środa, 28 maja 2014

Rozdział Jedenasty

Gdy Liam z Kelsy usiedli na kanapie rozmowę rozpoczął Justin.
- Dobra. Pewnie to co usłyszycie zabije was totalnie i zapewne przez jakiś czas nie będziecie chciały widzieć zarówno Tomlinsona jak i Payna. Ale wysłuchajcie do końca. - popatrzył po nas aby upewnić się czy rozumiemy. Gdy upewnili się ze rozumiemy kazali nam usiąść wygodnie.
- Dobra... Gotowe? - uniósł brwi Niall.
- Chyba. - odpowiedziałam niepewna tego co mam usłyszeć.
- Zapewne słyszałyście o gangu " The Kings of streets" ? - spytał Niall a my pokiwałyśmy głowami wiedząc że to najbardziej niebezpieczny gang w Londynie i okolicach.
- No więc jakby to powiedzieć... Louis jest jego przywódcą. - powiedział Zayn, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Liam również do niego należy. - powiedział Justin.
- Tak samo jak my. - Niall wzruszył ramionami.
- Zabijamy ludzi, handlujemy narkotykami i te sprawy. - powiedział Louis jakby mówił o tym co jadł na obiad.
Chciałam otworzyć usta i powiedzieć ze chce stąd wyjść ale Perrie pokiwała głową żebym była cicho i słuchała dalej.
- Nie zabijamy bezbronnych ludzi, tylko takich których musimy. Na przykład ludzi z innych gangów którzy chcą stanąć nam na drodze, czy takich którzy nie oddadzą hajsu na czas. - wytłumaczył Liam. Słuchałam dalej o różnych zasadach które panują w ich gangu  i w ogóle.
Po około pół godzinie Zayn ogłosił że już wszystko nam powiedzieli i że on idzie do swojego pokoju. Perrie od razu poszła za nim. To samo zrobili Niall i Jasmin.
- Odwieźć Cię do domu? - Louis podszedł do mnie obserwując moja reakcje.
- Nie. Nie chce. - potrząsnęłam głową chcąc wyrzucić z niej niepotrzebne myśli.
- Okej. - usiadł obok mnie a ja instynktownie odsunęłam się od niego.
- Nie zrobię ci krzywdy. - powiedział delikatnie.
- Powiedz mi jedno. - odwróciłam się gwałtownie w jego stronę.  - Dlaczego to robisz?
- Żeby zarobić na życie. I lubię to co robię. Takie wybrałem sobie życie. - wzruszył ramionami.
- Dlaczego? - spytałam zaciekawiona. Czemu nie mógł pracować w jakimś hipermarkecie czy w zoologicznym lub w jakiejś bankowości tylko jako gangster zabijający ludzi.
- Możemy porozmawiać na osobności? - pokazał wymownie na Liama i Kelsey.
- Taa.. - mruknęłam i ruszyłam z nim do jego pokoju.
- Siadaj. - poklepał miejsce obok siebie na łóżku. Wdrapałam się na jego wielkie łóżko i usiadłam po turecku przodem do niego.
- Gdy bylem mały miałem mamę, tatę, siostry. Wszystko było dobrze, dopóki nie skończyłem 11 lat. Wtedy mój ojciec stracił prace. Załamał się i zaczął pić alkohol. Na początku były tego małe ilości, jednak później było tego więcej. Skończyło się na tym ze nocował pod monopolowym.
W końcu moja matka się z nim rozwiodła. Ja obwiniałem o to mnie i moje siostry. Całe dnie kłóciliśmy się. Po roku uciekłem z domu. Mieszkałem na ulicach. Żebrałem. Po kilku miesiącach pod swój dach przyjął mnie Mark. Facet uważał ze mu się do czegoś przydam. Sam był gangsterem. Miałem donosić przesyłki do jego ludzi. Kto by pomyślał ze taki 12 latek dostarcza kasę czy nowe bronie. Gdy skończyłem 13 lat, Mark spał a do domu włamał się jego odwieczny wróg. Nie myśląc chwyciłem bron i go zabiłem. Mark sie obudził i był zaskoczony tym co zrobiłem. Dostałem broń i pomagałem mu w akcjach. Od tamtego razu nie rozstawałem się z bronią. W sumie dalej się z nią nie rozstaję. Dalej chodziłem do szkoły. Mark chodził na zebrania i w ogóle. Po czterech miesiącach zmarł mój ojciec. Pojawiłem się na pogrzebie. Wtedy rozmawiałem z mamą. Powiedziałem jej że nie chce mieć z nią kontaktu. Że nienawidzę jej i moich sióstr. Gdy jej to powiedziałem, odeszłem. Widziałem łzy w jej oczach. Od tamtego czasu jej nie widziałem. Ani jej, ani moich sióstr. Słyszałem że ma nowego faceta i to tyle. Zacząłem później sam chodzić na akcje. Dużo zarabiałem wiec było dobrze. W wieku 15 lat spotkałem chłopaków. Razem stworzyliśmy gang. I istniejemy do dzisiaj. To chyba tyle. - gdy opowiadał patrzył się w punkt na ścianie. - Jesteś zła? - przeniósł wzrok na mnie.
- Nie, czemu miałabym być?
- Nie wiem, poprostu.
- Tęsknisz za nimi? - spytałam po chwili milczenia.
- Za kim?
- Za swoją rodziną.
- Cholernie. - przyznał.
- Czemu się z nimi nie spotkasz? - spytałam.
- Bo one mnie nienawidzą. - wzruszył ramionami.

- Skąd możesz to wiedzieć?
- Po prostu wiem. - powiedział oschle więc postanowiłam nic już nie mówić.
- Powiedz coś. - powiedział po kilku minutach ciszy.
- Co mam powiedzieć?
- Cokolwiek. Że mnie nienawidzisz.
- Czemu miałabym cie nienawidzić?
- Przez to co robię. Masz prawo być wściekła, masz prawo się mnie bać. Masz prawo chcieć abym zniknął z twojego życia. - wymieniał.
- Przestań. Nie nienawidzę Cię. Nie jestem wściekła, może lekko przerażona, no ale kto by nie był. Właśnie siedzę z najniebezpieczniejszym człowiekiem w Londynie, w jego pokoju w dodatku sam na sam. - zaśmialiśmy się.
- Musimy już iść. - powiedział patrząc na zegarek.
- Gdzie?
- Odwiozę Cię do domu. Nie możesz teraz przebywać w tym miejscu. - powiedział pośpiesznie wstając z łóżka.
- Co? Czemu? - spytałam zdezorientowana wychodząc za nim z jego pokoju.
- Dan proszę. To nie czas na wyjaśnienia. - powiedział zamykając za mną drzwi od jego samochodu.
Droga do mojego domu minęła w miarę spokojnie.
- Widzimy się jutro? - spytał gdy staliśmy przed moimi drzwiami.
- Tak. - powiedziałam.
- Do zobaczenia. - powiedział i odszedł.
- Do zobaczenia. - szepnęłam ledwo słyszalnie wchodząc do mieszkania.
- Jak było? - w progu pojawiła się mama Kelsey. Było ok. Wyznał mi że jest najniebezpieczniejszym człowiekiem w Londynie. W dodatku ja nic z tym nie zrobiłam.
- Było fajnie. - uśmiechnęłam się i przywitałam z moją siostrą.
- Danielle, dzwoniła twoja babcia. Jutro tu przyjedzie. O 13 mam Ją odebrać z lotniska. - powiedziała idąc za mną do kuchni.
- Oh. Cóż... To fajnie. W końcu Ją zobaczę. - wydukałam. Ostatni raz babcie widziałam dwa lata temu. Stęskniłam się za nią i naprawdę cieszę się że ją zobaczę.
- Mogłabym zostać jutro w domu i pojechać z panią? - spytałam.
- Jasne. Zadzwonię jutro rano do szkoły i powiem że nie możesz przyjść. - zadowolona ze swojego pomysłu poszła dokończyć grę w chińczyka z Noną.
Ja udałam się na górę gdzie wzięłam prysznic, po czym ponownie skierowałam się na dół.
- Nona idziemy spać? - spytałam. Byłam zmęczona i chciałam jak najszybciej ją uśpić.
- Nie. - pokiwała przecząco głową.
- Dan, idź się połóż spać. Widzę jaka jesteś zmęczona. Ja ją później uśpię. - zwróciła się do mnie pani Kathrina.
- Na pewno? Jeśli to problem to... - zaczęłam ale mama Kels nie pozwoliła mi skończyć.
- To nie jest żaden problem. Idź spać. - powiedziała a ja życząc im dobrej nocy, poszłam do pokoju. Chwytając telefon w ręce, wystukałam sms do Louisa..

    Gdy wysłałam ostatnią wiadomość, nie więcej niż minutę później z telefonu zaczęło lecieć Miley Cyrus "Hey Ya", co oznaczało że ktoś do mnie dzwoni. Spoglądnęłam na wyświetlacz na którym pojawiło się imię "Louis xx". Uśmiechając się lekko odebrałam.
- Dan? Coś się stało? Czemu nie idziesz jutro do szkoły? To przeze mnie? - od razu zasypał mnie pytaniami.
- Skończ. - zaśmiałam się. - Nic się nie stało. A już szczególnie nie przez ciebie.
- W takim razie dlaczego nie idziesz jutro do szkoły?
- Po prostu...
- Wyduś to z siebie.
- Przylatuje moja babcia. Chcę odebrać ją z lotniska i w ogóle. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Oh, rozumiem. Czyli jutro się nie  widzimy? - spytał.
- Wiesz, zawsze możesz przyjść. Poznasz moją babcie i w ogóle. - zaśmiałam się.
- W takim razie o której mam być? - również się zaśmiał.
- Po 14. - odpowiedziałam.
- Zobaczę co da się zrobić. - powiedział i po krótkim pożegnaniu, rozłączyłam się. Od razu położyłam się na poduszkę i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz