poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty Dziewiąty część pierwsza

Kiedy ten facet przyjdzie? Siedzimy już tu trzy i pół godziny. Chcę podejść do Lou i go przytulić. Ale oczywiście nie mogę. Ten psychopata mnie trzyma a jak Louis chciał podejść to ten dupek przywiązał go do krzesła.
- Zastanawia mnie czy jesteś dobra w łóżku skoro Tomlinson cie chce. - gdy to powiedział Louis zaczął się szarpać.
- Kurwa spierdalaj od niej! Nawet jej nie dotykaj!
- Jesteś bezradny Tomlinson. Mogę ją tu nawet zgwałcić a ty gówno zrobisz. - powiedział kładąc rękę na moje udo. Jego słowa mnie przestraszyły. Nigdy jeszcze TEGO nie robiłam. Z moim poprzednim chłopakiem, największe zbliżenie jakie mieliśmy to był JEDEN pocałunek z języczkiem. Nic więcej.
Na moje szczęście ktoś zaczął walić do drzwi.
- W końcu. - chłopak z lokami na głowie wstał żeby otworzyć. Gdy tylko zniknął z mojego punktu widzenia, rzuciłam się do Lou żeby go odwiązać. Gdy tylko wstał na nogi przyciągnął mnie do swojej piersi szepcząc jak bardzo mnie przeprasza.
- Chce jeszcze kase. Pamiętaj masz fory. - Styles zaglądnął do salonu i wyszedł.

*2 godziny później*

- Napewno wszystko w porządku? Nic ci nie zrobił? - Louis kolejny raz mnie o to zapytał.
- Na 100 procent. Po prostu mnie przytul i ok. - powiedziałam.
- Jesteś roztrzęsiona. Widzę to.
- Louis wszystko ok. Jestem jeszcze troszkę przerażona ale jest ok.
- Napewno?
- Napewno. - pocałowałam go lekko w policzek i wróciliśmy do oglądania filmu. Ta 'niespodzianka' nie wypaliła i jest przełożona na za tydzień. Wszyscy to zrozumieli i nie zagłębiali się w szczegóły. 
- Idę się wykąpać. - oznajmiłam wyrywając się z jego uścisku.
- A buzi? - zrobił maślane oczy więc pocałowałam jego policzek. - Nie tu. - Tym razem pocałowałam jego usta. Ruszyłam do pokoju Lou skąd wyciągnęłam piżamę. Udałam się prosto pod prysznic a po 20 minitach znów schodziłam na dół. Gdy byłam kilkanaście kroków przed salonem usłyszałam znajomy, damski głos.
- Kelsey. - wparowałam szczęśliwa do pokoju.
- Dani. - zapiszczała podbiegając i wtulając się we mnie.
- Tak bardzo tęskniłam. - mruknęłam w jej ramie.
- Ja za tobą też.
- Ej ale to ty ignorowałaś moje telefony. - dodałam z oburzeniem.
- Nie chciałam ale ta cała niespodzianka. Wygadałabym się. W sumie teraz z trudnością się powstrzymuje. - zapiszczała jeszcze raz mocno mnie do siebie tuląc.

---
wiem że to malutko ale tak dawno nie dodawalam... mam teraz na glowue duzo osobistych spraw + na wakacjach jest kuzynka i obecnie jestem chora... ahh te szczęście :') rozdział zostanie podzielony na dwie lub trzy czesci zalezy ile zajdzie mi napisanie reszty .... mam nadzieje ze sie nie gniewacie :)

środa, 16 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty Ósmy

- Hej Liam. - powiedziałam zastając chłopaka w salonie.
- Cześć. - uśmiechnął się w moją stronę.
- Chcę cię o coś spytać.
- Wal. - skupił na mnie swój wzrok.
- Widujesz się z Kelsey?
- No tak. Codziennie.
- Nie wiesz może czemu nie odbiera ode mnie telefonu?
- Po prostu jest ona czymś zajęta. - powiedział tajemniczo.
- Czym? - zmarszczyłam na niego brwi.
- Wszystko w swoim czasie. - powiedział a jego telefon za wibrował. - Śpieszę się. - powiedział i już go nie było. Westchnęłam z irytacji.
- Rozmowa z Liamem nie udana? Mówiłem że ci nie powie. - Louis dosiadł się do mnie.
- Powiedz mi Lou. - przeciągnęłam się.
- Nie. To tajemnica.
- Chłopak nie powinien mieć  tajemnic przed swoją dziewczyną. -podeszłam go z innej strony.
- To niespodzianka. - pocałował mnie w nos gdy zrobiłam naburmuszoną minę.
- Jesteś okropny. - burknęłam a on się zaśmiał.
- Wiem że mnie kochasz.
- Wcale nie. - powiedziałam wstając.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni.
- Zrób popcorn. - krzyknął na co przewróciłam oczami.
Stałam w kuchni czekając aż popcorn będzie gotowy gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Po chwili było słychać tylko krzyki i groźby typu "zamorduję cię", "pożałujesz że to zacząłeś", "szykuj sobie trumnę".
Czy się bałam? Jak cholera, dlatego postanowiłam zostać w kuchni i być jak najciszej jak potrafiłam.
- Kurwa wypierdalaj  z mojego mieszkania!
- Nie dopóki nie dostanę tego czego chcę. - usłyszałam twardy głos i kroki w moją stronę.
Co robić?! Gdzie się schować?
- Styles wypierdalaj stąd bo cię zabije.
- Wiesz że nie możesz. Mamy umowę.
Wpełzłam między szafki, modląc się żeby nikt mnie nie zauważył.
- Kurwa! Dostaniesz to co chcesz ale nie dzisiaj.
- Umawialiśmy się na dzisiaj.
- Nie miałem kiedy! Byłem do cholery w Ameryce!
- Nie obchodzi mnie to. Miały być dzisiaj.
- Będą jutro.
- Chcę je dzisiaj. - powiedział Styles, idąc tyłem w moją stronę.
- Będą jutro wieczorem.
- To jutro wieczorem zwrócę ci ją, - powiedział ciągnąc mnie za włosy w górę.
- Auuu... - zawyłam.
- Puść ją. - Lou warknął podchodząc do niego.
- Dasz mi to czego ja chcę to ci ją oddam.
- Nie rób tego. Mogę zadzwonić i zapytać się.
- Dzwoń. Tu przy mnie. - powiedział zaciskając uścisk na moich włosach.
- Puść ją. - powiedział wyciągając telefon.'
- Dzwoń bo coś jej się stanie.
- Już. - powiedział przykładając telefon do ucha.
Nigdy się ta nie bałam. Co mi zrobi? Chce mnie zabić?
- James? Tu Tomlinson. Musisz mi pomóc. .... Potrzebuję tych karabinów dla Stylesa natychmiast!... Nie to nie może czekać. ... 3 GODZINY?! ... Czekam.
- I co?
- Za 3 godziny tu będzie.
- Za długo.
- Puść ją.
- Jak dostanę to co moje.
- Przecież będzie! - powiedział zbliżając się.
- Dotkniesz mnie a ta ślicznotka zginie. - powiedział biorąc nóż.
- Nie rób jej nic.
- Cofnij się. - przyłożył nóż do mojego gardła.
Całe moje ciało trzęsło się ze strachu. Dlaczego ja?!
- Ona nie  jest w to zamieszana. Puść ją.
- Idziemy. - powiedział do mnie kierując mnie w stronę salonu.
- Lou. - zapiszczałam przez łzy.
- Wszystko będzie dobrze. On nic ci nie zrobi. - powiedział.
- Cofnij się bo ją zabije! - krzyknął.
- Nie zrobisz tego! 
- Chcesz zaryzykować?
- Nie.
- To kurwa siadaj i nic nie mów. - powiedział pchając mnie na kanapę.
- Nie naznaczyłeś jej. - stwierdził oglądając moją szyję.
- Nie dotykaj jej.
- Nic jej nie zrobie, na razie.

-----
wiem ze krotki ale nic innego nie moglam wymyslic... + jest u mnie kuzynka na wakacjach więc rozdziały pojawiać się będą rzadziej niż zwykle ;cc

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty siódmy

LOUIS POV

Moja śliczna Dan. Jest moja. Jest piękna. Jest idealna. Za idealna.
Wiem że nie zasługuję na nią, nie wiem dlaczego ona ze mną jest. Nie powinna. Nie jestem dla niej odpowiedni, z drugiej strony nie wiem co bym zrobił gdybym się nie zgodziła. Oszalałbym.
- Siema stary. - do kuchni wszedł Liam.
- Cześć.
- Danielle tu jest? - spytał.
- Śpi.
- Naprawdę uważasz że jest to dobry pomysł żeby tu zamieszkała? Ja nie mam nic przeciwko ale wiesz że co chwilę jakieś akcje, napady na chatę. Myślę że ona tego nie wytrzyma. - przysiadł się do mnie.
- Wiem. I to mnie wkurwia.
- Ona nie jest tu bezpieczna. - powiedział i wyszedł.
Udałem się na górę gdzie Dan jeszcze słodko spała. Boże, jakie ja słowa używam?! Co ta dziewczyna ze mną robi.
Wybrałem z szuflady ciuchy które natychmiast na siebie założyłem. Postanowiłem nie budzić mojej księżniczki i zszedłem z powrotem do kuchni. Wziąłem się za przygotowanie śniadania. Tak ja Louis Tomlinson robiłem śniadanie dla dziewczyny. Na talerz położyłem gotowe kanapki i wziąłem kubek herbaty, idąc do pokoju. Postawiłem wszystko na szafce nocnej.
- Skarbie wstawaj. - powiedziałem całując jej policzki. - Wstawaj, zrobiłem ci śniadanie. - powiedziałem a Dani zaczęła otwierać oczy.
- Dla mnie? - spytała z uśmiechem.
- Dla ciebie. - powiedziałem.
- Jesteś kochany. - powiedziała całując mnie w usta. Oddałem pocałunek, jednocześnie pogłębiając go.
- Jedz. - powiedziałem odrywając się od niej z wielką niechęcią.
- Co zrobiłeś?
- Kanapki z szynką, pomidorem i szczypiorkiem.
- Pycha. - wzięła jedną kanapkę. - Nie jesz? - spytała patrząc na mnie.
- Nie. Jadłem wcześniej. - odpowiedziałem siadając obok niej.


DANIELLE POV

Skończyłam jeść kanapki i wypiłam herbatę którą wcisnął mi Louis.
- Idę się ubrać. - powiedziałam podchodząc do walizki. Zajrzałam przez okno patrząc na pogodę. Było bardzo ciepło jak na Londyn. Wyciągnęłam z walizki bluzeczkę i spodenki. [KLIK].
Weszłam do łazienki, przebierając się i uczesałam włosy w koka.
Gotowa wyszłam z pomieszczenia.
- Moja śliczna. - dostałam całusa w czoło.
- Przesadzasz. - zaśmiałam się,
- Wcale nie.
- Właśnie że tak.
- Co dzisiaj chcesz robić? Mam wolne.
- Myślę że moglibyśmy iść na spacer.
- To idziemy. - chwycił moją dłoń ciągnąc mnie na dół.
- Idźmy do parku.
- A może podjedziemy pod park? Nie sądzę że chcesz dwie godziny iść do parku.
- Możemy też tak. - uśmiechnęłam się wsiadając do jego samochodu.
Ruszyliśmy z pod domu w stronę parku.
- Jak chcesz możemy iść później do wesołego miasteczka.
- Nie mam pieniędzy. - przegryzłam wargę.
- Nie wygłupiaj się. Ja mam.
- Louis, nie sądzę że dobrym pomysłem jest wyciąganie od ciebie pieniędzy.
- Danielle przestań. Powiedziałem że zapłacę więc to zrobię. - przewrócił oczami. Nie chcąc się z nim kłócić, poddałam się.
- Jesteśmy. - powiedział odpinając pas. Zrobiłam to samo wychodząc z samochodu.
-Chodźmy tamtędy. - powiedziałam wskazując na ścieżkę przed nami. Louis objął mnie posyłając mi piękny uśmiech.


Spacerowaliśmy po parku dobre 2 godziny.
- Teraz czas na wesołe miasteczko. - powiedział Lou z ekscytacją w głosie. Jak dziecko.

- Mam nadzieję że nie masz lęku wysokości. - stałam patrząc na London Eye.
- Ja mam nadzieje że ty nie masz. - zaśmiał się.
- O to się nie martw. - powiedziałam wsuwając okulary na nos.
- To idziemy. - powiedział podchodząc o potężnego faceta, wręczając mu nasze żetony.
Wsiedliśmy do jednej z kabiny, obserwując krajobrazy Londynu. Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem paru zdjęć.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam gdy Loui przytulił mnie od tyłu, kładąc podbródek na moim ramieniu.
- Jest. - przyznał mi rację.

- To co teraz dom strachów? - zaśmiał się.
- Nie.
- Dlaczego nie?
- Tam jest dość...przerażająco.
- W końcu to dom strachów. - zaśmiał się z mojej wypowiedzi.- Chodź, ja byłem z tobą na filiżankach. - zrobił słodką minę. Aż trudno było mu odmówić.
- Okej. - zgodziłam się.
- Więc chodźmy. - powiedział prowadząc mnie do wejścia.
Typowe, sztuczne pająki i pajęczyny zwisające tuż nad twoją głową i różne odgłosy z głośników. Sztuczne kościotrupy i baba jagi.Nie było aż tak strasznie jak się spodziewałam.
- Danielle, pająk po tobie chodzi. - powiedział Lou patrząc na moje plecy.
- Co?! Ściągnij go. Błagam. - krzyczałam rzucając się.
- Żartowałem. - zaczął się śmiać za co spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie śmieszne.
- Właśnie że śmieszne. Twoja mina. - zaniósł się jeszcze większym śmiechem, o ile to w ogóle możliwe.
Po chwili i ja dołączyłam do niego.
- Chodźmy na watę cukrową. - Lou zaczął mnie ciągnąć gdy tylko wyszliśmy z budynku.
- Jesteś pewny?
- 100% i jeden więcej. - wyszczerzył się w moją stronę.
- Skoro tak. - wzruszyłam ramionami.
- Dwie duże waty. - zwrócił się do faceta robiącego waty.
Razem z watami ruszyliśmy na ławkę.

^^
^^

Niewyszedł mi ten rozdział za co przepraszam

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty szósty

- Danielle, musimy jechać. - usłyszałam krzyk Lou.
- Idę! - odkrzyknęłam zbiegając na dół zakładając buty. [KLIK]
 - Dani, musisz jechać? - spytała Nona płacząc.
- Skarbie chodź tu do mnie. - rozłożyłam ramiona a mała się we mnie wtuliła.
- Przyjadę do ciebie. Obiecuję. - powiedziałam całując ją w czoło.
- Kocham cię. - powiedziała.
- Ja ciebie też myszko. Idź pożegnaj się z Louisem. - powiedziałam a ona od razu do niego podbiegła.
- Pa babciu. - powiedziałam przytulając ją.
- Pa skarbie, bądź grzeczna i dzwoń do nas na tym skajpie.
- Na pewno będę. - odpowiedziałam. Założyłam babci skype, żebym mogła się z nimi kontaktować. Co prawda są telefony ale to nie jest to co zobaczenie ich. Przynajmniej na ekranie.
Po pożegnaniu i zapakowaniu bagaży do samochodu Richarda, pojechaliśmy na lotnisko.
- Jak ja nienawidzę korków. - marudziłam.
- Ej, jeszcze chwila i będziemy. - pocieszał mnie Louis.
Mam nadzieję że zaraz będziemy bo zaraz zwariuję.
- Długo jeszcze? - spytałam po 3 minutach.
- Jeszcze 20 minut. Wytrzymaj. - odpowiedział Richard.
Tak jak obiecał Richard, po 20 minutach byliśmy już pod lotniskiem. Zostało nam 30 minut do odlotu samolotu a jeszcze odprawa i sprawdzanie wszystkiego. Pożegnaliśmy się z Richardem i ruszyliśmy oddać bagaże.
- W końcu. - westchnęłam opadając na fotel samolotowy.
- Jeszcze tylko 8 godzin i 2 dojazdu i będziemy w domu. - powiedział śmiejąc się.
- O boże. Czemu Ameryka jest tak daleko od Europy? - jęknęłam.
- Mnie się nie pytaj. - zaśmiał się a przed nami stanęła stewardessa, pokazująca instrukcję zapięcia pasów i innych na co przewróciłam oczami. Jak ja tego nienawidzę.
Na szczęście już po 10 minutach, mogliśmy startować. Wszyscy mówią że wzbijanie się w górę czy lądowanie, jest straszne. Dla mnie jest to bzdurą. Mnie takie coś jest fajne, przyjemne.
- Wstań. - powiedział Lou, popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Co?
- No po prostu wstań. - powiedział a ja odpięłam pas wstając. Louis przesiadł się tam gdzie ja wcześniej siedziałam i pociągnął mnie na swoje kolana.
- Zrobimy sobie selfie. - powiedziałam wyciągając telefon.
- Nie, ja nie robię sobie zdjęć.
- No Lou... nie bądź taki.
-Nie Danielle, schowaj ten telefon.
- Ale...
- Po prostu go schowaj. - powiedział a ja wykonałam jego polecenie. Lou podniósł mój podbródek całując mnie. Uśmiechnęłam się lekko.
Oparłam głowę o klatkę Lou i zaczęłam bawić się jego palcami. W pewnym momencie, zasnęłam.
Obudziły mnie różne krzyki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Louisa kłócącego się z jakimś chłopakiem. Stewardessy próbowały ich rozdzielić ale na marne. Gdy wstawałam z fotela, Lou zadał cios blondynowi a ten zatoczył się.
- Co tu się dzieje? - spytałam ciągnąc Louisa za rękaw.
- Pieprzony szmaciarz. - warknął.
- Lou! Co się stało ? Dlaczego go uderzyłeś?! - krzyknęłam.
- Bo jest szmaciarzem.
- Popatrz na mnie. - powiedziałam stając na przeciwko niego.
- Uspokój się. - powiedziałam kciukami masując jego policzki.
Oglądnęłam się i zobaczyłam że blondyn zniknął.
- Wróćmy na nasze miejsca. - powiedziałam a on mocno mnie objął.
- Powiesz mi co się stało? - powiedziałam siadając mu na kolanach.
- Nic.
- Jak nic? Za nic to chyba byś go nie uderzył.
- Kurwa, ten jebany debil, pytał się czy sprzedam mu ciebie. W dodatku mówił że jesteś dziwką. Musiałem zareagować, tak? -podniósł głos. On mnie bronił.
- Jesteś kochany. - powiedziałam całując go. - Ile zostało do końca lotu? - spytałam.
- Jeszcze 3 godziny. - powiedział wtulając się we mnie.
- Proszę zapiąć pasy, podchodzimy do lądowania. - blond włosa zaczęła budzić ludzi w tym mnie.
Przesiadłam się na drugi fotel czym obudziłam Lou.
- Co? Czemu się przesiadłaś? - spytał marszcząc brwi.
- Prosimy zapiąć pasy, podchodzimy do lądowania. - głos z głośników wyręczył mnie.
- O nasze walizki! - krzyknęłam po 10 minutach szukania ich.
- W końcu. - westchnął biorąc moją i swoją torbę.
- Daj. - powiedziałam zabierając mu moją własność.
- Nie, daj.
- Nie wygłupiaj się, nie musisz udawać gentlemana. - zmarszczył brwi na moje słowa, widocznie ich nie rozumiejąc. Resztę drogi do postoju taksówek nie rozmawialiśmy. Pewnie zastanawiał się nad tym dlaczego powiedziałam że nie musi udawać gentlemana. Nom, cóż może dlatego że jest w gangu i zabija ludzi? Jak ktoś, kto jest w gangu może być gentlemanem? Raczej nie pyta się ludzi czy może ich zabić.
Wsiedliśmy do taksówki ładnie witając się ze starszym panem. Przynajmniej ja. Po podaniu adresu, odjechaliśmy.
Trasa z lotniska do domu Lou, trwała dwie i pół godziny, a wszystko przez te głupie korki. Więc gdy przyjechaliśmy była 04:38.
Po cichu weszliśmy do środka i skierowaliśmy się do jego pokoju.
- Idź się umyć. Łazienka jest tu. - powiedział pokazując na drzwi w jego pokoju. Podeszłam do walizki wyciągając wszystkie potrzebne mi rzeczy i udałam się do łazienki.
Zrobiłam wszystkie czynności które miałam zrobić i z powrotem weszłam do pokoju.
- Możesz już iść. - powiedziałam.
- Połóż już się do łóżka, zaraz przyjdę. - powiedział a ja skinęłam głową.
Położyłam się do łóżka, odpływając.

------------

jest 26 ;) dziękuje m za wszystkie komentarze pod tamtym rozdziałem ;)

piątek, 11 lipca 2014

JEJU

Przepraszam was ale nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem tego postu....

Zawsze gdy czytam wasze komentarze, mam banana na ryju...

Oczywiście na każdy odpowiadam ;)

Dziękuję wam za to że to czytacie...

Jesteście wspaniali <3

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty piąty

*ten sam dzień, wieczór*

- Wracamy już? Musimy wcześnie rano wstać. - popatrzyłam na Lou leżącego obok mnie i obserwującego moją siostrę.


- Możemy już wracać. - wzruszył ramionami. - Nona! Wracamy! - krzyknął i zaczął zbierać ręczniki do torby.
- Musimy już? - jęknęła ubierając na siebie swoją sukienkę.
- Tak. Babcia się martwi. - powiedziałam również się ubierając.
Gotowi już udaliśmy się w stronę domu.
- Nona tam jest budka z lodami, idź sobie jakiegoś wybierz. - powiedział dając małej pieniądze.
- Lou, nie możesz tak. - uderzyłam go w ramię.
- Jak?
- No kupować wszystko wszystkim.
- Nie wszystkim tylko tobie i twojej siostrze. - wytłumaczył z miną dziecka na co zaśmiałam się.
- Kupiłam z posypką! - wykrzyknęła radosna.
- Resztę sobie zatrzymaj. - mrugnął do niej obejmując mnie.
- Nie rozpieszczaj mi siostry. - powiedziałam do niego.
- Przesadzasz. - wyszeptał mi do ucha. Po kilku minutach byliśmy pod domem.
- Jesteście już. - babcia zawołała.
- Tak. - kiwnęłam głową w potwierdzeniu.
- Babcia! Louis kupił mi loda. - wykrzyknęła mała.
- Tak? A podziękowałaś?
- Yyyy... chyba tak. - odpowiedziała.
- Babciu! My idziemy na górę. - oznajmiłam ciągnąc Tomlinsona za rękę.
Weszliśmy do mojego pokoju gdzie rzuciłam się na łóżko.
- Idę się kąpać. - pocałował mnie w czoło. - Przyłączysz się? - spytał z uśmiechem.
- Jasne, już idę. - powiedziałam sarkastycznie,  przewracając oczami.
- Czekam. - wykrzyknął wchodząc do łazienki. Podniosłam swoje leniwe cztery litery z łóżka, w celu przyszykowania piżamy i bielizny.
Gdy zaczęłam wyciągać ciuchy, zadzwonił telefon, który nie należał do mnie. Ostrożnie do niego podeszłam, tak jakby miał zaraz wybuchnąć. Wiem że przesadzam ale to telefon Louisa Tomlinsona, kto wie co można się po nim spodziewać.
Delikatnie chwyciłam go i popatrzyłam na wyświetlacz, na którym migało imię "Tom". Postanowiłam nie odbierać. Kto wie kim jest Tom? Jeszcze bym coś powiedziała, lub coś mu zdradziła. Nie wiem w jakich stosunkach jest z nim Lou, więc wolę nie ryzykować. Odłożyłam z powrotem telefon i usiadłam na łóżku. W końcu telefon przestał dzwonić co bardzo mnie ucieszyło ponieważ, dzwonek zaczął mnie już bardzo irytować.
Nagle w pokoju znów rozległ się dźwięk rockowego zespołu.
- Lou! Możesz się pospieszyć? - krzyknęłam.
- Po prostu odbierz ten cholerny telefon! - odkrzyknął.
Zrezygnowana chwyciłam telefon do ręki. Przykładając telefon do ucha, nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tommo w końcu! Słuchaj Reway znowu pisał o tym że chce...
- Uh... Przepraszam ale Louis jest teraz zajęty. Czy mógłbyś zadzwonić do niego za 10 minut? - spytałam delikatnie. Musiałam mu przerwać zanim dowiedziałabym się czegoś, o czym zapewne nie powinnam wiedzieć.
- Oh, ok. To ja zadzwonię później. - powiedział i rozłączył się. Wróciłam na łóżko i wzięłam do ręki mój telefon. Miałam wielką ochotę porozmawiać z Kels. Powstrzymałam się jednak. Zapewne znowu jest zajęta, albo śpi. U nas jest 22 więc tam 6 rano.
Jutro z nią porozmawiam.
- Loui pospiesz się. - jęknęłam wiedząc że za chwilę minie 10 minut odkąd dzwonił jego telefon.
- Już, już. - wymamrotał i po chwili drzwi otworzyły się.
- W końcu.
- Kto dzwonił? - spytał paradując po pokoju w samych bokserkach.
- Uhmm... Jakiś Tom.. Za chwilę znowu zadzwoni. - odpowiedziałam zakłopotana.
- Pociągam cię. - stwierdził uważnie mi się przypatrując.
- Mi? N-nie, czemu? - spytałam rumieniąc się.
- Widzę to. - wyszeptał mi do ucha, przegryzając jego płatek. Czy mnie pociągał? Jak cholera  ale przecież nie przyznam mu się do tego. Nagle jego telefon zadzwonił na co odetchnęłam. Szybko wzięłam swoje rzeczy i zamknęłam się w łazience.
Szybko rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Chwyciłam za żel do mycia ciała o zapachu malinowym. Uwielbiam ten żel. Gdy tylko poczuje jego zapach, mam ochotę zjeść maliny. Wsmarowałam go w ciało a lecąca woda, spłukała go. Umyłam też włosy szamponem o zapachu mango i kokosa.
Spłukałam resztki piany które na mnie pozostały i wyszłam, wycierając się ręcznikiem. Włosy postanowiłam, pozostawić mokre. Nałożyłam bieliznę oraz piżamę. Chwyciłam dzisiejsze ciuchy i włożyłam je do reklamówki. Wyszłam z łazienki i reklamówkę włożyłam do walizki, do osobnej kieszonki. Wypiorę je w Londynie, teraz nie ma nawet na to czasu. Wróciłam do łazienki i chwyciłam żel do mycia ciała, szampon, suszarkę, lokówkę, prostownicę, szczotki, gumki, wsuwki i wszystkie inne rzeczy oraz je również spakowałam. Zostawiłam tylko szczoteczkę do zębów i pastę oraz jedną szczotkę. Podeszłam do umywalki i wyszczotkowałam zęby. Ponownie weszłam do pokoju i omiotłam wzrokiem cały pokój. Louis leżał na łóżku i mi się przyglądał.
- Lakiery. - szepnęłam do siebie i podeszłam do komody skąd wyciągnę£am lakiery i zmywacz oraz waciki. To również spakowałam. Pootwierałam wszystkie inne szafki i szuflady w celu upewnienia się czy aby na pewno czegoś nie przegapiłam.
- Jeszcze to. - Lou powiedział trzymając w ręku mój portfel.
- To mi się przyda. - mruknęłam.
- Nie przyda. - powiedział wstając z łóżka.
- Lou, przyda. Mam tam wszystkie dokumenty i bilety. - powiedziałam sprawdzając górę szafek. Spojrzałam na Tomlinsona który wyjął wszystko z portfela oprócz pieniędzy i schował to do swojego. Natomiast mój wrzucił do walizki. Upewniając się że nic nie zostało, położyłam się do łóżka. Po kilku sekundach, dołączył do mnie Lou, całując mnie w usta. W moim brzuchu zaczęły fruwać motyle. Powiedzieć mu? A co jeśli on nie czuje nic do mnie? Wyśmieje mnie? 
Zamknęłam mocno oczy i wtuliłam się w jego klatkę. Powiem mu kiedy indziej.
Kiedy indziej? Zdajesz sobie sprawę że może być za późno? odezwała się moja podświadomość.
Och zamknij się. Powiem mu w Londynie. - odpowiedziałam jej przewracając oczami.
Nie chciałabyś wrócić do Londynu z chłopakiem?
Chciałabym.
To mu powiedz!
TO NIE TAKIE ŁATWE!
Łatwiejsze niż ci się zdaje..
- Lou? Śpisz? - podniosłam głowę.
- Nie. - odpowiedział.
Powiedzieć mu teraz? Czułam przyśpieszone bicie mojego serca. Raz się żyje.
- Kocham cię. - wyszeptałam w jego koszulkę.
- Co mówiłaś? - spytał z lekkim uśmiechem.
- Ja? Uhm nic. - wyjąkałam.
- Słyszałem. Powiedziałaś "kocham cię". - po jego słowach zrobiłam się czerwona na twarzy. On weźmie mnie za idiotkę.
- Ja... no ... bo... ja... - jąkałam się nie potrafiąc złożyć sensownego zdania. Louis zaśmiał się. Widzisz głupia podświadomościo?! On mnie wyśmiał! Poczułam łzy w oczach. Jestem taką idiotką!
- Chodź tu. - powiedział przyciągając mnie do siebie i wpijając się w moje wargi. - Też cię kocham Dani. - powiedział odrywając się ode mnie.
Łzy smutku, zastąpiły łzy radości. On mnie kocha! Powiedział mi to.  Wtuliłam się w niego. 
- Kocham cię, tak bardzo cię kocham. - powiedział całując mnie w czubek głowy. Znów ułożyłam się na nim wygodnie, a między nami zapanowała przyjemna cisza. Po kilkunastu minutach, gdy moje oczy się zamykały, Louis odezwał się.
- Danielle?
- Tak?
- Zostaniesz moją dziewczyną? - spytał z nadzieją.
- Tak. - odpowiedziałam podnosząc się i wpijając w jego wargi.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć że jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Gdy oderwaliśmy się od siebie. Postanowiliśmy iść już spać. Usnęłam z bananem na twarzy.



---------------

Jest 25! ^^ podoba się?
:D:D

środa, 9 lipca 2014

wtorek, 8 lipca 2014

WYŚWIETLENIA i informacja

WOW!!
Mamy już 3300 wyświetleń.. niby nie dużo.. no ale jednak *-*

Dziękuję że ktoś to czyta. <3 Jesteście najlepsi

 Tak z innej beczki:

 Jedna dziewczyna życzyła mi weny, której aktualnie nie mam ;c
Więc rozdział nie pojawi się tak szybko... mam tam już jakiś pomysł ale nie do końca wiem jak go rozwinąć... mam od "środka" ale brak początku.... ;c

Myślę że za dwa dni powinien już być ;) nie gniewacie się? mam nadzieje że nie <333 

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty czwarty

DANIELLE POV
 
Pierwsze co zrobiliśmy po wejściu do klubu, to udanie się do baru.
- Co chcesz do picia? - Lou zwrócił się do mnie.
- Sok pomarańczowy. - odpowiedziałam. Nie chciałam znów tak pić i zrobić z siebie idiotkę jak ostatnim razem.
- Na pewno? - uniósł brwi a ja skinęłam głową. Już po kilku chwilach miałam w ręce sok. Widziałam że barman miał respekt przed Lou. Czy nawet tu wiedzieli o The Kings of Streets? Najwyraźniej tak.
- Chodźmy do stolika. - powiedział ciągnąc mnie do stolika, gdzie akurat wszyscy się zmieszczą.
- Mogę zadać ci pytanie? - spytałam przysuwając się do niego.
- Przyleciałeś do Ameryki dla mnie? - on popatrzył się na mnie z uśmiechem i skinął głową.
- Jesteś słodki. - zagruchałam, a po sekundzie wszyscy siedzieli już przy stolikach.
- Dan chodź tańczyć. - wyjąkała już wstawiona Aki. Wyszłam z Ak na parkiet, gdzie od razu zaczęłyśmy poruszać się w rytm muzyki. Cały czas czułam na sobie wzrok Lou.
- Louis cały czas na ciebie patrzy. - wybełkotała.
- Czuję.
- Idzie do ciebie. - zapiszczała i odeszła do baru. Zanim zdążyłam się obrócić, duże ręce oplotły mnie w pasie mocno do siebie przyciągając.
- Teraz zatańczysz ze mną. - usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam uśmiechniętą twarz Lou.
- Z tobą zawsze. - powiedziałam zarzucając moje ręce na jego szyi.
Kołysaliśmy się wolno chociaż, leciały szybkie utwory. Wtuliłam twarz w klatkę Louisa. On mocniej przyciągnął mnie do siebie. Było mi tak dobrze w jego ramionach. Czułam się bezpiecznie, jakby miał mnie obronić przed całym złem.
- Lou?
- Tak?
- Gdzie tak właściwie się zatrzymaliście?
- U znajomego. A co?
- Nie, nic. Po prostu, bałam się że będziecie musieli nie potrzebnie płacić za hotel.
- O to się nie martw. - pocałował mnie w czubek głowy. Przetańczyliśmy jeszcze kilka piosenek i postanowiliśmy udać się do stolika.
- Wiesz jaką dupe wyrwałam? - zmęczona i nawalona Aki pojawiła się przy stoliku.
- No właśnie nie wiem. - powiedziałam biorąc łyk piwa z szklanki Louisa.
- Oh, lecę, do jutra. - pocałowała mnie w policzek i zabierając swoje rzeczy, wyszła z jakimś chłopakiem.
- Jest już 3 w nocy. Sądzisz że powinniśmy wracać? - spytałam na co Tommo wzruszył ramionami.
- Możemy już wracać. - powiedział po tym jak ziewnęłam.
- Więc chodźmy. - powiedziałam i wyszliśmy z klubu. - Daleko masz do tych znajomych?
- 4 kilometry. - wzruszył ramionami.
- Nie mów że chcesz wracać tam.
- Mam inne wyjście?
- Tak, możesz tą noc spędzić u mnie.
- Jesteś pewna?
- Na 100%, 101%.
- Ale tylko jeśli będę spał z tobą.
- Mówisz, masz. - powiedziałam otwierając drzwi wejściowe. Po cichu weszliśmy do mojego pokoju gdzie pokazałam Louisowi łazienkę. Ja przy toaletce, zaczęłam zmywać makijaż. Po kilku minutach Lou wyszedł w samych bokserkach. Odwróciłam wzrok w inną stronę. Wzięłam czystą bieliznę i piżamę, poczym udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic który trwał 10 minut, nie więcej. Związałam włosy w koka i ubrałam się. Gotowa weszłam do pokoju gdzie Louis już spał. Weszłam pod kołdrę i nie minęło 5 minut jak już spałam.

*2 dni później*

Wracam do Londynu! Louis obiecał babci że będzie mnie pilnował i że będę grzeczna. Od 3 dni nie mam w ogóle kontaktu z Kelsey. Albo ja nie mam czasu, albo ona. Mam nadzieje że gdy wrócę, spędzimy ze sobą trochę czasu. Jutro o 9 mamy samolot a spakowałam się już dzisiaj rano. Na dziś w planach z Lou mamy plaże, razem z Noną. Tom ostatnio wysłał list z groźbą do Aki, po czym ona wyjechała z rodziną do Paryża. Tom z tego co wiemy, pomylił autokary i wylądował w Afryce. Przesłał chłopakom zaległą kasę z odsetkami. Razem wyszło mu 15 tysięcy chociaż oni chcieli 13. Zayn zabrał Perrie na Bora-Bora, gdzie razem mają spędzić wakacje. A Niall z Jess pojechali do Austrii. Co do wakacji, Louis planuje jakąś niespodziankę dla mnie.
- Dani, co ty tam robisz? - Louis wszedł do pokoju i stanął za mną, owijając swoje ręce w okół mojej talii. Wspominałam wam że chyba się w nim zakochałam? Nie? To wam mówię teraz. Jestem zakochana w Louisie Williamie Tomlinsonie. Nawet jeśli jest on najniebezpieczniejszym człowiekiem na świecie.
- Muszę jeszcze tylko spakować kilka rzeczy. - powiedziałam pakując krem z filtrem, koce, ręczniki i pieniądze oraz telefon.
- To zostaw, ja płacę. - powiedział wyciągając mój portfel i wrzucając go do walizki.
- Ostatnio cały czas ty płacisz. To jest nie fair.
- Przesadzasz. - powiedział całując mnie w policzek i zabierając mi torbę.
- Nona wychodzimy! - Lou krzyknął schodząc na dół. Ostatnio spędzał dość dużo czasu z moją siostrą i z czystym sumieniem mogę stwierdzić że byłby on cudownym ojcem.
- Jestem. - mała wyskoczyła zza rogu.
-Idziemy szukać rekinów. - poruszył śmiesznie brwiami.  Oznajmiając babci że wychodzimy, skierowaliśmy się w stronę plaży.
 - Nona patrz, sklep z zabawkami! - krzyknął a gdy mała się odwróciła, on pocałował mnie. Nie powiem że mi się nie podobało, bo podobało i to bardzo.
- Nie ma tam żadnego sklepu. - oburzyła się co było zabawne.
- Patrz widać już plaże. - pociągnęła mnie za rękę na co się zaśmiałam.
- Widze, widze. - powiedziałam śmiejąc się.
- Chodźmy tam. - powiedziałam pokazując na wolne miejsce niedaleko wody.

-----
jak zobaczyłam dzisiaj "0 komentarzy" nie miałam ochoty wstawiać wam tego rozdziału... no ale 6 dni nie wstawiałam...

Rozdział Dwudziesty trzeci

LOUIS POV

- Tak właściwie, wybierałyście się gdzieś? - pytam trzymając Dan za rękę.
- Miałyśmy zamiar iść na imprezę ale... - nie dane było jej dokończyć.
- Świetnie! Idziemy wszyscy na imprezę. - Niall wstał z kanapy a zaraz za nim Jessica.
- Możemy iść. - Zayn wzruszył ramionami.
- Możemy iść z wami? - wyszeptałem w ucho Dani a ona pokiwała głową zgadzając się.
- Musiałabym się przebrać. - szepnęła Perrie. Znów poczułem satysfakcję z tego że różowa się mnie boi.
- Mogłyby się gdzieś przebrać? - Niall uniósł brwi.
- Jasne, chodźcie. - Przyjaciółka Dan powiedziała. Wszystkie trzy dziewczyny wstały. Czy Danielle mieszka z koleżanką? A może to jej jakaś kuzynka? Dziewczyny udały się na górę a my zaczęliśmy rozmawiać o jakiejś robocie w LA.

DANIELLE POV

Razem z Aki, wzięłyśmy Pezz i Jess do mnie do pokoju.
- Tu macie łazienkę. - pokazałam na drzwi. Obie skinęły tylko głowami.
- Dan? Masz jakieś kosmetyki? Zapomniałam swoich z domu. - Perrie nie pewnie przegryzła wargę.
- Jasne. Przebierzcie się najpierw a ja z Aki możemy was później uczesać. - zaproponowałam i obie się zgodziły. Popatrzyłam na Aki czy jej to pasuje. Zobaczyłam w jej oczach strach? Bała się dziewczyn? A może to gang The Kings of Streets ją przerażał? Wiedziała coś o nich? Muszę z nią później porozmawiać.
- Wyglądacie ślicznie, jeszcze tylko was pomalować. - powiedziałam i kazałam dziewczyną usiąść na pufach.
- Mogę ci też zrobić fryzury? - spytałam Pezz z nadzieją.
- Nie widzę przeszkód.
- Jess a ty sama będziesz robić fryzurę? - spytałam brunetki chcąc pomóc Aki.
- Możesz mnie uczesać. - Jessica uśmiechnęła się ciepło do Aki, na cod ta się minimalnie rozluźniła. Wyciągnęłam cienie i zabrałam się do roboty.



Gdy skończyłyśmy, dziewczyny wyglądały przepięknie.
( Perrie - KLIK    Jessica - KLIK ).
Zeszłyśmy na dół gdzie dziewczyny podeszły do swoich chłopaków. Widziałam jak Zayn szepcze coś do ucha różowej na co ta się zarumieniła.
- To co możemy już iść? - Tommo spytał wstając.
- Właściwie to nie. - powiedziałam popychając go z powrotem na kanapę. Widziałam jak się zezłościł.
Jednak gdy jego wzrok napotkał mój, od razu złagodniał.
- Czemu? - uniósł pytająco brwi.
- Czekamy na jeszcze jedną osobę. - mruknęłam.
- Na kogo? - przyciągnął mnie do siebie.
- Na chłopaka Aki. - odpowiedziałam siadając mu na kolanach. Aki zrobiła się strasznie nerwowa gdy to powiedziałam. W końcu zabrzmiał długo oczekiwany dzwonek do drzwi.
- Idę otworzyć. - wyrwałam się Tomlinsonowi idąc do drzwi.
- Hej Tom. - przywitałam się wesoło.
- Cześć Danielle. - odpowiedział z uśmiechem.
- Mamy jeszcze kilka osób do towarzystwa. - powiedziałam idąc do salonu. On wszedł za mną. Nagle wszyscy się spieli i wesoła atmosfera która trwała minutę temu, wyparowała.
- Tom Dowes. Jakie miłe spotkanie. - syknął Louis, podnosząc się z kanapy.
- Nie rób scen. - podeszłam do niego szeptając.
- Nie robię scen, po prostu witam się. - wzruszył ramionami nawet na niego nie patrząc.
- Lou daj spokój. - powiedziałam czując że ma ochotę podejść i pobić Toma.
- Nie. Puść mnie. - warknął. Czy się wystraszyłam jego tonu? Jak cholera. Ale zamiast go puścić, zacisnęłam palce na jego koszulce.
- Nie psuj mi wieczoru do cholery. - uderzyłam w jego klatkę. On popatrzył na mnie.
- Dan, możemy pogadać? - spytał. Skinęłam głową i zaciągnęłam go do mojego pokoju. Wiedziałam że pomiędzy nami dojdzie do krzyków, a nie chciałam żeby reszta to słyszała.
- Co ty do cholery wyprawiasz? - rzucił siadając na pufie.
- Ja? To ty masz jakiś niewyobrażalny problem. Tom nawet słowa nie powiedział a ty do niego z pięściami. Zastanów się co robisz. - powiedziałam opierając się o biurko.
- A może mam jakiś powód co?
- To załatw to inaczej a nie pięściami, w dodatku w domu mojej babci! - krzyknęłam.
- A co jak inaczej się nie da?! - również krzyknął, wstając z pufy.
- A próbowałeś?! - spytałam a on zamilkł. - No właśnie.
- Możesz się nie wtrącać w moje życie? To chyba moja sprawa jak to rozwiąże. - syknął, opierając ręce na biurku po moich obu stronach.
- Nie do póki jesteś tu gdzie mieszkam. - warknęłam i chciałam go odepchnąć ale on nawet się nie poruszył.
- Puść mnie. - powiedziałam.
- A co jak nie chcę?
- To masz problem.
- Nie wydaje mi się. - zaśmiał się gardłowo.
- Do cholery, Louis puść mnie.
- Nie szarp się tak. - warknął. Bałam się jego tonu ale bardziej przerażały mnie jego ciemne, niemalże czarne oczy.
- Lou. - powiedziałam delikatnie.
- Co? - powiedział ostrym tonem.
- Puść mnie. To boli. - powiedziałam gdy zaczął swoim ciałem przyciskać mnie do biurka. Jego oczy z lekka złagodniały i odsunął się ode mnie.
- Tom nie jest tym, kim myślisz.
- Co? - popatrzyłam na niego zdezorientowana.
- On jest... narkomanem. Z tego już go nie wyleczysz. Tom wisi nam już dużo pieniędzy. Dlatego tak się zachowałem.
- Ile wam wisi?
- 10 tysięcy dolarów. - wyszeptał. Moje oczy rozszerzyły się.
- Każdy ma miesiąc do oddania kwoty. Zawsze nam dawał na czas. Teraz miał fory. 6 dni temu minął mu termin zapłaty.
- A jak nie odda na czas to...?
- To go zabijamy. - wzruszył ramionami.
- C-co? - przyłożyłam dłoń do ust.
- No tak.


- Ale...
- Danielle, nie ma ale. To jest rzeczywistość.
- Nie, ty kłamiesz. Chcesz mnie przestraszyć. - odpowiedziałam pewna siebie.
- Wszystko co pozwoli ci lepiej spać. - przewrócił oczami. - Chodźmy na dół. - dodał wstając.
- Nie. Nie dopóki mi czegoś nie obiecasz. - powiedziałam a on na mnie popatrzył.
- Co?
- Nic mu nie zrobisz. Obiecaj.
- Nie mogę.
- Louis obiecaj!
- Dan wiesz że...
- Obiecaj!
- No dobra, obiecuje. - powiedział i żeby potwierdzić swoje słowa, złożył delikatny pocałunek na moim czole.
- Chodź. - powiedziałam ciągnąc go na dół. - Pamiętaj że obiecałeś. - dodałam wchodząc do salonu.
- O kurwa. - zaklął a nim zdążyłam zobaczyć co się dzieje on schował mnie za sobą zasłaniając mi cały widok. - Ej! Starczy. Nie dzisiaj. - powiedział.
- Masz tydzień na oddanie kasy, inaczej nie żyjesz. - gdy to usłyszałam popchałam lekko Tomlinsona żeby zobaczyć co się dzieje. Zayn popchał Toma do wyjścia. Miał całą poobijaną twarz i pewnie nie tylko. Chwyciłam go za koszulkę nie pozwalając mu wyjść.
- Co wy mu zrobiliście!? - spojrzałam na nich ze złością.
- To na co zasłużył. - splunął Niall.
- Gdzie do cholery jest Aki? - spytałam patrząc po pomieszczeniu.
- Wyszła. - odezwała się cicho Jessica.
- Pozwoliłaś im na to!? - spojrzałam na nią.
- Zostaw ją, ona nie ma nic do gadania. - Louis wyszeptał mi do ucha.
- To ty zostaw mnie. - podeszłam do Zayna i popchałam go, ale on ani drgnął. - Macie w ogóle serca? - wyszłam z pomieszczenia nie chcąc na to wszystko patrzeć.
- Danielle! - usłyszałam Lou.
- Spadaj!
- Idź po Aki i pójdziemy na imprezę, odreagujesz.
- I zostawię z wami Toma? Chyba cię popierdoliło.
- Nic mu nie będzie. Pamiętasz? Obiecałem ci.
- Ale reszta mi nie obiecała. - wzruszyłam ramionami.
- Obiecuje ci to za nich. Nawet go nie dotkną.
- Jak zobaczę że chociaż mu włos wypadł, to nie żyjecie wszyscy. - popatrzyłam na niego. Widziałam że musi się starać aby zachować poważną minę.
- Wracam za pięć minut. - wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Szybko doszłam do domu Aki.
Zadzwoniłam dzwonkiem a drzwi otworzyła mi zapłakana Ak.
- Skarbie. - powiedziałam przytulając ją. - Nic mu nie będzie. - zapewniłam ją.
- Nie. Sama bym mu przywaliła. Wiesz czego się dowiedziałam? On jest pieprzonym narkomanem! Do cholery on jest narkomanem! Mówił że ma z nimi jakieś spiny ale nie wiedziałam że aż tak! Danielle, ja - ja nie chcę go znać.  - zaszlochała.
-  To chodź tam, powiedz mu to. I pójdziemy się upić. - popatrzyłam na nią a ona pokiwała głową.
- Idź się ogarnij i idziemy. - powiedziałam a ona znikła w łazience.
Po pięciu minutach wróciła i nie było śladu że płakała. Nie licząc przekrwionych oczu.
- Idziemy się bawić. - wykrzyknęła na co się zaśmiałam.
Weszłyśmy do salonu gdzie panowała grobowa cisza.
- Porozmawiaj z nim na osobności. - szepnęłam jej. Po chwili razem z Tomem zniknęli na zewnątrz. A po chwili dało się usłyszeć głośne krzyki. Usiadłam z uśmiechem na fotelu. Reszta patrzyła się na mnie jakbym uciekła z psychiatryka. W sumie też bym tak robiła gdyby ktoś wyszedł wściekły z domu a po chwili wróciła uśmiechnięta Aki.
- Idziemy? - spytała na co wszyscy wstaliśmy i wychodząc z domu, skierowaliśmy się w stronę pobliskiego klubu.

AKCJA

Spamujecie na twitterze?

#PolandNeedsOnTheRoadAgainTour2015