czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział Osiemnasty

DANIELLE POV

Przez 10 minut razem z Kelsey płakałyśmy. Następnie pomogła mi spakować połowę rzeczy za co jestem jej wdzięczna. Gdy Kels poszła się kąpać, ja wyszłam z domu. Miał być to krótki spacer po okolicy, a skończyło się na tym, że znalazłam się na ulicy Louisa.
- Okej, pierwszy jest Mick Toms, musimy jechać na ulicę Leigh Street. - powiedziałam i od razu posmutniałam. Tam spędziłam ostatnie lata.
- Numer domu? - spytał.
- 32. - odpowiedziałam.
Ruszyliśmy w stronę mojej starej ulicy.
- Spakowałaś się już? - spytał po kilku minutach ciszy.
- Nie. Znaczy tylko połowę rzeczy.
- Jak skończymy to mogę ci pomóc. - zaproponował.
- Nie musisz. - powiedziałam cicho. Nie chciałam się pakować, to bardzo mi przypomina o tym że
już niedługo będę musiała opuścić Kelsey i Louisa. Nie chcę tego.
- Ale chcę. I tak nie mam nic innego do roboty. - popatrzył się na mnie.
- Jak chcesz.  - wzruszyłam ramionami.

Przez resztę drogi siedzieliśmy cicho. W końcu zaparkowaliśmy pod jednym z domów.
- Poczekaj tu. - posłał swój zabójczy uśmiech w moją stronę i wyszedł z samochodu.


Zaśmiałam się cicho i oparłam o fotel. Po 5 minutach Lou wrócił zadowolony do samochodu.
- To gdzie teraz mała? - odpalił samochód i już po chwili jechaliśmy w następne miejsce.
- Mogę cię o coś spytać? - spytałam zagryzając wargę.
- Pytaj.
- Czy... ty ćpasz? - zacisnęłam powieki, oczekują jego reakcji.
- Czasem. - odpowiedział po kilku minutach.
- Nie chcę żebyś ćpał. - powiedziałam pod nosem.
- Co mówiłaś? - spytał zaciekawiony.
- Nie nic.
- Ile osób nam zostało? - spytał.
- Trzy. Teraz Devis Lewrey, ulica Redhill Street. - powiedziałam patrząc na listę.
Jechaliśmy w ciszy gdy nagle Louisowi zaczął dzwonić telefon.
- Co? - warknął. Po drugiej stronie ktoś zaczął mówić na co Tomlinson najwyraźniej się wkurzył bo zacisnął usta w wąską linie.
- Nie obchodzi mnie twoja rodzina. Chce tą kasę na jutro bo będzie źle. - powiedział a ja szeroko otworzyłam oczy. On chce tą osobę zabić?
- Gówno mnie obchodzą twoje dzieci czy żona. Masz mi dać tą kasę do cholery! - krzyknął na co się skuliłam.
- Jutro przyjeżdżam po kasę. Równo o 16. Nie będzie cie to wiesz co się stanie. - powiedział i rozłączył się.
- Wystraszyłem cię? - popatrzył w moją stronę na co pokiwałam głową na nie. - Wiem że tak. Boisz się mnie? Tylko szczerze.
- T-trochę. - wyjąkałam.
- Nic ci nie zrobię.- zapewnił mnie. Wiedziałam że mnie nie skrzywdzi. Nie zrobiłby mi tego. Ale myśl że zabija innych, przeraża mnie. Tylu niewinnych ludzi umiera nie mal codziennie. A ci co są największymi bandytami, złodziejami, żyją na wolności, okradając jakieś sklepy lub bogatych ludzi.

W końcu skończyliśmy. Wróciliśmy do domu gdzie Lou pomógł mi do końca spakować walizkę. Nie wyobrażam sobie życia poza Londynem.
- Jutro z samego rana przyjdę do ciebie. - powiedział wstając.
- Idziesz już?
- Tak. Muszę jeszcze coś załatwić. - odpowiedział podchodząc do drzwi.
Również wstałam chcąc odprowadzić go na dół. Zeszliśmy na dół gdzie Lou ubrał buty i kurtkę.
- Na pewno przyjdziesz? - spytałam.
- Na pewno. - powiedział patrząc na mnie.
- Będę tęsknić Lou Lou. - powiedziałam przez łzy.
- Też będę tęsknić. - powiedział przytulając mnie. - Nie płacz. - wyszeptał w moje włosy.
Tkwiliśmy kilka minut w mocnym uścisku, gdy nagle Louis zrobił coś czego nigdy bym się nie spodziewała. Czule pocałował moje usta. A mi podobało się.
Objęłam jego szyję, pogłębiając nasz pocałunek. Tommo położył swoje dłonie na moich biodrach.  
To twój przyjaciel! Upomniała mnie moja podświadomość.
OH ZAMKNIJ SIĘ. Odpowiedziałam jej.
- Do zobaczenia jutro. - Lou uśmiechnął się i wyszedł z domu, zostawiając mnie z moimi myślami.



------
Ta dam!! Ani trochę nie miałam ochoty pisać tego rozdziału... Ale się zmusiłam dla osób komentujących moje wypociny. Mam nadzieje że się podoba! ;)

6 komentarzy:

  1. Omgomgomg oni się pocałowali!!! *u* lol ona nie może wyjechać ;c

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń
  3. CO TY KNUJESZ CO???
    Świetny rozdział ;*******
    @imaginoholic

    OdpowiedzUsuń