poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział Dwudziesty drugi

Ale się leniwi z tymi komentarzami zrobiliście  ......

------


DANIELLE POV

Szybko zerwałam się z łóżka, gdy zobaczyłam godzinę 9.46. Dzisiaj razem z Aki, wybieram się do galerii handlowej. Mamy zamiar kupić sobie jakieś ciuchy na dzisiejszą imprezę. Biegiem rzuciłam się do szafy, gdzie wyciągnęłam strój odpowiedni do pogody. [KLIK]. Weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wysuszyłam i ułożyłam włosy po czym się ubrałam. Wyszłam z parnego pomieszczenia i skierowałam się na dół.
- Idziesz gdzieś? - Richard zapytał.
- Tak, umówiłam się z Aki. A gdzie babcia i Nons? - spytałam nigdzie ich nie widząc.
- Poszły na plac zabaw. - powiedział i wrócił do czytania porannej gazety.
Wyciągnęłam płatki które zaraz wsypałam do miski i zalałam je mlekiem. Usiadłam przy stole i szybko je zjadłam. Wrzuciłam naczynia do zmywarki i udałam się do pokoju po torebkę, portfel i telefon.
Gdy zamykałam pokój, usłyszałam klakson. Zbiegłam na dół i wyszłam z domu rzucając "Wychodzę!".
- Hej. - przywitałyśmy się i odjechałyśmy w stronę centrum.
- U kogo się szykujemy? - spytała.
- U mnie. Mam wolną chatę. - odpowiedziałam.
- To ok. - odpowiedziała i zaczęłyśmy śpiewać "Where have you been" Riri.
W końcu dojechałyśmy pod galerię.
Wysiadłyśmy i weszłyśmy do ogromnej hali. Uderzyły mnie głośne rozmowy ludzi.
- Chodź do tego sklepu. - powiedziałam ciągnąc Aki w stronę pierwszego sklepu.



- W tej cholernej galerii nic nie ma. - oburzyłam się, wychodząc już z około 30 sklepu.
- Daj spokój. To dopiero 23 sklep. Mamy jeszcze 277 sklepów. - zaśmiała się.
- Tu jest 300 sklepów? - wytrzeszczyłam oczy.
- Skarbie to Los Angeles nie Londyn. - wzruszyła ramionami.
- Chodźmy napić się kawy. - odpowiedziałam.
- To chodź jeszcze do dwóch sklepów i później będzie kawiarnia. - powiedziała a ja zgodziłam się.

- Umieram. Długo jeszcze? - spytałam idąc po schodach na drugie piętro.
- Chciałam jechać windą ale ty wolałaś schody, więc się męcz. - odpowiedziała będąc 16 schodów dalej ode mnie. Muszę mocno popracować nad kondycją.
- Chodź, jeszcze trochę. - zaśmiała się.
Po kilkunastu schodach w końcu weszłam.


- Tu mamy 48 sklepów, reszta jest dla starszych osób i na trzecim 45 bo 55 jest dla dzieci. - uśmiechnęła się pocieszająco.
- To dobrze. - odpowiedziałam. Nie miałam ochoty na obejście 200 sklepów. Obeszłam 83 na dole w ciągu 3 godzin.

Na drugim piętrze, Aki kupiła sobie piękną sukienkę. Ja oczywiście nic nie znalazłam.
- Chodźmy na trzecie. - powiedziała.
- Tym razem windą. - powiedziałam mrużąc oczy a ona wybuchnęła śmiechem.

Po 3 sklepie miałam dość.
Weszłam do czwartego gdzie zobaczyłam piękną, idealną sukienkę. Od razu znalazłam mój rozmiar i weszłam do przymierzalni.
- I? - usłyszałam głos Ak.
- Sama powiedz. - odsłoniłam zasłonę by pokazać się dziewczynie.
- Wow, wyglądasz zajebiście. Jak jej nie kupisz to ja ci ją kupie. - odpowiedziała.
- Kupuje ją. - odparłam z uśmiechem. Wróciłam do przymierzalni i ściągnęłam sukienkę.
- Jeszcze buty i dodatki. - westchnęłam i udałyśmy się na 3 piętro gdzie było dość dużo butików.
- Dani! Musisz kupić te buty! - Aki krzyczała machając do mnie białymi szpilkami.
- Są piękne. - odpowiedziałam.
- Jaki nosisz rozmiar? - spytała.
- 5. (na polskie 36)
- Uh... przymierz 6 (37) . - powiedziała podając mi. Szybko ściągnęłam moją balerinę i ubrałam szpilkę.
- Za duże. - zmarszczyłam czoło.
- A z czarnych ?
- A będzie pasowało?
- Nie.
- A ty przymierz czarnego, do twojej sukienki też będzie pasować. - zasugerowałam.
- Myślisz?
- Jasne.
- Okej. - powiedziała przymierzając.
- Są śliczne na tobie! - uśmiechnęłam się w jej stronę.
- Biorę je. - wyciągnęła odpowiednie pudełko. Wtedy je zauważyłam. Śliczne, białe koturny. Muszę je mieć.
- Chodź. - pociągnęłam Aki w stronę cudeniek.
- O boże! Są piękne. Mierz je.
- Ok. - odpowiedziałam wyciągając rozmiar 6.
- Idealne. - Aki podsumowała gdy para butów znalazła się na moich stopach.
- Kupuję. - odpowiedziałam bez namysłu. Skierowałyśmy się do kasy gdzie każda zapłaciła za siebie.
- Wracamy już? - spytałam.
- Jasne. - powiedziała i weszłyśmy do windy. Zjechałyśmy na dół i skierowałyśmy się do samochodu.
- Masz kosmetyki? - spytała.
- Tak.
- To pożyczę. Nie chce mi się iść do mnie. - skrzywiła się na co się zaśmiałam.


- Zrób mi jakieś fajne paznokcie. - Aki powiedziała podsuwając mi swoje dłonie.
- Czarno białe? (Strój Aki  - KLIK )
- Tak. - odpowiedziała. Zdecydowałam zrobić się jej czarno białe z dodatkiem srebra, paznokcie.
- Jesteś mistrzynią.
- Dzięki. Idę się ubrać. - powiedziałam biorąc sukienkę i buty. (Strój Dani - KLIK )
- Ok. - odpowiedziała. Gdy stałam w bieliźnie, usłyszałam dzwonek do drzwi.
Jęknęłam.
- Aki, otworzysz proszę? - krzyknęłam a ona zgodziła się.
- Jasne. - odpowiedziała.
- Dan?! Możesz tu szybko zejść? - spytała gdy akurat zakładałam drugiego buta.
- Już idę. - odpowiedziałam zapinając go. Szybko zeszłam na dół i nie wierzyłam że to co widzę, dzieje się na prawdę. W salonie stał Louis ze swoimi przyjaciółmi.
- Lou. - powiedziałam biegnąc w jego stronę.
- Dan. - szepnął owijając mocno swoje ramiona wokół mojej talii.


- Co wy tak właściwe robicie? - spytałam odrywając się od niego i patrząc na pozostałych. Brakowało tylko Liama.
- Lou nie mógł bez ciebie wytrzymać i nas tu zaciągnął. - Zayn wzruszył ramionami.
- Dzięki stary. - Tommo szepnął.
- A właśnie. To jest moja koleżanka Aki. Aki to jest Louis, Zayn, Niall, Perrie i... - powiedziałam kończąc na brunetce której imienia nie pamiętałam.
- Jessica. - dokończyła a ja posłałam jej pełen wdzięczności uśmiech.

-----------

PRZECZYTAJCIE  NOTKĘ "PYTANIE" ;)!!!

niedziela, 29 czerwca 2014

PYTANIE

Hej! Tu nie rozdział ale pytanie do was. Kilka osób zapraszało mnie do swoich blogów, co wy na to żeby stworzyć zakładkę 'SPAM'? Moglibyście dodawać swoje blogi lub te które polecacie... lubie czytać inne opowiadania więc zajrze na każde ;) co wy na to?

wtorek, 24 czerwca 2014

Rozdział Dwudziesty pierwszy

HEJ! na początku taka prośba do komentujących! Chciałam was prosić o to że gdy dajecie komentarz, to żebyście się podpisały, typu "czekam nn /Asia" czy coś w tym stylu.... CHCIAŁABYM WAM TEŻ PODZIĘKOWAĆ ZA TE KOMENTARZE. NA KAŻDY ODPOWIADAM!!

To chyba na tyle, życzę miłego czytania :

----

LOUIS POV

Cholernie mi jej brakuje. Nie mogę się na niczym skupić a nie ma jej dopiero 3 dzień.
Co prawda rozmawiam z nią na skypaju, ale to nie jest to samo.
Gdy jestem na jakiejś akcji, myślę o brunetce.
Przez to, jakiś jebaniec postrzelił mnie w nogę. Nie za bardzo mnie to interesowało.
Myślami byłem u Dan. A co jeśli ona kogoś poznała? Miała dzisiaj iść na plaże.
Co jeśli znajdzie tam sobie jakiegoś chłopaka? Odtrąci mnie? Będzie chciała mnie znać?
Szturchnięcie w ramie wybudziło mnie z zamysłu.Nawet nie zauważyłem,
że już jesteśmy pod domem, a wszyscy oprócz mnie, wyszli z samochodu.
Jak strzała wpadłem do domu i już byłem w połowie drogi po schodach,
 gdy zatrzymał mnie głos Nialla.
- Gdzie ty do cholery idziesz?
- Do pokoju, zaraz Danielle będzie dostępna. - wytłumaczyłem.
- I on mi mówi że nie jest zakochany. - ironicznie zaśmiał się Malik.
- Spierdalaj. - syknąłem i już chciałem ruszyć do pokoju.
- Myślę że Danielle nie będzie zachwycona twoim wykrwawieniem się przed
nią. - powiedział Horan wyciągając apteczkę.
- Niech ci będzie, tylko szybko. - powiedziałem schodząc na dół.
Rzuciłem się na fotel i wyłożyłem postrzeloną nogę na stół.
Niall tylko wywrócił oczami co strasznie mnie wkurwiło,
ale powstrzymałem się od przyłożenia mu.
Po dziesięciu minutach, moja noga została owinięta bandażem
a ja w końcu mogłem ruszyć do pokoju.
Gdy w końcu tam dotarłem, rzuciłem się na laptopa włączając go.
Na ekranie od razu pojawiła mi się wiadomość.
"Przepraszam ale będę o 21, nie gniewasz się? Obiecałam babci że pomogę w sklepie jej przyjaciółki. Myślałam że potrwa to krócej. ;)"
Westchnąłem. Popatrzyłem na zegarek który wskazywał 20.28. 32 minuty.
Postanowiłem dla zabicia czasu iść pod prysznic.
Dokładnie umyłem całe swoje ciało. Gdy wyszedłem, owinąłem ręcznik w okół bioder i
wszedłem do pokoju. Założyłem bokserki, uprzednio zrzucając ręcznik.
Gdy tylko skończyłem to robić, skype wydał charakterystyczny dźwięk że ktoś do mnie dzwoni.
Nadal nie mogę uwierzyć w to, że to właśnie dla niej go założyłem.
Szybkim krokiem ruszyłem w stronę laptopa. Odebrałem a już po chwili na ekranie
 pojawiła mi się twarz brunetki.


- Hej. - uśmiechnąłem się w stronę kamerki co ona odwzajemniła.
- Hej.
- Jak tam Los Angeles? - spytałem wygodnie usadawiając się na łóżku.
- Nawet. - wzruszyła ramionami.
- Stało się coś? - spytałem zmartwiony.
- Tak strasznie mi was brakuje. - powiedziała a po jej policzku poleciała łza.
Tak bardzo pragnąłem ją teraz przytulić. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
Wszedłem na odpowiednią stronę ale rozmawiałem z Dan aby nie zauważyła niczego podejrzanego.
- A co u Ciebie? - spytała.
- Dobrze. - powiedziałem odruchowo patrząc na nogę.
Zrobiłem to co miałem zrobić i już normalnie rozmawiałem z brunetką.

DANIELLE POV

Rozmawiałam już jakiś czas z Lou. Strasznie mi go brakuje.
- Poznałaś kogoś?
- Tylko taką jedną dziewczynę Aki. - odpowiedziałam.
- To dobrze. - uśmiechnął się.
- Co dzisiaj robiłeś?
- Byłem na akcji. - odpowiedział.
- Jak ci poszło?
- Bardzo dobrze.
- To się ciesze.
Rozmawiałam z nim jeszcze trzy godziny. Ani razu, nawet na dwie minuty,
nie zabrakło nam tematów do rozmów.
- Danielle! Możesz zejść na dół? - usłyszałam głos babci. Szybko zbiegłam na dół.
- Coś się stało?
- Nie, nie. Po prostu chciałabym cię prosić o to abyś poszła do sklepu. - powiedziała.
- Jasne, mogę iść. - wzruszyłam ramionami. Babcia uśmiechnęła się z wdzięcznością i wręczyła mi listę zakupów oraz pieniądze. Wyszłam z domu, kierując się w stronę najbliższego marketu. Po drodze zauważyłam idącą brunetkę, którą poznałam już wcześniej.
- Aki! - zawołałam ją. Aki to amerykanka, mieszkająca dwa domy dalej. Ma ona 18 lat i bardzo ciekawą urodę. Dziewczyna odwróciła się z uśmiechem.
- Danielle. - powiedziała na powitanie. - Gdzie idziesz? - zapytała.
- Babcia wysłała mnie do sklepu. A ty?
- Idę do Toma. Umówiłam się z nim na randkę. - powiedziała a ja dopiero teraz zwróciłam uwagę na jej ubiór. Miała na sobie piękną turkusową sukienkę, sięgającą jej do połowy ud, do tego ubrała czarne szpilki. Wszystko dopełniał cudowny makijaż i piękna fryzura. (strój Aki - Klik)
- Oh, to życzę dobrej zabawy. - uśmiechnęłam się. Byłam zazdrosna o jej urodę. Też chciałabym być taka ładna. Przez nią wpadam w kompleksy.
- Dziękuję. Jak myślisz, spodobam mu się? - spytała patrząc na jej strój.
- Oczywiście że tak! Wyglądasz wspaniale. - uśmiechnęłam się szczerze.
- Dzięki. - powiedziała i stałyśmy przed sklepem.
- To ja już lecę. Powodzenia na randce. - przytuliłam się z nią a on ruszyła dalej.


Weszłam do sklepu chwytając wózek, ponieważ maiłam dość duże zakupy do zrobienia.
Ruszyłam przez półki, chwytając potrzebne rzeczy.
Jajka, kawa, herbata, chleb, ser, masło, woda, sprite, groszek, herbatniki, marchewki, szynka,
jabłka, brzoskwinie, banany, cytryna, ogórek, pomidor, sól, kiełbasa, mąka, cukier, krzyżówki,
kilka paczek przeróżnych ciastek i cukierków... Te i inne rzeczy powoli lądowały w wózku.
Gdy wszystko z listy już miałam, ruszyłam w stronę kas. Po zapłaceniu za produkty i zapakowanie
 wszystko w kilka reklamówek, skierowałam się do domu. Zakupy były bardzo ciężkie,
cieszyłam się że dom jest nie daleko.
Po 5 minutach, stałam już przed drzwiami. Obładowana weszłam do domu gdzie reklamówki zostały odebrane mi przez Richarda, na co posłałam mu pełen wdzięczności uśmiech bo naprawdę ręce mi odpadały. Nona od razu rzuciła się na ciastka na co wszyscy się zaśmialiśmy.
- Idziemy oglądać bajki? - spytała pokazując mi paczkę ciastek.
Od razu się zgodziłam, zdając sobie sprawę z tego że dawno nie spędzałam czasu z siostrą.
Włączyłyśmy Disney Channel gdzie akurat zaczynała się Hannah Montana.
Oglądałyśmy śpiewając piosenki i zajadałyśmy się ciastkami.
Po godzinie, Nona oznajmiła że jest śpiąca, więc udała się na górę.
Ja natomiast zjadłam płatki z mlekiem i również udałam się do pokoju.
Wykąpałam się i przebrałam w piżamę ale nie miałam ochoty spać.
Włączyłam laptopa i przeszukałam internet w celu znalezienia ciekawego filmu.
W końcu zdecydowałam się na "Kopciuszek w rytmie miłości". W trakcie oglądania, dostałam wiadomość na skype.Zatrzymałam film i odczytałam wiadomość :
"Nie śpisz?" oczywiście od Lou.
"Nie, oglądam film ;)"
"Jaki?"
"Kopciuszek w rytmie miłości"
"Przyłączyłbym się"
"Zapraszam ;D"
" Już lecę ;p"
"Czekam"
"Muszę iść, mam kilka rzeczy do załatwienia, do jutra?"
"Do jutra"
"Dobranoc księżniczko ;*"  odczytałam jeszcze z uśmiechem na ustach.
Wróciłam do oglądania filmu. Po oglądnięciu całego filmu, zmorzył mnie sen.

LOUIS POV

- Jestem gotowy. - Zayn w końcu pojawił się w salonie.
- To dobrze. Musimy załatwić kilka rzeczy przed wyjazdem. - powiedziałem podając im listę c
o mają zrobić.
- Tylko tyle? - Niall uniósł brwi a ja pokiwałem głową. - To zajmie godzinę, nie dłużej. Jess, idziemy. - kiwnął do swojej dziewczyn a ona posłusznie ruszyła za nim.
- Pezz, my też już wychodzimy. - powiedział a ona nieśmiało przeszła obok mnie.
Bała się mnie co bardzo mi odpowiadało. Przynajmniej suka nie szczekała gdy nie trzeba.
Sam wyszedłem z domu, zamykając go. Wsiadłem do samochodu i z piskiem odjechałem,
kierując się w stronę centrum. Tak straszne wkurwiały mnie te londyńskie korki.
Po godzinie byłem już w centrum. Nie miałem wiele czasu.
Zaparkowałem i ruszyłem załatwiać "sprawy".
Po dwóch godzinach skończyłem, wszystko było załatwione.
Wróciłem do domu gdzie tylko po wejściu usłyszałem dość jednoznaczne dźwięki z góry.
Malik z Edwards siedzieli na kanapie co oznaczało że dźwięki te wydawali Jess i Niall.
Udałem się do pokoju z nadzieją że Dan jeszcze będzie dostępna. Nie było jej. W sumie co się dziwić u niej była już 5 nad ranem. Pewnie jeszcze śpi. Nie mając siły już na nic. Skierowałem się pod prysznic i położyłem się w łóżku, zasypiając.

Siedziałem na kanapie, gdy do domu weszła piękna brunetka z około dwu letnim dzieckiem.
- Cześć kochanie. - pocałowała mnie w usta.
- Mmmm, podoba mi się. - mruknąłem jej w usta a ona się uśmiechnęła.
- Jak w pracy? - spytała siadając mi na kolanach, podczas gdy chłopczyk poszedł na górę.
- Bardzo dobrze. Co dzisiaj robiłaś? - uniosłem brwi, oplatając ją w pasie.
- Byłam dzisiaj z dziewczynami u fryzjera. - odpowiedziała wtulając się we mnie.
- Właśnie widzę że masz ciemniejsze włosy. - powiedziałem z uśmiechem.
- Tęskniłam. - wyszeptała.
- Ej mała, nie widzieliśmy się tylko pół dnia. 
- To i tak za dużo. - powiedziała a na dół zbiegł chłopczyk. 
- Tato, ja chcę na lody! - wykrzyknął wdrapując się na kolana do brunetki.
- Zaraz pójdziemy. - powiedziałem całując go w czoło.



- Czy chcesz wziąć o to Danielle Jones za żonę? - spytał ksiądz.
- Tak oczywiście, chcę.
- A czy ty Danielle chcesz wziąć tego o to Carlosa Taylor'a za męża?
- Tak. - z uśmiechem odpowiedziała.
 Zaraz?! Jakiego Carlosa? To ja tam powinienem stać! Słyszycie?! Ja tam, chcę być. 
Ona nie może się z nim ożenić! Ona jest moja! 
- Ogłaszam was mężem i żoną, możecie się pocałować. - para zbliżyła się do siebie, namiętnie się całując.
Dan! Nie rób tego! Błagam.. 
- Trzeba było nie mordować naszego synka! - brunetka krzyknęła w moją stronę. Mieliśmy synka?! Ja nikogo nie zabiłem! Przysięgam! Jestem niewinny! Dani! roszę nie odchodź, nie zostawiaj mnie!
- Za późno Tomlinson! - krzyknęła znikając z szatynem.


-------------------

DODAŁAM AKI DO "BOHATERZY DRUGO PLANOWI" :)

Podoba się rozdział? :D
Jak myślicie? Gdzie Lou wyjeżdża ;DD??
Lou ma coś na sumieniu? ;))

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział Dwudziesty

- Danielle, wstawaj jesteśmy na miejscu. - usłyszałam gdzieś.
- Hmmm.. Jeszcze pięć minut. - wymruczałam chcąc się przekręcić ale uniemożliwił mi to pas bezpieczeństwa którym byłam zapięta.
- Wstawaj. Nona chce już spać. - powiedziała a ja otworzyłam oczy.
- Już. - powiedziałam i wyszłam z taksówki.
Babcia zapłaciła za taksówkę a ja wzięłam dwie przypadkowe walizki pod furtkę gdzie czekała również śpiąca Nona.
- Chodźcie, chodźcie. - powiedziała otwierając bramkę a następnie drzwi wejściowe. Babcia mieszka w naprawdę dużym, ładnym domu.
- Jesteście. - usłyszałam męski głos a po chwili w przedpokoju pojawił się mężczyzna w wieku mojej babci.
- Tak jesteśmy. To jest mój partner Richard. - babcia pokazała ręką na niego.
- A wy to zapewne słynne Danielle i Nona? Babcia cały czas o was mówi. - zaśmiał się.
- Tak, to my. - uśmiechnęłam się.
- Jestem śpiąca. - mruknęła Nona.
- Co? Przecież dopiero jest 16. - Richard się zdziwił.
- Tutaj tak, ale my jesteśmy przyzwyczajone do tamtej strefy czasowej gdzie jest już 22. - wyjaśniłam.
- Ach, no chyba że tak.
- Chodź skarbie, położymy cię spać. - babcia wzięła Nonę i jej walizkę.
- Dani, chodź. Pokażę ci od razu twój pokój. - babcia zawołała mnie. Chwyciłam moją walizkę i ruszyłam po schodach.
- Ile to ma pięter? - zapytałam wciągając ją po niekończących się schodach.
- Dwa. - babcia zaśmiała się z mojej zmęczonej miny. Co jak co ale kondycji to ja dobrej nie mam.
- Na którym piętrze mamy pokój? - uniosłam brwi.
- Na drugim. - odpowiedziała mi.
- Dlaczego tak wysoko? - jęknęłam.
- Zawsze lubiłaś mieć na górze, więc pomyślałam że tam zrobię ci twój kącik gdy do nas przyjedziesz. - posłała mi uśmiech co ja odwzajemniłam tym samym.
W końcu doszłyśmy na górę.
- Za tymi drzwiami jest twój pokój. - pokazała na brązowe drzwi w których był klucz.
- Dziękuje. - powiedziałam i chwyciłam za klamkę, naciskając ją. Były zamknięte. Przekręciłam więc klucz i weszłam do ślicznego pokoju.


Uśmiechnęłam się do siebie i postawiłam walizkę obok szafek. Później to rozpakuje.
Łóżko aż samo się prosiło aby się na nim położyć.  Wyciągnęłam telefon z kieszeni i włączyłam go.
Od razu pojawiły się na ekranie z informacją o tym że mam nie odebrane 3 połączenia i 2 wiadomości.
Dwa połączenia i jedna wiadomość od Kels a kolejne od Louisa.
Przeczytałam pierwszą wiadomość:
"Oddzwoń ;)" od Kelsey. Weszłam na drugą:
"Założyłem skype! tommo1991 zadzwoń o 17 twojego czasu ;*" Uśmiechnęłam się lekko. Za 45 minut zobaczę twarz Lou. Wybrałam numer Kelsey. Odebrała już po dwóch sygnałach.
- Opowiadaj jak tam jest! Jest ciepło? Jakieś ładne dupy? - zaczęła nie dając mi się nawet przywitać.
- Stop! - zaśmiałam się. - Jest tu wręcz gorąco! A jedyną osobę którą poznałam jest chłopak mojej babci. - odpowiedziałam jej.
- Wejdź na skype! - wykrzyczała rozłączając się. Przewróciłam oczami biorąc laptopa leżącego na szafkach i uruchamiając go.
Babcia naprawdę się przygotowała. Gdy laptop się uruchomił, włączyłam internet, wchodząc na program do pobierania. Ściągnęłam skype i po 5 minutach był już zainstalowany.
Zalogowałam się i zadzwoniłam do Kels.
- No w końcu. - mruknęła odbierając. - Pokaż mi te twoje piękne królestwo. - powiedziała a ja obróciłam laptopem w okół jego własnej osi.
- Wow. Nieźle. - mruknęła zachwycona. Zaczęłyśmy rozmawiać o tym jak już bardzo za sobą tęsknimy. W między czasie wysłałam Tomlinsonowi zaproszenie.
Po 30 minutach gadania, do Kelsey przyszedł Liam. Pożegnałyśmy się więc a ja odstawiłam na bok laptopa. Do 17 zostało 10 minut. Zeszłam szybko na dół. W kuchni siedziała babcia.
- Nons już śpi. - oznajmiła mi.
- Okej. Gdzie macie jakiś chleb? - spytałam rozglądając się.
- Usiądź ja ci zrobię. - powiedziała a ja usiadłam na krześle. - Rozmawiałaś z Kelsey? - uniosła brwi.
- Tak, a zaraz ma zadzwonić Louis. - powiedziałam i popatrzyłam na zegarek.
Wzięłam talerz kanapek i kubek herbaty który babcia siłą mi wepchnęła. Gdy weszłam do pokoju odstawiłam to szybko koło łóżka. Akurat wtedy przyszło mi powiadomienie że Lou akceptował moje zaproszenie. Zaraz po tym wyskoczyło mi że chce się ze mną połączyć. Bez zastanowienia nacisnęłam "Odbierz".
- Czeeeść. - pomachałam mu.
- Hej. - wyszczerzył swoje zęby w uśmiechu. - Jak podróż. - uniósł brwi.
- Dobrze, tak myślę. Cały lot i jazdę taksówką przespałam. - powiedziałam na co on się zaśmiał.
Po wymienieniu kilku zdań, zapadła między nami cisza. To była taka przyjemna cisza.
- Chciałabym cię teraz przytulić. - wyszeptałam lecz on to usłyszał.
- Ja ciebie też. - uśmiechnął się pocieszająco. Rozmawialiśmy do północy gdy ja zaczęłam ziewać a Lou kazał mi iść spać.
- Dobranoc. - mruknęłam jeszcze a on odpowiedział mi tym samym, zakańczając połączenie.
Wygrzebałam z walizki piżamę i szczoteczkę do zębów wraz z pastą, po czym udałam się do łazienki.
Wzięłam długi, odprężający prysznic. Jak tylko wyszłam założyłam strój do spania, po czym umyłam zęby.
Gotowa weszłam z powrotem do pokoju. Wzięłam talerz i kubek, po czym skierowałam swoje kroki do kuchni. Umyłam naczynie i podążyłam prosto do łóżka. Wyobraziłam sobie Louisa który leży obok mnie i obejmuje mnie ręką w talii. STOP! Skarciłam sama siebie. Nie mogę tak o nim myśleć. On jest tylko moim przyjacielem.
Kłócąc się z moimi myślami, zasnęłam.

-----------------------

wiem, krótki ale chciałam wam go dzisiaj dodać + miałam kilka spraw do załatwienia....

 

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział Dziewiętnasty

PRZECZYTAJCIE NOTKE NA DOLE! SZCZEGÓLNIE LUDZIE KTÓRZY ZAPRASZAJĄ MNIE DO ZWIASTUNOWNI!

----


- Danielle wstawaj! - usłyszałam krzyk Kelsey.
- Jeszcze chwilę. - odpowiedziałam w poduszkę.
- Louis może przyjechać tu w każdej chwili a ty wyglądasz okropnie. - zrzuciła mnie z łóżka. Posłałam jej mordercze spojrzenie. Wzięłam do ręki już wczoraj przygotowane ciuchy i ruszyłam do łazienki. [KLIK]. Od kąd powiedziałam jej o moim pocałunku z Lou, ona jest tym bardziej podniecona niż ja. Weszłam pod prysznic który trwał 10 minut, nie myłam głowy bo najzwyczajniej nie miałam na to czasu. Wytarłam się ręcznikiem i ubrałam się. Włosy związałam w warkocz. Gotowa wyszłam z łazienki.
- Wyglądasz pięknie! Chociaż moim zdaniem mogłabyś nałożyć trochę makijażu. - powiedziała i usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Pędem ruszyłam na dół, gdzie pani Kathrine już otwierała drzwi.
- Dzień Dobry Louis. Proszę wejdź. - powiedziała otwierając szerzej drzwi.
- Dzień Dobry. - odpowiedział. - Jest... - nie dokończył bo rzuciłam się na niego.
- Cześć mała. - powiedział i opiekuńczo owinął swoje ramiona wokół mnie, podnosząc mnie do góry..
- Hej Lou. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.



- Dan, zjedz śniadanie. - pani Kathrina powiedziała i oddaliła się.
- Chodź, musisz coś zjeść. - powiedział a ja poczułam uścisk w żołądku. Jak do cholery mam jeść, gdy za dwie godziny będę musiała pożegnać się z bliskimi mi osobami?
Usiadłam przy stole gdzie leżały zapewne pyszne kanapki.
- A tak właściwie gdzie Nona? - spytałam przypominając sobie że dawno jej nie widziałam.
- Ubiera się. - odpowiedziała babcia.
Siedziałam na krześle pustym wzrokiem patrząc się na kanapki.
- Jedz. - usłyszałam szept Tomlinsona.
- Nie mogę. Nie przełknę tego. - powiedziałam marszcząc nos.
- Chociaż jedną. Dla mnie. - popatrzył na mnie, a ja nie wiedzieć czemu chwyciłam za kanapkę. Ugryzłam kawałek i z wielkim trudem przełknęłam powtarzając ten ruch aż do końca kromki.
Chwilę później z dołu zbiegała Nona.
- Za ile jedziemy? - spytała biorąc do ręki kubek.
- Za godzinę musimy wyjechać jeśli nie chcemy się spóźnić. - pani Kathrina popatrzyła na zegarek. To już za godzinę? Jak to szybko leci.
- Chodź. - wstałam od stołu ciągnąc za sobą Louisa. Weszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżko.
- Coś się stało? - spytał.
- Nie. Po prostu chcę cię o coś zapytać. - przegryzłam wargę.
- O co?
- Ale to jest głupie. Obiecaj że nie będziesz się śmiał.
- Obiecuje.
- Czy jak wyjadę, to będziemy utrzymywać kontakt? - spytałam nieśmiało patrząc w podłogę.
Przez kilka minut panowała cisza.
- Jasne że tak. - odpowiedział w końcu a całą mnie ogarnęła ulga. Nie chciałam tracić z nim kontaktu. Lou jest moim przyjacielem i przywiązałam się do niego.
- Dziękuje. - powiedziałam i wdrapałam się do niego na kolana.
On szczelnie owinął swoje ręce wokoło mojej talii a ja mocno go przytuliłam.
- Danielle! Skarbie dzwonili do mnie z pracy i nie mogę was odwieść na lotnisko. Dam wam pieniądze na taksówkę. Naprawdę bardzo cię przepraszam. Chodź tu do mnie. - powiedziała rozkładając ramiona a ja wtuliłam się w nią.
- Będę za panią bardzo tęsknić. I dziękuję że pozwoliła nam pani u siebie mieszkać. - powiedziałam a kilka łez spłynęło mi po policzku.
- Nie ma za co kochanie. To była czysta przyjemność. Też będę bardzo tęskniła. Mam nadzieje że szybko mnie odwiedzicie. - również płakała.
- Też mam taką nadzieję. - zaśmiałyśmy się.
- Ja skarbie lecę. Tu masz pieniądze i.... - nie dokończyła bo Louis jej przerwał.
- Ja je odwiozę. - powiedział.
- Jak tak to ja uciekam. - jeszcze raz się przytuliłyśmy i pani Kathrina zniknęła.
- Chodź zapakujemy już walizki do auta. - powiedział ciągnąc moją walizkę na dół.
Weszłam do pokoju i wzięłam walizkę Nony. Zeszłam na dół i zobaczyłam że nikogo już tam nie ma.
- Dani! - Kelsey rzuciła się na mnie z płaczem. Przytuliłam ją mocno. Nienawidzę pożegnań.





- Będę tęsknić. Masz zadzwonić jak wylądujecie i masz dzwonić cały czas. - powiedziała dalej płacząc.
- Czemu nie masz butów? - zdziwiłam się odrywając się od niej.
- Ja nie jadę z wami. -wzruszyła ramionami.
- Czemu? - powiedziałam ocierając łzy.
- Gdybym pojechała to bym nie wyszła z lotniska. Dodatkowo będzie tam Louis i będziecie się obściskiwać. - to drugie zdanie szepnęła mi na ucho.
- Danielle nie mamy czasu. - usłyszałam babcie.
- Idę. - powiedziałam i jeszcze raz przytuliłam Kels.
- Będę tęsknić siostro. - powiedziała szlochając.
- Ja też. - powiedziałam.
- Będę pisać, dzwonić i wszystko inne. - Kels powiedziała odsuwając mnie od siebie.
- Ja tak samo. Szykuj już sobie bilet do mnie. - zaśmiałyśmy się. Przytuliłyśmy się jeszcze raz i wsiadłam do samochodu, żwawo jej machając.

Po 30 minutach byliśmy pod lotniskiem. Każda z nas wzięła swój bagaż.
- Daj, my z Noną odniesiemy twoją walizkę tam a wy pogadajcie. - powiedziała babcia wskazując miejsce gdzie ludzie oddawali swoje bagaże. Oddałam jej walizkę a ona zniknęła mi z oczu.
- Będę tęskniła Lou. - powiedziałam a z moich oczów poleciała nowa seria łez.
- Ja też mała. - przyciągnął mnie do uścisku.
- Będę dzwonić. Załóż sobie skype'a. - powiedziałam.
- Skąd wiesz że go nie mam? - oburzył się.
- Zgaduję. - trwaliśmy w uścisku jeszcze przez jakiś czas.

-PASAŻEROWIE LONDYN-LOS ANGELES, PROSZENI SĄ DO UDANIA SIĘ NA ODPRAWĘ. - powiedział głos z głośników.

- Na mnie już czas. - powiedziałam smutno.
- Wiem. - powiedział patrząc na mnie.
- Do zobaczenia. -powiedziałam całując go w usta. Trochę się zdziwił ale oddał mój pocałunek z podwójną siłą.
- Do zobaczenia. - wychrypiał.
Już po 40 minutach siedziałam w samolocie czekając aż w za kilka godzin wyląduje.  

ŻEGNAJ LONDYN WITAJ LOS ANGELES.



 


-----------


Nie wiem czy widziałyście, ale ja zwiastun mam ;) jest w stronach po lewej (?) stronie ;)

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział Osiemnasty

DANIELLE POV

Przez 10 minut razem z Kelsey płakałyśmy. Następnie pomogła mi spakować połowę rzeczy za co jestem jej wdzięczna. Gdy Kels poszła się kąpać, ja wyszłam z domu. Miał być to krótki spacer po okolicy, a skończyło się na tym, że znalazłam się na ulicy Louisa.
- Okej, pierwszy jest Mick Toms, musimy jechać na ulicę Leigh Street. - powiedziałam i od razu posmutniałam. Tam spędziłam ostatnie lata.
- Numer domu? - spytał.
- 32. - odpowiedziałam.
Ruszyliśmy w stronę mojej starej ulicy.
- Spakowałaś się już? - spytał po kilku minutach ciszy.
- Nie. Znaczy tylko połowę rzeczy.
- Jak skończymy to mogę ci pomóc. - zaproponował.
- Nie musisz. - powiedziałam cicho. Nie chciałam się pakować, to bardzo mi przypomina o tym że
już niedługo będę musiała opuścić Kelsey i Louisa. Nie chcę tego.
- Ale chcę. I tak nie mam nic innego do roboty. - popatrzył się na mnie.
- Jak chcesz.  - wzruszyłam ramionami.

Przez resztę drogi siedzieliśmy cicho. W końcu zaparkowaliśmy pod jednym z domów.
- Poczekaj tu. - posłał swój zabójczy uśmiech w moją stronę i wyszedł z samochodu.


Zaśmiałam się cicho i oparłam o fotel. Po 5 minutach Lou wrócił zadowolony do samochodu.
- To gdzie teraz mała? - odpalił samochód i już po chwili jechaliśmy w następne miejsce.
- Mogę cię o coś spytać? - spytałam zagryzając wargę.
- Pytaj.
- Czy... ty ćpasz? - zacisnęłam powieki, oczekują jego reakcji.
- Czasem. - odpowiedział po kilku minutach.
- Nie chcę żebyś ćpał. - powiedziałam pod nosem.
- Co mówiłaś? - spytał zaciekawiony.
- Nie nic.
- Ile osób nam zostało? - spytał.
- Trzy. Teraz Devis Lewrey, ulica Redhill Street. - powiedziałam patrząc na listę.
Jechaliśmy w ciszy gdy nagle Louisowi zaczął dzwonić telefon.
- Co? - warknął. Po drugiej stronie ktoś zaczął mówić na co Tomlinson najwyraźniej się wkurzył bo zacisnął usta w wąską linie.
- Nie obchodzi mnie twoja rodzina. Chce tą kasę na jutro bo będzie źle. - powiedział a ja szeroko otworzyłam oczy. On chce tą osobę zabić?
- Gówno mnie obchodzą twoje dzieci czy żona. Masz mi dać tą kasę do cholery! - krzyknął na co się skuliłam.
- Jutro przyjeżdżam po kasę. Równo o 16. Nie będzie cie to wiesz co się stanie. - powiedział i rozłączył się.
- Wystraszyłem cię? - popatrzył w moją stronę na co pokiwałam głową na nie. - Wiem że tak. Boisz się mnie? Tylko szczerze.
- T-trochę. - wyjąkałam.
- Nic ci nie zrobię.- zapewnił mnie. Wiedziałam że mnie nie skrzywdzi. Nie zrobiłby mi tego. Ale myśl że zabija innych, przeraża mnie. Tylu niewinnych ludzi umiera nie mal codziennie. A ci co są największymi bandytami, złodziejami, żyją na wolności, okradając jakieś sklepy lub bogatych ludzi.

W końcu skończyliśmy. Wróciliśmy do domu gdzie Lou pomógł mi do końca spakować walizkę. Nie wyobrażam sobie życia poza Londynem.
- Jutro z samego rana przyjdę do ciebie. - powiedział wstając.
- Idziesz już?
- Tak. Muszę jeszcze coś załatwić. - odpowiedział podchodząc do drzwi.
Również wstałam chcąc odprowadzić go na dół. Zeszliśmy na dół gdzie Lou ubrał buty i kurtkę.
- Na pewno przyjdziesz? - spytałam.
- Na pewno. - powiedział patrząc na mnie.
- Będę tęsknić Lou Lou. - powiedziałam przez łzy.
- Też będę tęsknić. - powiedział przytulając mnie. - Nie płacz. - wyszeptał w moje włosy.
Tkwiliśmy kilka minut w mocnym uścisku, gdy nagle Louis zrobił coś czego nigdy bym się nie spodziewała. Czule pocałował moje usta. A mi podobało się.
Objęłam jego szyję, pogłębiając nasz pocałunek. Tommo położył swoje dłonie na moich biodrach.  
To twój przyjaciel! Upomniała mnie moja podświadomość.
OH ZAMKNIJ SIĘ. Odpowiedziałam jej.
- Do zobaczenia jutro. - Lou uśmiechnął się i wyszedł z domu, zostawiając mnie z moimi myślami.



------
Ta dam!! Ani trochę nie miałam ochoty pisać tego rozdziału... Ale się zmusiłam dla osób komentujących moje wypociny. Mam nadzieje że się podoba! ;)

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział Siedemnasty

CZY JA AŻ TAK ŹLE PISZE ŻE SĄ TYLKO DWA KOMENTARZE ZA CO TYM OSOBOM SZCZERZE DZIĘKUJE! CHCE SZCZERĄ OPINIE. TEN BLOG JEST AŻ TAK DO DUPY??!!

------

- Ja już lecę. - Tommo podniósł się z kanapy.
- Co? Nie. - powiedziałam szybko wstając.
- Dan, dasz sobie radę. - powiedział.
- Chce żebyś tu był ze mną. - powiedziałam chwytając go za rąbek koszuli.
Za 8 minut Kels wraca ze szkoły i będę musiała powiedzieć jej o moim jutrzejszym wyjeździe.
- Do zobaczenia. - powiedział uwalniając swoją koszulę z mojego uścisku.
- Czekaj.
- Tak? - odwrócił się w moją stronę.
- Przyjdziesz jutro się pożegnać? - popatrzyłam na niego smutnym wzrokiem.
- O której masz samolot? - spytał.
- O 10 rano.
- Jasne, o 8 będę. - powiedział podchodząc do mnie i zamknął mnie w szczelnym uścisku. - Do jutra. - powiedział całując mnie w czoło.
- Do jutra. - szepnęłam gdy otwierał już drzwi. Posłał mi jeszcze uśmiech i wyszedł,
a ja wróciłam na kanapę.

LOUIS POV

Bardzo chciałbym z nią zostać tam i być dla niej wsparciem, ale do cholery nie mogę.
Za dwie godziny jadę odebrać dragi, później trzeba je porozwozić.
Gdybym nie pojechał, ludzie wyżej, zamordowaliby mnie.
Jebana praca! Dojechałem do domu, po czym jak torpeda, wbiegłem do piwnicy,
biorąc z sejfu walizkę z pieniędzmi. Zapakowałem ją do samochodu i z piskiem opon odjechałem.
Nie myślałem o tym że gdy spapram robotę, zostanę zamordowany. Nie.
Ja myślałem tylko o niej. O jej pięknych oczach, jej cudownym uśmiechu.
O tym jaka jest słodka i niewinna.
Miałem cichą nadzieję że nikt jej wcześniej nie dotykał w intymny sposób.
Chciałem być pierwszy. Chciałem żeby czuła się przy mnie bezpiecznie.
Chciałbym się przy niej budzić, być jej powodem uśmiechu.  
CHOLERA! JA CHCĘ ŻEBY ONA BYŁA MOJA.
Zaparkowałem  za starym magazynem, biorąc walizkę z pieniędzmi,
skierowałem się do wejścia.
Wchodząc zauważyłem 4 osoby siedzących przy starym stole.
- Kogo moje piękne oczy widzą! - powiedział Brad. Brad był dla mnie jak wujek. Zawsze mnie wspierał.
- Siema. - powiedziałem i usiadłem obok niego. Moje myśli znów opanowała piękna brunetka.
Po jakimś czasie, do pomieszczenia weszło 10 uzbrojonych osób.
No w końcu. Westchnąłem.
Po około 3 minutach został wywołany Edward Garrey.
Po godzinie, usłyszałem moje nazwisko.
Biorąc teczkę z pieniędzmi, przeszłem do innego pomieszczenia.
Usiadłem na krześle i podsunąłem otwartą już teczkę.
- Nie wiem dlaczego, ale jest tu dużo więcej pieniędzy, niż chciałem. Zamawialiście 84 paczuszki a nie 200. - powiedział i wyjął z walizki odpowiednią sumę. Następnie podał
mi inną walizkę z moim nazwiskiem.
Biorąc oby dwie walizki, wyszedłem z pomieszczenia. Wsadziłem walizki do samochodu i odjechałem.
- Chłopaki! - krzyknąłem na cały dom a po chwili wszyscy siedzieliśmy w salonie.
- Mamy 80 ludzi. Dzielimy się po 20. powiedziałem przerywając listę z nazwiskami i adresami na 4 części. Mają tydzień na oddanie pieniędzy albo ja sam osobiście się nimi zajmę. - powiedziałem na co kiwnęli głowami i biorąc po liście i 20 paczkach prochów, ruszyli do swoich samochodów. Sam wziąłem resztę w tym 4 chowając do sejfu.
Zamknąłem dom i ruszyłem do samochodu. Wsiadając zauważyłem Danielle.
- Dan? - podbiegłem do niej.
- O Lou, cześć. - powiedziała uroczo się uśmiechając.
- Co ty tu robisz? - spytałem zdziwiony tym że chodzi sama po jednej z najbardziej niebezpiecznej ulicy w Londynie.
- A nie nic. Po prostu chciałam się przejść. No wiesz chcę się pożegnać z Londynem Jutro już mnie tu nie będzie. - wzruszyła ramionami.
- To nie mogłaś iść na miasto, do wesołego miasteczka?
- Tam jest za dużo ludzi.
- No to chociaż do parku? Tu jest strasznie niebezpiecznie.
- Przepraszam. - mruknęła wtulając się we mnie.
- Jest okey. - powiedziałem gładząc ją po plecach. - Muszę coś jeszcze załatwić a później gdzieś wyskoczymy? - spytałem wdychając jej zapach. Ona ochoczo pokiwała głową.
- To ja idę do domu i tam poczekam.
- powiedziała odrywając się ode mnie.
- Możesz jechać ze mną i mi pomóc.
- Mogę? - spytała z błyskuem w oku.
- Jasne chodź. - powiedziałem ciągnąc ją w stronę samochodu.
- To co będę robić?
- Musimy coś rozwieść do pewnych ludzi. Będziesz mi mówiła do kogo następnie musimy jechać. - uśmiechnąłem się podając jej kartkę.



------------

Mam nadzieję że się podoba... Dziękuję anonimowi który to skomentował <3 szkoda że się nie podpisałaś.. jestem bardzo zawiedziona że są 2 komentarze....


sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział Szesnasty

Ważne! Jeśli ktoś to czyta, a wiem że czytacie, to moglibyście dać jakiś komentarz? Wtedy mnie to motywuje, mam większą wenę i mam wtedy ochotę pisać. Z góry dzięku<3




Obudziłam się w tej samej pozycji, co zasnęłam. Mianowicie z głową na klatce Louisa ,
trzymając jego koszulę. Tommo zresztą nie był lepszy. Mocno trzymał mnie w talii.
Podważyłam lekko jego palce. Po wydostaniu się z jego objęć, ruszyłam do kuchni,
aby przygotować nam śniadanie. Wyciągnęłam toster. Po czym zaczęłam robić grzanki.
Posmarowałam je miodem, dżemem truskawkowym i nutellą.
Z tego co wiem, babcia poszła zaprowadzić None, pani Kathrina jest w pracy a Kels w szkolę.
Zatem mamy cały dom dla siebie. Znając babcie, pójdzie jeszcze na zakupy.
Do kubków, wsypałam kakao i zalałam to mlekiem.
Talerz wraz z kubkami, zaniosłam na górę, stawiając wszystko na komodzie. Usiadłam na łóżku i zastanawiałam się czy obudzić Louisa, czy też nie. Jednak mój problem, sam się rozwiązał bo zobaczyłam jak Lou otwiera oczy.
- Dzień Dobry. - uśmiechnęłam się lekko chociaż wcale nie miałam ochoty tego robić. Myśl że jutro wylatuję na drugi koniec świata, dobijała mnie.
- Cześć. - wychrypiał siadając.
- Zrobiłam kanapki. - powiedziałam biorąc talerz i dwa kubki, ponownie siadając i podając mu jeden kubek.
- Dzięki. - powiedział biorąc jedną z kanapek. Po chwili na talerzu nie było ani jednej.
- Danielle? - usłyszałam głos z dołu.
- Tak?
- Mogłabyś przyjść tu na chwilę? - spytała babcia.
- Ummh... jasne.
- Idź. - popchał mnie lekko.
- Chodź ze mną. - powiedziałam chwytając go za rękę.
- Nie. - powiedział stanowczo.
- No chodź. Poznasz moją babcie. - powiedziałam ciągnąc go.
- Nie Danielle, poczekam, idź.
- Louis chodź.
- Jesteś strasznie uparta. - zaśmiał się.
W końcu udało mi się wyciągnąć go z pokoju. Skierowaliśmy się do kuchni, gdzie babcia sprzątała.
- No w końcu jesteś. Ile można na ciebie czekać. - powiedziała nie odwracając się.
- Babciu, chcę ci kogoś przedstawić. - powiedziałam a ona odwróciła się w moją stronę z zaciekawianiem.
- To jest Louis, mój przyjaciel. Lou, to jest moja babcia. - przedstawiłam ich sobie a oni wymienili ze sobą "dzień dobry", "miło cię poznać" i uściski dłoni.
- Kochanie poszłabyś do sklepu? Zapomniałam kupić jajek i mąki a chciałam zrobić ciasto jako podziękowanie dla mamy Kelsey. - powiedziała. Popatrzyłam pytająco na Louisa, na co kiwnął głową.
- Jasne, możemy iść, tylko się przebiorę. - powiedziałam i ruszyłam na górę. Wyjęłam z szafy luźną bluzkę i parę dżinsów. Do tego ubrałam conversy. Włosy pozostawiłam rozpuszczone.
KLIK
W tempie ekspresowym ubrałam się i zbiegłam na dół.
- Możemy iść. - powiedziałam podchodząc do Louisa który siedział na krześle.
- Tutaj masz pieniądze, kupcie też coś słodkiego. Kelsey mówiła dzisiaj że zjadła by jakieś chipsy i wafelki. - babcia powiedziała wręczając mi 30 dolarów (taka ciekawostka : 1dolar kosztuje 3zł).
Wzięłam Louisa za rękę i wyszliśmy z domu.
- Chodź tu. - powiedział Tommo przyciągając mnie do siebie. - Pojedziemy autem. - wyszeptał mi do ucha. Poczułam łaskotanie w brzuchu. To jest mój przyjaciel! - upomniałam te dziwne istoty. Bo jest, prawda? Przytaknęłam głową i wsiadłam do jego samochodu.
- Do którego sklepu jedziemy? - posłał mi swój czarujący uśmiech.
- Do Tesco. - odpowiedziałam.
Całą drogę rozmawialiśmy o kotach. Pytałam go dlaczego ich nie lubi, oraz o to że gdyby je lubił to jakiego chciałby mieć. W końcu dojechaliśmy do sklepu. Wysiedliśmy i udaliśmy się do sklepu. Oczywiście Louis chwycił mnie za rękę, na co te istoty w moim brzuchu urządziły sobie imprezę, puszczając fajerwerki.
- Chodź najpierw po mąkę i jajka.- powiedziałam ciągnąc go do odpowiedniego regału. Po włożeniu tych dwóch produktów, ruszyłam w stronę działu ze słodyczami. Po włożeniu kilku paczek : pianek, żelek, gum do żucia, chipsów i wafelków oraz batoników zwróciłam się do Louisa.
- Chcesz coś? - spytałam a on pokręcił głową. Skierowaliśmy się do kasy, gdzie zapłaciłam za zakupy.
- Podjedziemy jeszcze do mnie. Muszę się przebrać. - powiedział gdy siedzieliśmy w aucie.
- Ok. - odpowiedziałam. Przypomniałam sobie że nie powiedziałam Kelsey o tym że jutro wyjeżdżam. Ale ze mnie przyjaciółka. Napisałam jej sms "Musimy poważnie pogadać".




-----

takim oto momentem kończę ten rozdział, tak jak napisałam na górze -
 bardzo proszę o jakiś komentarz, nawet głupie "czytam", dla was to kilka sekund, a dla mnie dużo.. byłabym bardzo szczęśliwa, wtedy wiem że jest dla kogo pisać ;)

środa, 11 czerwca 2014

Rozdział Piętnasty

- Danielle! Słuchasz mnie? - babcia szturchnęła mnie, siedziałam z babcią w salonie, nie poszłam do szkoły, bo.... sama nie wiem, ponoć ma to coś wspólnego z tym o czym mówiła babcia, gdzie ja kompletnie jej nie słuchałam.
- Hmm.. tak. - popatrzyłam na nią.
Myślami byłam daleko stąd przy Louisie, który obecnie jest na "misji".
- To o czym mówiłam? - uniosła brwi.
- Dobra nie słuchałam. - przewróciłam oczami.
- Mówiłam że już kupiłam bilety na samolot do Los Angeles. Dokładnie na dwunastą. - powiedziała a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Jakie bilety?! - krzyknęłam.
- No tak, lecimy do Ameryki.
- Ale jak to? Czemu ja nic o tym nie wiem? - spytałam oburzona.
- Jak zwykle mnie nie słuchałaś. Wczoraj pytałam się czy pasuje ci że będziemy mieszkać w Ameryce a ty powiedziałaś że tak.  - oznajmiła a ja nic nie mogłam sobie z tego przypomnieć. Pewnie było to gdy wróciłam od Louisa. - Poznasz w końcu Richarda. - uśmiechnęła się.
- Jakiego Richarda?
- No mówię że mnie nigdy nie słuchasz! Opowiadałam ci o nim z jakiś miesiąc temu. - powiedziała.
Miała rację, nigdy nie zwracałam uwagi na to co mówi.
-  Ahm...
- Mam nadzieję że teraz pójdziesz się pakować. Jutro nie będziesz miała czasu. Pójdziemy wypisać cię ze szkoły i zapewne później będziesz chciała odwiedzić znajomych żeby się... - mówiła dalej a ja się wyłączyłam. Tak , zdecydowanie powinnam zacząć jej słuchać. Ale to później. Czy to koniec życia w Londynie? Nie będzie już przypałów z Kelsey? Nie będzie szkoły tu? Moich znajomych? Parku do którego szłam gdy było mi smutno? Nie będzie wieczorów filmowych? Wypadów do kina? Nie będzie... JEGO?
- No idźże się pakuj. - babcia popchnęła mnie w stronę schodów.
- Idę, idę. - powiedziałam smutnym głosem.
W chwili gdy wchodziłam do pokoju, zadzwonił mój telefon.
- Halo?
- Dzień Dobry. Z tej strony miejska policja w Londynie. Czy rozmawiam z panią Danielle Jones? - usłyszałam z drugiej strony słuchawki.
- Tak, przy telefonie. - powiedziałam siadając na łóżku.
- Nazywam się Jorge Damon i tak jak mówiłem, pracuję w policji w Londynie. Zajmuję się sprawą pani rodziców, Margaret i Patric'a Jones.
Zostali zatrzymani w Bradford. Prawdopodobnie przebywali u znajomych lub dalszej rodziny. Obecnie są u nas na komisariacie.
Mogłaby pani przyjechać? - spytał.
- Tak, oczywiście. - powiedziałam szybko wstając z łóżka i podchodząc do szafy.
- Proszę wziąć ze sobą dowód tożsamości. Z tego co widzę jest pani niepełnoletnia, prawda?
- Tak. - powiedziałam wyciągając sweter.
- Ma pani paszport?
- Tak.
- Proszę wziąć paszport. To nam wystarczy. Chciałbym również aby była z pani z obecnym opiekunem. - powiedział i jeszcze coś mówił po czym się rozłączył.
- Babcia! Ubieraj się! Jedziemy na komisariat. - powiedziałam, ubierając na siebie spodnie.
Gdy skończyłam, zbiegłam jak najszybciej po schodach, gdzie czekała na mnie już gotowa babcia.
- Coś się stało? Zamówiłam już taksówkę. - powiedziała i wyszłyśmy na zewnątrz, zamykając dom.
- Dzwonili z policji. Zatrzymali mamę i tatę. Masz dowód? - spytałam.
- Tak mam. - odpowiedziała gdy już wsiadałyśmy do taksówki.i
Przez 10 minut opowiadałam czego dowiedziałam się od policji. Następnie rozmawiałyśmy o tym jak bardzo źle postąpili moi rodzice.
Po około godzinnej jeździe taksówką, podjechaliśmy pod główny komisariat policji w Londynie.



Weszłyśmy do budynku.
- Dzień dobry. - zaczepiłam jednego z policjantów.
- Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc? - spytał.
- Właściwie to tak. Chciałabym się dowiedzieć gdzie znajduje się biuro pana Jorga Damona.
- Pójdą panie w prawo tym korytarzem i po lewej stronie. Wisi tam tabliczka z nazwiskiem. - wytłumaczył.
- Dziękujemy. - powiedziała babcia.
- Miłego dnia życzę.
- My również. - odpowiedziałam i ruszyłyśmy wskazaną nam drogą.
- Dzień dobry. - weszłam do gabinetu po zapukaniu i usłyszeniu słowa "proszę".
- Oh, dzień dobry, pani Jonson, proszę usiąść. - wskazał ręką na krzesła stojące przed biurkiem a my posłusznie usiadłyśmy.
- Przejdźmy odrazu do rzeczy. Pani rodzice, tak jak mówiłem, zostali zatrzymani w Bradford, na imprezie. Przetransportowaliśmy ich do tutejszego komisariatu, przebywają w areszcie, za naruszenie bezpieczeństwa i zdrowia pani, jak zarówno pani młodszej siostry. Na pewno staną przed sądem. Możliwe że zostaną im też odebrane prawa rodzicielskie. Proszę mi powiedzieć, ma pani rodzinę w Bradford? - spytał.
- Ja nie wiem. - powiedziałam, pierwszy raz słysząc o tej miejscowości.
- Tak, tam mieszka mój były mąż, dziadek Kelsey. - wytłumaczyła babcia.
- Rozumiem, mógłbym prosić panie o pokazanie dowodów tożsamości? - spytał a my pokazałyśmy dowody, znaczy ja paszport.
- Mogłaby mi podać dane swojego męża? - spytał biorąc kartkę i długopis.
- Edwards Jones, urodzony w 1942 roku. Obecnie ma 72 lata. Mieszka w Bradford. - powiedziała.
- A gdzie dokładniej? - spytał.
- Nie wiem, wiem tylko od drugiego syna że mieszka w Bradford. - wytłumaczyła.
Przesłuchanie trwało jeszcze jakiś czas. Po godzinie, wyszłyśmy z budynku. Zamówiłyśmy taksówkę i wróciłyśmy do domu.
Przez następne dwie godziny, leżałam na kanapie nic nie robiąc.
- Kochanie, spakowałaś się tak jak cię prosiłam? - usłyszałam babciny głos.
- Nie. - odpowiedziałam całkiem o tym zapominając. Ta sprawa z moimi rodzicami, mnie wykańczała. Przyłapałam się na myśleniu o tym że chciałabym znaleźć się w ramionach Louisa. Jak na zawołanie, mój telefon zaczął dzwonić.
- Halo? - powiedziałam z pełną buzią wpierdalając pączka.
- Danielle? - usłyszałam głos Louisa. - Poczekaj chwile. - powiedziałam szybko  przegryzając i przełykając zawartość moich ust.
- Już. - powiedziałam.
- Gdzie jesteś? Czekam na ciebie przed szkołą. - o kurwa, całkowicie zapomniałam że Louis miał mnie odebrać.
- Przepraszam cie, zapomniałam dzisiaj do ciebie zadzwonić, przyjedź do mnie do domu. - powiedziałam a Lou się zgodził.
Po dwóch minutach, do domu wpadła wesoła Kels.
- A tobie co? - spytałam unosząc brwi.
- No bo jak wczoraj wróciłam to ciebie nie było, a później zasnęłam. Ale nie zgadniesz co się wczoraj stało. - piszczała podekscytowana.
- No mów! -ponagliłam ją.
- Całowałam się wczoraj z Liamem. - zaczęła piszczeć a ja razem z nią.Usiadłyśmy na kanapie i Kels zaczęła opowiadać to co wczoraj robili.
- Jesteście tacy słodcy. - wyszczerzyłam się, słysząc pukanie do drzwi.
- Otworzę. - Kels wstała idąc do drzwi.
- O, Louis, cześć! Wejdź, Danielle jest w salonie. - usłyszałam paplanie Kelsey.
- Hej. - powiedziałam wstając i przytulając się do niego.
- Cześć, coś się stało? - spytał patrząc na mnie uważnie.
- Chodź. - powiedziałam i pociągnęłam go za rękę do mojego pokoju.
- Co się stało? - spytał siadając obok mnie na łóżku.
- Byłam dzisiaj na policji, złapali moich rodziców, będą mieć sprawę w sądzie.
- To chyba dobrze, co nie?
- Nie. Ja... ja muszę przeprowadzić się do Ameryki. - powiedziałam a po moich policzkach poleciało kilka £ez. Louis od razu je otarł.
- Co? - spytał zszokowany, od razu przyciągnął mnie do siebie i położyliśmy się na łóżku. Lou mocno trzymał mnie przy sobie. Ja nie była inna. Kurczowo trzymałam jego koszulę, nie chcąc aby mnie opuszczał. Już nigdy.



Posted via Blogaway

Posted via Blogaway


Posted via Blogaway

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział Czternasty

- Gdzie ty mnie do cholery prowadzisz. - spytałam gdy przechodziliśmy przez trawę sięgającą mi prawie do ramion a jemu TYLKO do łokci. Jak to do cholery możliwe?
- Zobaczysz, jeszcze tylko troszkę. A tak w ogóle to słodko wyglądasz w tej trawie. - puścił mi oczko na co pokazałam mu język.
Gdy kolejny raz się potknęłam, Louis wziął mnie na barana.



Przez kolejne 5 minut szliśmy,
(a raczej on szedł, ponieważ ja dalej siedziałam na jego plecach) w tylko jemu znaną stronę.
- Jesteśmy. - powiedział gdy doszliśmy do polany.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam rozglądając się wokół, gdy tylko stopami dotknęłam ziemi. Na bardzo dużej przestrzeni, rosły kwiaty różnego rodzaju. Z prawej strony, znajdowało się urwisko, skąd było widać panoramę Londynu. Wszystko to dopełniał wielki dąb znajdujący się na środku. Trawa wyglądała jakby kilka dni temu ją skoszono. Miejsce to było tak jakby, magiczne. Było tu coś takiego że nie mogłaś się napatrzeć.
- Przychodzę tu, kiedy mam problem. - poczułam ręce na mojej talii.
- Masz teraz jakiś problem że tu przyszliśmy? - przegryzłam niepewnie wargę.
- Zawsze jakiś problem się znajdzie,ale tym razem nie przyszedłem tu z problemem. - wymruczał mi do ucha na co mnie przeszły całkiem przyjemne ciarki.
- A z czym? - przylgnęłam plecami do jego torsu.
-Z piękną dziewczyną, z którą mam zamiar spędzić miły dzień.
- Chętnie ją poznam.
- Chodź, pokażę ci coś. - powiedział i pociągnął mnie w stronę naprawdę wielkiego dębu.
Jego średnica miała około metr.
- No chodź. - powiedział gdy patrzyłam niepewnie na deski przymocowane do drzewa, po których on sam się wspinał.
- Ok. - powiedziałam chwytając za szczebelek. Gdy spojrzałam w górę zobaczyłam że deski urywają się na wysokości około 4 metrów nad ziemią.  Weszliśmy do końca po czym Louis zniknął w drzewie. Dosłownie mówiąc. W drzewie była wycięta dziura do której on wszedł. Coś w stylu dziupli tyle że bardzo duża.
- Chodź, chodź. - wychylił głowę a ja weszłam do środka.
- Wow. - powiedziałam wchodząc do środka. Było tam przytulnie. Już wiem dlaczego w to miejsce Louis przychodzi.
- Zrobiłem to w wieku 16 lat. Byłem wtedy bardzo wkurzony, Mark kazał mi wyciąć kilka drzew. Nie mogłem za nic znaleźć tego miejsca gdzie miałem zrobić wycinkę. Chodziłem z jakąś godzinę po czym znalazłem miejsce w którym stały tylko dwa drzewa a reszta była porośnięta trawą.
Porąbałem to małe i przybiłem kawałki do tego dębu i wyciąłem w nim dziurę.
Na następny dzień urządziłem tu  i teraz tu przychodzę. - opowiedział gdy ja się rozglądałam.
Louis miał naprawdę ciężkie życie. Stracił ojca, w dodatku wpadł w to gówno czyli jego "pracę".
- Gdy miałam 10 lat, przeprowadziłam się z rodzicami z Los Angeles do Londynu. Dwa lata później na świat przyszła Nona. Wszystko było okej. Nie miałam nigdy dużych kłótni z rodzicami. Zawsze się dogadywaliśmy. Miałam dobre oceny, nie piłam, nie paliłam, w sumie dalej tego nie robię.
Jakiś rok temu, rodzice zaczęli na wszystko narzekać. Cokolwiek bym nie zrobiła, wszystko było źle. Nawet doszło do tego że powiedzieli mi że źle włożyłam talerz do zmywarki.

Po skończonym obiedzie, który ugotowałam bo rodziców nie było w domu, 
zabrałam talerz mój i Nony po czym umieściłam go w zmywarce.
Następnie ruszyłam do salonu gdzie Nona chciała pobawić się lalkami. 
Bawiłyśmy się a po godzinie drzwi otworzyły się i do środka weszli nasi rodzice.
Po krótkim wymienieniu powitania, skierowali się do kuchni w celu zjedzenia czegoś.
Położyłam się z powrotem na dywanie i udawałam głos lalki barbie, rozbawiając przy tym siostrę.
- Teraz ja! - krzyknęła i sama zaczęła udawać że to jej lalka mówi.
- Danielle! Do kuchni! - usłyszałam surowy głos mamy. 
Poprosiłam Nonę aby poczekała po czym ruszyłam do kuchni.
- Co to ma być? - tata pokazał na zmywarkę i znajdujące się w niej talerze. 

- Co? Zmywarka, zapełniłam ją bo wszystko stało w zlewie. - powiedziałam niepewnie, nie rozumiejąc o co chodzi? Miałam jej nie zapełniać? Mogli powiedzieć.
- Ten talerz! Jest w ogóle źle włożony. Masz szlaban na dwa dni! - krzyknęła.
- Co?! Dajesz mi szlaban za to że talerz jest źle włożony? 
- Nie pyskuj! - krzyknął tata. - Marsz do pokoju! 
- Jesteście nienormalni! - krzyknęłam i udałam się do pokoju, trzaskając drzwiami.

Przypominając sobie sytuację, łzy pojawiły się w moich oczach.
- Później było jeszcze gorzej. - powiedziałam a po moich policzkach spłynęły łzy.
- Nie musisz mówić. - Louis owinął swoje ramiona w okół mnie.
- Nie, t mi powiedziałeś, chcę ci powiedzieć.- powiedziałam. - Pamiętasz jak pierwszy raz się spotkaliśmy? W windzie? Gdy nazwałeś mnie dziwką z dzieckiem? - spytałam patrząc na niego. On niepewnie skinął głową.
- Wtedy, popołudniu siedziałam z Noną w domu, czytałam książkę a Nona rysowała. W pewnym momencie, Nona podeszła do mikrofalówki i patrzyła się w nią. Kompletnie nie wiedziałam o co chodzi.
Podeszłam do niej a ona powiedziała że to od jakiegoś czasu piszczy. Popatrzyłam tam gdzie powinna być godzina. Numerki zmieniały się pokazując cały czas mniej czasu. Widziałam takie coś podobne na filmie, wiec domyśliłam się że jest to bomba. Miałam tylko 10 minut. Spakowałam na szybko, najpotrzebniejsze rzeczy po czym biorąc siostrę na ręce, wybiegłam z domu. Próbowałam się do nich dodzwonić ale oboje zmienili numer. Wtedy byłam na 100% pewna że to oni. Że oni chcieli nas... zabić. Najpierw pojechałam do hotelu a teraz mieszkam u Kelsey. Przyjechała do nas moja babcia prosto z Los Angeles żeby nam pomóc. - potok słów wyleciał z moich ust.
- Już, wszystko jest dobrze. Jesteś tu ze mną. Nic ci się już nie stanie. Nie pozwolę żeby ktoś cię skrzywdził. - Louis powtarzał trzymając mnie w swoich ramionach. U niego czułam się bezpiecznie. Czułam że jak będę z nim przebywać, nikt ani nic, nie będzie mogło mnie skrzywdzić. On mnie obroni.



Kelsey POV

Szliśmy przez tłum ludzi w wesołym miasteczku. Kurczowo trzymałam jego ręki, bojąc się że gdy tylko go puszczę, zgubię się. Liam zaciągnął mnie na London Eye, skąd był piękny widok. Zrobiłam pełno zdjęć, głównie mi i Liamowi na tle panoramy Londynu.
- Chodźmy do domu strachów. - powiedział ustawiając się w kolejce po bilety.
- Nie, tam jest strasznie. - powiedziałam.
- Będzie fajnie. - powiedział szeroko się uśmiechając.
- Pod jednym warunkiem, będziesz mnie mocno trzymał. - powiedziałam śmiertelnie poważnie.
- Jasne. - powiedział krztusząc się śmiechem.
- Ja mówię poważnie! - uderzyłam go lekko w ramię.





W końcu nadeszła nasza kolej do kupowania biletów.
- Dwa na dom strachów. - powiedział.
- Ale Liam, patrz tam jest taka fajna karuzela, możemy iść na nią zamiast do domu strachów. - powiedziałam pokazując na dziwną "karuzelę".

 - Nie skarbie, idziemy do domu strachów. - wraz z jego słowem "skarbie", poczułam motylki w brzuchu.
W końcu po jego długich namowach, weszłam do budynku. Poczułam jak ktoś dotyka mojej ręki na co pisnęłam. Po chwili coś zaczęło jeździć o moje nodze na co odskoczyłam. Popatrzyłam wściekłym spojrzeniem na Liama który miał ze mnie ubaw. Odwracając się, przed moimi oczami wyskoczyła kobieta z rozciętą twarzą. Z piskiem wtuliłam się w Liama.
- Tylko się nie posikaj.- klepnęłam go, zła za to że zamiast iść szybkim krokiem do wyjścia, ten stoi i śmieje się ze mnie.
- Ale to jest zabawne. - posłał mi niewinny uśmiech.
Po pół godzinie moich tortur i jego śmiechów, wyszliśmy z tego przeklętego miejsca.
- Chodź kupię ci watę cukrową na poprawę humoru. - powiedział a ja lekko się uśmiechnęłam na myśl o wacie cukrowej w moich ustach.
- Liam. - powiedziałam słodkim głosem.
- Tak? - odwrócił się w moją stronę.
- A kupisz mi niebieską? - popatrzyłam na niego na co on się zaśmiał.
- Kupię. - uśmiechnął się tym pięknym uśmiechem, pod którym się rozpływam. Tak, zdecydowanie wolę jego uśmiech niż jakąś tam watę cukrową.
Po dwóch godzinach dobrej zabawy w wesołym miasteczku, Liam postanowił zabrać mnie w miejsce, które dużo dla niego znaczy. Wsiedliśmy do jego samochodu i odjechaliśmy.
Po 10 minutach jazdy dojechaliśmy pod budynek który wyglądał jakby miał się zaraz zawalić.
- Jesteś pewien że to się nie zawali?



- Tak. - zaśmiał się z mojej miny. Niepewnie weszłam za nim do środka.
W wewnątrz wyglądało to dużo gorzej, niż na zewnątrz.
Wszystko było zniszczone. W dodatku śmierdziało tu stęchlizną.
- Jeszcze trochę. - powiedział patrząc się na mnie.
-Okej. - powiedziałam zatykając nos.
- Jesteśmy. - powiedział wychodząc na polanę. Podeszliśmy do ławki, usiedliśmy na niej
a moim oczom ukazał się piękny widok.
- Tu wszystko się zaczęło. - powiedział.
- Opowiedz mi. - zachęciłam go, chciałam znać historię z jego życia.
Około 30 minut Lima opowiadał mi o tym, jak zaczął, co go do tego skłoniło i takie podobne.
Gdy mówił, nie mogłam oderwać od niego oczu. Piękne oczy, te wszystkie tatuaże, cały on.

IDEAŁ.

Gdy skończył, ja opowiedziałam mu o sobie, a następnie opowiadaliśmy sobie różne,
zabawne historie z naszego życia, co chwilę wybuchając śmiechem.

Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy, nagle Liam pociągnął lekko za mój naszyjnik, złączając nasze usta.




---------------
 TEKST KURSYWĄ TO JEJ WSPOMNIENIA ;))

-----------------
mamy 14 ^^
przepraszam że tak długo ale wena mnie opuściła, 
co chwilę coś zmieniałam po czym wszystko usuwałam...
myślę że następny pójdzie mi szybciej ;))


 

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział Trzynasty

O godzinie 19, Louis dalej się nie dał znaku życia. Zaczęłam się o niego martwić.
Postanowiłam iść się wykąpać, mimo wczesnej pory. Oczywiście wzięłam ze sobą telefon.
Nalałam do wanny wody i weszłam.
W ciepłej wodzie poleżałam 10 minut po czym dokładnie umyłam ciało i włosy. Postanowiłam na razie ich nie suszyć, więc tylko rozczesałam je i związałam w koka. Ubrałam piżamę i biorąc telefon z szafki weszłam do pokoju. Sprawdziłam czy nie mam jakiegoś nieodebranego połączenia czy wiadomości, ale nie było.
Schodząc na dół mój telefon za wibrował. Szybko wyciągnęłam go ze spodenek które obecnie służyły mi jako piżama i odebrałam.
- Hej. - usłyszałam.
- No w końcu. - westchnęłam.
- Tęskniłaś? - zaśmiał się.
- Bardziej martwiłam. - mruknęłam.
- Dopiero skończyliśmy. - powiedział.
- Ale mogłeś napisać chociaż sms.
- Miałem wyłączony telefon. - zaśmiał się.
- Niech ci będzie. - westchnęłam.
- Jestem totalnie wykończony. Widzimy się jutro?
- Tak.
- Kolorowych snów.
- Kolorowych. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Wzięłam kanapki i posmarowałam je masłem, po czym położyłam na nie plastry pomidora i ogórka oraz posypałam je szczypiorkiem. Położyłam wszystko na stole w jadalni i zrobiłam 5 kubków herbaty.
- Chodźcie, zrobiłam kolacje. - oznajmiłam i po chwili wszyscy zajadaliśmy się kanapkami.
- Idę spać. - Nona oznajmiła i poszła na górę. Dokończyłam moją herbatę i ruszyłam na górę. Weszłam do pokoju i położyłam telefon na stoliku.
Wychodząc z pokoju, udałam się do pokoju Nony. Weszłam po cichu i zobaczyłam jak babcia czyta Nonie bajki. Po cichu wyszłam zamykając za sobą drzwi. Weszłam do mojego pokoju gdzie na łóżku siedziała Kels.
- Hej. - powiedziałam.
- Cześć. Co ty na to aby obejrzeć film? - spytała odpalając laptopa.
- Jasne. Jaki? - usiadłam obok niej.
- Zakochana złośnica.- poruszyła brwiami.
- Uwielbiam to. - wyszczerzyłam się i wygodnie ułożyłyśmy się na łóżku.
Po tym filmie zdecydowałyśmy się na jeszcze jeden. Nasz wybór padł na Zbuntowaną Księżniczkę. W połowie filmu zasnęłam.


****

Obudziły mnie piski i śmiechy dochodzące z dołu. Przetarłam oczy i popatrzyłam na zegarek który wskazywał 6. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy skąd wyciągnęłam ciuchy na dzisiaj. [KLIK]. Ubrałam się szybko i zeszłam na dół. W salonie Kelsey goniła śmiejącą się Nonę, a babcia z panią Kathriną siedziały i przyglądały im się z rozbawieniem wypisanym na twarzy. Uniosłam brwi i skierowałam się do kuchni w celu zrobienia sobie tostów. Zaparzyła też kawę i ruszyłam do salonu gdzie usiadłam na kanapie.
Zjadłam moje kanapki i wypiłam moją kawę po czym wsadziłam brudne naczynia do zmywarki.  Poszłam na górę po telefon. Miałam jedną wiadomość.
"Przyjadę po ciebie do szkoły." Przeczytałam a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Biorąc torbę z książkami, zbiegłam na dół.
- NONA! - krzyknęłam ubierając buty.
- Danielle, Nona już poszła z babcią. - Kels pojawiła się w przedpokoju.
- Oh, ok. - powiedziałam patrząc na nią.
- Ściągaj te buty. Mamy jeszcze pół godziny do wyjścia.
- Już, już. - odpowiedziałam i ściągnęłam buty.
Udałyśmy się do salonu gdzie akurat był włączony nickelodion.
- Chodź, zaczyna się SpongeBob. - krzyknęła uradowana Kels ciągnąc mnie na kanapę.
Zaczęłyśmy śpiewać początkową piosenkę ze SpongeBob'a.
Oglądnęłyśmy cały odcinek i zaczęłyśmy się zbierać do wyjścia.
- Idziesz gdzieś dzisiaj z Louisem? - poruszyła brwiami, co wyglądało strasznie zabawnie.
- Tak. A ty z Liamem? - spytałam.
- Mówił że po szkole chce mi coś pokazać. - pisnęła radosna na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- Chyba się zakochałam. - przyznała nieśmiało po kilku minutach ciszy.
- Co? To super! Boże Kels. - rzuciłam się na nią z uściskiem.
- Co? Nie, nie rozumiesz. Ja się zakochałam. A on? On traktuje mnie jak koleżankę. - mruknęła.
- Wcale nie. Będziecie idealną parą. Tylko daj mu czas. - powiedziałam chcąc ją pocieszyć.
- A jak nie?
- Myśl pozytywnie. - uśmiechnęłam się pocieszająco. - W końcu idziecie dzisiaj na randkę. - poruszyłam brwiami a jej od razu poprawił się humor. Zaczęłyśmy rozmawiać o tym co może jej pokazać.
*Godzina 15*
Skończyłam zajęcia godzinę wcześniej, ponieważ pan Reymond, dostał informację od żony że jego córka jest w szpitalu więc musiał jechać. Razem z Kels opuściłyśmy mury szkoły. Kelsey od razu zadzwoniła do Liama aby powiadomić go o tym że już skończyła zajęcia.
- Liam powiedział że podjadą po nas za pół godziny i mamy czekać w kawiarence. - oznajmiła i skierowałyśmy się do wcześniej wymienionego miejsca.
- Mogę coś podać? - do naszego stolika zawitała kelnerka.
- Ja poproszę kawę parzoną i kawałek szarlotki. - powiedziała Kels zadowolona ze swojej decyzji.
- A dla mnie latte i kawałek sernika. - powiedziałam po czym kelnerka odeszła.
Siedziałyśmy w kawiarni, pijąc kawę i rozmawiając na różne tematy dopóki nie przyjechał Louis z Liamem.
- Cześć piękna. - Lou podszedł do mnie całując mnie w policzek, który chwilę później stał się czerwony.
- Hej. - powiedziałam przegryzając wargę.
- To my lecimy. - Liam powiedział i razem z Kels opuścili lokal.





-----------
PRZEPRASZAM ŻE TAKI KRÓTKI ALE NIE MAM WENY!!


Następny będzie dłuższy! ;)

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział Dwunasty

*GODZINA 12.58*
- Samolot Los Angeles - Londyn, właśnie podchodzi do lądowania. - usłyszałam z głośników.
Z niecierpliwością czekałam na to aż samolot  wyląduje i w końcu  ujrzę babcie. Po 10 minutach, zobaczyłam brąz włosy należące do mojej babci.
- Babcia! Tęskniłam. - rzuciłam się jej w ramiona.
- Moja mała Dan. - przytuliła mnie mocno. - A pani to zapewne Kathrina. - zwróciła się do mamy Kels.
- Tak to ja. - uśmiechnęła się.
- Bardzo pani dziękuje za opiekę nad moimi wnuczkami. - babcia powiedziała gdy kierowałyśmy się w stronę samochodu.
- Ale nawet nie ma o czym mówić. - rozmawiały o tym jeszcze jakiś czas, ja natomiast włożyłam słuchawki w uszy puszczając playliste Riri.
- Jesteśmy w domu. - babcia zaśmiała się wyciągając mi z uszów słuchawki. Posłałam jej lekki uśmiech i wyszłam z samochodu.
- Chce pani coś jeść, pić? - usłyszałam jeszcze głos mamy Kels a następnie ruszyłam do mojego pokoju.
Otworzyłam drzwi i skierowałam się do komody gdzie leżała ładowarka do telefonu.
Podłączyłam telefon do ładowania a gdy miałam wychodzić. Usłyszałam wibracje telefonu.
Uśmiechnęłam się lekko i odpisałam.
"Jak tam? Mogę zadzwonić?"
"Ok."
Już po chwili na ekranie pokazało się imie Tomlinsona.
- Cześć.- przywitałam się.
- Hej, jak tam? - usłyszałam jego głos.
- Ummm.. dobrze, właśnie wróciłam do domu.
- Mogłabyś coś dla mnie zrobić? - spytał niepewnie.
- Jasne, chyba tak.
- Mogłabyś dzisiaj nie wychodzić z domu?
- Ale czemu?
- Wiesz czym się zajmuję. Dzisiaj na twojej ulicy nie będzie bezpiecznie. Spróbuj zrobić też tak żeby nikt nie wychodził. - poprosił.
- Jasne, postaram się. Ale ja muszę odebrać None i Kels jest w szkole. - powiedziałam. Usłyszałam jak cicho przeklną.
- Okej, podjadę i odbiorę None. Liam pojedzie po Kels. I tylko jak wszyscy będą, zamknij drzwi i nie wpuszczajcie nikogo, ok?
- Jasne. - powiedziałam.
- Okej. O której mam odebrać None? - spytał.
- Za 30 minut kończy.
- Idealnie.Widzimy się później. - powiedział.
- Do zobaczenia. - uśmiechnęłam się.
- Do zobaczenia. - powiedział i się rozłączył. Zeszłam na dół gdzie przyłączyłam się do rozmowy.
- Otworzę! - poderwałam się do góry słysząc dzwonek do drzwi. One popatrzyły na mnie dziwnie ale kiwnęły głowami nie odzywając się.
- Hej. - powiedziałam widząc Louisa z moją siostrą.
- Cześć! - Nona uśmiechnęła się a ja zobaczyłam że brakuje jej jednego zęba.
- Co ci się stało? - spytałam zdziwiona.
- W pszedszkolu mi fypadł. - sepleniła.
- Oh, to fajnie. Idź do kuchni, babcia przyjechała. - powiedziałam a jej uśmiech powiększył się i pobiegła do środka.
- Wejdziesz? - spytałam otwierając szerzej drzwi.
- Nie. Muszę lecieć.
- Na... tą sprawę? - szepnęłam na co on się zaśmiał.
- Tak. - powiedział.
- Oh. Bądź ostrożny. - powiedziałam patrząc się na moje dłonie.
- Ej. Zawsze jestem. - posłał mi jego wspaniały uśmiech, podnosząc mój podbródek.
- Musisz iść? - spytałam po kilkunastu sekundach ciszy.
- Tak. Pamiętaj co ci mówiłem.
- Pamiętam. - westchnęłam.
- To ja już lecę.
- Ummm... masz na siebie uważać i daj znać jak skończysz. -
powiedziałam niepewnie.
- Jasne, do zobaczenia. - powiedział a ja przytuliłam się do niego.
Stał przez kilka sekund zdziwiony ale już po chwili poczułam jego dłonie na moich biodrach.

Po minucie odkleiłam się od niego.
- Dan, ja naprawdę muszę iść. - zaśmiał się.
- Wiem, wiem. - mruknęłam i po chwili on siedział w swoim samochodzie odpalając papierosa.
Zamknęłam drzwi i skierowałam się do kuchni gdzie babcia od razu zaczęła zadawać pytania.
- Kim jest Louis? To twój chłopak?
- Nie. To mój przyjaciel. - no bo chyba mogę go tak nazwać? Tak?
Po godzinnej rozmowie przyszła Kels.
- Mamy coś do jedzenia? - spytała już w progu.
- Naleśniki. - odkrzyknęłam.
Już po chwili Kelsey rzuciła się na naleśniki z nutellą.
- Pycha. - powiedziała z pełną buzią.
- Gdzie mama? - spytała.
- Siedzi z moją babcią w salonie.
- Twoja babcia przyleciała? - otworzyła szeroko oczy. -Idę się przywitać. - powiedziała i zniknęła w salonie. Ja natomiast udałam się na górę, gdzie sprawdziłam telefon. Zero wiadomości. Nerwowo przegryzłam wargę.
Zeszłam na dół i przyłączyłam się do oglądania Minionek. Siedziałam z jakąś godzinę, po czym znów ruszyłam  na górę. Brak wiadomości.
  Odłączając telefon, zabrałam go na dół.
- Dan, co ty taka nerwowa? - pani Kathrin zapytała.
- Nie, tak po prostu. Ktoś ma do mnie zadzwonić. - odpowiedziałam wymijająco.
Skierowałam się do kuchni gdzie wyjęłam paczkę żelków. Usiadłam przy stole i zaczęłam się nimi zajadać.


-------

Myślałam że będzie trochę dłuższy no ale cóż...

No i jeśli ktoś to czyta to :

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA DZIECKA! :D:D 

Życzę wam dużoooooooo zdrowia, szczęścia, miłości i żebyście spotkały wszystkich chłopców z 1D ;** 

(nie jestem dobra w składaniu życzeń, więc ograniczę się jedynie do tego)