środa, 11 czerwca 2014

Rozdział Piętnasty

- Danielle! Słuchasz mnie? - babcia szturchnęła mnie, siedziałam z babcią w salonie, nie poszłam do szkoły, bo.... sama nie wiem, ponoć ma to coś wspólnego z tym o czym mówiła babcia, gdzie ja kompletnie jej nie słuchałam.
- Hmm.. tak. - popatrzyłam na nią.
Myślami byłam daleko stąd przy Louisie, który obecnie jest na "misji".
- To o czym mówiłam? - uniosła brwi.
- Dobra nie słuchałam. - przewróciłam oczami.
- Mówiłam że już kupiłam bilety na samolot do Los Angeles. Dokładnie na dwunastą. - powiedziała a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Jakie bilety?! - krzyknęłam.
- No tak, lecimy do Ameryki.
- Ale jak to? Czemu ja nic o tym nie wiem? - spytałam oburzona.
- Jak zwykle mnie nie słuchałaś. Wczoraj pytałam się czy pasuje ci że będziemy mieszkać w Ameryce a ty powiedziałaś że tak.  - oznajmiła a ja nic nie mogłam sobie z tego przypomnieć. Pewnie było to gdy wróciłam od Louisa. - Poznasz w końcu Richarda. - uśmiechnęła się.
- Jakiego Richarda?
- No mówię że mnie nigdy nie słuchasz! Opowiadałam ci o nim z jakiś miesiąc temu. - powiedziała.
Miała rację, nigdy nie zwracałam uwagi na to co mówi.
-  Ahm...
- Mam nadzieję że teraz pójdziesz się pakować. Jutro nie będziesz miała czasu. Pójdziemy wypisać cię ze szkoły i zapewne później będziesz chciała odwiedzić znajomych żeby się... - mówiła dalej a ja się wyłączyłam. Tak , zdecydowanie powinnam zacząć jej słuchać. Ale to później. Czy to koniec życia w Londynie? Nie będzie już przypałów z Kelsey? Nie będzie szkoły tu? Moich znajomych? Parku do którego szłam gdy było mi smutno? Nie będzie wieczorów filmowych? Wypadów do kina? Nie będzie... JEGO?
- No idźże się pakuj. - babcia popchnęła mnie w stronę schodów.
- Idę, idę. - powiedziałam smutnym głosem.
W chwili gdy wchodziłam do pokoju, zadzwonił mój telefon.
- Halo?
- Dzień Dobry. Z tej strony miejska policja w Londynie. Czy rozmawiam z panią Danielle Jones? - usłyszałam z drugiej strony słuchawki.
- Tak, przy telefonie. - powiedziałam siadając na łóżku.
- Nazywam się Jorge Damon i tak jak mówiłem, pracuję w policji w Londynie. Zajmuję się sprawą pani rodziców, Margaret i Patric'a Jones.
Zostali zatrzymani w Bradford. Prawdopodobnie przebywali u znajomych lub dalszej rodziny. Obecnie są u nas na komisariacie.
Mogłaby pani przyjechać? - spytał.
- Tak, oczywiście. - powiedziałam szybko wstając z łóżka i podchodząc do szafy.
- Proszę wziąć ze sobą dowód tożsamości. Z tego co widzę jest pani niepełnoletnia, prawda?
- Tak. - powiedziałam wyciągając sweter.
- Ma pani paszport?
- Tak.
- Proszę wziąć paszport. To nam wystarczy. Chciałbym również aby była z pani z obecnym opiekunem. - powiedział i jeszcze coś mówił po czym się rozłączył.
- Babcia! Ubieraj się! Jedziemy na komisariat. - powiedziałam, ubierając na siebie spodnie.
Gdy skończyłam, zbiegłam jak najszybciej po schodach, gdzie czekała na mnie już gotowa babcia.
- Coś się stało? Zamówiłam już taksówkę. - powiedziała i wyszłyśmy na zewnątrz, zamykając dom.
- Dzwonili z policji. Zatrzymali mamę i tatę. Masz dowód? - spytałam.
- Tak mam. - odpowiedziała gdy już wsiadałyśmy do taksówki.i
Przez 10 minut opowiadałam czego dowiedziałam się od policji. Następnie rozmawiałyśmy o tym jak bardzo źle postąpili moi rodzice.
Po około godzinnej jeździe taksówką, podjechaliśmy pod główny komisariat policji w Londynie.



Weszłyśmy do budynku.
- Dzień dobry. - zaczepiłam jednego z policjantów.
- Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc? - spytał.
- Właściwie to tak. Chciałabym się dowiedzieć gdzie znajduje się biuro pana Jorga Damona.
- Pójdą panie w prawo tym korytarzem i po lewej stronie. Wisi tam tabliczka z nazwiskiem. - wytłumaczył.
- Dziękujemy. - powiedziała babcia.
- Miłego dnia życzę.
- My również. - odpowiedziałam i ruszyłyśmy wskazaną nam drogą.
- Dzień dobry. - weszłam do gabinetu po zapukaniu i usłyszeniu słowa "proszę".
- Oh, dzień dobry, pani Jonson, proszę usiąść. - wskazał ręką na krzesła stojące przed biurkiem a my posłusznie usiadłyśmy.
- Przejdźmy odrazu do rzeczy. Pani rodzice, tak jak mówiłem, zostali zatrzymani w Bradford, na imprezie. Przetransportowaliśmy ich do tutejszego komisariatu, przebywają w areszcie, za naruszenie bezpieczeństwa i zdrowia pani, jak zarówno pani młodszej siostry. Na pewno staną przed sądem. Możliwe że zostaną im też odebrane prawa rodzicielskie. Proszę mi powiedzieć, ma pani rodzinę w Bradford? - spytał.
- Ja nie wiem. - powiedziałam, pierwszy raz słysząc o tej miejscowości.
- Tak, tam mieszka mój były mąż, dziadek Kelsey. - wytłumaczyła babcia.
- Rozumiem, mógłbym prosić panie o pokazanie dowodów tożsamości? - spytał a my pokazałyśmy dowody, znaczy ja paszport.
- Mogłaby mi podać dane swojego męża? - spytał biorąc kartkę i długopis.
- Edwards Jones, urodzony w 1942 roku. Obecnie ma 72 lata. Mieszka w Bradford. - powiedziała.
- A gdzie dokładniej? - spytał.
- Nie wiem, wiem tylko od drugiego syna że mieszka w Bradford. - wytłumaczyła.
Przesłuchanie trwało jeszcze jakiś czas. Po godzinie, wyszłyśmy z budynku. Zamówiłyśmy taksówkę i wróciłyśmy do domu.
Przez następne dwie godziny, leżałam na kanapie nic nie robiąc.
- Kochanie, spakowałaś się tak jak cię prosiłam? - usłyszałam babciny głos.
- Nie. - odpowiedziałam całkiem o tym zapominając. Ta sprawa z moimi rodzicami, mnie wykańczała. Przyłapałam się na myśleniu o tym że chciałabym znaleźć się w ramionach Louisa. Jak na zawołanie, mój telefon zaczął dzwonić.
- Halo? - powiedziałam z pełną buzią wpierdalając pączka.
- Danielle? - usłyszałam głos Louisa. - Poczekaj chwile. - powiedziałam szybko  przegryzając i przełykając zawartość moich ust.
- Już. - powiedziałam.
- Gdzie jesteś? Czekam na ciebie przed szkołą. - o kurwa, całkowicie zapomniałam że Louis miał mnie odebrać.
- Przepraszam cie, zapomniałam dzisiaj do ciebie zadzwonić, przyjedź do mnie do domu. - powiedziałam a Lou się zgodził.
Po dwóch minutach, do domu wpadła wesoła Kels.
- A tobie co? - spytałam unosząc brwi.
- No bo jak wczoraj wróciłam to ciebie nie było, a później zasnęłam. Ale nie zgadniesz co się wczoraj stało. - piszczała podekscytowana.
- No mów! -ponagliłam ją.
- Całowałam się wczoraj z Liamem. - zaczęła piszczeć a ja razem z nią.Usiadłyśmy na kanapie i Kels zaczęła opowiadać to co wczoraj robili.
- Jesteście tacy słodcy. - wyszczerzyłam się, słysząc pukanie do drzwi.
- Otworzę. - Kels wstała idąc do drzwi.
- O, Louis, cześć! Wejdź, Danielle jest w salonie. - usłyszałam paplanie Kelsey.
- Hej. - powiedziałam wstając i przytulając się do niego.
- Cześć, coś się stało? - spytał patrząc na mnie uważnie.
- Chodź. - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę do mojego pokoju.
- Co się stało? - spytał siadając obok mnie na łóżku.
- Byłam dzisiaj na policji, złapali moich rodziców, będą mieć sprawę w sądzie.
- To chyba dobrze, co nie?
- Nie. Ja... ja muszę przeprowadzić się do Ameryki. - powiedziałam a po moich policzkach poleciało kilka £ez. Louis od razu je otarł.
- Co? - spytał zszokowany, od razu przyciągnął mnie do siebie i położyliśmy się na łóżku. Lou mocno trzymał mnie przy sobie. Ja nie była inna. Kurczowo trzymałam jego koszulę, nie chcąc aby mnie opuszczał. Już nigdy.



Posted via Blogaway

Posted via Blogaway


Posted via Blogaway

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz