środa, 28 maja 2014

Rozdział Jedenasty

Gdy Liam z Kelsy usiedli na kanapie rozmowę rozpoczął Justin.
- Dobra. Pewnie to co usłyszycie zabije was totalnie i zapewne przez jakiś czas nie będziecie chciały widzieć zarówno Tomlinsona jak i Payna. Ale wysłuchajcie do końca. - popatrzył po nas aby upewnić się czy rozumiemy. Gdy upewnili się ze rozumiemy kazali nam usiąść wygodnie.
- Dobra... Gotowe? - uniósł brwi Niall.
- Chyba. - odpowiedziałam niepewna tego co mam usłyszeć.
- Zapewne słyszałyście o gangu " The Kings of streets" ? - spytał Niall a my pokiwałyśmy głowami wiedząc że to najbardziej niebezpieczny gang w Londynie i okolicach.
- No więc jakby to powiedzieć... Louis jest jego przywódcą. - powiedział Zayn, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Liam również do niego należy. - powiedział Justin.
- Tak samo jak my. - Niall wzruszył ramionami.
- Zabijamy ludzi, handlujemy narkotykami i te sprawy. - powiedział Louis jakby mówił o tym co jadł na obiad.
Chciałam otworzyć usta i powiedzieć ze chce stąd wyjść ale Perrie pokiwała głową żebym była cicho i słuchała dalej.
- Nie zabijamy bezbronnych ludzi, tylko takich których musimy. Na przykład ludzi z innych gangów którzy chcą stanąć nam na drodze, czy takich którzy nie oddadzą hajsu na czas. - wytłumaczył Liam. Słuchałam dalej o różnych zasadach które panują w ich gangu  i w ogóle.
Po około pół godzinie Zayn ogłosił że już wszystko nam powiedzieli i że on idzie do swojego pokoju. Perrie od razu poszła za nim. To samo zrobili Niall i Jasmin.
- Odwieźć Cię do domu? - Louis podszedł do mnie obserwując moja reakcje.
- Nie. Nie chce. - potrząsnęłam głową chcąc wyrzucić z niej niepotrzebne myśli.
- Okej. - usiadł obok mnie a ja instynktownie odsunęłam się od niego.
- Nie zrobię ci krzywdy. - powiedział delikatnie.
- Powiedz mi jedno. - odwróciłam się gwałtownie w jego stronę.  - Dlaczego to robisz?
- Żeby zarobić na życie. I lubię to co robię. Takie wybrałem sobie życie. - wzruszył ramionami.
- Dlaczego? - spytałam zaciekawiona. Czemu nie mógł pracować w jakimś hipermarkecie czy w zoologicznym lub w jakiejś bankowości tylko jako gangster zabijający ludzi.
- Możemy porozmawiać na osobności? - pokazał wymownie na Liama i Kelsey.
- Taa.. - mruknęłam i ruszyłam z nim do jego pokoju.
- Siadaj. - poklepał miejsce obok siebie na łóżku. Wdrapałam się na jego wielkie łóżko i usiadłam po turecku przodem do niego.
- Gdy bylem mały miałem mamę, tatę, siostry. Wszystko było dobrze, dopóki nie skończyłem 11 lat. Wtedy mój ojciec stracił prace. Załamał się i zaczął pić alkohol. Na początku były tego małe ilości, jednak później było tego więcej. Skończyło się na tym ze nocował pod monopolowym.
W końcu moja matka się z nim rozwiodła. Ja obwiniałem o to mnie i moje siostry. Całe dnie kłóciliśmy się. Po roku uciekłem z domu. Mieszkałem na ulicach. Żebrałem. Po kilku miesiącach pod swój dach przyjął mnie Mark. Facet uważał ze mu się do czegoś przydam. Sam był gangsterem. Miałem donosić przesyłki do jego ludzi. Kto by pomyślał ze taki 12 latek dostarcza kasę czy nowe bronie. Gdy skończyłem 13 lat, Mark spał a do domu włamał się jego odwieczny wróg. Nie myśląc chwyciłem bron i go zabiłem. Mark sie obudził i był zaskoczony tym co zrobiłem. Dostałem broń i pomagałem mu w akcjach. Od tamtego razu nie rozstawałem się z bronią. W sumie dalej się z nią nie rozstaję. Dalej chodziłem do szkoły. Mark chodził na zebrania i w ogóle. Po czterech miesiącach zmarł mój ojciec. Pojawiłem się na pogrzebie. Wtedy rozmawiałem z mamą. Powiedziałem jej że nie chce mieć z nią kontaktu. Że nienawidzę jej i moich sióstr. Gdy jej to powiedziałem, odeszłem. Widziałem łzy w jej oczach. Od tamtego czasu jej nie widziałem. Ani jej, ani moich sióstr. Słyszałem że ma nowego faceta i to tyle. Zacząłem później sam chodzić na akcje. Dużo zarabiałem wiec było dobrze. W wieku 15 lat spotkałem chłopaków. Razem stworzyliśmy gang. I istniejemy do dzisiaj. To chyba tyle. - gdy opowiadał patrzył się w punkt na ścianie. - Jesteś zła? - przeniósł wzrok na mnie.
- Nie, czemu miałabym być?
- Nie wiem, poprostu.
- Tęsknisz za nimi? - spytałam po chwili milczenia.
- Za kim?
- Za swoją rodziną.
- Cholernie. - przyznał.
- Czemu się z nimi nie spotkasz? - spytałam.
- Bo one mnie nienawidzą. - wzruszył ramionami.

- Skąd możesz to wiedzieć?
- Po prostu wiem. - powiedział oschle więc postanowiłam nic już nie mówić.
- Powiedz coś. - powiedział po kilku minutach ciszy.
- Co mam powiedzieć?
- Cokolwiek. Że mnie nienawidzisz.
- Czemu miałabym cie nienawidzić?
- Przez to co robię. Masz prawo być wściekła, masz prawo się mnie bać. Masz prawo chcieć abym zniknął z twojego życia. - wymieniał.
- Przestań. Nie nienawidzę Cię. Nie jestem wściekła, może lekko przerażona, no ale kto by nie był. Właśnie siedzę z najniebezpieczniejszym człowiekiem w Londynie, w jego pokoju w dodatku sam na sam. - zaśmialiśmy się.
- Musimy już iść. - powiedział patrząc na zegarek.
- Gdzie?
- Odwiozę Cię do domu. Nie możesz teraz przebywać w tym miejscu. - powiedział pośpiesznie wstając z łóżka.
- Co? Czemu? - spytałam zdezorientowana wychodząc za nim z jego pokoju.
- Dan proszę. To nie czas na wyjaśnienia. - powiedział zamykając za mną drzwi od jego samochodu.
Droga do mojego domu minęła w miarę spokojnie.
- Widzimy się jutro? - spytał gdy staliśmy przed moimi drzwiami.
- Tak. - powiedziałam.
- Do zobaczenia. - powiedział i odszedł.
- Do zobaczenia. - szepnęłam ledwo słyszalnie wchodząc do mieszkania.
- Jak było? - w progu pojawiła się mama Kelsey. Było ok. Wyznał mi że jest najniebezpieczniejszym człowiekiem w Londynie. W dodatku ja nic z tym nie zrobiłam.
- Było fajnie. - uśmiechnęłam się i przywitałam z moją siostrą.
- Danielle, dzwoniła twoja babcia. Jutro tu przyjedzie. O 13 mam Ją odebrać z lotniska. - powiedziała idąc za mną do kuchni.
- Oh. Cóż... To fajnie. W końcu Ją zobaczę. - wydukałam. Ostatni raz babcie widziałam dwa lata temu. Stęskniłam się za nią i naprawdę cieszę się że ją zobaczę.
- Mogłabym zostać jutro w domu i pojechać z panią? - spytałam.
- Jasne. Zadzwonię jutro rano do szkoły i powiem że nie możesz przyjść. - zadowolona ze swojego pomysłu poszła dokończyć grę w chińczyka z Noną.
Ja udałam się na górę gdzie wzięłam prysznic, po czym ponownie skierowałam się na dół.
- Nona idziemy spać? - spytałam. Byłam zmęczona i chciałam jak najszybciej ją uśpić.
- Nie. - pokiwała przecząco głową.
- Dan, idź się połóż spać. Widzę jaka jesteś zmęczona. Ja ją później uśpię. - zwróciła się do mnie pani Kathrina.
- Na pewno? Jeśli to problem to... - zaczęłam ale mama Kels nie pozwoliła mi skończyć.
- To nie jest żaden problem. Idź spać. - powiedziała a ja życząc im dobrej nocy, poszłam do pokoju. Chwytając telefon w ręce, wystukałam sms do Louisa..

    Gdy wysłałam ostatnią wiadomość, nie więcej niż minutę później z telefonu zaczęło lecieć Miley Cyrus "Hey Ya", co oznaczało że ktoś do mnie dzwoni. Spoglądnęłam na wyświetlacz na którym pojawiło się imię "Louis xx". Uśmiechając się lekko odebrałam.
- Dan? Coś się stało? Czemu nie idziesz jutro do szkoły? To przeze mnie? - od razu zasypał mnie pytaniami.
- Skończ. - zaśmiałam się. - Nic się nie stało. A już szczególnie nie przez ciebie.
- W takim razie dlaczego nie idziesz jutro do szkoły?
- Po prostu...
- Wyduś to z siebie.
- Przylatuje moja babcia. Chcę odebrać ją z lotniska i w ogóle. - powiedziałam zgodnie z prawdą.
- Oh, rozumiem. Czyli jutro się nie  widzimy? - spytał.
- Wiesz, zawsze możesz przyjść. Poznasz moją babcie i w ogóle. - zaśmiałam się.
- W takim razie o której mam być? - również się zaśmiał.
- Po 14. - odpowiedziałam.
- Zobaczę co da się zrobić. - powiedział i po krótkim pożegnaniu, rozłączyłam się. Od razu położyłam się na poduszkę i odpłynęłam w krainę Morfeusza.

poniedziałek, 26 maja 2014

Rozdział Dziesiąty

Wstałam o godzinie 6, od razu skierowałam się pod prysznic. Wychodząc z łazienki, skierowałam się do szafy, skąd wyjęłam strój do szkoły [KLIK]. Ubierając się, chwyciłam telefon i weszłam do pokoju Nony.
- Nona wstawaj. - powiedziałam głośno, a mała już nie spała. - Ubieraj się, zaraz idziemy do przedszkola. - powiedziałam, a Nona od razu mnie posłuchała. Zeszłam na dół, gdzie zrobiłam nam tosty.
- Możemy iść? - spytałam gdy Nona skończyła jeść.
- Tak. - powiedziała i ubrała na siebie kurtkę, a ja poszłam w jej ślady. Napisałam jeszcze kartkę do Kels. "My już wyszłyśmy. Widzimy się w szkole ! Dani xx". Po 10 minutach, dotarłyśmy do przedszkola, gdzie zostawiłam None i sama ruszyłam w stronę szkoły.
Gdy przeszłam pół drogi, mój telefon za wibrował sygnalizując, że dostałam nową wiadomość, na którą zaraz odpisałam.
"Co robisz?"
"Jestem w drodze do szkoły"
"Odbiorę cie o 16. Czekaj."
"Ok."
W kieszeni kurtki, znalazłam słuchawki i podłączając je do telefonu, puściłam Miley Cyrus "23".
Po 10 minutach drogi, doszłam do budynku szkoły. Wchodząc, uderzyły mnie szumy i rozmowy uczniów.
  Wśród tłumu ludzi, wypatrzyłam moją grupę znajomych.
- Siemka! - podeszłam do nich.
- Hej. - odpowiedzieli.
- Gdzie Melanie? - spytałam, rozglądając się.
- Dostała zapalenia płuc. Musi siedzieć w domu. - odpowiedziała Tina. Gdy miałam jej odpowiedzieć, zadzwonił dzwonek. Nie chcąc spóźnić się na hiszpański, powiedziałam żeby ją pozdrowiła i żegnając się ze znajomymi, ruszyłam na trzecie piętro.
*godzina 16*
  Wychodząc z budynku szkoły, od razu w oczy rzucił mi się Lou.  Gdy tylko mnie zauważył, ruszył w moją stronę.
- Cześć Dan. - przywitał się.
- Cześć Lou. Błagam cie, zabierz mnie z tego piekła. - powiedziałam, na co on dziwnie się na mnie spojrzał.
- Coś się stało?
- Nie. Po prostu mam dość na dzisiaj szkoły. Tyle nauki i ci nauczyciele. - wywróciłam oczami.
- Rozumiem. - pokiwał głowa ze zrozumieniem. Gdy tak staliśmy rozmawiając, czułam na sobie wzrok wszystkich innych.
- Idziemy? - spytałam.
- Tak chodź. - chwycił moją rękę i pociągnął w stronę auta.
Podczas gdy wsiadałam do samochodu, mój telefon za wibrował. Odblokowałam telefon i odczytałam wiadomość.
" Moja mama odebrała Nons i obiecala ze sie nia zajmie. Baw sie dobrze xx"
"Podziekuj, dziekuje xx"
  Odpisałam i schowałam telefon do kieszeni.
- Gdzie jedziemy? - odwróciłam się w jego stronę, gdy jechaliśmy już od 10 minut.
- Zobaczysz. - uśmiechnął się w moją stronę. Nic nie odpowiadając, podziwiałam piękne widoki którymi są ruiny domów, po ulicach leżą odłamki dziwnych rzeczy i w ogóle całe to miejsce wygląda jakby, dopiero co przeszło tam tornado.
- Jezu co to za miejsce? - powiedziałam, gdy to się dalej ciągnęło.
- Mój dom. - odpowiedział.
- Co? No nie mów ze ty tu mieszkasz.
- Mieszkam. - wzruszył ramionami.
- O boże. - powiedziałam, gdy zatrzymaliśmy się przy mocno zniszczonym budynku.
- W środku wygląda lepiej. - zaśmiał się z mojej reakcji.
- Mam nadzieje. - mruknęłam.
- Słyszałem. - wyszczerzył swoje zęby.
- Mieszkasz sam? - spytałam, gdy otwierał drzwi kluczem.
- Nie. Z... kilkoma znajomymi.
- Okej. - powiedziałam nie pewnie wchodząc, do jego mieszkania.
- Chodź, chodź. - zaśmiał się z mojej niepewności.
- Tommo to ty? - usłyszałam męski głos.
- Taaa. - odburknął.
- Masz kasę dla Stylesa? - usłyszałam inny głos.
- Kurwa, zapomniałem o tym. - odpowiedział im, prowadząc mnie do salonu, gdzie siedziało jeszcze 3 chłopaków i dwie dziewczyny.
- To jest Danielle. Danielle to jest Niall, Zayn, Justin, Jessica i Perrie. - przedstawił nas sobie.
- Hej. - powiedziałam niepewnie.
- Cześć. - powiedzieli.
- Ona wie? - spytał tajemniczo, jak sadze, Justin.
- Nie, ale chce żeby wiedziała. - objął mnie w talii, a reszta wymieniła się porozumiewawczymi spojrzeniami.
- Okej. - odpowiedzieli.
- Musimy tylko poczekać na Liama. - powiedział Lou patrząc na zegarek w telefonie. - Powinien być tu za jakieś 10 minut. - dodał.
- Dobra, to może my pokażemy Danielle mieszkanie? - spytała różowo włosa wyrywając się z uścisku mulata.
- Jak chcecie. - Tommo wzruszył ramionami a Perrie i Jessica ruszyły w moją stronę.
- Chodź... - pociągnęły mnie w górę schodów.
- Tu znajdują się pokoje chłopaków. Tu jest pokój Zayna, Liama, Justina, Nialla i Louisa. - pokazała na wszystkie pary drzwi, znajdujących się na piętrze. - Każdy pokój ma łazienkę. Pokazałabym ci jak jest w środku ale nie moge.  - Perrie wzruszyła ramionami.
- Możemy tylko wchodzić do pokoi swoich chłopaków. Na przykład ja mogę wchodzić tylko do pokoju Nialla, Pezz tylko do pokoju Zayna. - wytłumaczyła a ja pokiwałam głową na znak że rozumiem. Z powrotem zeszłyśmy na dół gdzie dziewczyny pokazały mi kuchnie, jadalnie, toaletę gdzie mogą skorzystać goście i salon w którym siedzieli chłopcy. Gdy weszłyśmy do salonu wzrok każdego powędrował na moją osobę.
Dziewczyny skierowały się w stronę swoich chłopaków, a ja czując się nieswojo powoli postawiłam kolejny krok wchodząc wgłąb salonu. Zauważyłam że Lou poklepał miejsce obok siebie więc udałam się w jego stronę. Gdy tylko zajęłam miejsce usłyszeliśmy otwieranie drzwi.
- Jesteśmy. - Liam pojawił się w salonie razem z Kelsey.

środa, 21 maja 2014

Rozdział Dziewiąty

- Jaki chcesz smak lodów? - stałam z Louisem przy budce z lodami i nie mogłam się zdecydować, między jagodowymi a czekoladowymi.
- Nie wiem. - westchnęłam z rezygnacją.
- A jakie najbardziej?
- Jagodowe albo czekoladowe.
- To poprosimy jeszcze dwie gałki, jagodowe i czekoladowe. - powiedział i podał mi loda.
- Dziękujemy. - odpowiedziałam i ruszyliśmy do parku.
- Do jakiej szkoły chodzisz? - zapytał po kilku minutach ciszy.
- University of London. A co? - odpowiedziałam.
- Nie nic. Po prostu, tak spytałem.
- A ty gdzieś się uczysz? - uniosłam brwi.
- Tak, niestety.
- Gdzie?
- Liceum zwykłe, cztery kilometry stąd. - odpowiedział.
- Fajnie tam jest?
- Nie.
- Ile tak właściwie masz lat? - zapytałam uświadamiając sobie, że prawie nic o nim nie wiem.
- 19, a ty?
- 17.
- Masz jakieś rodzeństwo? - zadałam kolejne pytanie.
- Siostry.  Czemu mieszkasz u Kelsey?
- Ciężki temat. - wzruszyłam ramionami.
- Opowiedz mi. - powiedział zachęcająco.
- Nie teraz. Może kiedyś.
- Okej.
  Chodząc alejkami parku, nie zauważyliśmy, kiedy zrobiło się późno i musieliśmy wracać.
- Musze iść po None. - westchnęłam, gdy wchodziliśmy do domu.
- Podwiozę cie. - powiedział.
- Nie musisz. Dam sobie rade.
- Podwiozę cie. - powtórzył.
- Jak chcesz. - powiedziałam, wyciągając dwie szklanki, do których nalałam sok. - Trzymaj. - podałam mu jedną.
- Masz jakieś plany na wakacje? - zapytał, sadzając mnie sobie na kolanach.
- Nie. - odpowiedziałam uświadamiając sobie, że do wakacji zostało zaledwie trzy tygodnie.
- Już jesteście? - Kelsy zbiegła na dol.
- Jak widać. - odpowiedziałam.
- Gdzie Payne? - Louis zapytał.
- Wyszedł na taras zadzwonić. - uśmiechnęła się.
- Ok. - wtulił twarz, w zagłębienie mojej szyi.
- Jedziemy już? - spytałam, patrząc na zegarek wiszący na ścianie, który wskazywał 20:46.
- Już? - uniósł głowę.
- Jest za 15.
- To chodź. - wstał, ciągnąc mnie w górę za sobą.
- Gdzie jedziecie? - Kels zapytała, przeżuwając jabłko.
- Po None. - krzyknęłam,  wychodząc z domu.
Tomlinson otworzył mi drzwi od samochodu i pomógł wejść. Podziękowałam mu, a on obszedł auto do okola i sam wsiadł na miejsce kierowcy.
- Mieliśmy dokończyć pytania! - przypomniałam sobie.
- Dobra, pytaj.
- Jakie masz przezwisko?
- Przezwisko?
- Tak.
- Tommo. A ty?
- Dan, Dani.
- Masz jakieś zwierze? - uniosłam brwi.
- Nie, zgaduje ze ty tez nie.
- Yeah.
- Chciałbyś mieć?
- Nie, nie mam czasu na takie coś. A ty chciałabyś mieć?
- Nie.
- Czemu?
- Jestem zbyt leniwa na takie coś.
- Jesteśmy na miejscu. - powiedział gasząc silnik.
Nim zdążyłam się obejrzeć, Tommo już otwierał mi drzwi.
- Idziesz? - wyciągnął w moja stronę dłoń.
- Tak, już. - wyszłam i stanęłam obok niego. Podeszliśmy do drzwi, a Lou owinął swoją rękę wokół mojego pasa. Zapukałam, a po chwili usłyszałam kroki. Drzwi otworzył nam wysoki, dość przystojny mężczyzna, - Parick, brat Rity.
- Cześć. - przywitałam się.
- Hej. - powiedział niepewnie, patrząc na Tomlinsona, który zacisną uścisk, na moim biodrze.
- Ja po None. - powiedziałam, niepewnie czując się w tej sytuacji.
- Yhym. Tak. - powoli wycofał się w głąb mieszkania. - Nona, Danielle przyszła! - zawołał, a już po chwili, usłyszałam wesołe glosy mojej siostry i jej przyjaciółki.
- Dani! - rzuciła się na mnie. - Cześć Louis! - wykrzyknęła, a on do niej się uśmiechnął.
- Cześć mała. - odpowiedział.
- Podziękuj swojej mamie, że się nią zajęła. My już będziemy szli. - powiedziałam, uśmiechając się w jego stronę.
- Do zobaczenia jutro w szkole. - pożegnałam się, a on lekko, chodź dalej niepewnie uśmiechnął się w moją stronę. W ciszy dojechaliśmy do domu. Kels od razu pobiegła do pokoju wybrać ciuchy na jutro i umyć się.
- Nie chcę żebyś się z nim widywała. - powiedział, ze słyszalnym jadem w głosie, Loui.
- Z kim? - spytałam zdezorientowana.
- Z Evansem.
- Czemu? - uniosłam brwi. - A tak właściwie skąd znasz Patricka?
- Nie ważne. Zrób to dla mnie i się z nim nie spotykaj. - powiedział zdenerwowany, a ja nie chcąc go zdenerwować bardziej uciszyłam się. Nie, nie zapomniałam jak tamten facet go wkurzył a Tommo wyciągnął w jego stronę broń i prawie go zabił.
- Dani! Umyjesz mi głowę? - usłyszałam głos mojej siostry.
- Poczekasz? - spytałam.
- Jasne, idź. - odpowiedział. Szybko weszłam do łazienki, gdzie była moja siostra.
Umyłam jej głowę i wróciłam do czekającego Louisa.
Posiedzieliśmy jeszcze pół godziny, rozmawiając.
- Ja będę już szedł. - powiedział.
- Już? - spytałam, patrząc na zegarek. "23:29"
- Taaa. Ty masz jutro szkołę, musisz się wyspać. - odpowiedział.
- Okej. - powiedziałam, przybitym głosem. Nie chciałam żeby szedł.
- Widzimy się jutro? - spytał.
- Tak. - westchnęłam.
- Do jutra. - pocałował mnie w czoło, po czym opuścił mój pokój.
Szybko podeszłam do okna. Widziałam wsiadającego Liama do auta, czyli Lou już tam siedział.
Weszłam pod prysznic, po czym przebierając się w piżamę, ruszyłam do pokoju Nony, która już spała. Zgasiłam jej światło i sama weszłam do mojego łóżka, uśmiechając się sama do siebie zasnęłam.





poniedziałek, 19 maja 2014

SPIS TREŚCI

Dodałam do zakładek "Spis treści" ponieważ rozdziały strasznie się mieszają ;/

Rozdział Trzeci

W pokoju Tomlinsona spędziliśmy półtorej godziny. Pewnie zeszłoby dłużej gdyby nie to że Liam zaczął dobijać się do drzwi.
- Tomlinson otwieraj te głupie drzwi bo cie zabije! - krzyczał do niego.
- Przecież ci mówię że nie wiem gdzie jest klucz.
- To go znajdź do cholery.
- Przecież szukam. - warknął.
- To szukaj lepiej. - usłyszeliśmy zza drzwi na co ja zaczęłam się śmiać.
- Mogę w końcu coś do cholery powiedzieć? - krzyknęłam zła że nie pozwala mi dojść do słowa.
- Mów.
- Schowałeś go do kieszeni. - pokazałam na kieszeń w jego spodniach.
- Nie mogłaś tego powiedzieć pięć minut temu? - warknął.
- Próbowałam. - wyrzuciłam ręce w powietrze.
- Dobra, nie ważne. - mruknął otwierając drzwi.
- Nic ci nie jest? - Liam rzucił się w moją stronę.
- A czem.... Dobra, do cholery puść mnie. - wyrwałam się Liamowi który oglądał moją twarz. - O co tu chodzi? - warknęłam.
- O nic. - Louis wzruszył ramionami.
- Jak o nic? Jak zapytałam dla żartu czy jesteś gangsterem to zacząłeś się jąkać a teraz ty do mnie skaczesz jakby on miał mnie co najmniej pobić. Chce wiedzieć o co tu chodzi.
- Za dużo chcesz wiedzieć. - warknął.
- Oh, czyżby? - założyłam ręce na klatce piersiowej.
- Tak.
- A spie...  - powstrzymałam się od przeklęcia dlatego że Nona tu była.
- Odwieść was? - Liam spytał chcąc załagodzić sytuację.
- Nie dzięki poradzimy sobie. - posłałam im groźne spojrzenie po czym bez słowa wyszłam z pokoju.
- Kels zadzwoń po taksówkę. - powiedziałam widząc mój rozładowany telefon.
- Danielle! - usłyszałam za sobą gdy wyszłam z hotelu.
- Kelsey nie dzwoń po taksówkę.
- Dzwoń. - powiedziałam.
- Nie dzwoń.
- Dzwonie. Louis chyba nie wiesz z kim zadzierasz. - powiedziała i przyłożyła telefon do ucha ale Liam jej go zabrał. - Gdybyś wiedziała to... - Tomlinson zaczął.
- Ale nie wiem! O to właśnie chodzi że nie wiem. - przeczesałam włosy palcami.
- Lepiej dla Ciebie.
- Czy ty siebie słyszysz? Skąd możesz wiedzieć co dla mnie jest lepsze do cholery?! - krzyknęłam.
- A ty wiesz?!
- Na pewno lepiej niż ty. - odwróciłam się od niego szukając wzrokiem Kelsey i Nony.
- Dan idziesz? - Kels stała obok jednego z samochodów.
- Z nimi? Nie dzięki. - warknęłam.
- Dani. - Nona powiedziała płaczliwym głosem podbiegając do mnie.
- Przejdziemy się? - spytałam małej.
- Danielle nie wygłupiaj się, ona jest zmęczona chcesz ją ciągnąć przez całe miasto, wsiadaj podrzucę was, to żaden problem. - Liam próbował mnie przekonać.
- Wiesz co? Masz rację. Kelsey? Weźmiesz małą?
- Co do cholery znaczy weźmiesz?
- To znaczy czy zabierzesz ją do domu? Ja do was dojdę.
- Ty chyba jesteś nie poważna, stąd do domu jest 3 godziny drogi.
- Jest okej. Przejdę się, muszę sobie coś przemyśleć.
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Trzymaj mój telefon a daj mi swój i torbę.
- Po co? - spytałam zdezorientowana.
- Bo jak przyjadę do domu naładuje twój i do ciebie zadzwonię czy wszystko ok.
- Trzymaj. - podałam jej mój telefon i torbę a ona dała mi swój.
- Uważaj na siebie. - przytuliłyśmy się i Kels z Noną wsiadły do samochodu Liama i odjechali a ja ruszyłam w tą samą stronę co samochód.
- Chyba nie myślisz że pozwolę iść ci samej. - usłyszałam dobrze znany mi głos.
- Człowieku daj mi spokój.
- A jeśli powiem nie? - uniósł brwi.
- Ty nie masz nic do gadania.
- A ty niby masz?
- O dużo więcej niż ty.
- I tu się kurwa mylisz. - pociągnął mnie za rękę aby mnie odwrócić w jego stronę.
- Ja? Ja się mylę?
- Tak. - powiedział jakby to było oczywiste. Jak on mnie wkurwia. Pierdolony dupek będzie będzie za mnie decydował.
-----------
Tak wiem krótki ;o

Rozdział Ósmy

Szczerze? Nie spodziewałam się, że Louis ze mną zostanie. Myślałam, że poczeka aż zasnę i wyjdzie. A tym  czasem, jest godzina 10, a my siedzimy na łóżku i rozmawiamy.
- Co robimy? - spytałam, gdy skończyły nam się tematy.
- Możemy iść zjeść na miasto. - wzruszył ramionami, a ja dopiero teraz poczułam, jak bardzo jestem głodna.
- Albo, możemy coś zrobić sami. - popatrzyłam na niego.
- Tez możemy. - powiedział i wstaliśmy z łóżka.
Zeszliśmy na dół i zaczęliśmy szukać składników, do zrobienia gofrów.
- Wszystko. - powiedziałam i zaczęłam robić ciasto na gofry.
- Miałeś mi pomóc, a nie przytulać się do mnie. - zaśmiałam się, czując na biodrach, jego ręce.
- Ja nie umiem. - mruknął w moją szyję.
- Wykorzystałeś mnie! - zbulwersowałam się.
- Może. - zaśmiał się, a ja razem z nim.
- Skończone. - uśmiechnęłam się, gdy skończyłam układać na talerzu owoce, gdyby ktoś miał ochotę. Zrobiłam też czekoladę i wyciągnęłam bitą śmietanę, oraz posypki.
-Mmm... A ja chcę takiego specjalnego. - usiadł na krześle.
- I ja mam ci zrobić? - uniosłam brwi, a on energicznie pokiwał głową.
Wzięłam jednego gofra, po czym ozdobiłam go bitą śmietaną, z czekolady ułożyłam napis "Louis" i wszystko posypałam, kolorową posypką.
- Już wiem, gdzie będę przychodził, na śniadania. - poruszył brwiami.
- Chciałbyś. - parsknęłam śmiechem i usłyszałam kroki, zbliżające się w stronę kuchni.
- Są gofry? - usłyszałam głos Nony.
- Tak, chcesz? - spytałam, a ona pokiwała głową. Wstałam i zrobiłam Nonie gofra, z owocami i czekoladą.
- Pycha. - oblizała usta. Gdy kończyłam trzeciego gofra, siedząc na kolanach Tomlinsona, ponieważ jest wygodniejszy niż krzesło, usłyszałam kolejne kroki w naszą stronę, które ukazały Kelsey i Liama.
- Zrobiłam gofry. - pokazałam na pełen talerz.
- Jejku, uwielbiam twoje gofry. - zapiszczała, ciągnąc za sobą Liama.
- Co jutro robisz? - spytał Louis.
- Do 16 mam szkołę. - odpowiedziałam.
- A po 16?
- Zajmuje się Noną. - odpowiedziałam.
- Ty? A twoi rodzice nie mogą?
- N-nie. - za jąkałam patrząc w dół.
- Czemu?
- Możemy o tym nie rozmawiać? Proszę? - popatrzyłam na niego smutnymi oczami, a on jedynie skinął głową.
Po skończonym śniadaniu, zadzwonił mój telefon.
- Halo?
- Dzień Dobry. Z tej strony mama Rity.
- Dzień Dobry. Coś się stało? - spytałam, a ona się zaśmiała.
- Nie, nie. Po prostu, Rita cały czas mówi, że jej się nudzi. I tak sobie pomyślałam, że mogłabym wziąć Nonę do siebie na kilka godzin, tak żeby dziewczynki się pobawiły. - powiedziała.
- Jeśli to nie problem.
- To ja może podjadę? - spytała.
- Oh, nie trzeba. I tak będę szła w tamtą stronę, to mogę ją po drodze przyprowadzić.
-Okej, to za ile mniej więcej będziecie?
- Nona właśnie kończy śniadanie i musi się ubrać, więc tak za jakąś godzinę. - powiedziałam.
- Dobrze, to my czekamy. Do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
- Gdzie mnie zaprowadzisz? - wlepiła we mnie wzrok.
- Do Rity.
- Tak! Idę się ubrać. - chciała wstać z miejsca.
- Skończ to. - pokazałam na 1/4 gofra, który jej został. Ona nie chętnie, ale szybko dokończyła jedzenie i wypiła kakao, po czym wbiegła na górę.
- Idę się ubrać. - powiedziałam uwalniając się z uścisku Louisa, również weszłam na górę, wybierając zestaw odpowiedni, co do pogody. [KLIK]. Nakładając jeszcze tusz na rzęsy, zeszłam na dół.
- Już idziesz? - Kelsey zapytała się mnie.
- Tak, skoczę jeszcze do sklepu. Chcecie coś? - uniosłam brwi.
- Tak, mama zrobiła mi listę zakupów, weźmiesz? - podała mi kartkę.
- Jasne. A wy coś chcecie? - zwróciłam się do pozostałej dwójki.
- Nie, ja mam wszystko. - Liam uśmiechnął się w moją stronę.
- A ja idę z tobą. - Louis podniósł się z krzesła i nałożył na siebie kurtkę.
- Okej. To my wrócimy, tak za dwie godziny. - powiedziałam i razem z Louisem i Noną, wyszliśmy na świeże powietrze. Po 20 minutach doszliśmy pod dom Rity.
- Dzień Dobry. Przyprowadziłam Nonę. - powiedziałam gdy drzwi otworzyła mi starsza kobieta.
- Oh, to dobrze. Właśnie upiekłam ciasteczka. Może wejdziesz na chwilę? - wpuściła Nonę i czekała aż ja wejdę.
- Nie dziękuję. Właśnie idę do sklepu z moim... - zastanawiałam się, jakie określenie dać dla Louisa.
- ...chłopakiem. - dokończył za mnie szatyn. Popatrzyłam na niego wzrokiem "żartujesz sobie?".
- Oh, no dobrze. - powiedziała.
- A o której mam odebrać Nonę? - spytałam jeszcze.
- O to się nie martw. Ja ją odwiozę.
- Naprawdę, nie musi pani. - powiedziałam nie chcą zdradzać tego że już nie mieszkamy tam gdzie mieszkaliśmy.
- Dziecko, masz półgodziny drogi. A dziewczynki, pewnie znowu będą się bawić, do 21.
- My po nią podjedziemy. I tak pewnie wieczorem znów będziemy w sklepie. - Tomlinson powiedział.
- No skoro tak. To tak o 21, możesz ją odebrać. - powiedziała i pożegnałyśmy się.
Razem z Louisem, ruszyliśmy dalej. W pewnym momencie, złapał mnie za rękę.

Zdziwiłam się trochę, chociaż na mojej twarzy, uformował się lekki uśmiech.
- Do którego sklepu idziemy? - spytał.
- Do Tesco.
- Co musimy kupić?
- Nie wiem, to co mama Kels zapisała.
- Dużo mi to mówi. - zaśmiał się, przyciągając mnie bliżej siebie.
- Oh, no wiem. - zaśmiałam się.
- Więc mamy czas do 21? - poruszał brwiami.
- My? - ja za to, je uniosłam.
- My. - uśmiechnął się.
- Co planujesz? - szturchnęłam go lekko.
- Możemy... iść... nie wiem. Coś wymyślimy. - wzruszył ramionami.
- A ja wiem.
- No?
- Pójdziemy na lody i do parku na spacer. - wyszczerzyłam się w jego stronę.
- Na spacer?
- Tak.
- Nie chodzę na spacery.
- To zaczniesz.
- Nie sądzę.
- No Louis. Proszeeee...  - odwróciłam się tak że teraz szłam przed nim.
- Dani...
- Proszeeee... proszę, proszę. - zrobiłam minę szczeniaka.
- Coś za coś. - pokazał na swój policzek, a ja w tym miejscu, złożyłam pocałunek.
- To pójdziemy?
- Teraz tak. - powiedział przytulając mnie do siebie.
Zakupy, zanieśliśmy do domu. A sami ruszyliśmy na spacer.

sobota, 17 maja 2014

Rozdział Drugi


- Kels. - rzuciłam jej się w ramiona.
- Dani. Chodź opowiesz mi co się stało. - wciągnęła mnie do pokoju i usiadłyśmy na łóżku.
- Więc chce wiedzieć wszystko od początku a później coś wymyślimy. - opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami nawet o spotkaniu tego Louisa.
- Wow. Jutro zamieszkacie u mnie. Bez żadnych ale. - pokazała na mnie palcem wiedząc że będę zaprzeczać.
- Kelsey naprawdę nie musisz.
- Może i nie muszę ale chcę. Jesteś moją przyjaciółką, wiesz że zawsze ci pomogę.
- Jesteś najlepsza.
- A ten Louis podoba ci się może? - poruszyła śmiesznie brwiami.
- Kels! - rzuciłam w nią poduszką.
- No co? Jako twoja przyjaciółka mam prawo wiedzieć.
- No jest przystojny i chyba tyle. Egoistyczny dupek. - powiedziałam przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie na co Kelsey się zaśmiała.
- Podoba ci się.
- Wcale nie.
- Och czyżby? A co to za rumieńce na policzkach?
- W tym hotelu po prostu jest za gorąco. - ukryłam twarz w poduszce.
- Jasne jasne.
- Chodźmy już spać. - mruknęłam odnosząc do śmietnika puste opakowanie po lodach.
- My?
- No przecież nie pojedziesz do domu gdy jest druga nad ranem. A jak się prześpimy na tym dość dużym łóżku nic...
- Jasne rozumiem. - zaśmiała się. Weszłam pod kołdrę i przez zbyt dużo myśli w mojej głowie oddałam się w krainę snów.
Louis Pov
Odebrałem telefon nie patrząc nawet kto dzwoni.
- Tomlinson stary kopę lat. Co tam u Ciebie?
- Czego chcesz Styles?
- Forsy stary. Forsy.
- Obiecałem więc dostaniesz.
- Wiem że dostane. Chciałem tylko przypomnieć że masz niewiele czasu. Dokładnie od 5 minut zostały ci tylko TRZY dni. Albo nie będzie już przyjemnie. - zaśmiał się szyderczo.
- Odwal się. Dobrze  wiem ile mi zostało. - warknąłem nie mając ochoty z nim rozmawiać. Debil.
- Obserwowałem cię dzisiaj.
- I co ciekawego widziałeś? - prychnąłem.
- Właśnie na razie nic. Ale wiem że stoisz przed hotelem i zapewne czekasz na tego twojego kumpla Payna.
- Nie masz swoich spraw? - warknąłem.
- Oh, uwierz mi mam.
- Nie widać.
- Twój kumpel jest już blisko, szkoda by było gdyby ktoś go postrzelił.
- Spróbuj go kurwa tknąć a cie zajebie.
- Spokojnie Tomlinson. Jeszcze raz przypominam że...
- Tak kurwa wiem. Dam ci ją.
- No to się ciesze. Chętnie bym jeszcze pogadał ale muszę jeszcze coś załatwić. Do zoba... - nie mógł skończyć bo nacisnąłem czerwoną słuchawkę akurat gdy Liam do mnie podszedł.
- Siema. - powiedziałem.
- Coś się stało? - podał mi papierosa.
- Styles się stał, ten dupek znowu dzwonił że mam mu dać tą jebaną kasę.
- Spoko, załatwimy mu ją.
- Dzięki. - odparłem i popatrzyłem na gwiazdy a obraz tajemniczej dziewczyny pojawił się przed moimi oczami.
- Słuchasz mnie?
- Tak jasne. - mruknąłem.
- Bo ci uwierzę. To co mówiłem? - zaśmiał się.
- Dobra nie wiem.
- O czym ty tak myślisz?
- Ostatnio znaczy dzisiaj spotkałem taką laskę.
- Uuuu... Tommo się zakochał.
- Od razu zakochał. - prychnąłem. - Po prostu ona jest taka inna.
- Mówie że sie zakochałeś. - poruszał brwiami. - Chodź idziemy to opić. - szturchnął mnie i wsiadł do swojego samochodu co również uczyniłem.
- Gdzie jedziemy?
- Tam gdzie zawsze. - wzruszył ramionami. Przez resztę drogi która była dość krótka opowiadałem mu o dziewczynie z hotelu.
- Coś mocniejszego. - powiedziałem do barmana na co ten skinął głową i zaczął przygotowywać mi mocnego drinka. Wypiłem chyba takich 8 a później urwał mi się film.
Danielle Pov
Godzina 10 a ja już nie śpię.
Kurwa. Nona pewnie jest głodna. Zerwałam się z łóżka i popatrzyłam po pokoju hotelowym, na nocnym stoliku znalazłam kartkę napisaną przez Kelsey.
"Byłyśmy głodne więc zeszłyśmy do restauracji hotelowej. Ogarnij się i zejdź do nas. Kels i Nona <3"
Szybko ubrałam bluzkę z krótkim rękawem na to bluzę i czarne rurki a na stopy wsunęłam adidasy. Wzięłam szczotkę i rozczesałam moje włosy. Zamknęłam pokój i windą zjechałam na parter. Wzrokiem odnalazłam Kels i None które się z czegoś śmiały.
- Cześć. - usiadłam na wolnym krześle.
- No hej. 10 minut temu zamówiłam ci naleśniki więc zaraz powinny być.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się lekko. - Wy już jadłyście?
- Tak. Jadłam tosty. - Nona wyszczerzyła się do mnie.
- Dzięki. - powiedziałam do Kelsey.
- Już ci mówiłam że nie masz za co dziękować.
- Właśnie że mam. - powiedziałam gdy kelnerka podała mi naleśniki.
- Smacznego. - uśmiechnęła się.
- Dziękuje. - powiedziałam a ona się oddaliła.
- Jak zjesz to spakujesz te rzeczy co masz tam w pokoju i pojedziemy do mnie.
- A twoja mama? Zgodzi się? - spytałam nie pewnie.
- Jasne że tak. Ona cię lubi. A po za tym chciała mieć malutką córeczkę i teraz będzie miała Nonę. - poczochrała małej włosy.
- Nie jestem mała. - oburzyła się na co my zaczęłyśmy się śmiać.
- Kelsey to on. - powiedziałam gdy zobaczyłam szatyna idącego w naszą stronę z jak przypuszczam jego kolegą.
- Ten bez kurtki? - spytała.
- Ten z kurtką.
- Ciachaa.. - mruknęła na co się zaśmiałam.
- Cześć bezimienna. - ze wszystkich stolików do których mogli podejść wybrali nasz.
- Po co tu przyszedłeś? - warknęłam.
- Bo mogę. To co jesz? - wyszczerzył się zabierając mi z talerza naleśnika.
- Nic dla ciebie. - odsunęłam talerz a on zaczął się śmiać.
- Cześć jestem Louis a ty? - zwrócił się do Nony.
- Nona. - powiedziała nie śmiało.
- Nona. Śliczne imię. A jak twoja siostra ma na imię?
- Nona nie mów mu bo nie kupie ci waty cukrowej. - zagroziłam jej. Kątem oka zobaczyłam jak Kelsey pożera wzrokiem kolegę Tomlinsona.
- Możesz już iść. - mruknęłam.
- Może przedstawisz mnie koleżance? - zignorował mnie.
- Jestem Kelsey. - wyciągnęła do niego dłoń na co posłałam jej wściekłe spojrzenie.
- To jest Liam. - pokazał na chłopaka za nim. Dopiero teraz zauważyłam u obu pełno tatuaży i kolczyki. U Liama w uchu i w łuku brwiowym a u Tomlinsona w wardze i uchu.
- A ty jak masz na imie śliczna? - szatyn pochylił się nade mną.
- Potrzebne ci to do czegoś?
- Do życia skarbie.
- Oh wielka szkoda ale musimy już iść. - pociągnęłam Kelsey i None po czym zapłaciłam - jak się okazało tylko za moje śniadanie i windą wjechałyśmy na piętro gdzie znajdował się nasz pokój.
- Wszystko. - powiedziałam i wyszłyśmy z pokoju zamykając go.
- Ten Liam to takie ciacho. - Kelsey zaczęła cicho  a ja roześmiałam się widząc ich wychodzących z pokoju obok.
- Chodźcie. - powiedziałam biorąc None za rękę i kierując się do windy ignorowałam wołania Tomlinsona.
Weszłam do windy a oczywiście on za mną no bo jakby inaczej.
- Teraz nie uciekniesz. - stanął przede mną tak że nie mogłam wyjść.
- Weź się odsuń do cholery. - położyłam ręce na jego klatce piersiowej. - Kurwa. - przeklnęłam cicho czując pod palcami jego umięśniony tors.
- Dani, winda się otworzyła. - Nona pokazała na drzwi windy.
- Uhm.. Widzę. - odpowiedziałam starając się odepchnąć Louisa od mojej osoby.
- Dani. To skrót od Danielle prawda? - ignorował moje próby wyjścia z windy.
- Louis chcę wyjść. - powiedziałam cicho.
- Liam zabierz Kelsey i tą małą na spacer czy coś. Wróćcie za godzine. - powiedział gdy drzwi windy zaczęły się zamykać.
- Masz jakiś konkretny powód do przetrzymywania mnie w windzie? - uniosłam brwi na co ten się zaśmiał.
- Zabieram cię do mojego pokoju. - puścił mi oko.
- A jeśli powiem nie?
- I tak nic ci to nie da. Idziesz i tyle.
- Nie masz lepszych rzeczy do robienia tylko chodzenie za mną? - mruknęłam wychodząc z windy.
- Mam dużo do robienia ale wole chodzić za tobą niż robić to co mam robić. - otworzył drzwi do swojego pokoju.
- A co ludzi zabijasz że wolisz za mną chodzić niż to robić? - zażartowałam a Tomlinson natychmiast zesztywniał.
- Nie twój zasrany interes. - wysyczał.
- Ja nie mogę żartowałam tylko. - westchnęłam i usiadłam na krześle. - Po co tu jestem? - spytałam.
- Może najpierw cię wykorzystam. - zamknął pokój na klucz po czym schował go do kieszeni swoich spodni. - A później cię zabiję. - zaczął po woli do mnie podchodzić a ja zaczęłam się go bać. On widząc moją minę wybuchł śmiechem. - Żartowałem. - uśmiechnął się i rzucił na łóżko.
- Bardzo kurde śmieszne. - wypuściłam powietrze z płuc.
- Wiem. Opowiedz mi coś.
- Bajke? - uniosłam brwi.
- Coś o sobie skarbie.
- Co ty masz z tym skarbie?
- Nic, skarbie.
- Grrr.. przestań.
- Nie podoba ci się?
- Nie.
-To pech bo będę tak do ciebie mówić. - powiedział a mi do głowy wpadł pewien pomysł.
- Okej. Mogę ci zadać kilka pytań?
- Mów. - podniósł się do pozycji siedzącej.
- Jakiego zwierzęcia najbardziej nie lubisz?
- Czemu akurat takie pytanie?
- Bo ten. Interesuje się zwierzętami i chce wiedzieć którego najbardziej nie lubisz. - skłamałam.
- Kotów. - odpowiedział a ja mimo woli uśmiechnęłam się szyderczo.
- Co kombinujesz? - uniósł brwi.
- Nic, kotku. - mój uśmiech się powiększył.
- Dlatego nie można ufać kobiecie. - mruknął. - Nie mów tak do mnie, skarbie. - wstał podchodząc do mnie.
- Dlaczego nie, kotku?
- Bo tak skarbie.
- Ale to jest takie słodkie kotku.
- Przestań skarbie.
- Nie kotku.
- Bądź tak miła i nie wyzywaj mnie od kotów skarbie.
- Oh, ja nie jestem miła. Jestem super gangsterską, a gangsterski nie są miłe, kotku.
- Czyli ja też nie powinienem być miły?
- A jesteś gangsterem? - uniosłam brwi a on cicho przeklął pod nosem.
- Nie... ja... no... - zająkał się.
- Coś nie tak? - spytałam.
- Nie wszytko ok. - odsunął się ode mnie a jego mina przybrała wściekły wyraz.
- Ej. Powiedz mi. - stałam teraz naprzeciw niego.
- Nie ważne. - odsunął się ode mnie.
- Jasne. - westchnęłam cicho.

Rozdział Siódmy

O godzinie 20, z pracy, wróciła mama Kelsey. A pół godziny wcześniej, wyszli Louis i Liam.
- Nona, musisz iść spać. - usypiałam  siostrę.
- Ale, ja chcę oglądać, z wami filmy. - usiadła na łóżku.
- Nona, jutro. Kładź się spać. Opowiem ci bajkę, co ty na to? - spytałam a Nona od razu pokiwała głową kładąc się i przygarniając do uścisku swojego ulubionego misia.
- Dobrze, więc jaką chcesz bajkę?
- Oooooo stokrotce! - uśmiechnęła się.
- A teraz słuchaj!
"Daleko na wsi, tuż koło drogi, stała altana; widziałeś ją na pewno, kiedyś tamtędy przechodził.
 Przed altaną był mały ogródek kwiatowy z pomalowanymi sztachetami, tuż obok na murawie, wśród najpiękniejszej zielonej trawy, rosła mała stokrotka;
słońce ogrzewało ją tak samo mocno i pięknie jak wielkie, pyszne kwiaty w ogrodzie, i dlatego rosła z godziny na godzinę.
 Pewnego ranka całkiem rozkwitła i stała tak ze swymi małymi, śnieżnobiałymi płatkami, które otaczały, jak promienie, żółte słoneczko pośrodku.
Nie myślała wcale o tym, że żaden człowiek nie widzi jej w trawie i że jest biednym, pogardzanym kwiatkiem;
nie była bardzo zadowolona, zwracała się cała do ciepłego słońca, patrzała w nie i słuchała skowronka, który śpiewał w powietrzu." - po pierwszej zwrotce Nona już spała.
Zeszłam na dół, gdzie pomogłam Kelsey dokańczać przysmaki, na noc filmową. Po czym zaniosłyśmy to na górę.
- Wszystko? - spytałam wracając na dół.
- Tak. - weszłyśmy na górę, gdzie wkopałyśmy się pod kołdrę i oglądałyśmy film za filmem.
- Louisowi się nudzi. - powiedziałam, w połowie czwartego filmu, pokazując Kelsey wiadomość.

- Odpisz... albo nie. Daj. - powiedziała i nie pytając mnie o zgodę, wzięła mój telefon i zaczęła wystukiwać wiadomość. Potem przyszła kolejna i Kels znów coś odpisała i dopiero, gdy przyszła odpowiedź, oddała mi telefon.
 - Nie ma za co. - wyszczerzyła się. A ja nie pewnie, spojrzałam na wyświetlacz.
- Mogę cię zabić? - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Nie. - rzuciła we mnie poduszką i kontynuowałyśmy oglądanie "So Undercover" z Miley Cyrus w
roli głównej. Po piętnastu minutach, dostałam wiadomość od Louisa "Otworzysz? xx". Przewróciłam oczami i kazałam Kelsey iść otworzyć, ponieważ to ona wpadła na pomysł, aby ich tu zaprosić. Zatrzymując film, zbiegła po cichu na dół, a 2 minuty późnej ujrzałam też, Louisa i Liama.
- No cześć skarbie. Tęskniłaś? - Tomlinson podszedł do mnie.
- Wiesz.. Nie. - uśmiechnęłam się.
- Posuń swoją zgrabną dupę. - powiedział do mnie, ściągając buty i kurtkę by zaraz po tym wepchnąć się koło mnie.
- Co oglądamy? - spytał Liam.
- So Undercover. - odpowiedziałam, śledząc fabułę filmu.
- Mieliśmy oglądać horrory. - Louis ułożył usta w podkówkę.
- Upss? - zaśmiałam się, kładąc głowę na jego klatce piersiowej. - Wiesz, całkiem wygodny jesteś. - popatrzyłam się z dołu na niego a on objął mnie w pasie, przyciągając bliżej siebie.
- Cieszę się. - wymruczał.
Przez następne 20 minut, było w miarę cicho.
- To jest takie nudne. - w końcu odezwał się Louis.
- Wcale nie. - szturchnęłam go.
- Dobra, dość ja tego nie będę oglądał. - Tomlinson, zerwał się z łóżka i podszedł, do półki z filmami.
Włożył w odtwarzacz jakąś płytę, a już o chwili ujrzałam tytuł filmu, "Egzorcysta".
- Ciebie chyba bóg nie kocha. - warknęłam i wtuliłam się w poduszkę.
- Chodź przytul się. - powiedział otwierając swoje ramiona, a ja od razu się w niego wtuliłam.
- Wiesz że cię nienawidzę za ten horror? - uniosłam na niego brwi, gdy skończyliśmy noc filmową.
- Wiem że mnie kochasz. - zaśmiał się, ubierając buty.
- Gdzie ty do cholery idziesz? - podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Do domu skarbie. - uśmiechnął się rozbawiony.
- Ciebie chyba do reszty pogrzało. Puść dziewczynie horror, strasz ją, a później ją zostaw, z wybujałą wyobraźnią. Tak, bardzo mądre posunięcie. - warknęłam z irytacji.
- Zobaczymy się rano. - założył kurtkę a ja zerwałam się z łóżka.
- Nigdzie nie idziesz. - powiedziałam, nie znoszącym sprzeciwu tonem.
- Danielle, połóż się i śpij. - westchnął.
- Nie. Zostajesz ze mną. - podeszłam do niego, i chwyciłam za rękaw jego kurtki.
- Idź spać.
- Nie. A jak ty gdzieś teraz masz zamiar wyjść, to ja idę z tobą.
- Danielle. - powiedział, patrząc na mnie tak,jak patrzy na dziecko ojciec, gdy coś przeskrobało.
- Louis, błagam zostań ze mną. Ja się boję.
- Masz Kelsey obok.
- Proszę cię. Ona będzie całą noc panikowała.
- Czekaj tu, idę na chwilę do Liama. - powiedział.
- Idę z tobą. - powiedziałam, na co on westchnął przeciągle, ale objął mnie w pasie i razem skierowaliśmy się, do pokoju Kelsey. Ujrzeliśmy tam zapłakaną Kelsey, która mówiła coś do Liama, a on siedział i ją przytulał.
- Co jej? - Louis zapytał.
- Chce żebym został.
- Dan to samo. - westchnął, a ja się w niego wtuliłam, pokazując mu, jak bardzo nie chcę żeby szedł.
- Ostatni raz oglądamy z wami horrory. - powiedział Liam.
- Danielle, połóż się z Kelsey. Muszę pogadać z Liamem. Zaraz wrócę. - wszeptał wprost, do mojego ucha, a ja skinęłam głową i wbiegłam na łóżko, przyciągając Kelsey do uścisku.
- Zaraz wrócę. - powiedzał jej Liam oddając ją, w moje ręce. Skierowali się do drzwi sypialni i wyszli przez nie, o czymś szepcząc.
- Kelsey. Chodźmy spać. - powiedziałam i obie ułożyłyśmy się na łóżku.

Rozdział Szósty

Auu... Moja głowa. NIGDY więcej alkoholu. - pomyślałam, siadając na łóżku. Powoli stając na puchaty dywan, zauważyłam że jestem przebrana w piżamę.
- Przynajmniej nie spałam w niewygodnej sukience. - powiedziałam do siebie, schodząc na dół do kuchni, gdzie Kelsey siedziała i razem z Noną, oglądały Spongebobe'a.
- Hej. - powiedziałam z chrypką w głosie.
- Cześć. Naszykowałam ci tabletki. Leżą na blacie, obok wody. - Kels odwróciła się na chwilę w moją stronę, po czym znów, z zaciekawieniem oglądała, przygody żółtej gąbki.
Bez słowa weszłam do kuchni, gdzie zauważyłam tabletki. Bez zastanowienia się, szybko je połknęłam, popijając wodą.
- Idę wziąć prysznic i się ubrać. - powiadomiłam je i ruszyłam na górę, wybierając z szafy ciuchy. [KLIK].
Wchodząc pod prysznic, umyłam moje ciało i włosy.
Wyszłam z kabiny, a chłód przeszedł przez moje ciało, więc szybko owijając się ręcznikiem, wysuszyłam moje włosy i związałam je w koka. Następnie, szybko ubrałam czystą bieliznę i ciuchy. Postanowiłam, się dzisiaj nie malować.
- Idziemy na spacer? - spytałam, siadając na kanapie obok siostry.
- Zimno jest. - zmarszczyła nos.
- Też mi się nigdzie nie chce iść. - Kels wzruszyła ramionami.
- Ok. To zróbcie kanapę, idę zrobić coś do picia i jedzenia - powiedziałam i ruszyłam do kuchni, robiąc talerz kanapek z nutellą i trzy kubki kakao. Postawiłam to wszystko na stoliku i wchodząc od koc między nimi wzięłam na kolana talerz i podałam każdej kubek. Popatrzyłam na zegarek. Była godzina 13. Do godziny 17, oglądnęłyśmy dwie bajki - Rio oraz Rio 2. Pewnie oglądnęłybyśmy jeszcze Zaplątani, ale gdy akurat film się zaczynał, ktoś zadzwonił do drzwi.
- Kelsey otwórz. - jęknęłam, przeciągając się.
- Idę, idę. - wygrzebała się spod koca i ruszyła w stronę drzwi.
- Hej? - usłyszałam.
- Cześć.
- Co wy tu robicie? - spytała cicho.
- Przyszliśmy was odwiedzić. To znaczy, ja Ciebie, a Louis, Danielle.
CO?! Jak to Louis? Kelsey! Powiedz że mnie nie ma! - krzyczałam w myślach.
- Jasne, wchodźcie. Danielle jest w salonie. - no dzięki!
- Kto to? - Nona popatrzyła się na mnie.
- Cześć. - usłyszałam za sobą i od razu podskoczyłam. Postanowiła udawać, że nie słyszałam, jak Lam wypowiadał jego imię.
- Louis? Cześć, nie spodziewałam się tu ciebie. - powiedziałam "zaskoczonym" głosem.
- Jak impreza? - zaśmiał się.
- Dobrze. Chyba. Nie wiem, niczego nie pamiętam. - westchnęłam.
- Cześć Nona. Jak u ciebie? - Louis zwrócił się do mojej siostry.
- Dobrze. - wyszeptała cicho.
- Co robiłaś jak siostry wczoraj nie było? - usiadł obok mnie na kanapie.
- Bawiłam się. - powiedziała, a na jej policzki wdarł się rumieniec.
-  A tak właściwie, to po co przyszedłeś? - uniosłam brwi. - Powiedziałam ci wczoraj, że nie chce z tobą rozmawiać.
- Oh, czyżby? Czyli, nie pamiętasz tego jak się do mnie przystawiałaś? I tego, jak prosiłaś mnie o to, żebym cię pocałował? Tego, jak Kelsey chciała cie zabrać do domu, a ty zaczęłaś krzyczeć że nigdzie beze mnie nie pojedziesz? I tego, jak musiałem jechał z wami? Oraz tego, jak musiałem poczekać aż zaśniesz żeby wyjść, bo powiedziałaś, że beze mnie nie zaśniesz? - wymienił z chytrym uśmiechem.
- Co? Ja takich rzeczy, na pewno nie robiłam. - założyłam ręce na klatce piersiowej.
- Zapytaj się Kelsey. - zaśmiał się.
- Kels? - zawołałam przyjaciółkę.
- Słyszałam co mówił i to jest prawda. - odkrzyknęła.
-Nie. O boże jaka siara. - schowałam twarz w dłonie, czując zażenowanie.
- Naprawdę tak robiłam? - podniosłam głowę gdy, Louis opanował swój śmiech.
- Tak.- pokiwał głową.
- Robiłam coś jeszcze? - spytałam z nadzieją, że powie "nie".
- Nie. - wyszczerzył się.
- To dobrze. - westchnęłam z ulgą.

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział Piąty

Minął już prawie tydzień, odkąd widziałam Louisa. Nie powiedziałam Kelsey o tym, że widziałam go z bronią. W tym czasie trochę się wydarzyło. Pani Kathrina, pozwoliła mi i Nonie mieszkać u niej. Byłam też na policji, aby zgłosić to, co zrobiła moja matka z ojcem. Niby ich poszukują, a później ma być sprawa w sądzie. Skontaktowałam się z babcią i opowiedziałam jej o wszystkim. Była ona mocno wstrząśnięta, tym co ode mnie usłyszała i obiecała że pomoże mi i Nonie.
- Dan? Jesteś gotowa? - usłyszałam Kels.
- Tak, już wychodzę. - powiedziałam i ostatni raz spoglądając w lustro, wyszłam z łazienki.
- Pomyślałam, że jutro mogłybyśmy wyjść na jakąś imprezę? - spytała Kelsey, gdy chodziłyśmy po centrum handlowym.
- Jasne czemu nie. - wzruszyłam ramionami.
- Masz jakieś wiadomości od policji?
- Nie, jeszcze nie. Ale proszę cię, nie męcz mnie tym dzisiaj, chcę mieć dzisiaj spokój od tego. - westchnęłam, na co Kels obiecała, że nie będzie mnie męczyć tą sprawą.
- Danielle patrz, ładna ta sukienka? - Kelsey krzyczała z drugiego końca sklepu, wymachując sukienką.
- Tak, ładna. Koniecznie musisz ją przymierzyć. - odkrzyknęłam jej.
- Mogę cię o coś spytać? - podeszła do mnie.
- Jasne.
- Co sądzisz o Liamie? -szepnęła.
- Liamie?
- Tak, no wiesz. Ten kolega Louisa.
- Ah... No nic nie mogę o nim powiedzieć, bo prawie go nie znam, ale jest przystojny i wydaje się być miły, a czemu pytasz?
- Tak o.
- A może, chodźmy na imprezę dzisiaj. - zaproponowałam.
- Dzisiaj?
- No tak, jest piątek, czemu nie?
- Okej, możemy iść dzisiaj.
- Więc, mamy już ciuchy na imprezy, ale...
- Nie mamy butów. - z piskiem dokończyła za mnie Kelsey, na co ja się zaśmiałam.
Po trzech godzinach, byłyśmy już w domu pijąc kawę i odpoczywając.
- Mamo. - Kelsey zaczęła.
- Tak?
- Mogłabyś się dzisiaj zająć Noną? Chciałybyśmy dzisiaj pójść na imprezę i... no wiesz. - zapytała niepewnie.
- Jasne, i tak wieczorami mi się nudzi. Pogram z Noną w gry lub coś pooglądamy. - wzruszyła ramionami.
- Dziękujemy. - uśmiechnęłam się.
- Oh skarbie, nie ma za co. - również posłała mi szeroki uśmiech i powiedziała żebyśmy się już poszły szykować, więc tak też zrobiłyśmy.
- Iść w rozpuszczonych czy spiętych? - Kelsey wydarła się, gdy ja właśnie kończyłam makijaż.
- Idź w rozpuszczonych. - powiedziałam i wyszłam z łazienki. - I jak? - spytałam.
- Wow, dziewczyno, zrobimy ci jeszcze włosy i będziesz królową parkietu. - Kels weszła do łazienki, spinając włosy do makijażu.
- Danielle?
- No?
- Pomalujesz mnie? Ty umiesz tak ładnie, a mi to nigdy nie wychodzi. - zrobiła oczy kota ze shreka.
- Jasne, siadaj. - pokazałam jej na krzesło i zabrałam się za robienie jej makijażu.
- Dzięki, jesteś wspaniała. - przytuliła mnie w podziękowaniu.
- Nie ma za co. - zabrałam się za robienie mojej fryzury. Zrobiłam sobie spirale i spryskałam brokatowym lakierem który lekko przyświecał w ciemności, co pasowało do moich srebrno-brokatowych paznokci, które zrobiłam wcześniej. Kelsey wyprostowała włosy i zostało nam jeszcze założenie stroi.
- Dziewczyny, wyglądacie wspaniale. - Mama Kels nas pochwaliła.
- Dziękujemy. - powiedziałyśmy równocześnie, na co się zaśmiałyśmy.
Pol godziny później wchodziłyśmy do jednego z najlepszych klubów w Londynie.
- Chcesz jakiegoś drinka? - Kelsey spytała przekrzykując głośna muzykę, a ja zgadzając się pokiwałam głowa. Razem, skierowałyśmy się do baru gdzie w oczy rzucił mi się dwukolorowy drink, trzymany przez pewną dziewczynę.
- Chce takiego. - powiedziałam do barmana pokazując na drinka blondynki. Odbierając i płacąc za nasze drinki, skierowałyśmy się prosto na parkiet gdzie zaczęłyśmy tańczyć. Po godzinie i pięciu wypitych drinkach, byłam już trochę wstawiona. Bo, co jak co, ale głowy to ja do picia nie mam.
- Gdzie idziesz? - Kelsey krzyknęła za mną a ja pokazałam na pusta szklankę po drinku, na co kiwnęła głowa. Przepychając się przez ciała, skaczących w rytm muzyki, ludzi oraz nie patrząc pod nogi, uderzyłam o kogoś.
- Przepraszam. - rzuciłam szybko i chciałam przejść obok, ale zablokował mi przejście. Podniosłam głowę do góry i ujrzałam Louisa Tomlinsona.
- Cześć. - powiedziałam cicho.
- Danielle. - powiedział nie dowierzając.
- Mogę przejść? - spytałam.
- Porozmawiaj ze mną.
- Nie mamy o czym. - westchnęłam.
- Chce z tobą do cholery porozmawiać.
- Ale ja nie chce, ustaliliśmy chyba, że to był pierwszy i ostatni raz gdy się widzieliśmy. A teraz przepraszam, ale chce przejść. - szybko od niego odeszłam, nie dając mu szansy, na odezwanie się.
- To samo. - powiedziałam do barmana.
- Cześć Dan. - Liam usiadł obok mnie na krześle barowym, na co ja przewróciłam oczami.
- Kelsey gdzieś tam tańczy. - pokazałam ręką na tłum.
- Dzięki. - uśmiechnął się i zniknął mi z pola widzenia.
- Proszę. - podał mi mojego drinka.
  Postanowiłam nie przeszkadzać Kels i Liamowi, wiec siedziałam przy barze, spokojnie pijąc drinka.

                                        *Louis POV's*

Obserwowałem jak Danielle piła kolejne drinki. Postanowiłem dzisiaj nic nie pić. Chciałem być trzeźwy, gdy znajduję się obok niej. Nie wiem dlaczego, ale tak jest.
- Ne uważasz że to już za dużo? - dosiadłem się do niej.
- N-nie. - wybełkotała śmiejąc się.
- A ja uważam że tak. - chwyciłem jej rękę i odebrałem jej drinka.
- Idziemy tańczyć? - posłała mi swój piękny uśmiech.
- Nie tańczę. - powiedziałem, chwytając ją w tali, gdy znalazła się przede mną, zataczając się i prawie
się wywracając.
- Louiis. Proszę.
- Nie Danielle.
- No chodź.
- Ledwo stoisz a masz zamiar tańczyć? - zaśmiałem się.
- Dla mniie? - ledwo powiedziała.
- Chodź. - stając, kładąc rękę w dole jej pleców.
- Uwielbiam tą piosenkę! - pisnęła, klaszcząc w dłonie jak dziecko.
- Ciesze się. - uśmiechnąłem się, przyciągając ją bliżej do mnie tak, że jej plecy, zderzyły się z moją klatką piersiową. Powoli zaczęliśmy się kołysać w rytm muzyki.

niedziela, 4 maja 2014

Rozdział Czwarty

Jejku jeszcze 500 metrów i uwolnię się od Louisa jebanego Tomlinsona.
Kelsey dzwoniła już 4 razy upewnić się że wszystko ok. Zastanawiam się czy Tomlinson nie jest chory umysłowo bo dwa razy zaciągnął mnie siłą do jakiegoś zaułku bo "ktoś może nas zaatakować". Jak dla mnie kosmici mogą przylecieć i go zabrać.
- Danielle musimy tu wejść. - usiłował wciągnąć mnie do małego sklepiku.
- Nie. Ty musisz. Mam w dupie to co musisz. Po prostu daj mi spokój. - wyszarpałam się z jego uścisku.
- Jak chcesz. Ale żeby nie było że nie mówiłem.
- A tak właściwie co ty chcesz z tego sklepu? Byliśmy już w dwóch sklepach. Do trzeciego nie wejdę.
- Potrzebuje kupić gumy. - podrapał się po karku szukając czegoś wzrokiem.
- Ta jasne. - mruknęłam.
- Tomlinson. - usłyszałam za moimi plecami a Louis wypuścił wiązanke przekleństw pod nosem.
- Czego chcesz? - warknął chowając mnie za jego plecami.
- Twoich interesów. Twojej kasy. A najbardziej twojego życia.
- I gówno z tego dostaniesz.
- A co to za ślicznotka z tyłu? - spytał z obrzydliwym uśmiechem na ustach.
- Zostaw ją. Ona nie ma ze mną nic wspólnego.
- Naprawdę? To mogę ją wziąść?  No wiesz o co chodzi. - gdy to powiedział z moich ust wydostał się pisk i zacisnęłam dłonie w pięści chwytając koszulkę Louisa.
- Odwal się od niej. - cały się napiął.
- Czyli jednak coś dla Ciebie znaczy. Pytałeś się mnie czego chcę. Chcę twoich interesów, twojej kasy, twojego życia ale teraz chcę też ją. - głową wskazał na mnie a ja bardziej schowałam się za nim przytulając się do jego pleców.
- Powiedziałem ci coś. - Louis chwycił za koszulkę faceta i rzucił nim o pobliskie drzewo po czym uwalniając się z mojego uścisku zaczął okładać go pięściami. W moich oczach pojawił się strach. Nie zważając na konsekwecje oberwania pięścią ruszyłam w ich stronę i zaczęłam odciągać Louisa od tego faceta.
- Louis zabijesz go. - pisnęłam.
- O to kurwa chodzi. - wysyczał odpychając mnie a zza szfulki spodni wyjął pistolet. Z moich ust wydostał się szloch i pisk.
- Zabijesz mnie? Tutaj przy świadkach? Jesteś żałosny. - facet którego Louis pobił wycharczał ostatnimi siłami. - Zresztą popatrz na swoją laskę. Cała się trzęsie ze strachu. - Tomlinson odwrócił wzrok w moją stronę. Louis upewnił się że tamten nie wstanie po czym schował pistolet i podszedł do mnie. Ja od razu cofnęłam się do tyłu.
- Danielle, nic ci nie zrobię okej? - spytał cicho a ja pokręciłam głową na "nie". - Podejdziesz do mnie? - wyciągnął swoją rękę w moją stronę a ja bardziej się cofnęłam. - Zaprowadzę cię do domu okej? Do Nony. - powiedział a ja znów pokiwałam głową na nie. Nie chciałam, nie po tym czego byłam świadkiem. - A gdzie chcesz iść? - zrobił jeden mały krok w moją stronę a widząc że się nie cofnęłam zrobił dwa małe następne. Chciałam powiedzieć że do mamy. Ale w porę uświadomiłam sobie że już nie mam ani mamy ani taty.
- Ch-chcę do babci. - rozpłakałam się opierając się o ścianę jednego z budynków.
- Okej, a gdzie twoja babcia mieszka?
- Daleko. - mruknęłam.
- Ej nie płacz. Chcesz jechać do babci? Mogę cię zawieźć.
- Nie możesz. Poprostu daj mi spokój. - wychlipiałam i ruszyłam w stronę domu Kelsey.
- Poczekaj. Odprowadzę cię do domu i dam ci spokój okej? - spytał a ja pokiwałam głową na znak zgody.
Przez całą drogę się nie odzwywałam. Tak samo jak on.
- No to cześć. - powiedział i zniknął za rogiem. Już nigdy więcej go nie zobaczę.
------
Przepraszam za błędy. Nie chciało mi się go sprawdzać xd