sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział Szesnasty

Ważne! Jeśli ktoś to czyta, a wiem że czytacie, to moglibyście dać jakiś komentarz? Wtedy mnie to motywuje, mam większą wenę i mam wtedy ochotę pisać. Z góry dzięku<3




Obudziłam się w tej samej pozycji, co zasnęłam. Mianowicie z głową na klatce Louisa ,
trzymając jego koszulę. Tommo zresztą nie był lepszy. Mocno trzymał mnie w talii.
Podważyłam lekko jego palce. Po wydostaniu się z jego objęć, ruszyłam do kuchni,
aby przygotować nam śniadanie. Wyciągnęłam toster. Po czym zaczęłam robić grzanki.
Posmarowałam je miodem, dżemem truskawkowym i nutellą.
Z tego co wiem, babcia poszła zaprowadzić None, pani Kathrina jest w pracy a Kels w szkolę.
Zatem mamy cały dom dla siebie. Znając babcie, pójdzie jeszcze na zakupy.
Do kubków, wsypałam kakao i zalałam to mlekiem.
Talerz wraz z kubkami, zaniosłam na górę, stawiając wszystko na komodzie. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się czy obudzić Louisa, czy też nie. Jednak mój problem, sam się rozwiązał bo zobaczyłam jak Lou otwiera oczy.
- Dzień Dobry. - uśmiechnęłam się lekko chociaż wcale nie miałam ochoty tego robić. Myśl że jutro wylatuję na drugi koniec świata, dobijała mnie.
- Cześć. - wychrypiał siadając.
- Zrobiłam kanapki. - powiedziałam biorąc talerz i dwa kubki, ponownie siadając i podając mu jeden kubek.
- Dzięki. - powiedział biorąc jedną z kanapek. Po chwili na talerzu nie było ani jednej.
- Danielle? - usłyszałam głos z dołu.
- Tak?
- Mogłabyś przyjść tu na chwilę? - spytała babcia.
- Ummh... jasne.
- Idź. - popchał mnie lekko.
- Chodź ze mną. - powiedziałam chwytając go za rękę.
- Nie. - powiedział stanowczo.
- No chodź. Poznasz moją babcie. - powiedziałam ciągnąc go.
- Nie Danielle, poczekam, idź.
- Louis chodź.
- Jesteś strasznie uparta. - zaśmiał się.
W końcu udało mi się wyciągnąć go z pokoju. Skierowaliśmy się do kuchni, gdzie babcia sprzątała.
- No w końcu jesteś. Ile można na ciebie czekać. - powiedziała nie odwracając się.
- Babciu, chcę ci kogoś przedstawić. - powiedziałam a ona odwróciła się w moją stronę z zaciekawianiem.
- To jest Louis, mój przyjaciel. Lou, to jest moja babcia. - przedstawiłam ich sobie a oni wymienili ze sobą "dzień dobry", "miło cię poznać" i uściski dłoni.
- Kochanie poszłabyś do sklepu? Zapomniałam kupić jajek i mąki a chciałam zrobić ciasto jako podziękowanie dla mamy Kelsey. - powiedziała. Popatrzyłam pytająco na Louisa, na co kiwnął głową.
- Jasne, możemy iść, tylko się przebiorę. - powiedziałam i ruszyłam na górę. Wyjęłam z szafy luźną bluzkę i parę dżinsów. Do tego ubrałam conversy. Włosy pozostawiłam rozpuszczone.
KLIK
W tempie ekspresowym ubrałam się i zbiegłam na dół.
- Możemy iść. - powiedziałam podchodząc do Louisa który siedział na krześle.
- Tutaj masz pieniądze, kupcie też coś słodkiego. Kelsey mówiła dzisiaj że zjadła by jakieś chipsy i wafelki. - babcia powiedziała wręczając mi 30 dolarów (taka ciekawostka : 1dolar kosztuje 3zł).
Wzięłam Louisa za rękę i wyszliśmy z domu.
- Chodź tu. - powiedział Tommo przyciągając mnie do siebie. - Pojedziemy autem. - wyszeptał mi do ucha. Poczułam łaskotanie w brzuchu. To jest mój przyjaciel! - upomniałam te dziwne istoty. Bo jest, prawda? Przytaknęłam głową i wsiadłam do jego samochodu.
- Do którego sklepu jedziemy? - posłał mi swój czarujący uśmiech.
- Do Tesco. - odpowiedziałam.
Całą drogę rozmawialiśmy o kotach. Pytałam go dlaczego ich nie lubi, oraz o to że gdyby je lubił to jakiego chciałby mieć. W końcu dojechaliśmy do sklepu. Wysiedliśmy i udaliśmy się do sklepu. Oczywiście Louis chwycił mnie za rękę, na co te istoty w moim brzuchu urządziły sobie imprezę, puszczając fajerwerki.
- Chodź najpierw po mąkę i jajka.- powiedziałam ciągnąc go do odpowiedniego regału. Po włożeniu tych dwóch produktów, ruszyłam w stronę działu ze słodyczami. Po włożeniu kilku paczek : pianek, żelek, gum do żucia, chipsów i wafelków oraz batoników zwróciłam się do Louisa.
- Chcesz coś? - spytałam a on pokręcił głową. Skierowaliśmy się do kasy, gdzie zapłaciłam za zakupy.
- Podjedziemy jeszcze do mnie. Muszę się przebrać. - powiedział gdy siedzieliśmy w aucie.
- Ok. - odpowiedziałam. Przypomniałam sobie że nie powiedziałam Kelsey o tym że jutro wyjeżdżam. Ale ze mnie przyjaciółka. Napisałam jej sms "Musimy poważnie pogadać".




-----

takim oto momentem kończę ten rozdział, tak jak napisałam na górze -
 bardzo proszę o jakiś komentarz, nawet głupie "czytam", dla was to kilka sekund, a dla mnie dużo.. byłabym bardzo szczęśliwa, wtedy wiem że jest dla kogo pisać ;)

6 komentarzy:

  1. Czytam , i naprawdę uwielbiam twoje opowiadanie ! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję... poprawiłaś mi humor ;* to naprawdę dużo dla mnie znaczy *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytam i z góry przepraszam że dodaje komentarz dopiero pod tym rozdziałem, ale pozostałe czytałam w biegu w autobusie, pociągu etc, i nie miałam czasu się skupić na tyle żeby napisać coś sensownego. Mam nadzieję, że teraz chociaż trochę Ci to wynagrodzę.
    Zaczęłam czytać twoje opowiadanie jakieś 2 dni temu i jestem nim zachwycona. Masz świetny pomysł na fabułę:
    *jest niepowtarzalny
    *ciekawy
    *i przede wszystkim INNY.
    Czytam naprawdę dużo opowiadań ale wiele z nich zniechęca mnie po pierwszych 4 rozdziałach, a niektóre już po dwóch. Z Twoim jest inaczej cały czas coraz bardziej się w niego wkręcam i czuję potrzebę poznania tej historii do końca.
    Jeśli chodzi o błędy językowe czy stylistyczne nie powiem Ci czy żadnych nie ma, bo polonistką nie jestem ale nie ma nic co by rzucało się w oczy podczas czytania.
    Więc to chyba tyle ode mnie. Życzę weny i radości z pisania. Mam nadzieję, że uda Ci się doprowadzić opowiadanie do końca i że coraz więcej osób będzie je czytać (ja na pewno będę ;****).
    Powodzenia i trzymam kciuki!
    @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń
  4. P.S. Przepraszam za błędy xD

    OdpowiedzUsuń