niedziela, 4 maja 2014

Rozdział Czwarty

Jejku jeszcze 500 metrów i uwolnię się od Louisa jebanego Tomlinsona.
Kelsey dzwoniła już 4 razy upewnić się że wszystko ok. Zastanawiam się czy Tomlinson nie jest chory umysłowo bo dwa razy zaciągnął mnie siłą do jakiegoś zaułku bo "ktoś może nas zaatakować". Jak dla mnie kosmici mogą przylecieć i go zabrać.
- Danielle musimy tu wejść. - usiłował wciągnąć mnie do małego sklepiku.
- Nie. Ty musisz. Mam w dupie to co musisz. Po prostu daj mi spokój. - wyszarpałam się z jego uścisku.
- Jak chcesz. Ale żeby nie było że nie mówiłem.
- A tak właściwie co ty chcesz z tego sklepu? Byliśmy już w dwóch sklepach. Do trzeciego nie wejdę.
- Potrzebuje kupić gumy. - podrapał się po karku szukając czegoś wzrokiem.
- Ta jasne. - mruknęłam.
- Tomlinson. - usłyszałam za moimi plecami a Louis wypuścił wiązanke przekleństw pod nosem.
- Czego chcesz? - warknął chowając mnie za jego plecami.
- Twoich interesów. Twojej kasy. A najbardziej twojego życia.
- I gówno z tego dostaniesz.
- A co to za ślicznotka z tyłu? - spytał z obrzydliwym uśmiechem na ustach.
- Zostaw ją. Ona nie ma ze mną nic wspólnego.
- Naprawdę? To mogę ją wziąść?  No wiesz o co chodzi. - gdy to powiedział z moich ust wydostał się pisk i zacisnęłam dłonie w pięści chwytając koszulkę Louisa.
- Odwal się od niej. - cały się napiął.
- Czyli jednak coś dla Ciebie znaczy. Pytałeś się mnie czego chcę. Chcę twoich interesów, twojej kasy, twojego życia ale teraz chcę też ją. - głową wskazał na mnie a ja bardziej schowałam się za nim przytulając się do jego pleców.
- Powiedziałem ci coś. - Louis chwycił za koszulkę faceta i rzucił nim o pobliskie drzewo po czym uwalniając się z mojego uścisku zaczął okładać go pięściami. W moich oczach pojawił się strach. Nie zważając na konsekwecje oberwania pięścią ruszyłam w ich stronę i zaczęłam odciągać Louisa od tego faceta.
- Louis zabijesz go. - pisnęłam.
- O to kurwa chodzi. - wysyczał odpychając mnie a zza szfulki spodni wyjął pistolet. Z moich ust wydostał się szloch i pisk.
- Zabijesz mnie? Tutaj przy świadkach? Jesteś żałosny. - facet którego Louis pobił wycharczał ostatnimi siłami. - Zresztą popatrz na swoją laskę. Cała się trzęsie ze strachu. - Tomlinson odwrócił wzrok w moją stronę. Louis upewnił się że tamten nie wstanie po czym schował pistolet i podszedł do mnie. Ja od razu cofnęłam się do tyłu.
- Danielle, nic ci nie zrobię okej? - spytał cicho a ja pokręciłam głową na "nie". - Podejdziesz do mnie? - wyciągnął swoją rękę w moją stronę a ja bardziej się cofnęłam. - Zaprowadzę cię do domu okej? Do Nony. - powiedział a ja znów pokiwałam głową na nie. Nie chciałam, nie po tym czego byłam świadkiem. - A gdzie chcesz iść? - zrobił jeden mały krok w moją stronę a widząc że się nie cofnęłam zrobił dwa małe następne. Chciałam powiedzieć że do mamy. Ale w porę uświadomiłam sobie że już nie mam ani mamy ani taty.
- Ch-chcę do babci. - rozpłakałam się opierając się o ścianę jednego z budynków.
- Okej, a gdzie twoja babcia mieszka?
- Daleko. - mruknęłam.
- Ej nie płacz. Chcesz jechać do babci? Mogę cię zawieźć.
- Nie możesz. Poprostu daj mi spokój. - wychlipiałam i ruszyłam w stronę domu Kelsey.
- Poczekaj. Odprowadzę cię do domu i dam ci spokój okej? - spytał a ja pokiwałam głową na znak zgody.
Przez całą drogę się nie odzwywałam. Tak samo jak on.
- No to cześć. - powiedział i zniknął za rogiem. Już nigdy więcej go nie zobaczę.
------
Przepraszam za błędy. Nie chciało mi się go sprawdzać xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz