czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty piąty

*ten sam dzień, wieczór*

- Wracamy już? Musimy wcześnie rano wstać. - popatrzyłam na Lou leżącego obok mnie i obserwującego moją siostrę.


- Możemy już wracać. - wzruszył ramionami. - Nona! Wracamy! - krzyknął i zaczął zbierać ręczniki do torby.
- Musimy już? - jęknęła ubierając na siebie swoją sukienkę.
- Tak. Babcia się martwi. - powiedziałam również się ubierając.
Gotowi już udaliśmy się w stronę domu.
- Nona tam jest budka z lodami, idź sobie jakiegoś wybierz. - powiedział dając małej pieniądze.
- Lou, nie możesz tak. - uderzyłam go w ramię.
- Jak?
- No kupować wszystko wszystkim.
- Nie wszystkim tylko tobie i twojej siostrze. - wytłumaczył z miną dziecka na co zaśmiałam się.
- Kupiłam z posypką! - wykrzyknęła radosna.
- Resztę sobie zatrzymaj. - mrugnął do niej obejmując mnie.
- Nie rozpieszczaj mi siostry. - powiedziałam do niego.
- Przesadzasz. - wyszeptał mi do ucha. Po kilku minutach byliśmy pod domem.
- Jesteście już. - babcia zawołała.
- Tak. - kiwnęłam głową w potwierdzeniu.
- Babcia! Louis kupił mi loda. - wykrzyknęła mała.
- Tak? A podziękowałaś?
- Yyyy... chyba tak. - odpowiedziała.
- Babciu! My idziemy na górę. - oznajmiłam ciągnąc Tomlinsona za rękę.
Weszliśmy do mojego pokoju gdzie rzuciłam się na łóżko.
- Idę się kąpać. - pocałował mnie w czoło. - Przyłączysz się? - spytał z uśmiechem.
- Jasne, już idę. - powiedziałam sarkastycznie,  przewracając oczami.
- Czekam. - wykrzyknął wchodząc do łazienki. Podniosłam swoje leniwe cztery litery z łóżka, w celu przyszykowania piżamy i bielizny.
Gdy zaczęłam wyciągać ciuchy, zadzwonił telefon, który nie należał do mnie. Ostrożnie do niego podeszłam, tak jakby miał zaraz wybuchnąć. Wiem że przesadzam ale to telefon Louisa Tomlinsona, kto wie co można się po nim spodziewać.
Delikatnie chwyciłam go i popatrzyłam na wyświetlacz, na którym migało imię "Tom". Postanowiłam nie odbierać. Kto wie kim jest Tom? Jeszcze bym coś powiedziała, lub coś mu zdradziła. Nie wiem w jakich stosunkach jest z nim Lou, więc wolę nie ryzykować. Odłożyłam z powrotem telefon i usiadłam na łóżku. W końcu telefon przestał dzwonić co bardzo mnie ucieszyło ponieważ, dzwonek zaczął mnie już bardzo irytować.
Nagle w pokoju znów rozległ się dźwięk rockowego zespołu.
- Lou! Możesz się pospieszyć? - krzyknęłam.
- Po prostu odbierz ten cholerny telefon! - odkrzyknął.
Zrezygnowana chwyciłam telefon do ręki. Przykładając telefon do ucha, nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tommo w końcu! Słuchaj Reway znowu pisał o tym że chce...
- Uh... Przepraszam ale Louis jest teraz zajęty. Czy mógłbyś zadzwonić do niego za 10 minut? - spytałam delikatnie. Musiałam mu przerwać zanim dowiedziałabym się czegoś, o czym zapewne nie powinnam wiedzieć.
- Oh, ok. To ja zadzwonię później. - powiedział i rozłączył się. Wróciłam na łóżko i wzięłam do ręki mój telefon. Miałam wielką ochotę porozmawiać z Kels. Powstrzymałam się jednak. Zapewne znowu jest zajęta, albo śpi. U nas jest 22 więc tam 6 rano.
Jutro z nią porozmawiam.
- Loui pospiesz się. - jęknęłam wiedząc że za chwilę minie 10 minut odkąd dzwonił jego telefon.
- Już, już. - wymamrotał i po chwili drzwi otworzyły się.
- W końcu.
- Kto dzwonił? - spytał paradując po pokoju w samych bokserkach.
- Uhmm... Jakiś Tom.. Za chwilę znowu zadzwoni. - odpowiedziałam zakłopotana.
- Pociągam cię. - stwierdził uważnie mi się przypatrując.
- Mi? N-nie, czemu? - spytałam rumieniąc się.
- Widzę to. - wyszeptał mi do ucha, przegryzając jego płatek. Czy mnie pociągał? Jak cholera  ale przecież nie przyznam mu się do tego. Nagle jego telefon zadzwonił na co odetchnęłam. Szybko wzięłam swoje rzeczy i zamknęłam się w łazience.
Szybko rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Chwyciłam za żel do mycia ciała o zapachu malinowym. Uwielbiam ten żel. Gdy tylko poczuje jego zapach, mam ochotę zjeść maliny. Wsmarowałam go w ciało a lecąca woda, spłukała go. Umyłam też włosy szamponem o zapachu mango i kokosa.
Spłukałam resztki piany które na mnie pozostały i wyszłam, wycierając się ręcznikiem. Włosy postanowiłam, pozostawić mokre. Nałożyłam bieliznę oraz piżamę. Chwyciłam dzisiejsze ciuchy i włożyłam je do reklamówki. Wyszłam z łazienki i reklamówkę włożyłam do walizki, do osobnej kieszonki. Wypiorę je w Londynie, teraz nie ma nawet na to czasu. Wróciłam do łazienki i chwyciłam żel do mycia ciała, szampon, suszarkę, lokówkę, prostownicę, szczotki, gumki, wsuwki i wszystkie inne rzeczy oraz je również spakowałam. Zostawiłam tylko szczoteczkę do zębów i pastę oraz jedną szczotkę. Podeszłam do umywalki i wyszczotkowałam zęby. Ponownie weszłam do pokoju i omiotłam wzrokiem cały pokój. Louis leżał na łóżku i mi się przyglądał.
- Lakiery. - szepnęłam do siebie i podeszłam do komody skąd wyciągnę£am lakiery i zmywacz oraz waciki. To również spakowałam. Pootwierałam wszystkie inne szafki i szuflady w celu upewnienia się czy aby na pewno czegoś nie przegapiłam.
- Jeszcze to. - Lou powiedział trzymając w ręku mój portfel.
- To mi się przyda. - mruknęłam.
- Nie przyda. - powiedział wstając z łóżka.
- Lou, przyda. Mam tam wszystkie dokumenty i bilety. - powiedziałam sprawdzając górę szafek. Spojrzałam na Tomlinsona który wyjął wszystko z portfela oprócz pieniędzy i schował to do swojego. Natomiast mój wrzucił do walizki. Upewniając się że nic nie zostało, położyłam się do łóżka. Po kilku sekundach, dołączył do mnie Lou, całując mnie w usta. W moim brzuchu zaczęły fruwać motyle. Powiedzieć mu? A co jeśli on nie czuje nic do mnie? Wyśmieje mnie? 
Zamknęłam mocno oczy i wtuliłam się w jego klatkę. Powiem mu kiedy indziej.
Kiedy indziej? Zdajesz sobie sprawę że może być za późno? odezwała się moja podświadomość.
Och zamknij się. Powiem mu w Londynie. - odpowiedziałam jej przewracając oczami.
Nie chciałabyś wrócić do Londynu z chłopakiem?
Chciałabym.
To mu powiedz!
TO NIE TAKIE ŁATWE!
Łatwiejsze niż ci się zdaje..
- Lou? Śpisz? - podniosłam głowę.
- Nie. - odpowiedział.
Powiedzieć mu teraz? Czułam przyśpieszone bicie mojego serca. Raz się żyje.
- Kocham cię. - wyszeptałam w jego koszulkę.
- Co mówiłaś? - spytał z lekkim uśmiechem.
- Ja? Uhm nic. - wyjąkałam.
- Słyszałem. Powiedziałaś "kocham cię". - po jego słowach zrobiłam się czerwona na twarzy. On weźmie mnie za idiotkę.
- Ja... no ... bo... ja... - jąkałam się nie potrafiąc złożyć sensownego zdania. Louis zaśmiał się. Widzisz głupia podświadomościo?! On mnie wyśmiał! Poczułam łzy w oczach. Jestem taką idiotką!
- Chodź tu. - powiedział przyciągając mnie do siebie i wpijając się w moje wargi. - Też cię kocham Dani. - powiedział odrywając się ode mnie.
Łzy smutku, zastąpiły łzy radości. On mnie kocha! Powiedział mi to.  Wtuliłam się w niego. 
- Kocham cię, tak bardzo cię kocham. - powiedział całując mnie w czubek głowy. Znów ułożyłam się na nim wygodnie, a między nami zapanowała przyjemna cisza. Po kilkunastu minutach, gdy moje oczy się zamykały, Louis odezwał się.
- Danielle?
- Tak?
- Zostaniesz moją dziewczyną? - spytał z nadzieją.
- Tak. - odpowiedziałam podnosząc się i wpijając w jego wargi.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć że jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Gdy oderwaliśmy się od siebie. Postanowiliśmy iść już spać. Usnęłam z bananem na twarzy.



---------------

Jest 25! ^^ podoba się?
:D:D

7 komentarzy:

  1. Sorry ze dopiero dzisiaj komentuje, ale wczoraj miałam ognisko. A jeśli chodzi o rozdział. To było takie słodkie. Rozdział zajebisty. Milo się go czytało. Czekam na next i weny :********

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aww <3 jeju nawet nie wiesz jak się szczerzyłam gdy czytałam twój komentarz *-* nic się nie stało ... dziękuję ci bardzo <3

      Usuń
  2. Jeeeju uwielbiam :D ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. OŁ MAJ GASZ, ALE TO BYŁO SŁIT. Oni w końcu są razem *u* kiedy next?

    OdpowiedzUsuń