poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział Ósmy

Szczerze? Nie spodziewałam się, że Louis ze mną zostanie. Myślałam, że poczeka aż zasnę i wyjdzie. A tym  czasem, jest godzina 10, a my siedzimy na łóżku i rozmawiamy.
- Co robimy? - spytałam, gdy skończyły nam się tematy.
- Możemy iść zjeść na miasto. - wzruszył ramionami, a ja dopiero teraz poczułam, jak bardzo jestem głodna.
- Albo, możemy coś zrobić sami. - popatrzyłam na niego.
- Tez możemy. - powiedział i wstaliśmy z łóżka.
Zeszliśmy na dół i zaczęliśmy szukać składników, do zrobienia gofrów.
- Wszystko. - powiedziałam i zaczęłam robić ciasto na gofry.
- Miałeś mi pomóc, a nie przytulać się do mnie. - zaśmiałam się, czując na biodrach, jego ręce.
- Ja nie umiem. - mruknął w moją szyję.
- Wykorzystałeś mnie! - zbulwersowałam się.
- Może. - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Skończone. - uśmiechnęłam się, gdy skończyłam układać na talerzu owoce, gdyby ktoś miał ochotę. Zrobiłam też czekoladę i wyciągnęłam bitą śmietanę, oraz posypki.
-Mmm... A ja chcę takiego specjalnego. - usiadł na krześle.
- I ja mam ci zrobić? - uniosłam brwi, a on energicznie pokiwał głową.
Wzięłam jednego gofra, po czym ozdobiłam go bitą śmietaną, z czekolady ułożyłam napis "Louis" i wszystko posypałam, kolorową posypką.
- Już wiem, gdzie będę przychodził, na śniadania. - poruszył brwiami.
- Chciałbyś. - parsknęłam śmiechem i usłyszałam kroki, zbliżające się w stronę kuchni.
- Są gofry? - usłyszałam głos Nony.
- Tak, chcesz? - spytałam, a ona pokiwała głową. Wstałam i zrobiłam Nonie gofra, z owocami i czekoladą.
- Pycha. - oblizała usta. Gdy kończyłam trzeciego gofra, siedząc na kolanach Tomlinsona, ponieważ jest wygodniejszy niż krzesło, usłyszałam kolejne kroki w naszą stronę, które ukazały Kelsey i Liama.
- Zrobiłam gofry. - pokazałam na pełen talerz.
- Jejku, uwielbiam twoje gofry. - zapiszczała, ciągnąc za sobą Liama.
- Co jutro robisz? - spytał Louis.
- Do 16 mam szkołę. - odpowiedziałam.
- A po 16?
- Zajmuje się Noną. - odpowiedziałam.
- Ty? A twoi rodzice nie mogą?
- N-nie. - za jąkałam patrząc w dół.
- Czemu?
- Możemy o tym nie rozmawiać? Proszę? - popatrzyłam na niego smutnymi oczami, a on jedynie skinął głową.
Po skończonym śniadaniu, zadzwonił mój telefon.
- Halo?
- Dzień Dobry. Z tej strony mama Rity.
- Dzień Dobry. Coś się stało? - spytałam, a ona się zaśmiała.
- Nie, nie. Po prostu, Rita cały czas mówi, że jej się nudzi. I tak sobie pomyślałam, że mogłabym wziąć Nonę do siebie na kilka godzin, tak żeby dziewczynki się pobawiły. - powiedziała.
- Jeśli to nie problem.
- To ja może podjadę? - spytała.
- Oh, nie trzeba. I tak będę szła w tamtą stronę, to mogę ją po drodze przyprowadzić.
-Okej, to za ile mniej więcej będziecie?
- Nona właśnie kończy śniadanie i musi się ubrać, więc tak za jakąś godzinę. - powiedziałam.
- Dobrze, to my czekamy. Do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
- Gdzie mnie zaprowadzisz? - wlepiła we mnie wzrok.
- Do Rity.
- Tak! Idę się ubrać. - chciała wstać z miejsca.
- Skończ to. - pokazałam na 1/4 gofra, który jej został. Ona nie chętnie, ale szybko dokończyła jedzenie i wypiła kakao, po czym wbiegła na górę.
- Idę się ubrać. - powiedziałam uwalniając się z uścisku Louisa, również weszłam na górę, wybierając zestaw odpowiedni, co do pogody. [KLIK]. Nakładając jeszcze tusz na rzęsy, zeszłam na dół.
- Już idziesz? - Kelsey zapytała się mnie.
- Tak, skoczę jeszcze do sklepu. Chcecie coś? - uniosłam brwi.
- Tak, mama zrobiła mi listę zakupów, weźmiesz? - podała mi kartkę.
- Jasne. A wy coś chcecie? - zwróciłam się do pozostałej dwójki.
- Nie, ja mam wszystko. - Liam uśmiechnął się w moją stronę.
- A ja idę z tobą. - Louis podniósł się z krzesła i nałożył na siebie kurtkę.
- Okej. To my wrócimy, tak za dwie godziny. - powiedziałam i razem z Louisem i Noną, wyszliśmy na świeże powietrze. Po 20 minutach doszliśmy pod dom Rity.
- Dzień Dobry. Przyprowadziłam Nonę. - powiedziałam gdy drzwi otworzyła mi starsza kobieta.
- Oh, to dobrze. Właśnie upiekłam ciasteczka. Może wejdziesz na chwilę? - wpuściła Nonę i czekała aż ja wejdę.
- Nie dziękuję. Właśnie idę do sklepu z moim... - zastanawiałam się, jakie określenie dać dla Louisa.
- ...chłopakiem. - dokończył za mnie szatyn. Popatrzyłam na niego wzrokiem "żartujesz sobie?".
- Oh, no dobrze. - powiedziała.
- A o której mam odebrać Nonę? - spytałam jeszcze.
- O to się nie martw. Ja ją odwiozę.
- Naprawdę, nie musi pani. - powiedziałam nie chcą zdradzać tego że już nie mieszkamy tam gdzie mieszkaliśmy.
- Dziecko, masz półgodziny drogi. A dziewczynki, pewnie znowu będą się bawić, do 21.
- My po nią podjedziemy. I tak pewnie wieczorem znów będziemy w sklepie. - Tomlinson powiedział.
- No skoro tak. To tak o 21, możesz ją odebrać. - powiedziała i pożegnałyśmy się.
Razem z Louisem, ruszyliśmy dalej. W pewnym momencie, złapał mnie za rękę.

Zdziwiłam się trochę, chociaż na mojej twarzy, uformował się lekki uśmiech.
- Do którego sklepu idziemy? - spytał.
- Do Tesco.
- Co musimy kupić?
- Nie wiem, to co mama Kels zapisała.
- Dużo mi to mówi. - zaśmiał się, przyciągając mnie bliżej siebie.
- Oh, no wiem. - zaśmiałam się.
- Więc mamy czas do 21? - poruszał brwiami.
- My? - ja za to, je uniosłam.
- My. - uśmiechnął się.
- Co planujesz? - szturchnęłam go lekko.
- Możemy... iść... nie wiem. Coś wymyślimy. - wzruszył ramionami.
- A ja wiem.
- No?
- Pójdziemy na lody i do parku na spacer. - wyszczerzyłam się w jego stronę.
- Na spacer?
- Tak.
- Nie chodzę na spacery.
- To zaczniesz.
- Nie sądzę.
- No Louis. Proszeeee...  - odwróciłam się tak że teraz szłam przed nim.
- Dani...
- Proszeeee... proszę, proszę. - zrobiłam minę szczeniaka.
- Coś za coś. - pokazał na swój policzek, a ja w tym miejscu, złożyłam pocałunek.
- To pójdziemy?
- Teraz tak. - powiedział przytulając mnie do siebie.
Zakupy, zanieśliśmy do domu. A sami ruszyliśmy na spacer.

2 komentarze:

  1. O lol xD dawaj następny. Danielle i Lou coraz bardziej sie do siebie zblizaja

    OdpowiedzUsuń