środa, 21 maja 2014

Rozdział Dziewiąty

- Jaki chcesz smak lodów? - stałam z Louisem przy budce z lodami i nie mogłam się zdecydować, między jagodowymi a czekoladowymi.
- Nie wiem. - westchnęłam z rezygnacją.
- A jakie najbardziej?
- Jagodowe albo czekoladowe.
- To poprosimy jeszcze dwie gałki, jagodowe i czekoladowe. - powiedział i podał mi loda.
- Dziękujemy. - odpowiedziałam i ruszyliśmy do parku.
- Do jakiej szkoły chodzisz? - zapytał po kilku minutach ciszy.
- University of London. A co? - odpowiedziałam.
- Nie nic. Po prostu, tak spytałem.
- A ty gdzieś się uczysz? - uniosłam brwi.
- Tak, niestety.
- Gdzie?
- Liceum zwykłe, cztery kilometry stąd. - odpowiedział.
- Fajnie tam jest?
- Nie.
- Ile tak właściwie masz lat? - zapytałam uświadamiając sobie, że prawie nic o nim nie wiem.
- 19, a ty?
- 17.
- Masz jakieś rodzeństwo? - zadałam kolejne pytanie.
- Siostry.  Czemu mieszkasz u Kelsey?
- Ciężki temat. - wzruszyłam ramionami.
- Opowiedz mi. - powiedział zachęcająco.
- Nie teraz. Może kiedyś.
- Okej.
  Chodząc alejkami parku, nie zauważyliśmy, kiedy zrobiło się późno i musieliśmy wracać.
- Musze iść po None. - westchnęłam, gdy wchodziliśmy do domu.
- Podwiozę cie. - powiedział.
- Nie musisz. Dam sobie rade.
- Podwiozę cie. - powtórzył.
- Jak chcesz. - powiedziałam, wyciągając dwie szklanki, do których nalałam sok. - Trzymaj. - podałam mu jedną.
- Masz jakieś plany na wakacje? - zapytał, sadzając mnie sobie na kolanach.
- Nie. - odpowiedziałam uświadamiając sobie, że do wakacji zostało zaledwie trzy tygodnie.
- Już jesteście? - Kelsy zbiegła na dol.
- Jak widać. - odpowiedziałam.
- Gdzie Payne? - Louis zapytał.
- Wyszedł na taras zadzwonić. - uśmiechnęła się.
- Ok. - wtulił twarz, w zagłębienie mojej szyi.
- Jedziemy już? - spytałam, patrząc na zegarek wiszący na ścianie, który wskazywał 20:46.
- Już? - uniósł głowę.
- Jest za 15.
- To chodź. - wstał, ciągnąc mnie w górę za sobą.
- Gdzie jedziecie? - Kels zapytała, przeżuwając jabłko.
- Po None. - krzyknęłam,  wychodząc z domu.
Tomlinson otworzył mi drzwi od samochodu i pomógł wejść. Podziękowałam mu, a on obszedł auto do okola i sam wsiadł na miejsce kierowcy.
- Mieliśmy dokończyć pytania! - przypomniałam sobie.
- Dobra, pytaj.
- Jakie masz przezwisko?
- Przezwisko?
- Tak.
- Tommo. A ty?
- Dan, Dani.
- Masz jakieś zwierze? - uniosłam brwi.
- Nie, zgaduje ze ty tez nie.
- Yeah.
- Chciałbyś mieć?
- Nie, nie mam czasu na takie coś. A ty chciałabyś mieć?
- Nie.
- Czemu?
- Jestem zbyt leniwa na takie coś.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział gasząc silnik.
Nim zdążyłam się obejrzeć, Tommo już otwierał mi drzwi.
- Idziesz? - wyciągnął w moja stronę dłoń.
- Tak, już. - wyszłam i stanęłam obok niego. Podeszliśmy do drzwi, a Lou owinął swoją rękę wokół mojego pasa. Zapukałam, a po chwili usłyszałam kroki. Drzwi otworzył nam wysoki, dość przystojny mężczyzna, - Parick, brat Rity.
- Cześć. - przywitałam się.
- Hej. - powiedział niepewnie, patrząc na Tomlinsona, który zacisną uścisk, na moim biodrze.
- Ja po None. - powiedziałam, niepewnie czując się w tej sytuacji.
- Yhym. Tak. - powoli wycofał się w głąb mieszkania. - Nona, Danielle przyszła! - zawołał, a już po chwili, usłyszałam wesołe glosy mojej siostry i jej przyjaciółki.
- Dani! - rzuciła się na mnie. - Cześć Louis! - wykrzyknęła, a on do niej się uśmiechnął.
- Cześć mała. - odpowiedział.
- Podziękuj swojej mamie, że się nią zajęła. My już będziemy szli. - powiedziałam, uśmiechając się w jego stronę.
- Do zobaczenia jutro w szkole. - pożegnałam się, a on lekko, chodź dalej niepewnie uśmiechnął się w moją stronę. W ciszy dojechaliśmy do domu. Kels od razu pobiegła do pokoju wybrać ciuchy na jutro i umyć się.
- Nie chcę żebyś się z nim widywała. - powiedział, ze słyszalnym jadem w głosie, Loui.
- Z kim? - spytałam zdezorientowana.
- Z Evansem.
- Czemu? - uniosłam brwi. - A tak właściwie skąd znasz Patricka?
- Nie ważne. Zrób to dla mnie i się z nim nie spotykaj. - powiedział zdenerwowany, a ja nie chcąc go zdenerwować bardziej uciszyłam się. Nie, nie zapomniałam jak tamten facet go wkurzył a Tommo wyciągnął w jego stronę broń i prawie go zabił.
- Dani! Umyjesz mi głowę? - usłyszałam głos mojej siostry.
- Poczekasz? - spytałam.
- Jasne, idź. - odpowiedział. Szybko weszłam do łazienki, gdzie była moja siostra.
Umyłam jej głowę i wróciłam do czekającego Louisa.
Posiedzieliśmy jeszcze pół godziny, rozmawiając.
- Ja będę już szedł. - powiedział.
- Już? - spytałam, patrząc na zegarek. "23:29"
- Taaa. Ty masz jutro szkołę, musisz się wyspać. - odpowiedział.
- Okej. - powiedziałam, przybitym głosem. Nie chciałam żeby szedł.
- Widzimy się jutro? - spytał.
- Tak. - westchnęłam.
- Do jutra. - pocałował mnie w czoło, po czym opuścił mój pokój.
Szybko podeszłam do okna. Widziałam wsiadającego Liama do auta, czyli Lou już tam siedział.
Weszłam pod prysznic, po czym przebierając się w piżamę, ruszyłam do pokoju Nony, która już spała. Zgasiłam jej światło i sama weszłam do mojego łóżka, uśmiechając się sama do siebie zasnęłam.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz