środa, 16 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty Ósmy

- Hej Liam. - powiedziałam zastając chłopaka w salonie.
- Cześć. - uśmiechnął się w moją stronę.
- Chcę cię o coś spytać.
- Wal. - skupił na mnie swój wzrok.
- Widujesz się z Kelsey?
- No tak. Codziennie.
- Nie wiesz może czemu nie odbiera ode mnie telefonu?
- Po prostu jest ona czymś zajęta. - powiedział tajemniczo.
- Czym? - zmarszczyłam na niego brwi.
- Wszystko w swoim czasie. - powiedział a jego telefon za wibrował. - Śpieszę się. - powiedział i już go nie było. Westchnęłam z irytacji.
- Rozmowa z Liamem nie udana? Mówiłem że ci nie powie. - Louis dosiadł się do mnie.
- Powiedz mi Lou. - przeciągnęłam się.
- Nie. To tajemnica.
- Chłopak nie powinien mieć  tajemnic przed swoją dziewczyną. -podeszłam go z innej strony.
- To niespodzianka. - pocałował mnie w nos gdy zrobiłam naburmuszoną minę.
- Jesteś okropny. - burknęłam a on się zaśmiał.
- Wiem że mnie kochasz.
- Wcale nie. - powiedziałam wstając.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni.
- Zrób popcorn. - krzyknął na co przewróciłam oczami.
Stałam w kuchni czekając aż popcorn będzie gotowy gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Po chwili było słychać tylko krzyki i groźby typu "zamorduję cię", "pożałujesz że to zacząłeś", "szykuj sobie trumnę".
Czy się bałam? Jak cholera, dlatego postanowiłam zostać w kuchni i być jak najciszej jak potrafiłam.
- Kurwa wypierdalaj  z mojego mieszkania!
- Nie dopóki nie dostanę tego czego chcę. - usłyszałam twardy głos i kroki w moją stronę.
Co robić?! Gdzie się schować?
- Styles wypierdalaj stąd bo cię zabije.
- Wiesz że nie możesz. Mamy umowę.
Wpełzłam między szafki, modląc się żeby nikt mnie nie zauważył.
- Kurwa! Dostaniesz to co chcesz ale nie dzisiaj.
- Umawialiśmy się na dzisiaj.
- Nie miałem kiedy! Byłem do cholery w Ameryce!
- Nie obchodzi mnie to. Miały być dzisiaj.
- Będą jutro.
- Chcę je dzisiaj. - powiedział Styles, idąc tyłem w moją stronę.
- Będą jutro wieczorem.
- To jutro wieczorem zwrócę ci ją, - powiedział ciągnąc mnie za włosy w górę.
- Auuu... - zawyłam.
- Puść ją. - Lou warknął podchodząc do niego.
- Dasz mi to czego ja chcę to ci ją oddam.
- Nie rób tego. Mogę zadzwonić i zapytać się.
- Dzwoń. Tu przy mnie. - powiedział zaciskając uścisk na moich włosach.
- Puść ją. - powiedział wyciągając telefon.'
- Dzwoń bo coś jej się stanie.
- Już. - powiedział przykładając telefon do ucha.
Nigdy się ta nie bałam. Co mi zrobi? Chce mnie zabić?
- James? Tu Tomlinson. Musisz mi pomóc. .... Potrzebuję tych karabinów dla Stylesa natychmiast!... Nie to nie może czekać. ... 3 GODZINY?! ... Czekam.
- I co?
- Za 3 godziny tu będzie.
- Za długo.
- Puść ją.
- Jak dostanę to co moje.
- Przecież będzie! - powiedział zbliżając się.
- Dotkniesz mnie a ta ślicznotka zginie. - powiedział biorąc nóż.
- Nie rób jej nic.
- Cofnij się. - przyłożył nóż do mojego gardła.
Całe moje ciało trzęsło się ze strachu. Dlaczego ja?!
- Ona nie  jest w to zamieszana. Puść ją.
- Idziemy. - powiedział do mnie kierując mnie w stronę salonu.
- Lou. - zapiszczałam przez łzy.
- Wszystko będzie dobrze. On nic ci nie zrobi. - powiedział.
- Cofnij się bo ją zabije! - krzyknął.
- Nie zrobisz tego! 
- Chcesz zaryzykować?
- Nie.
- To kurwa siadaj i nic nie mów. - powiedział pchając mnie na kanapę.
- Nie naznaczyłeś jej. - stwierdził oglądając moją szyję.
- Nie dotykaj jej.
- Nic jej nie zrobie, na razie.

-----
wiem ze krotki ale nic innego nie moglam wymyslic... + jest u mnie kuzynka na wakacjach więc rozdziały pojawiać się będą rzadziej niż zwykle ;cc

2 komentarze:

  1. Sorry ze dopiero dzisiaj komentuje, ale u babci byłam,
    Rozdział zajebisty, czekam na next. Zaczyna się dziać. Biedna Dan, szkoda mi dziewczyny, a na marginesie to weny zycze

    OdpowiedzUsuń