poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty siódmy

LOUIS POV

Moja śliczna Dan. Jest moja. Jest piękna. Jest idealna. Za idealna.
Wiem że nie zasługuję na nią, nie wiem dlaczego ona ze mną jest. Nie powinna. Nie jestem dla niej odpowiedni, z drugiej strony nie wiem co bym zrobił gdybym się nie zgodziła. Oszalałbym.
- Siema stary. - do kuchni wszedł Liam.
- Cześć.
- Danielle tu jest? - spytał.
- Śpi.
- Naprawdę uważasz że jest to dobry pomysł żeby tu zamieszkała? Ja nie mam nic przeciwko ale wiesz że co chwilę jakieś akcje, napady na chatę. Myślę że ona tego nie wytrzyma. - przysiadł się do mnie.
- Wiem. I to mnie wkurwia.
- Ona nie jest tu bezpieczna. - powiedział i wyszedł.
Udałem się na górę gdzie Dan jeszcze słodko spała. Boże, jakie ja słowa używam?! Co ta dziewczyna ze mną robi.
Wybrałem z szuflady ciuchy które natychmiast na siebie założyłem. Postanowiłem nie budzić mojej księżniczki i zszedłem z powrotem do kuchni. Wziąłem się za przygotowanie śniadania. Tak ja Louis Tomlinson robiłem śniadanie dla dziewczyny. Na talerz położyłem gotowe kanapki i wziąłem kubek herbaty, idąc do pokoju. Postawiłem wszystko na szafce nocnej.
- Skarbie wstawaj. - powiedziałem całując jej policzki. - Wstawaj, zrobiłem ci śniadanie. - powiedziałem a Dani zaczęła otwierać oczy.
- Dla mnie? - spytała z uśmiechem.
- Dla ciebie. - powiedziałem.
- Jesteś kochany. - powiedziała całując mnie w usta. Oddałem pocałunek, jednocześnie pogłębiając go.
- Jedz. - powiedziałem odrywając się od niej z wielką niechęcią.
- Co zrobiłeś?
- Kanapki z szynką, pomidorem i szczypiorkiem.
- Pycha. - wzięła jedną kanapkę. - Nie jesz? - spytała patrząc na mnie.
- Nie. Jadłem wcześniej. - odpowiedziałem siadając obok niej.


DANIELLE POV

Skończyłam jeść kanapki i wypiłam herbatę którą wcisnął mi Louis.
- Idę się ubrać. - powiedziałam podchodząc do walizki. Zajrzałam przez okno patrząc na pogodę. Było bardzo ciepło jak na Londyn. Wyciągnęłam z walizki bluzeczkę i spodenki. [KLIK].
Weszłam do łazienki, przebierając się i uczesałam włosy w koka.
Gotowa wyszłam z pomieszczenia.
- Moja śliczna. - dostałam całusa w czoło.
- Przesadzasz. - zaśmiałam się,
- Wcale nie.
- Właśnie że tak.
- Co dzisiaj chcesz robić? Mam wolne.
- Myślę że moglibyśmy iść na spacer.
- To idziemy. - chwycił moją dłoń ciągnąc mnie na dół.
- Idźmy do parku.
- A może podjedziemy pod park? Nie sądzę że chcesz dwie godziny iść do parku.
- Możemy też tak. - uśmiechnęłam się wsiadając do jego samochodu.
Ruszyliśmy z pod domu w stronę parku.
- Jak chcesz możemy iść później do wesołego miasteczka.
- Nie mam pieniędzy. - przegryzłam wargę.
- Nie wygłupiaj się. Ja mam.
- Louis, nie sądzę że dobrym pomysłem jest wyciąganie od ciebie pieniędzy.
- Danielle przestań. Powiedziałem że zapłacę więc to zrobię. - przewrócił oczami. Nie chcąc się z nim kłócić, poddałam się.
- Jesteśmy. - powiedział odpinając pas. Zrobiłam to samo wychodząc z samochodu.
-Chodźmy tamtędy. - powiedziałam wskazując na ścieżkę przed nami. Louis objął mnie posyłając mi piękny uśmiech.


Spacerowaliśmy po parku dobre 2 godziny.
- Teraz czas na wesołe miasteczko. - powiedział Lou z ekscytacją w głosie. Jak dziecko.

- Mam nadzieję że nie masz lęku wysokości. - stałam patrząc na London Eye.
- Ja mam nadzieje że ty nie masz. - zaśmiał się.
- O to się nie martw. - powiedziałam wsuwając okulary na nos.
- To idziemy. - powiedział podchodząc o potężnego faceta, wręczając mu nasze żetony.
Wsiedliśmy do jednej z kabiny, obserwując krajobrazy Londynu. Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem paru zdjęć.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam gdy Loui przytulił mnie od tyłu, kładąc podbródek na moim ramieniu.
- Jest. - przyznał mi rację.

- To co teraz dom strachów? - zaśmiał się.
- Nie.
- Dlaczego nie?
- Tam jest dość...przerażająco.
- W końcu to dom strachów. - zaśmiał się z mojej wypowiedzi.- Chodź, ja byłem z tobą na filiżankach. - zrobił słodką minę. Aż trudno było mu odmówić.
- Okej. - zgodziłam się.
- Więc chodźmy. - powiedział prowadząc mnie do wejścia.
Typowe, sztuczne pająki i pajęczyny zwisające tuż nad twoją głową i różne odgłosy z głośników. Sztuczne kościotrupy i baba jagi.Nie było aż tak strasznie jak się spodziewałam.
- Danielle, pająk po tobie chodzi. - powiedział Lou patrząc na moje plecy.
- Co?! Ściągnij go. Błagam. - krzyczałam rzucając się.
- Żartowałem. - zaczął się śmiać za co spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie śmieszne.
- Właśnie że śmieszne. Twoja mina. - zaniósł się jeszcze większym śmiechem, o ile to w ogóle możliwe.
Po chwili i ja dołączyłam do niego.
- Chodźmy na watę cukrową. - Lou zaczął mnie ciągnąć gdy tylko wyszliśmy z budynku.
- Jesteś pewny?
- 100% i jeden więcej. - wyszczerzył się w moją stronę.
- Skoro tak. - wzruszyłam ramionami.
- Dwie duże waty. - zwrócił się do faceta robiącego waty.
Razem z watami ruszyliśmy na ławkę.

^^
^^

Niewyszedł mi ten rozdział za co przepraszam

1 komentarz: