wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział Siedemnasty

CZY JA AŻ TAK ŹLE PISZE ŻE SĄ TYLKO DWA KOMENTARZE ZA CO TYM OSOBOM SZCZERZE DZIĘKUJE! CHCE SZCZERĄ OPINIE. TEN BLOG JEST AŻ TAK DO DUPY??!!

------

- Ja już lecę. - Tommo podniósł się z kanapy.
- Co? Nie. - powiedziałam szybko wstając.
- Dan, dasz sobie radę. - powiedział.
- Chce żebyś tu był ze mną. - powiedziałam chwytając go za rąbek koszuli.
Za 8 minut Kels wraca ze szkoły i będę musiała powiedzieć jej o moim jutrzejszym wyjeździe.
- Do zobaczenia. - powiedział uwalniając swoją koszulę z mojego uścisku.
- Czekaj.
- Tak? - odwrócił się w moją stronę.
- Przyjdziesz jutro się pożegnać? - popatrzyłam na niego smutnym wzrokiem.
- O której masz samolot? - spytał.
- O 10 rano.
- Jasne, o 8 będę. - powiedział podchodząc do mnie i zamknął mnie w szczelnym uścisku. - Do jutra. - powiedział całując mnie w czoło.
- Do jutra. - szepnęłam gdy otwierał już drzwi. Posłał mi jeszcze uśmiech i wyszedł,
a ja wróciłam na kanapę.

LOUIS POV

Bardzo chciałbym z nią zostać tam i być dla niej wsparciem, ale do cholery nie mogę.
Za dwie godziny jadę odebrać dragi, później trzeba je porozwozić.
Gdybym nie pojechał, ludzie wyżej, zamordowaliby mnie.
Jebana praca! Dojechałem do domu, po czym jak torpeda, wbiegłem do piwnicy,
biorąc z sejfu walizkę z pieniędzmi. Zapakowałem ją do samochodu i z piskiem opon odjechałem.
Nie myślałem o tym że gdy spapram robotę, zostanę zamordowany. Nie.
Ja myślałem tylko o niej. O jej pięknych oczach, jej cudownym uśmiechu.
O tym jaka jest słodka i niewinna.
Miałem cichą nadzieję że nikt jej wcześniej nie dotykał w intymny sposób.
Chciałem być pierwszy. Chciałem żeby czuła się przy mnie bezpiecznie.
Chciałbym się przy niej budzić, być jej powodem uśmiechu.  
CHOLERA! JA CHCĘ ŻEBY ONA BYŁA MOJA.
Zaparkowałem  za starym magazynem, biorąc walizkę z pieniędzmi,
skierowałem się do wejścia.
Wchodząc zauważyłem 4 osoby siedzących przy starym stole.
- Kogo moje piękne oczy widzą! - powiedział Brad. Brad był dla mnie jak wujek. Zawsze mnie wspierał.
- Siema. - powiedziałem i usiadłem obok niego. Moje myśli znów opanowała piękna brunetka.
Po jakimś czasie, do pomieszczenia weszło 10 uzbrojonych osób.
No w końcu. Westchnąłem.
Po około 3 minutach został wywołany Edward Garrey.
Po godzinie, usłyszałem moje nazwisko.
Biorąc teczkę z pieniędzmi, przeszłem do innego pomieszczenia.
Usiadłem na krześle i podsunąłem otwartą już teczkę.
- Nie wiem dlaczego, ale jest tu dużo więcej pieniędzy, niż chciałem. Zamawialiście 84 paczuszki a nie 200. - powiedział i wyjął z walizki odpowiednią sumę. Następnie podał
mi inną walizkę z moim nazwiskiem.
Biorąc oby dwie walizki, wyszedłem z pomieszczenia. Wsadziłem walizki do samochodu i odjechałem.
- Chłopaki! - krzyknąłem na cały dom a po chwili wszyscy siedzieliśmy w salonie.
- Mamy 80 ludzi. Dzielimy się po 20. powiedziałem przerywając listę z nazwiskami i adresami na 4 części. Mają tydzień na oddanie pieniędzy albo ja sam osobiście się nimi zajmę. - powiedziałem na co kiwnęli głowami i biorąc po liście i 20 paczkach prochów, ruszyli do swoich samochodów. Sam wziąłem resztę w tym 4 chowając do sejfu.
Zamknąłem dom i ruszyłem do samochodu. Wsiadając zauważyłem Danielle.
- Dan? - podbiegłem do niej.
- O Lou, cześć. - powiedziała uroczo się uśmiechając.
- Co ty tu robisz? - spytałem zdziwiony tym że chodzi sama po jednej z najbardziej niebezpiecznej ulicy w Londynie.
- A nie nic. Po prostu chciałam się przejść. No wiesz chcę się pożegnać z Londynem Jutro już mnie tu nie będzie. - wzruszyła ramionami.
- To nie mogłaś iść na miasto, do wesołego miasteczka?
- Tam jest za dużo ludzi.
- No to chociaż do parku? Tu jest strasznie niebezpiecznie.
- Przepraszam. - mruknęła wtulając się we mnie.
- Jest okey. - powiedziałem gładząc ją po plecach. - Muszę coś jeszcze załatwić a później gdzieś wyskoczymy? - spytałem wdychając jej zapach. Ona ochoczo pokiwała głową.
- To ja idę do domu i tam poczekam.
- powiedziała odrywając się ode mnie.
- Możesz jechać ze mną i mi pomóc.
- Mogę? - spytała z błyskuem w oku.
- Jasne chodź. - powiedziałem ciągnąc ją w stronę samochodu.
- To co będę robić?
- Musimy coś rozwieść do pewnych ludzi. Będziesz mi mówiła do kogo następnie musimy jechać. - uśmiechnąłem się podając jej kartkę.



------------

Mam nadzieję że się podoba... Dziękuję anonimowi który to skomentował <3 szkoda że się nie podpisałaś.. jestem bardzo zawiedziona że są 2 komentarze....


8 komentarzy: