poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział Pierwszy


-Nona? Nona co robisz? - podniosłam się z kanapy zauważając moją młodszą siostrę przy mikrofalówce.
- To piszczy. - pokazała na urządzenie.
- Wkładałaś coś tam? - popatrzyłam na nią a ona pokiwała tylko głową na nie. - A coś na ciskałaś?
- Nie. Rysowałam kotka i to zaczęło piszczeć i migać. - pokazała na zmieniające się cyferki "10:34" , "10:33" , "10:32", "10:31".
- O boże. - wpakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torby i biorąc siostrę na ręce wybiegłam z domu.
- Czemu uciekamy? - popatrzyła się swoimi czarnymi oczami na mnie.
- Ktoś... Idziemy na spacer. - uśmiechnęłam się nerwowo.
- A kupimy lody?
- Tak. - odwróciłam się patrząc na dom który za jakieś 2 minuty wybuchnie.
- A kiedy mama i tata przyjedzie?
- Nie wiem. - powiedziałam wyciągając telefon i zadzwoniłam do mamy. "Przepraszamy. Wybrany numer jest niedostępny." Co?! Zmieniła numer? Wybrałam numer taty. To samo. Serio? Akurat teraz zmieniacie numer gdy nas ktoś chciał zabić?
- A jak przyjadą i nas nie będzie? Będą krzyczeć, ja nie lubię gdy na nas krzyczą. - pokręciła głową.
"Nie wychodźcie z domu. Nie jest bezpiecznie." W głowie przetwarzałam jej słowa. I jej ironiczny uśmiech. Do tego ta zmiana numeru. I jeszcze te jej zmiany humorków. Od jakiegoś czasu wszystko czego z Noną nie zrobimy, zawsze jest źle, ciągłe krzyki i kłótnie.
- Nona. - zaczęłam cicho.
- Tak?
- Oni nie wrócą. - wyszeptałam.
- Kto nie wróci?
- Rodzice. Mama i tata, już do nas nie wrócą.
- Czemu? Ktoś ich porwał? Uratujemy ich.
- Nie. Oni nas nie kochają. - łzy poleciały po moich policzkach.
- Dani. Nie płacz. Oni nas kochają. - objęła swoimi malutkimi rączkami szyję.
- Nieważne. Chodź na lody. - wskazałam na budkę z lodami a Nona od razu zeskoczyła z moich ramion.
- Którego byś chciała skarbie? - pani w budce uśmiechnęła się a Nona pokazała jej smak czekoladowy.
- Proszę. - podała jej. - 1.50. - podałam jej odpowiednią sumę pieniędzy.
- Dani?
- Tak?
- Pójdziemy do parku na plac zabaw?
- Jasne. - uśmiechnęłam się i ruszyłyśmy w stronę parku,
- Wiesz że Miley da jutro koncert w arenie? - oczy Nony się rozjaśniły gdy to powiedziała. Była wielką fanką Miley Cyrus. W sumie ja też. Tylko ona kochała ją bardziej z Hannah Montana a ja kochałam jej piosenki.
- Pójdziemy?
- Nona, wiesz jak bardzo bym chciała ale nie mamy tak dużo pieniążków. Może następnym razem, okej?
- Okej. - westchnęła z rezygnacją.
- Idź się baw. Rita jest. - pokazałam jej miejsce gdzie bawiła się jej przyjaciółka.
- Rita! - wykrzyknęła i pobiegła w jej stronę po czym obie wpadły w swoje ramiona. Usiadłam na ławce wyciągając telefon ze słuchawkami po czym puściłam Demi Lovato - Neon Lights. Nie wiem ile minęło ale już chyba dość sporo czasu bo nim się obejrzałam zrobiło się ciemno a Nona chciała już iść do domu.
- Nona ubierz sweter. - podałam jej gruby czerwony sweter.
- Idziemy do domu? Ja chcę już spać.
- Nona. My nie mamy... nie mamy domu.
- Jak to nie mamy domu?
- Nona, posłuchaj mnie. Pamiętasz tą bajkę jak pan Tutuś dał bombę temu złemu i cały budynek wybuchł?
- Tak pamiętam. Oglądałyśmy to dzisiaj. Wszystko się spaliło i ten zły nie miał gdzie mieszkać.
- No właśnie. Mama i tata dali nam bombę i nasz dom wybuchł i teraz nie mamy gdzie mieszkać.
- Jesteśmy źli?
- Nie, to mama i tata są źli.
- To gdzie będziemy spać?
- Co powiesz na to że pójdziemy do jakiegoś hotelu?
- Tak.
- To chodź zanim całkiem się ściemni.  - wzięłam małą za rękę i ruszyłyśmy do pobliskiego hotelu.
- Dobry wieczór.- powiedziałam stojąc przy recepcji. - Chciałabym pokój dla dwóch osób.
- Proszę. - podała mi kluczyk.
- Pojedziemy windą? - popatrzyła na mnie.
- Okej. - weszłyśmy do wolnej. Pokazałam Nonie żeby nacisnęła na trójkę, ale zanim zdążyła to zrobić do windy wszedł szatyn o morskich oczach. Nigdy nie widziałam tak jasnych niebieskich oczu. W końcu sama złapałam się na gapieniu w jego oczy.
- Nie gap się tak. - fuknął i oparł się o jedną ze ścian na co wywróciłam oczami a on nacisnął trójkę. No świetnie, na dodatek mamy pokoje na tym samym piętrze? Może kiedyś los się do mnie odwróci. W końcu wybawienie. Chciałam wyjść z Noną z windy, ale pan idealny miał inne plany, inaczej popchanie mnie i wyjście z windy.
- Uważaj jak chodzisz. - warknął.
- Ty siebie słyszysz? - fuknęłam.
- Masz jakiś problem? - odwrócił się i zmierzył mnie wzrokiem.
- Aktualnie ciebie.  - przeszłam obok niego szturchając go ramieniem.
- I powiedziała to dziwka z dzieckiem. - prychnął.
- Co ty powiedziałeś? - podeszłam do niego.
- To co słyszałaś. - uśmiechnął się sztucznie wchodząc jak przypuszczam do jego pokoju.
- Debil.- warknęłam otwierając drzwi z numerem "94".
- Dani, kto to był?
- Taki ktoś z kimś nie powinnaś rozmawiać. Idź spać. - pokazałam jej na łóżko wyciągając starą koszulkę z plecaka.
- I przebierz się w to. - dodałam a Nona widząc że nie mam humoru posłusznie się przebrała.
- Wzięłaś Lize? - spytała patrząc się uważnie na mnie.
- Tak. Trzymaj. - podałam jej pluszową maskotkę bez której nie umiała zasnąć.
- Dobranoc Dani. - powiedziała i po chwili odpłynęła.
Wyciągając telefon wybrałam numer do mojej przyjaciółki Kelsey.
- Halo? - usłyszałam głos po drugiej stronie słuchawki.
- Kelsey? - załkałam bo cała ta sytuacja mnie przerastała.
- Danielle? Coś się stało? Dlaczego płaczesz?
- Kels. Moi - moi rodzice.
- Dani, co z nimi?
- Oni chcieli mnie zabić.
- Każdy rodzic mówi tak swojemu dziecku.
- Nie Kels. Oni naprawdę chcieli mnie znaczy nas zabić.
- Jak to?
- Nona znalazła bombę podłączoną do mikrofali. Wzięłam potrzebne rzeczy i uciekłyśmy.
- Co?! Boże Danielle tak mi przykro. Gdzie jesteście obecnie? Jak nie macie gdzie mieszkać ja was przyjmę. Wiesz że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Wiem, dziękuje. Ale zatrzymałyśmy się w hotelu.
- W którym? Zaraz tam będę. - słyszałam przekręt zamka w drzwiach po drugiej stronie słuchawki.
- Kelsey! Nie musisz.
- Ale chcę. Kupię na stacji lody. Podaj adres to przyjadę.
- Wyśle ci sms.
- Okej.
- A i Kels?
- Tak?
- Dziękuje, jesteś najlepsza.
- Nie ma sprawy. Przebierz się w piżamę i czekaj.
- Okej. - westchnęłam i szybko wysłałam jej sms z adresem i numerem  hotelu i pokoju.
Popatrzyłam na None która smacznie spała przytulona do jej ulubionego pluszaka.
Poczułam nagły głód. Biorąc kilka banknotów z portfela wyszłam z pokoju kierując się do windy.
- Możesz nie jeździć windą wtedy kiedy ja? - usłyszałam głos za sobą gdy naciskałam na "0" przez co lekko podskoczyłam.
- Oh przepraszam, nie wiem czy wiesz ale możesz iść schodami. - uśmiechnęłam się bardzo sztucznie po czym wywróciłam oczami.
- Zrób to jeszcze raz a nie będzie tak miło. - pan "nie jeździj ze mną windą bo to mnie wkurza" warknął wprost do mojego ucha.
Odwróciłam lekko głowę i zobaczyłam go pochylonego nade mną.
Już miałam coś powiedzieć gdy drzwi windy się otworzyły więc szybko z niej wyszłam.
- Ty sobie dziewczyno ze mnie żartujesz. - zaczął iść za mną.
- To ty chodzisz za mną. - powiedziałam wchodząc do restauracji hotelowej.
- Co podać? - spytała pani zza lady.
- Może wezmę naleśniki.
- Z czekoladą czy z owocami?
- Z owocami. I jakbym mogła to wziąć do pokoju.
- Jasne, poczekaj 10 minut.
- Okej. - usiadłam na stołku barowym.
"Za ile będziesz?" Wysłałam sms Kelsey.
"Za dwadzieścia minut." Dostałam szybką odpowiedź.
- Więc jak ci na imię?
- Po co ci to wiedzieć? - uniosłam brwi.
- Cały czas za mną chodzisz. Chcę wiedzieć. - zaśmiał się.
- O jaka szkoda bo się nie dowiesz.
- Nie wiesz z kim zadzierasz. -syknął stając przede mną gdy odwróciłam się na tym stołku.
- Z bipolarnym dupkiem?
- Gorzej. - jego oczy pociemniały. - O dużo gorzej.
- Daj mi po prostu święty spokój i wszyscy będą szczęśliwi. - powiedziałam zniecierpliwiona.
On odwrócił głowę jakby nad czymś się zastanawiał.
- Nie. - powiedział w końcu.
- Co nie?
- Nie dam ci spokoju.
- Czemu?
- Nie wiem.
- No cóż, jak dobrze pamiętam ostatnio nazwałeś mnie dziwką a teraz się mnie uczepiłeś. - warknęłam.
- To był taki żart,
- Kogoś śmieszył? - uniosłam brwi.
- Mnie.
- Dobrze wiedzieć.
- To co powiesz mi jak masz na imie?
- Nie, chyba że ty powiesz pierwszy.
- Louis, Louis Tomlinson. Teraz powiesz?
- Nie. A teraz sorka ale muszę iść. - odebrałam moje zamówienie uprzednio za nie płacąc i ruszyłam do windy.
- Nigdzie nie pójdziesz. No chyba że powiesz mi jak masz na imię. - złapał mnie w tali i przycisnął do swojej klatki piersiowej.
- Puść mnie. - zaczęłam się wyrywać.
- To powiedz jak masz na imię.
- Nie. A teraz mnie puść.
- Mówisz?
- W twoich snach. - powiedziałam gdy zaczął dzwonić mu telefon.
- Masz dzisiaj szczęście ale jutro już tak fajnie nie będzie pani bezimienna. - puścił mnie kierując się w stronę wyjścia z hotelu. Z dezorientacją weszłam do windy i skierowałam się do pokoju gdzie od razu wzięłam prysznic przebierając się w piżamę. Usiadłam na łóżko i zaczęłam jeść naleśniki. Oczywiście musiałam się ubrudzić. Gdy zaczęłam zmywać z twarzy sos truskawkowy usłyszałam pukanie do drzwi. Przewracając oczami otworzyłam je i ukazała mi się moja przyjaciółka.
- Kels. - rzuciłam jej się w ramiona.

-----------
rozdział dedykowany gargamelowi <3 to dzięki niej postanowiłam opublikować te gówno ;3

Bohaterowie

Danielle Jones 17l.
(Shanley Caswell)


 Louis Tomlinson 19l.
(Louis Tomlinson)



Kelsey Evans 17l.
(Acacia Clark)

Liam Payne 19l.
(Liam Payne)
Nona Jones 5l
(Selena Gomez)