wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty czwarty

DANIELLE POV
 
Pierwsze co zrobiliśmy po wejściu do klubu, to udanie się do baru.
- Co chcesz do picia? - Lou zwrócił się do mnie.
- Sok pomarańczowy. - odpowiedziałam. Nie chciałam znów tak pić i zrobić z siebie idiotkę jak ostatnim razem.
- Na pewno? - uniósł brwi a ja skinęłam głową. Już po kilku chwilach miałam w ręce sok. Widziałam że barman miał respekt przed Lou. Czy nawet tu wiedzieli o The Kings of Streets? Najwyraźniej tak.
- Chodźmy do stolika. - powiedział ciągnąc mnie do stolika, gdzie akurat wszyscy się zmieszczą.
- Mogę zadać ci pytanie? - spytałam przysuwając się do niego.
- Przyleciałeś do Ameryki dla mnie? - on popatrzył się na mnie z uśmiechem i skinął głową.
- Jesteś słodki. - zagruchałam, a po sekundzie wszyscy siedzieli już przy stolikach.
- Dan chodź tańczyć. - wyjąkała już wstawiona Aki. Wyszłam z Ak na parkiet, gdzie od razu zaczęłyśmy poruszać się w rytm muzyki. Cały czas czułam na sobie wzrok Lou.
- Louis cały czas na ciebie patrzy. - wybełkotała.
- Czuję.
- Idzie do ciebie. - zapiszczała i odeszła do baru. Zanim zdążyłam się obrócić, duże ręce oplotły mnie w pasie mocno do siebie przyciągając.
- Teraz zatańczysz ze mną. - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Lou.
- Z tobą zawsze. - powiedziałam zarzucając moje ręce na jego szyi.
Kołysaliśmy się wolno chociaż, leciały szybkie utwory. Wtuliłam twarz w klatkę Louisa. On mocniej przyciągnął mnie do siebie. Było mi tak dobrze w jego ramionach. Czułam się bezpiecznie, jakby miał mnie obronić przed całym złem.
- Lou?
- Tak?
- Gdzie tak właściwie się zatrzymaliście?
- U znajomego. A co?
- Nie, nic. Po prostu, bałam się że będziecie musieli nie potrzebnie płacić za hotel.
- O to się nie martw. - pocałował mnie w czubek głowy. Przetańczyliśmy jeszcze kilka piosenek i postanowiliśmy udać się do stolika.
- Wiesz jaką dupe wyrwałam? - zmęczona i nawalona Aki pojawiła się przy stoliku.
- No właśnie nie wiem. - powiedziałam biorąc łyk piwa z szklanki Louisa.
- Oh, lecę, do jutra. - pocałowała mnie w policzek i zabierając swoje rzeczy, wyszła z jakimś chłopakiem.
- Jest już 3 w nocy. Sądzisz że powinniśmy wracać? - spytałam na co Tommo wzruszył ramionami.
- Możemy już wracać. - powiedział po tym jak ziewnęłam.
- Więc chodźmy. - powiedziałam i wyszliśmy z klubu. - Daleko masz do tych znajomych?
- 4 kilometry. - wzruszył ramionami.
- Nie mów że chcesz wracać tam.
- Mam inne wyjście?
- Tak, możesz tą noc spędzić u mnie.
- Jesteś pewna?
- Na 100%, 101%.
- Ale tylko jeśli będę spał z tobą.
- Mówisz, masz. - powiedziałam otwierając drzwi wejściowe. Po cichu weszliśmy do mojego pokoju gdzie pokazałam Louisowi łazienkę. Ja przy toaletce, zaczęłam zmywać makijaż. Po kilku minutach Lou wyszedł w samych bokserkach. Odwróciłam wzrok w inną stronę. Wzięłam czystą bieliznę i piżamę, poczym udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic który trwał 10 minut, nie więcej. Związałam włosy w koka i ubrałam się. Gotowa weszłam do pokoju gdzie Louis już spał. Weszłam pod kołdrę i nie minęło 5 minut jak już spałam.

*2 dni później*

Wracam do Londynu! Louis obiecał babci że będzie mnie pilnował i że będę grzeczna. Od 3 dni nie mam w ogóle kontaktu z Kelsey. Albo ja nie mam czasu, albo ona. Mam nadzieje że gdy wrócę, spędzimy ze sobą trochę czasu. Jutro o 9 mamy samolot a spakowałam się już dzisiaj rano. Na dziś w planach z Lou mamy plaże, razem z Noną. Tom ostatnio wysłał list z groźbą do Aki, po czym ona wyjechała z rodziną do Paryża. Tom z tego co wiemy, pomylił autokary i wylądował w Afryce. Przesłał chłopakom zaległą kasę z odsetkami. Razem wyszło mu 15 tysięcy chociaż oni chcieli 13. Zayn zabrał Perrie na Bora-Bora, gdzie razem mają spędzić wakacje. A Niall z Jess pojechali do Austrii. Co do wakacji, Louis planuje jakąś niespodziankę dla mnie.
- Dani, co ty tam robisz? - Louis wszedł do pokoju i stanął za mną, owijając swoje ręce w okół mojej talii. Wspominałam wam że chyba się w nim zakochałam? Nie? To wam mówię teraz. Jestem zakochana w Louisie Williamie Tomlinsonie. Nawet jeśli jest on najniebezpieczniejszym człowiekiem na świecie.
- Muszę jeszcze tylko spakować kilka rzeczy. - powiedziałam pakując krem z filtrem, koce, ręczniki i pieniądze oraz telefon.
- To zostaw, ja płacę. - powiedział wyciągając mój portfel i wrzucając go do walizki.
- Ostatnio cały czas ty płacisz. To jest nie fair.
- Przesadzasz. - powiedział całując mnie w policzek i zabierając mi torbę.
- Nona wychodzimy! - Lou krzyknął schodząc na dół. Ostatnio spędzał dość dużo czasu z moją siostrą i z czystym sumieniem mogę stwierdzić że byłby on cudownym ojcem.
- Jestem. - mała wyskoczyła zza rogu.
-Idziemy szukać rekinów. - poruszył śmiesznie brwiami.  Oznajmiając babci że wychodzimy, skierowaliśmy się w stronę plaży.
 - Nona patrz, sklep z zabawkami! - krzyknął a gdy mała się odwróciła, on pocałował mnie. Nie powiem że mi się nie podobało, bo podobało i to bardzo.
- Nie ma tam żadnego sklepu. - oburzyła się co było zabawne.
- Patrz widać już plaże. - pociągnęła mnie za rękę na co się zaśmiałam.
- Widze, widze. - powiedziałam śmiejąc się.
- Chodźmy tam. - powiedziałam pokazując na wolne miejsce niedaleko wody.

-----
jak zobaczyłam dzisiaj "0 komentarzy" nie miałam ochoty wstawiać wam tego rozdziału... no ale 6 dni nie wstawiałam...

7 komentarzy:

  1. Opowiadanie ogólnie mi się podoba. Dopiero niedawno znalazłam je w spisie fan fiction i od razu zaczęłam czytać. Rozdział genialny i czekam na next no i oczywiście weny. Buziaczki. :*****

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie dziwię się sama pisałam bloga i wiem jak to de-motywuję ;C
    Rozdział świetny i nie rozumiem dlaczego tak mało osób komentuje O.o
    (Co jest nie tak z ludźmi??? xD)
    Weny i wytrwałości @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń