wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty trzeci

LOUIS POV

- Tak właściwie, wybierałyście się gdzieś? - pytam trzymając Dan za rękę.
- Miałyśmy zamiar iść na imprezę ale... - nie dane było jej dokończyć.
- Świetnie! Idziemy wszyscy na imprezę. - Niall wstał z kanapy a zaraz za nim Jessica.
- Możemy iść. - Zayn wzruszył ramionami.
- Możemy iść z wami? - wyszeptałem w ucho Dani a ona pokiwała głową zgadzając się.
- Musiałabym się przebrać. - szepnęła Perrie. Znów poczułem satysfakcję z tego że różowa się mnie boi.
- Mogłyby się gdzieś przebrać? - Niall uniósł brwi.
- Jasne, chodźcie. - Przyjaciółka Dan powiedziała. Wszystkie trzy dziewczyny wstały. Czy Danielle mieszka z koleżanką? A może to jej jakaś kuzynka? Dziewczyny udały się na górę a my zaczęliśmy rozmawiać o jakiejś robocie w LA.

DANIELLE POV

Razem z Aki, wzięłyśmy Pezz i Jess do mnie do pokoju.
- Tu macie łazienkę. - pokazałam na drzwi. Obie skinęły tylko głowami.
- Dan? Masz jakieś kosmetyki? Zapomniałam swoich z domu. - Perrie nie pewnie przegryzła wargę.
- Jasne. Przebierzcie się najpierw a ja z Aki możemy was później uczesać. - zaproponowałam i obie się zgodziły. Popatrzyłam na Aki czy jej to pasuje. Zobaczyłam w jej oczach strach? Bała się dziewczyn? A może to gang The Kings of Streets ją przerażał? Wiedziała coś o nich? Muszę z nią później porozmawiać.
- Wyglądacie ślicznie, jeszcze tylko was pomalować. - powiedziałam i kazałam dziewczyną usiąść na pufach.
- Mogę ci też zrobić fryzury? - spytałam Pezz z nadzieją.
- Nie widzę przeszkód.
- Jess a ty sama będziesz robić fryzurę? - spytałam brunetki chcąc pomóc Aki.
- Możesz mnie uczesać. - Jessica uśmiechnęła się ciepło do Aki, na cod ta się minimalnie rozluźniła. Wyciągnęłam cienie i zabrałam się do roboty.



Gdy skończyłyśmy, dziewczyny wyglądały przepięknie.
( Perrie - KLIK    Jessica - KLIK ).
Zeszłyśmy na dół gdzie dziewczyny podeszły do swoich chłopaków. Widziałam jak Zayn szepcze coś do ucha różowej na co ta się zarumieniła.
- To co możemy już iść? - Tommo spytał wstając.
- Właściwie to nie. - powiedziałam popychając go z powrotem na kanapę. Widziałam jak się zezłościł.
Jednak gdy jego wzrok napotkał mój, od razu złagodniał.
- Czemu? - uniósł pytająco brwi.
- Czekamy na jeszcze jedną osobę. - mruknęłam.
- Na kogo? - przyciągnął mnie do siebie.
- Na chłopaka Aki. - odpowiedziałam siadając mu na kolanach. Aki zrobiła się strasznie nerwowa gdy to powiedziałam. W końcu zabrzmiał długo oczekiwany dzwonek do drzwi.
- Idę otworzyć. - wyrwałam się Tomlinsonowi idąc do drzwi.
- Hej Tom. - przywitałam się wesoło.
- Cześć Danielle. - odpowiedział z uśmiechem.
- Mamy jeszcze kilka osób do towarzystwa. - powiedziałam idąc do salonu. On wszedł za mną. Nagle wszyscy się spieli i wesoła atmosfera która trwała minutę temu, wyparowała.
- Tom Dowes. Jakie miłe spotkanie. - syknął Louis, podnosząc się z kanapy.
- Nie rób scen. - podeszłam do niego szeptając.
- Nie robię scen, po prostu witam się. - wzruszył ramionami nawet na niego nie patrząc.
- Lou daj spokój. - powiedziałam czując że ma ochotę podejść i pobić Toma.
- Nie. Puść mnie. - warknął. Czy się wystraszyłam jego tonu? Jak cholera. Ale zamiast go puścić, zacisnęłam palce na jego koszulce.
- Nie psuj mi wieczoru do cholery. - uderzyłam w jego klatkę. On popatrzył na mnie.
- Dan, możemy pogadać? - spytał. Skinęłam głową i zaciągnęłam go do mojego pokoju. Wiedziałam że pomiędzy nami dojdzie do krzyków, a nie chciałam żeby reszta to słyszała.
- Co ty do cholery wyprawiasz? - rzucił siadając na pufie.
- Ja? To ty masz jakiś niewyobrażalny problem. Tom nawet słowa nie powiedział a ty do niego z pięściami. Zastanów się co robisz. - powiedziałam opierając się o biurko.
- A może mam jakiś powód co?
- To załatw to inaczej a nie pięściami, w dodatku w domu mojej babci! - krzyknęłam.
- A co jak inaczej się nie da?! - również krzyknął, wstając z pufy.
- A próbowałeś?! - spytałam a on zamilkł. - No właśnie.
- Możesz się nie wtrącać w moje życie? To chyba moja sprawa jak to rozwiąże. - syknął, opierając ręce na biurku po moich obu stronach.
- Nie do póki jesteś tu gdzie mieszkam. - warknęłam i chciałam go odepchnąć ale on nawet się nie poruszył.
- Puść mnie. - powiedziałam.
- A co jak nie chcę?
- To masz problem.
- Nie wydaje mi się. - zaśmiał się gardłowo.
- Do cholery, Louis puść mnie.
- Nie szarp się tak. - warknął. Bałam się jego tonu ale bardziej przerażały mnie jego ciemne, niemalże czarne oczy.
- Lou. - powiedziałam delikatnie.
- Co? - powiedział ostrym tonem.
- Puść mnie. To boli. - powiedziałam gdy zaczął swoim ciałem przyciskać mnie do biurka. Jego oczy z lekka złagodniały i odsunął się ode mnie.
- Tom nie jest tym, kim myślisz.
- Co? - popatrzyłam na niego zdezorientowana.
- On jest... narkomanem. Z tego już go nie wyleczysz. Tom wisi nam już dużo pieniędzy. Dlatego tak się zachowałem.
- Ile wam wisi?
- 10 tysięcy dolarów. - wyszeptał. Moje oczy rozszerzyły się.
- Każdy ma miesiąc do oddania kwoty. Zawsze nam dawał na czas. Teraz miał fory. 6 dni temu minął mu termin zapłaty.
- A jak nie odda na czas to...?
- To go zabijamy. - wzruszył ramionami.
- C-co? - przyłożyłam dłoń do ust.
- No tak.


- Ale...
- Danielle, nie ma ale. To jest rzeczywistość.
- Nie, ty kłamiesz. Chcesz mnie przestraszyć. - odpowiedziałam pewna siebie.
- Wszystko co pozwoli ci lepiej spać. - przewrócił oczami. - Chodźmy na dół. - dodał wstając.
- Nie. Nie dopóki mi czegoś nie obiecasz. - powiedziałam a on na mnie popatrzył.
- Co?
- Nic mu nie zrobisz. Obiecaj.
- Nie mogę.
- Louis obiecaj!
- Dan wiesz że...
- Obiecaj!
- No dobra, obiecuje. - powiedział i żeby potwierdzić swoje słowa, złożył delikatny pocałunek na moim czole.
- Chodź. - powiedziałam ciągnąc go na dół. - Pamiętaj że obiecałeś. - dodałam wchodząc do salonu.
- O kurwa. - zaklął a nim zdążyłam zobaczyć co się dzieje on schował mnie za sobą zasłaniając mi cały widok. - Ej! Starczy. Nie dzisiaj. - powiedział.
- Masz tydzień na oddanie kasy, inaczej nie żyjesz. - gdy to usłyszałam popchałam lekko Tomlinsona żeby zobaczyć co się dzieje. Zayn popchał Toma do wyjścia. Miał całą poobijaną twarz i pewnie nie tylko. Chwyciłam go za koszulkę nie pozwalając mu wyjść.
- Co wy mu zrobiliście!? - spojrzałam na nich ze złością.
- To na co zasłużył. - splunął Niall.
- Gdzie do cholery jest Aki? - spytałam patrząc po pomieszczeniu.
- Wyszła. - odezwała się cicho Jessica.
- Pozwoliłaś im na to!? - spojrzałam na nią.
- Zostaw ją, ona nie ma nic do gadania. - Louis wyszeptał mi do ucha.
- To ty zostaw mnie. - podeszłam do Zayna i popchałam go, ale on ani drgnął. - Macie w ogóle serca? - wyszłam z pomieszczenia nie chcąc na to wszystko patrzeć.
- Danielle! - usłyszałam Lou.
- Spadaj!
- Idź po Aki i pójdziemy na imprezę, odreagujesz.
- I zostawię z wami Toma? Chyba cię popierdoliło.
- Nic mu nie będzie. Pamiętasz? Obiecałem ci.
- Ale reszta mi nie obiecała. - wzruszyłam ramionami.
- Obiecuje ci to za nich. Nawet go nie dotkną.
- Jak zobaczę że chociaż mu włos wypadł, to nie żyjecie wszyscy. - popatrzyłam na niego. Widziałam że musi się starać aby zachować poważną minę.
- Wracam za pięć minut. - wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Szybko doszłam do domu Aki.
Zadzwoniłam dzwonkiem a drzwi otworzyła mi zapłakana Ak.
- Skarbie. - powiedziałam przytulając ją. - Nic mu nie będzie. - zapewniłam ją.
- Nie. Sama bym mu przywaliła. Wiesz czego się dowiedziałam? On jest pieprzonym narkomanem! Do cholery on jest narkomanem! Mówił że ma z nimi jakieś spiny ale nie wiedziałam że aż tak! Danielle, ja - ja nie chcę go znać.  - zaszlochała.
-  To chodź tam, powiedz mu to. I pójdziemy się upić. - popatrzyłam na nią a ona pokiwała głową.
- Idź się ogarnij i idziemy. - powiedziałam a ona znikła w łazience.
Po pięciu minutach wróciła i nie było śladu że płakała. Nie licząc przekrwionych oczu.
- Idziemy się bawić. - wykrzyknęła na co się zaśmiałam.
Weszłyśmy do salonu gdzie panowała grobowa cisza.
- Porozmawiaj z nim na osobności. - szepnęłam jej. Po chwili razem z Tomem zniknęli na zewnątrz. A po chwili dało się usłyszeć głośne krzyki. Usiadłam z uśmiechem na fotelu. Reszta patrzyła się na mnie jakbym uciekła z psychiatryka. W sumie też bym tak robiła gdyby ktoś wyszedł wściekły z domu a po chwili wróciła uśmiechnięta Aki.
- Idziemy? - spytała na co wszyscy wstaliśmy i wychodząc z domu, skierowaliśmy się w stronę pobliskiego klubu.

1 komentarz:

  1. O.o O.o O.o O.o No to akcja się rozkręca ^^
    Jak zawsze świetny rozdział.
    @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń