oglądałyście to już pierdyliard razy, a my też chcielibyśmy coś obejrzeć. - Powiedział Liam, przewracając oczami.
- No i co z tego? Może chcemy jeszcze raz? Jak już zaczęłyśmy to powinnyśmy skończyć. - Jęknęłam, błagalnie patrząc na Lou, ale on tylko potrząsnął rękami, wycofując się. Wkurzona złapałam Kels za rękę i poszłyśmy do pokoju Lou.


- Co za ludzie. - Parsknęła przyjaciółka, rzucając się na łóżko.
- Ludzie? Gnidy piepszone. Nawet filmu obejrzeć nie można. - usiadłam obok niej, ze zdenerwowania aż drapiąc kołdrę.
- Ej! Uspokój się, bo ci zaraz zacznie ogieć z nosa lecieć. - Zaśmiała się, szturchając mnie w ramię.
Co z tego, że to był cholerny Zmierzch? Przerwali nam oglądanie filmu! No kurde, tak się nie robi.


- Chodźmy na zakupy. - rzuciłam pomysł.
- Dan jest pierwsza w nocy.
- No i co z tego? 200 metrów stąd jest cało dobowy sklep. Możemy się przejść.
- Brzmi fajnie ale chłopcy nam nie pozwolą.
- Kto powiedział że muszą o tym wiedzieć? - uśmiechnęłam się chytrze.


- Podoba mi się. - pokiwała głową.
Po cichu zeszłyśmy na dół.
Prześlizgnęłyśmy się kuchnią do wyjścia i już po chwili oddalałyśmy się od domu. Gdy byłyśmy w bezpiecznej odległości zaczęłyśmy się śmiać.
- Mam ochotę się upić. - wymamrotała Kels, a ja poparłam jej pomysł.
W końcu doszłyśmy do sklepu od razu kierując się na dział ze słodyczami a później alkoholem.



=============================



Mamy 30! ;3 troche zwlekałam, ale napisałam z pomocą przyjaciółki.

( dobra, ona napisała większość ale cii...) 



Tak, napisałam większość, bo ta dupa nie ma czasu ;_;


piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział Dwudziesty dziewiąty część druga

- Naprawde?! - krzyknęła gdy powiedziałam jej o tym że ja i Lou jesteśmy razem.
- Ciszej. - skarciłam ją.
- Tak się ciesze. - przytuliła mnie z całej siły.
- Dusisz mnie. - wycharczałam gdy już nie mogłam złapać powietrza.
- Przepraszam. - zaśmiała się puszczając mnie.
- A tobie i Liamie jak się układa?
- Bardzo dobrze, Liam jest cudowny. Jest strasznie opiekuńczy wobec mnie. Taki ideał. - rozmarzyła się.
- A jak u twojej mamy?
- Uhmmm.. tak jakby straciłam z nią kontakt. - patrzyła na swoje ręce.
- Co?!
- No tak.
- Ale... ale dlaczego? - uniosłam brwi. Odkąd pamiętam Kelsey i jej mama były jak przyjaciółki więc mocno się zdziwiłam kiedy mi to powiedziała.
- Pokłóciłyśmy się.
- Ale o co?
- O Liama. Ona uważa że to nie odpowiedni chłopak dla mnie. Wtedy ostro się pokłóciłyśmy i wyszłam z domu. Nie odezwałam się do niej już od 5 dni. - posmutniała.
- Oh, dlaczego z nią nie pogadasz?
- Nie chcę.
- Ok, rozumiem. - powiedziałam gdy chłopcy weszli do salonu.
- Dani? Chcesz piwo? - wskazał na swoją butelkę z trunkiem.
- Nie. - pokręciłam głową.
- Wydajesz się smutna czy mi się zdaje? - usiadł obok mnie owijając rękę w okół mojej talii.
- Jestem poprostu zmęczona. - westchnęłam wtulając się w jego klatkę piersiową.
- Idziemy na górę?
- Nie, jeszcze nie.
- Ok. - powiedział całując mnie w czubek głowy i zaczynając rozmawiać z Liamem.

-.-.-.-.-.

- Nie wiem, ale muszę iść. - obudziły mnie krzyki.
- I co ja mam jej powiedzieć?
- Nie wiem, że poszłem na zakupy, wszystko oprócz prawdy.
- Czemu mam ją kłamać? - spytał zdezorientowany głos.
- A co jej powiesz? Cześć Danielle, Louis pojechał zabić kolesia który prawdopodobnie chce ciebie zabić? Wątpie żeby to ją zadowoliło. - czy ja się przesłyszałam? Szybko zerwałam się z łóżka i udałam się na dół. Gdy tylko usłyszeli moje kroki odwrócili się w moją stronę.
- Hej. - postanowiłam udawać że o niczym nie wiem.
- Hej. - odpowiedzieli.
- Gdzieś wychodzisz? - uniosłam brwi na Lou który miał buty na nogach i kurtkę na sobie.
- Tak, muszę coś załatwić. - powiedział całując mnie w czoło.
- Mogę jechać z tobą? - widziałam jak Liam wycofuje sie do salonu.
- Uhm.. Skarbie nie sądzę żeby był to dobry pomysł.
- Ahm rozumiem. Jedziesz kogoś... - przerwałam, nie chciało to słowo mi przejść przez gardło. Naszczęście zrozumiał co miałam na myśli.
- Tak. - wyszeptał szatyn.
- Uważaj na siebie. - przytuliłam się do niego.
- Zawsze. - odwzajemnił mój uścisk. - Kocham cię mała. - powiedział.
- Ja ciebie też Lou.

--------
Nie będę robiła następnej części. Krótki ale nie mam teraz czasu żeby pisać i wgl