poniedziałek, 22 grudnia 2014

Święta ^.^

Hej , hej ^^

Z okazji świąt Bożego Narodzenie chce Wam złożyć te życzenia:
Mało zmartwień, dużo forsy no i samych przyjemności,
A gdy idol Was odwiedzi to i życzę dużo dzieci. 
sytej kolacji, kolęd ze sto, dużo prezentów i życia bez trosk
Myślę chyba że to wszystko, Nowy rok jest bardzo blisko,
może uda coś się dodać, a jak nie możecie mnie poćwiartować <3
WESOŁYCH ŚWIĄT !!


Liebster Award

 Liebster Award 


„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.”


Zostałam nominowana do Liebster Award przez http://swiat-wedlug-wariatek.blogspot.com/  
za co serdecznie dziękuję <3

Pytania do mnie:

1. Czego nie lubisz w ludziach?
2. Jakiego rodzaju książek ne lubisz?
3. Szybko wybaczasz?
4. Coś co kochasz ponad życie?
5. Posiadasz jakieś lęki/fobie?
6. Do jakich fandomów należysz?
7. Jak opisałabyś się w kilku słowach?
8. Za interesowania/hobby?
9. Denerwują cię komary, muszki muchy i tym podobne?
10. Która klasa ?
11. W domu wszyscy zdrowi? XD


Odpowiedzi:

1. Nie lubię fałszywości i dwulicowości. To chyba najbardziej mnie wkurza. 
2. Lektur :'D .. a tak serio to nie bardzo lubię dramaty. Z tego typu wolę filmy, chociaż nie powiem że nie czytam;)
3. To zależy... Jeśli to nie jest nic bardzo złego, to tak ;) góra tydzień i mi przechodzi. A jeśli są to bardzo złe rzeczy to urazę potrafię trzymać kilka miesięcy lub krócej, w zależności czy ta osoba stara się o wybaczenie.
4. trudne pytanie. na pewno kocham mój telefon, ale jednak przeżyłabym bez niego. kocham też mojego chłopaka i przyjaciół, to chyba jasne.  no a tak to to nie wiem. nie potrafię się przywiązywać.
5. tak. Mam ich dość dużo.... jednymi są : hematofobia (lęk przed widokiem krwi), brontofobia (lęk przed burzami, piorunami itp.) , akrofobia (lęk wysokości), gefyrofobia (lęk przed mostami) itp.
6. Selenator, Belieber, Directioner 
7. towarzyska, przyjacelska, brzydka XD 
8. kocham jazdę konną, uwielbiam pisać nie ważne co, kocham czytać książki i opowiadania
9. tak i to bardzo
10. 3 gimnazjum ^^
11. obecnie ja jestem przeziębiona xD 

Pytania ode mnie:

1. Masz zwierzęta?
2. Co robisz w wolnym czasie?
3. Do jakich fandomów należysz?
4. Twoja ostatnia słuchana piosenka?
5. Co sądzisz o relacji Seleny  z Justinem?
6. Chodzisz do kościoła?
7. Twoje marzenie? 
8. Jest coś co nigdy ci się nie znudzi? Jeśli tak, dlaczego?
9. Długo prowadzisz bloga?
10. Ile masz lat? 
11. Masz coś co masz od dzieciństwa i nigdy tego nie wyrzucisz?



Blogi nominowane przeze mnie: 
1. http://noc-zawsze-jest-mloda.blogspot.com/
2.  my-weaknees-harry-styles.blogspot.com
3.  you-are-too-lovely.blogspot.com
4.  http://kids-from-the-streets.blogspot.com/
5. http://dance-with-me-zayn.blogspot.com/
6. keytoyourheart-opowiadanie.blogspot.com
7. i-lost-my-direction.blogspot.com
8. http://bally-fanfiction.blogspot.com/
9.one-fairy-and-so-pretty.blogspot.com/
10.http://my-little-alex.blogspot.com/
11. i-will-find-you-wherever-you-are.blogspot.com/

wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział Trzydziesty Ósmy

Zerwałam się z łóżka słysząc krzyk przerażenia z dołu. Jeśli to Perrie? Louisa nie było w pokoju, żałuję że wygoniłam go.  Może teraz by mi pomógł. Zbiegłam na dół i zobaczyłam wszystkich zebranych już przed kuchnią.
- Co się dzieje?  - Spytałam próbując zobaczyć coś przez nich.  Jednak na darmo.  Louis odwrócił się w moją stronę co jeszcze bardziej zasłoniło mi widok.
- Nic się nie stało skarbie.  - Powiedział drżącym głosem i smutnym wzrokiem,  wiedziałam że kłamie. Że coś przede mną ukrywa.
- Nie kłam,  tu chodzi o mnie tak?  To coś co jest w kuchni jest związane ze mną. - Powiedziałam próbując nawiązać z nim kontakt wzrokowy. Jednak na marne.
- N-nie.. Ja..  Tu...  My - jąkał się.
- Powiedz jej prawdę. Ona i tak się dowie. - Westchnął Niall.
Louis ciężko wypuścił powietrze z ust i odsunął się tak że mogłam zobaczyć całą kuchnię.  Całą rozwaloną kuchnie. Ściany były pomazane. Wszystkie naczynia powyjmowane a nie które pobite. Weszłam w głąb kuchni i dokładnie się rozejrzałam. Na jednym z blatów leżała kartka. A obok niej mój ulubiony kubek. Teraz pomazany. Wzięłam go do ręki i z przerażeniem stwierdziłam że to nie jest marker.  To była krew. Trzęsącymi rękami odstawiłam kubek i wzięłam do ręki kartkę. Łzy które zebrały mi się w oczach nieco zasłoniły mi widok.
"Myślałem że jesteś mądrzejsza Danielle. Prawie uderzyć jednego z najbardziej niebezpiecznych ludzi na świecie?  Brawo moja droga. Chcę zobaczyć Twoją minę gdy zobaczysz niespodziankę którą dla Ciebie przygotowałem. Myślę że się ucieszysz. A gdzie Twój piesek?  Zniknął? Twój największy koszmar. Xx" Gdy skończyłam czytać moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa,  upadłam na zimną posadzkę. Zaraz koło mnie znalazł się Louis który wziął mnie w swoje ramiona.
- Louis gdzie jest Mili? - Spytałam szeptem.
- Nie wiem kochanie. - Powiedział a ja ledwo wstałam z podłogi. Podtrzymując się wbiegłam na górę. -MILI! MILI SKARBIE!?  - Wolałam chodząc po pokoju.  Usłyszałam psi skowyt z szafy. Rzuciłam się w jej stronę i szybko ją otworzyłam. To co zobaczyłam wywołało u mnie pisk. Mili była mocno ściśnięta za szyję cieńkim paskiem od spodni i przywiązana do jednego z wiszących wieszaków. Uklękłam przed nią i trzęsącymi rękami odwiązałam pasek z jej szyi. Wzięłam przerażoną Mili na ręce i przytuliłam ją do siebie a z moich oczu znów poleciały łzy.
- Danielle?  Znalazłaś... - Louis wpadł do pokoju i gdy tylko mnie zobaczył, rzucił się na mnie,  mocno mnie przytulając.
- N-nie chce tak żyć. - Załkałam.
- Wiem kochanie,  ale to się skończy zaraz. Obiecuje. - pocałował czubek mojej głowy.
- O-ona była przy-przywiązana,  ja nie wiem co bym zrobiła gdyby jej się coś stało. - Płakałam w jego koszulkę.
- Nie myśl o tym skarbie. Wszystko nie długo się ułoży,  zobaczysz.
Nie wiem ile tak siedzieliśmy, gdy przyszedł Liam żeby porozmawiać z Lou.
- Kotku idź do dziewczyn. Ja zaraz przyjdę.  - Powiedział a ja pokiwałam głową i trzymając na rękach Mili, zeszłam do salonu gdzie byli pozostali. Kelsey gdy mnie zobaczyła od razu rzuciła się na mnie mocno przytulając.
Usiadłyśmy na kanapie i zapadła między nami cisza. Słyszałam krzyki na górze, ale nic z tym nie zamierzałam zrobić. Przytuliłam moją Mili. Kelsey zaczęła coś do mnie mówić, ale nie słuchałam jej. Za bardzo pogrążyłam się w swoich myślach.

---------
Zjebałam ten rozdział. Nie dość że jest późno to jeszcze krótki,  ale nie chciałam żebyście dłużej czekały.  zostałam nominowana do liebster awards *.* za  co dziękuję.  Postaram się zrobić to jutro.  Nie wiem o której jutro wrócę <3 kocham was! Do następnego <3 :*

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział Trzydziesty Siódmy

Rozdział dedykuję wszystkim którzy zostawili po sobie zajebisty komentarz pod poprzednim rozdziałem <3

-------------------------

Nie mogłam przestać się uspokoić. To było silniejsze ode mnie. Za każdym razem gdy Louis zwalniał uścisk ja wyrywałam się z jego objęć.
- Danielle!  - odwrócił mnie twarzą w jego stronę. - Co ci się stało do cholery!
- CO SIĘ STAŁO!?  Ten debil uderzył Perrie! - krzyczałam a złość rozchodziła się po moim ciele wraz z adrenaliną.
- Już,  uspokój się. Nic takiego się nie stało. - powiedział Louis.
- No jasne, oczywiście. Przecież to normalne że chłopak podchodzi do dziewczyny i ją uderza! - Moje krzyki obudziły dziewczyny które zjawiły się na dole.
- Co tu się dzieje do cholery?  - spytała Kelsie przecierając oczy. - Jest 4 nad ranem a wy się tu kłócicie.
- Danielle chodźmy na górę. - Wyszeptał w moje ucho Louis.
- Nigdzie nie idę dopóki ten idiota nie dostanie za swoje. - wskazałam ręką na Zayna.
- Chamuj się dziewczyno. - Brunet mnie ostrzegł ale nie przyjęłam się tym. Moja przyjaciółka została przez niego pobita a oni sobie tak stoją i patrzą się na tego debila ze spokojem. No kurwa co to ma być! Powinien dostać za swoje!
- Danielle daj spokój. Idziemy na górę. - powiedział Louis ciągnąc mnie za sobą na  górę.
- Jeszcze się z tobą policzę! - Krzyknęłam a Zayn wystawił mi środkowego palca.
- Kretyn, debil, szmaciarz, jebany idiota! - Chodziłam w kółko po pokoju wymyślając coraz to nowe wyzwiska na Malika.
- Powinieneś mu przypierdolić albo chociaż dać zrobić to mi! Ale nie ty wolałeś stać i mnie trzymać! - wydarłam się na szatyna który uważnie mi się przyglądał.
- Uspokój się już. - powiedział znudzonym głosem.
- Pierdol się.
Po jeszcze dwóch kółkach usiadłam na kolanach Louisa w rozkroku na co mnie przyciągnął do siebie i przytulił.
- Kochanie uspokój się,  takie chodzenie w tą i z powrorem niczego ci nie da. - powiedział całując mnie w czoło.
- Wiem,  ale jeden tak wściekła na niego. - Wysyczałam.
- Musisz też wiedzieć jedną rzecz,  odwrócił głowę w drugą stronę i już wiedziałam że to nie będzie dobre.
- Jaką? - Uniosłam brwi.
- Nie będzie ci się to podobać ale musisz wiedzieć.
- No mów już. - Zeszłam z jego kolan i usiadłam obok na łóżku.
- Nie możesz tak napadać na żadnego z nas. Gdy ktoś tak robi,  musi zostać ukarany. Takę ustaliliśmy zasady. - Z każdym jego słowem moje oczy rozszerzały się coraz bardziej.
- czyli co!?  Teraz mnie pobijesz?!  - Krzyknęłam.
- Nie,  nie chcę Cię bić. Prostu proszę Cię żebyś więcej nie odpierdalała takich rzeczy, jak ta co miała miejsce na dole.
- Zostaw mnie samą. - Warknęłam wskazując mu na drzwi.
- Danielle...
- Wyjdź. - Louis ze smutkiem w oczach wstał i zostawił mnie samą.
Poczekałam chwile i z płaczem rzuciłam się na łóżko. Nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam.

Louis POV

- Kurwa mać! - Usłyszałem z dołu. Doszłem po głosie do kuchni gdzie był kompletnie zalany Zayn.
- Co ci?  - Opadłem zmęczony na krzesło obok przyjaciela.
- Poszła sobie. Ona mnie zostawiła Lou. - Powiedział Zayn pociągając łyka z butelki. A miałobyć tak fajnie. Mieliśmy wrócić i świętować wygraną. Mieliśmy się bawić,  wziąć dziewczyny na imprezę.  I wszystko poszło się jebać a Perrie zerwała z Zaynem. Gdyby on jej tak nie bił było by dobrze.  Nie zostawiła by go. Też mam ochotę zlać Danielle za ten jej nie wyparzony język. Ale siłą się powstrzymuje. Nie mógł bym jej tego zrobić. Przynajmniej nie teraz. Nie po jej przejściach. Ale kiedyś jej się w końcu oberwie. Gdy skoczyła do Zayna przeszła wszystko. Powinienem przy wszystkich przełożyć ją przez kolano i zlać. Ale jednak tego nie zrobiłem.
- Wróci. - Powiedziałem po krótkiej chwili. - Ona cie kocha tylko odeszła bo się boi. Gdybyś jej tak nie lał.
- Wiem że jestem skurwielem. - Wybełkotał. Zabrałem mu flaszkę i sam upałem łyka.
Pomogłem Zaynowi dotrzeć do jego pokoju i udałem się do mojego. Gdy wszedłem, Danielle już spała ale wiedziałem że nie chciałaby jutro się obudzić koło mnie dlatego wziąłem jedną poduszkę i koc po czym zeszłem na dół i rozłożyłem się na kanapie. Po chwili już spałem.

*rano 10.00*

Narrator POV

O tej godzinie jeszcze wszyscy spali. Dziwne było by gdyby wszyscy byli już na nogach po wczorajszej akcji. Przenieśmy się do kuchni. Wysoka postać krzątała się po niej. Co robiła? Wyciągała wszystkie naczynia po czym posmarowała ulubiony kubek Danielle krwią. Wziął kartkę i coś napisał. Wiadomość. Zła? Dobra?  Wesoła?  Smutna?  Jeszcze tylko czerwonym wodoodpornym markerem popisał szafki kuchenne. Nagle jakiś kroki z góry i postać znikła.

~~~
Hej,  przybywam do was z nowym bardzo krótkim rozdziałem ale on taki ma być ;D to jest rozdział specjalny bo po tym rozdziale będą same kłopoty w związku i życiu LANIELLE... Jeszcze raz dziękuję za wszystkie cudowne komentarze <3

poniedziałek, 27 października 2014

Rozdział Trzydziesty Szósty część 2

Danielle POV's
Zostałam sama, znowu. Wiem że w domu są dziewczyny ale wolałabym żeby był tu Louis. Z dużym westchnięciem pożegnałam się z babcią i zeszłam na dół. Na kanapie siedziała Perrie więc też tam się udałam.
- Cześć.  - westchnęłam wiedząc jej zapłakaną twarz.
- Danielle.  - rzuciła się w moje ramiona łkając.
- Co się stało?
- M-możemy iść pogadać o tym na górę?  - wyjąkała.
- Jasne,  chodź. - pomogłam jej się podnieść i ruszyłyśmy do jej pokoju.
- Perrie,  co się stało? - spytałam,  myślałam że ona i Jessica nigdy nie płaczą,  w końcu są dziewczynami najniebezpieczniejszych ludzi w Londynie jak nie w Anglii.
- Ja i Zayn,  i on i ja. - płakała motając się we własnych słowach.
- Spokojnie.  - przytuliłam ją do siebie.
- Ja byłam z koleżanką i jej chłopakiem na mieście,  i on mnie objął,  Z-zayn to widział i kiedy wróciłam do domu.  On,  on uderzył mnie i rzucił mną o ścianę.  - mówiła mocząc moją koszulkę jednak nie tym teraz się przejmowałam. On ją do cholery uderzył. Byłam wściekła na tego dupka. Jak można uderzyć dziewczynę?  W dodatku swoją dziewczynę.
- A t-to nie był pierwszy raz Danielle. - wyszeptała.
- C-co? - zatkało mnie,  wydawało mi się że Zayn jest spoko. Pozory mylą i to bardzo. Mam wielką ochotę mu wpierdolić,  powiesić za jaja. I każdego innego który kiedykolwiek uderzył jaką kolwieka inną dziewczynę czy dziecko. Jak można być takim chujem.
Nawet nie wiem kiedy Pezz usnęła w moich ramionach. Wściekła wyszłam z pokoju uprzednio kładąc wygodnie Perrie i przykrywając ją kocem. Zeszłam na dół szukając tego dupka.  Jednak nigdzie go nie było.  Mentalnie przyłożyłam sobie "facepalm'a". Przecież wyszli na "misje" czy jak oni tam mówią.
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.  Jak tylko ten dupek wróci to chyba mu przywalę. Próbowałam się skupić na filmie który leciał w telewizji.  Ale moje myśli krążyły w okół Zayna Dupka Malika. Minęła godzina a ich dalej nie było.
2 godziny.
3 godziny.
4 godziny.
5 godzin.
W końcu usłyszałam jakieś kroki i śmiechy za oknem. Poderwałam się z kanapy i stanęłam przed drzwiami.
Klucz przekręcił się w drzwiach i do środka weszło 4 chłopaków. Gdy zobaczyłam bruneta wszystko się  we mnie zagotowało 10 razy bardziej niż gdy powiedziała mi o tym Perrie.
- Nie śpisz skarbie?  - Louis poszedł do mnie z zamiarem pocałowania mnie ale go odepchnęłam.
- Wykastruje cię debilu!  - krzyknęłam podchodząc do Malika.
Podniosłam pięść i celowałam w jego policzek lecz on na nieszczęście zablokował mój ruch.
- Louis co ona do jebanej cholery wyprawia?! Ta szmata chciała mnie uderzyć! - krzyknął odpychając mnie.
- Tylko nie szmata. - Louis zagroził mu. Chwycił mnie w pasie gdy zobaczył że znów chcę podejść do Zayna.

-------
Zjebałam po całości,  rozdział pisany na szybko więc przepraszam za błędy. Chce was też również przeprosić za to że rzadko dodaje rozdziały. Mam nadzieję że mi wybaczycie.  Zastanawia mnie czy ktoś w ogóle to czyta XD

sobota, 18 października 2014

PRZEPRASZAM

zjebałam sprawę z 36 rozdziałem ;c nie wiem kiedy ten rozdział się pojawi...
jestem zjebaną bloggerką.. ale teraz naprawdę przechodzę załamanie i nie długo się przeprowadzam.
Tak szczerze to całymi dniami siedzę i ryczę, więc wybaczcie mi... wiem że to nie pierwszy raz kiedy tak nie dodaje rozdziału. Biorę to na klatę, możecie mnie zwyzywać czy coś. Jestem do bani ;c 

PRZEPRASZAM

czwartek, 16 października 2014

Rozdział Trzydziesty Szósty część 1

Louis POV

- Danielle?  Kim była ta dziewczyna z którą rozmawiałaś? - spytałem wchodząc do pokoju gdzie siedziała brunetka.
- Powiedziała mi że jest moją siostrą. Nazywa się Nina Jones i mówiła że jej ojciec zdradził jej matkę z moją matką, gdy ona i jej,  znaczy nasz brat był mały. - wytłumaczyła.
- Kochanie,  nie uważasz że to dość dziwne?  Nagle odnajduje cię w sklepie zoologicznym i twierdzi że jest twoja siostrą. - usiadłem za nią,  kładąc mój podbrudek na jej ramieniu.
- Powiedziała mi że on pokazywał im moje i Nony zdjęcia. Nam wtedy mówił że jedzie w delegacje. A moja mama wiedziała że ma dzieci z inną.
- To ma sens, ale dalej uważam że nie powinnaś jej ufać, ona może być kimś od naszych wrogów.
- Za dużo myślisz. Napewno nie, zresztą jest strasznie podobna do mojego ojca. Nie ma podstaw by jej nie ufać.
- Wolę jednak się zabezpieczyć.  - pocałowałem ją w policzek na co się uśmiechnęła. Kocham gdy moja księżniczka się uśmiecha dlatego i na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Idę już spać,  wbrew pozorom był to wykańczający dzień.  - powiedziała schodząc z łóżka.
- Zaraz do ciebie dołączę, idę tylko na chwilę na dół. - oznajmiłem i zbiegłem schodami w dół.  - Mam sprawę, sprawdźcie mi Nine Jones.  Spotkała się dzisiaj z Danielle i mówiła jej że jest jej siostrą.  Wysoka blondynka,  twierdzi też że ma brata. Chcę być pewny że nie jest od kogoś. - powiedziałem do chłopaków siedzących w salonie.
- Jasne, jutro rano ci ją sprawdzę. - powiedział Liam na co posłałem mu wdzięczne spojrzenie. Wszedłem do kuchni i z lodówki wyciągnąłem puszkę piwa i spowrotem ruszyłem do pokoju gdzie przebywała Danielle.
- Skarbie, co robisz?  - spytałem podchodząc do komputera na którym coś robiła.
- Piszę z babcią.  Masz od niej pozdrowienia. - popatrzyła się w moją stronę.
- Pozdrów ją też. Może byśmy ją tu zaprosili? 
- Do tego domu? I będziemy spać w czwórkę w jednym pokoju? - uniosła na mnie brwi.
- Okej, masz rację. - westchnąłem a w głowie miałem już idealny plan.
Usiadłem na łóżku a do mnie od razu przyszedł pies. Położył się na moje kolana i znowu zasnął. Po chwili usłyszałem wołania z dołu. Odłożyłem psa na bok i z puszką w ręce,  zbiegłem na dół. Usłyszałem jeszcze tylko westchnięcie Danielle. Wiedziała że tą noc spędzi sama. Znowu.
- Musimy jechać. Black wolves znowu włamali się do Cat.
Cat to przyjaciółka Nialla. A włamują się do niej tylko dlatego że chcą się zemścić na Horanie. Co zrobił Horan?  Zabił na oczach Drake'a, przywódcy całego gangu,  jego siostrę. Odciął jej głowę bo ta nie chciała się z nim ruchać. No cóż. Kiedyś chcieli zaatakować Jess na co Horan oblał jednego benzyną i podpalił.

-----
Hej!  Dawno nic nie było dlatego postanowiłam podzielić rozdział na dwie części bo w całości pojawił by się za tydzień lub dwa.  Trochę mi smutno że nikt nie skomentował ale nie będę przecież nikogo zmuszać. No ale...  Jestem już po przeprowadzce więc myślę że rozdziały będą pojawiać się częściej. Jeszcze tylko jedna rzecz i myślę że będzie spokój... Także do następnego :*

PS. Z góry przepraszam za błędy

wtorek, 7 października 2014

INFO

Hej ;D Mam teraz szlaban na telefon do niedzieli więc nie będę pisać na razie rozdziałów..
Na kompie mi źle bo mam zepsute "p" i "y" i to mnie tak wkurza. więc będę się wściekać pisząc...
mam nadzieję że się nie gniewacie ;*
Kocham xx

sobota, 27 września 2014

Rozdział Trzydziesty Piąty


- Louis? Przyjedziesz po mnie?
- Tak skarbie,  już jadę.
- Czekam koło kafejki obok tego zoologicznego.
- Będę za 20 minut.  - powiedział po czym się rozłączył.  Obejrzałam się w okół siebie.  Czułam jakby ktoś mnie obserwował. Nie mogłam jednak zobaczyć kto to może być. Było tu pełno ludzi. To mógł być każdy. Obejrzałam się jeszcze raz.  Moją uwagę przykuł mężczyzna ubrany cały na czarno. Rozmawiał przez telefon, patrząc się na mnie. Wiedziałam że póki nie jestem sama, póki otaczają mnie inni ludzie, jestem w miarę bezpieczna.
Po 20 minutach czarne,  sportowe auto zatrzymało się przede mną i wyszedł z niego Louis.
- Hej.  - powiedział i pocałował mnie w policzek.
- Lou, znasz tego gościa?  Cały czas mnie obserwował. - pokazałam dyskretnie na faceta w czerni.
- Zack. - wyszeptał. - Idź do samochodu. - Dał mi kluczyki i ruszył w stronę chłopaka. Zrobiłam jak kazał i ruszyłam do auta. Wsiadłam na miejsce pasażera i obserwowałam wszystko z daleka. Nie mogłam odczytać wyrazu twarzy żadnego z nich.
Po dłuższej chwili, odwrócił się i ruszył w stronę auta. Bez słowa wsiadł i odjechał.
- Lou?  Coś się stało?  - spytałam delikatnie.
- Nie,  po prostu dostałem pewne wyzwanie.  - pokręcił głową jakby chciał wyrzucić z głowy niepotrzebne myśli.
- Podejmiesz się go?

                                Louis POV's

- Podejmiesz się go? - spytała brunetka siedząca obok.  Westchnąłem, kładąc rękę na jej kolanie.
- Muszę. Tylko to jest inne niż zazwyczaj. Mam brać udział w wyścigach. Tylko że te wyścigi mają być z partnerem.
- Z partnerem? - zmarszczyła brwi. - Z kim pojedziesz?
- O tym to już ty musisz zdecydować.
- Jak to ja?
- Albo pojedziesz ze mną ty, albo Lili.
- Kto to jest ta Lili? 
- Lili to dziwka. Chcę abyś to ty ze mną pojechała.  Wiem że boisz się szybkiej jazdy ale kochanie zrozum mnie.  Lili w aucie będzie się do mnie przystawiała. A oboje tego nie chcemy.
- Nie może ktoś inny? Kelsey? Albo któraś z dziewczyn?  - spytała z obawą w głosie.
- Nie.  Powiedzieli że albo ty albo ona.
- M-mogę to jeszcze przemyśleć?
- Jasne. - westchnąłem zrezygnowany. Nie wiem kto to wymyślił, ale ten ktoś musi wiedzieć że Danielle boi się szybkiej jazdy. Gdybym jeszcze wiedział kto to.
- Louis?  D-do kiedy mam czas?
- 5 minut przed wyścigiem musisz zdecydować.
- Kiedy jest wyścig? 
- 25 Lipca.  Za 27 dni. - odpowiedziałem.
Po chwili byliśmy pod domem.
- Idę na górę.  - Dan wyszeptała i poszła w stronę schodów.
Popatrzyłem na nią współczująco.
Usiadłem na kanapie obok Nialla.
- Co jest?  - spytał blondyn.
- Danielle musi jechać ze mną w wyścigu. Albo ona albo Lili.
-  To o co  chodzi? Pojedzie z tobą i ok.
- No właśnie nie ok.  Dani boi się szybkiej jazdy.  - wyjaśniłem.

                       Danielle POV's

Weszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Co ja mam teraz zrobić?  Dać mu jechać z jakąś dziwką,  czy jechać z nim pomimo mojego lęku i złego przeczucia?  Bardzo boję się jechać. Ale mam miesiąc na podjęcie decyzji. Zostawię to na potem. Pogłaskałam psa leżącego na łóżku obok mnie.

----
Jakiś dziwny mi ten rozdział wyszedł ale to jedyne na co mnie teraz stać. 
Jak myślicie,  jaką decyzję podejmie Danielle?
Dziękuję wam bardzo za komentarze :*

poniedziałek, 22 września 2014

Rozdział Trzydziesty Czwarty

- Jejku on jest taki słodki. - zapiszczała Jessica.
- Cicho.  - uciszyłam ją.
- Jaka to rasa?
- Nie wiem.
- Zatrzymamy go?  - zamrugała rzęsami Kelsey.
- No właśnie tu jest mały problem. - zagryzłam wargę.
- Jaki?  - Kels uniosła brwi.
- Zayn,  Liam i Niall muszą się zgodzić.
- Zayn się nile zgodzi. - Perrie spuściła głowę.
- Dlaczego?
- On nie lubi psów. Już kiedyś próbowałam go do tego namówić ale nie zgodził się.
- Możesz spróbować znowu.  Zayn się zmienił od tamtej chwili.  - Jess próbowała namówić Pezz.
- Spróbuję.  - spuściła głowę. Wydawało mi się że widziałam strach w oczach Perrie. Ona boi się Zayna?  Coś jej zrobił?  Wypytam o to później Louisa.
- To my zaraz przyjdziemy. - dziewczyny ruszyły na górę a ja do Louisa siedzącego na kanapie.
- Kochanie. - usiadłam obok niego.
- Tak?
- Czy Zayn coś zrobił kiedyś Perrie?  Bo gdy Jessica powiedziała jej żeby namówiła Zayna w jej oczach był strach.  - wyszeptałam.
- Zayn był kiedyś bardzo agresywny,  gdy coś mu nie wychodziło,  lub ktoś coś zrobił źle,  atakował najbliżej stojące osoby.  Najbliżej niego zawsze stała Perrie i zawsze ona obrywała. Teraz Zayn się zmienił. 
- Myślisz że gdy Perrie poprosi go o to aby pies tu został to coś jej zrobi? 
- Myślę że nie. - na tym skończyliśmy rozmowę. Louis pogrążył się we własnych myślach, a ja nasłuchiwałam dźwięków dochodzących z góry. Bałam się że przeze mnie Pezz może zostać pobita.
- Nie spinaj się tak,  zobaczysz nic jej się nie stanie.
- A jeśli?
- Zobaczysz nic się ni wydarzy.  - po chwili ze schodów zeszła Kelsey razem z Jessicą.
- Nialla było trudno przekonać ale udało się. - uśmiechnęła się siadając obok mnie.
- Liam też się zgodził. - Kels podniosła kciuki do góry.
- Zaraz wrócę. - Louis westchnął i udał się na górę. A po chwili zeszła Perrie.
- I co? - szybko zerwałam się ze swojego miejsca.
- Nie chciał się zgodzić a teraz Louis z nim rozmawia.
- Włączmy jakiś film. - Jess zaproponowała na co my chętnie przystałyśmy.
- Może American Pie? - Kels wyciągnęła płytę.
- Jasne. - uśmiechnęłam się.  Usiadłyśmy na kanapę a pomiędzy mną i Pezz spał pies. Trzeba jej dać jakieś imię. Po 10 minutach oglądania filmu na dół zbiegł Louis z Zaynem.
- Skarbie, porywam ciebie i psa. Sorry dziewczyny przez dzisiejszy wieczór jest moja. - pociągnął mnie za rękę i wziął psa. Mocno zdziwiło mnie jego zachowanie ale nie protestowałam.
- Możesz mi powiedzieć gdzie jedziemy?  - zapytałam po 5 minutach jazdy.
- Trzeba kupić coś psu. I jak zdążymy to jeszcze pojedziemy do weterynarza. 
- Musimy jej nadać imię.  - powiedziałam.
- Może Lila?
- Nie .
- Sarah?  Grega?  Rewi? Natali?
- Nie.
- Mili?
- Tak. Jest piękne.
- Jesteśmy na miejscu.  - powiedział wyłączając silnik.
Weszliśmy z psem do zoologicznego. Niedługo po tym, przy nas znajdowała się sprzedawczyni, która pomogła nam dobrać odpowiednie akcesoria i karmę.
Wyszliśmy szczęśliwi ze sklepu.
- Przepraszam. - powiedziałam gdy nadepnęłam dziewczynę w moim wieku.
- Nic się nie stało. Czekaj! Ty jesteś Danielle Jones?
- Tak? Skąd wiesz?
- Możemy pogadać na osobności? - popatrzyła wymownie na mojego chłopaka.
- Jasne, Louis. Pojedziesz do domu? Zadzwonię żebyś mnie odebrał.
- Jasne. Do zobaczenia. - pocałował mnie. - Kocham cię. - wyszeptał mi do ucha.
- Ja ciebie też. - uśmiechnęłam się i już po chwili zostałam sama z blondynką.
- Chodźmy może na kawę. - zaproponowała na co się zgodziłam.
- Więc o czym chciałaś rozmawiać? - spytałam gdy tylko otrzymałam swoje zamówienie.
- Tak w ogóle jestem Nina Jones. I jestem twoją siostrą. - powiedziała a mnie dosłownie zamurowało.
- M-moją siostrą? Mam jeszcze jedną siostrę? Nie... to. to nie możliwe. Jak?
- Wiem, z początku sama nie wierzyłam.
- Ale jak? Nic nie rozumiem.
- No więc, mój ojciec, a właściwie nasz, zostawił moją matkę gdy była ze mną w ciąży. Widziałam go tylko kilka razy. Wolał was. Nie żebym miała do ciebie czy twojej siostrzyczki jakiś żal. Mam tylko i wyłącznie żal do ojca. Ojciec gdy przyjeżdżał nas odwiedzać, opowiadał jacy to jesteście wspaniali. Nie jestem pewna ale wasza matka chyba o tym wiedziała.
- Ja... ja nie wiem co mam powiedzieć.
- Po prostu chciałam żebyś wiedziała. Mamy też brata. Jacksona. Ma dwadzieścia dwa lata. Ja mam 18.
- Mieszkacie tutaj?  - spytałam.
- Tak,  to znaczy jakiś tydzień temu się tu przeprowadziliśmy. Wcześniej mieszkaliśmy we Francji.

-----
hej!  Przepraszam że tak późno ale nie dałam rady wcześniej

niedziela, 14 września 2014

Rozdział Trzydziesty Trzeci

Jejku aż mi się zachciało napisać coś po przeczytaniu anonimowego komentarza pod którym podpisała się Daria - moja imienniczka.  Dla takich ludzi aż chce się pisać więc ten o to rozdział dedykuję Tobie!
----
Minęły trzy godziny a Tomlinsona dalej nie było.  Dalej byłam na niego zła. Więc to chyba dobrze że się nie pojawił. Za to do mnie przysiadła się Perrie. Przez pierwsze minut siedziałyśmy w kompletnej ciszy. Później różowo włosa pierwsza się odezwała.
- Słyszałam waszą kłótnie.
- Tomlinson jest debilem. - mruknęłam.
- Teraz tak myślisz, a co było 2-3 dni temu?  To samo będzie jutro lub pojutrze a nawet dzisiaj. Musicie przejść tylko te trudne chwile. A później znów będzie tak jak wcześniej.  Zobaczysz.  - uśmiechnęła się jeszcze w moją stronę i ruszyła na górę. Może ma rację?  Mogłam przyjąć jego przeprosiny od razu, ale nie, ja musiałam jeszcze dolać oliwy do ognia. A co jeśli Louis wróci dopiero wieczorem?  Jak na zawołanie drzwi otworzyły się i z powrotem zatrzasnęły,  ale to był tylko Niall.
- Widziałaś Tomlinsona?  - spytał na co tylko pokręciłam głową. - Kurwa,  wtedy kiedy jest najbardziej potrzebny to go nie ma. - rzucił kluczami o stół.  Chwyciłam telefon i napisałam do niego wiadomość.
" Gdzie jesteś? "
"Będę za 20 minut" - dostałam odpowiedź ci mnie bardzo ucieszyło, powiedziałam Horanowi o treści SMS od Louisa na co ten tylko mruknął że zrozumiał.  Powróciłam do wgapiania się w ekran telewizora, w którym obecnie leciał jakiś film.  Nie wiem o czym, ponieważ moje myśli były zajęte czymś innym niż komedią romantyczną. Po około 20minutach drzwi otworzyły się z hukiem a już po chwili pojawił się Louis. Pierwsze co zrobił to poszedł do kuchni w ogóle się ze mną nie witając co mnie zabolało. Wiem że to ja go wcześniej odpychałam i że to ja powinnam go teraz pierwsza przeprosić. Więc gdy tylko rozmowy w kuchni ucichły,  skierowałam się do tego pomieszczenia,  Nialla już tu nie było,  co poniekąd mnie ucieszyło, przynajmniej nie będę musiała go wypraszać lub ciągnąć Louisa na górę.
- Możemy pogadać?  - spytałam nie śmiało.  Chłopak tylko kiwnął głową w stronę krzesła co oznaczało że mam tam usiąść.
- Chciałam cię przeprosić.  Zabolało mnie to że tak mnie rano potraktowałeś.  Przepraszam.
- Ja też przepraszam,  po prostu dostałem telefon z zadaniem które mnie trochę zdenerwowało. Bo wtedy miałem zaplanowane coś innego.  Przepraszam. - spuścił głowę.  Cieszyłam się że wszystko sobie wyjaśniliśmy bez zbędnych krzyków czy wyzwisk. 
Jeszcze chwilę siedzieliśmy w ciszy,  pogrążeni we własnych myślach.
- Chcesz iść na spacer?  - spytał w końcu.
- Jasne.  - wzruszyłam ramionami. Założyłam buty i już po chwili wychodziliśmy z domu.
- Chodźmy w tamtą stronę. - pokazał drogę. Skinęłam głową i ruszyliśmy w skazanym kierunku.
- Louis?  - spytałam po piętnastu minutach.
- Tak?  - odwrócił się w moją stronę.
- Patrz tam. - pokazałam w stronę jednego z domów gdzie przed nim leżał szczeniaczek. - Zapytajmy się czy przypadkiem nie uciekł. - zrobiłam proszącą minę.
- Ok.  - westchnął.
- Dziękuję.  - pocałowałam go w policzek.
Wzięłam szczeniaka na ręce i zapukałam do drzwi.
- Tak?  - drzwi otworzyła kobieta w wieku około 26 lat.
- Dzień dobry, mam do pani pytanie.  Czy to nie jest przypadkiem pani pies?  - pokazałam na szczeniaczka.
- Nie, jest tutaj już od trzech dni. Pytałam po sąsiadach czy to nie ich ale wszyscy zaprzeczają. Siedzi tutaj na dworze,  ja go codziennie karmię. Do domu też nie mogę wziąć chociaż bardzo chcę, ponieważ moje córki mają uczulenie.  Nigdzie też nie widać ulotek na mieście że ktoś go zgubił. - wytłumaczyła. 

- To dziękujemy.  - uśmiechnęłam się w jej stronę. 
- Proszę,  nie ma za co. - odwzajemniła uśmiech i zamknęła drzwi.
- I co?  - spytał Louis gdy do niego podeszłam.
- Wygląda na to że ktoś go porzucił. - westchnęłam.
- Jak chcesz możemy zawieść go do schroniska.  - powiedział w końcu,  gdy ja patrzyłam z czułością na malucha.
- Kochanie,  wiesz jak bardzo cię kocham?  Jesteś najlepszy, najwspanialszy na świecie.  - stanęłam na przeciwko Louisa.
- Co byś chciała.
- Możemy go przygarnąć? - zrobiłam maślane oczy.
- Skarbie, wiesz że nie ma za bardzo u nas warunków. Po za tym mieszkamy z chłopakami,  zapewne oni się nie zgodzą. Jak będziemy mieli już własny dom to wtedy możemy pomyśleć. - czekaj chwilę!  Czy on powiedział 'własny dom' ? To znaczy że myśli nad naszą przyszłością?  Myślałam że to ja będę rozmyślać nad wspólną przyszłością a nie on.  Na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech. Wspięłam się na palce i złożyłam pocałunek na jego wargach.
- A jakbym poprosiła chłopaków?  I jakby się zgodzili.
- Nigdy w życiu się nie zgodzą.
- Louis, daj mi spróbować. Nie zgodzą się,  okej odpuszczę,  zgodzą się adoptujemy psiaka.
- Niech ci będzie.
- Dziękuję.  - przytuliłam się do niego,  uważając na psa. W głowie już układałam plan,  jak przekonać chłopaków.  Dopiero przed drzwiami domu,  wymyśliłam idealny.
Widząc że Louis chce zawołać chłopaków,  uciszyłam go.
- Daj mi działać moim planem. - szturchnęłam go, na co on się zaśmiał. - Potrzymaj go. - wcisnęłam małego w ręce Lou.
Wbiegłam na górę i wyciągnęłam dziewczyny z pokojów.
- Chodźcie na dół coś wam pokażę. - gdy weszłyśmy do salonu,  ujrzałam przesłodki widok.  Tomlinson bawił się z psiakiem na podłodze. Podeszłam cicho do niego i lekko się nachyliłam.  Objęłam rękami jego szyję.
- Widzę że ty się już zgodziłeś. - stwierdziłam całując go w szyję. - Przykro mi ale muszę ci go zabrać. - wzięłam od niego psiska na co on wydął usta. Zaśmiałam się i podeszłam do dziewczyn.
- Patrzcie co ja tu mam. - pokazałam im malca.
 -- 
nie mam weny na kolejny rozdział ale siedzę w domu bo jestem chora więc może coś na siłe napisze , lub znowu ktoś napisze motywujący komentarz... 

Informacje - Informowani

Hej, następny rozdział pojawi się w środę lub w czwartek...  Gdy przeczytałam komentarz pod poprzednim rozdziałem,  dostałam takiej weny że już napisałam kolejny i zaczęłam jeszcze jeden, za co bardzo dziękuję   (๑ơ ₃ ơ)♥    ....
Jeśli ktoś chce być informowany o kolejnych rozdziałach,  niech poda swój user twittera w zakładce "Twitter" , aska podajcie w zakładce "Ask.fm" ... Jakieś inne strony podajcie w tym poście,  nawet jeśli nie będę miała tej strony,  postaram się ją założyć..  Gdy zgłosi się chociaż pięć osób stworze zakładkę "Informowani" gdzie poddam kogo będę informować... To chyba wszystko,  miłego dnia  <3

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział Trzydziesty Drugi

- Przecież wróciłyśmy. - Powiedziałam, wywracając oczami.
- A jakby coś wam się stało?
- Nic nam się nie stało,  ok?!  - podniosłam głos.
- Mogę wiedzieć gdzie byłyście?! 
- Nic ci do tego!
- A ja uważam że jednak powinienem wiedzieć!
- A to niby dlaczego!?
- Bo cię kocham i się o ciebie martwiłem do cholery!
Po tych słowach zapadła cisza.
- Przepraszam. - wyszeptałam po kilku minutach ciszy.
- Już dobrze. - przyciągnął mnie do swojej piersi a ja się wtuliłam w jego koszulkę.
- Też cię kocham Lou.
- Idziemy do salonu? - spytał na co pokiwałam głową odrywając się od niego.

- Powiesz mi gdzie byłyście?  - spytał gdy siedzieliśmy u niego w pokoju.
- Na przystanku. - spuściłam głowę. 
- Na TYM przystanku?
- Tak. - opowiedziałam drżącym głosem.
- Chyba jasno się wyraziłem że masz tam nie chodzić?!  Opowiadałem ci co się tam stało!  Mogło ci się stać to co jej! Pomyślałaś chociaż o mnie!?  Jak ja będę się czuł gdy będziesz w tej samej sytuacji co ona?!  Po chuj wy tam w ogóle poszłyście?!
- Louis proszę. - powiedziałam cienkim głosem gdy z moich oczu zaczęły wylewać się łzy.
- Nie! - krzyknął tak że aż podskoczyłam.
- Nie chcę żeby stała ci się krzywda. Nie wybaczę sobie tego gdy coś ci się stanie. - powiedział już spokojniej.
- Przepraszam że w ogóle pomyślałam o tym żeby tam iść. - powiedziałam że skruchą.
- Już dobrze.  - przyciągnął mnie do siebie.  - Obiecaj mi że już nigdy więcej tam nie pójdziesz.
- Obiecuję. - wyszeptałam a on złożył ciepły pocałunek na moich wargach.
- Idę się wykąpać. - powiedziałam odrywając się od niego.
- Mogę iść z Tobą? 
- Nie. - zaśmiałam się.
- Będę na dole. - ostatni raz musnął moje usta i wyszedł z pokoju. Podeszłam do szafki z kąd wyciągnęłam piżamę.
Weszłam do łazienki i wzięłam 20 minutowy prysznic.
Ubrałam piżamę i położyłam się do łóżka. Alkohol który wciąż zajmował miejsce w moim organiźmie pomógł mi szybciej zasnąć.

- Kurwa. - usłyszałam z drugiego końca pokoju. - Jesteś pewien że musi zniknąć? ... Jasne zajmę się tym. ... Z kim?! ... Przecież sam dobrze wiesz że Paul jest do dupy a nie do takiej roboty! ... Jasne,  narazie.
- Z kim rozmawiałeś?  - podniosłam się do pozycji siedzącej, a moją głowę zaatakował ból z którego nie zdawałam sobie wcześniej sprawy.
- Nie znasz. Przyniosłem ci tabletki. - gdy mi odpowiadał był wpatrzony w telefon.
- Zadałam ci pytanie. 
- Odpowiedziałem ci.
- Kurwa, może byś na mnie spojrzał! - uniosłam głos co nie było zbyt dobrym pomysłem. Szybko chwyciłam za dwie tabletki i szklankę wody i od razu zażyłam leków.
- Spojrzałem,  zadowolona?!  - podniósł głos.
- Tak,  bardzo. - warknęłam wściekła i wstałam z łóżka. Nie zważając na ból głowy, wzięłam czyste ciuchy i weszłam do łazienki gdzie szybko się ogarnęłam.
- Danielle poczekaj. - Louis powiedział gdy wychodziłam z pokoju. Nie odwracając się, wyatawiłam mu środkowego palca i trzaskając drzwiami, zeszłam na dół.
- Dan,  kurwa mać!  - usłyszałam głos za sobą. Zignorowałam to i zaczęłam przygotować sobie platki z mlekiem. - Kochanie,  przepraszam. Mam poprostu zły dzień. Nie chciałem na ciebie nakrzyczeć. - Jego słowa zrobiłyby na mnie wrażenie gdybym tylko nie była wściekła. 
- Popatrzysz na mnie? 
- Popatrzyłam, zadowolony?  - warknęłam odwracając wzrok w jego kierunku na dwie sekundy. On nic więcej nie mówiąc,  zgarnął paczkę papierosów i wyszedł z domu. Westchnęłam i usiadłam z moim śniadaniem na kanapie, włączając telewizor.

------
Przepraszam że tyle czasu nie dodawałam ale mam problemy rodzinne co równa się z tym że nie mam praktycznie czasu + jestem w 3 klasie gimnazjum co wiąże się z tym że mam dużo nauki.
Myślałam nawet nad tym aby zawiesić bloga na jakiś miesiąc lub dwa ale nie wiem,  jeszcze się zastanawiam.

:-\

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział Trzydziesty Pierwszy




Wszędzie było ciemno, a my chichrałyśmy się jak głupie. Zapewne słychać nas na kilometr, bo rzadko kto przejeżdżał tędy samochodem.
- Ciii! - Kelsey przyłożyła palec wskazujący do ust, uciszając mnie.
- Co? - Podniosłam pytająco brew, nie rozumiejąc jej.


- Chłopaki nas znajdą. - Uśmiechnęła się i wzięła kolejny łyk alkoholu, który kupiłyśmy w sklepie. Nie wiem nawet co to jest, ale z pewnością jest to mocne bo Kels już nieźle się wstawiła. Ja nie piłam aż tyle co ona, tylko troszeczkę. No dobra, może trochę więcej. 


Siedziałyśmy teraz na jakimś przystanku, o trzeciej w nocy i piłyśmy, śmiejąc się jak głupie. Miałyśmy iść na zakupy, ale co można kupić w całodobowym? No właśnie, gówno. 
- Pewnie nawet nie zauważyli że nas nie ma. - Wybełkotałam, wyciągając z torebki telefon. 


Trzydzieści trzy nieodebrane połączenia od Louisa, piętnaście od Liama i sześć od Zayna. Ups? No to super. - Łoł. Patrz. - Pokazałam przyjaciółce telefon, robiąc niezadowoloną minę. - Chyba jednak nas szukają. - Przełknęłam nerwowo ślinę, chowając telefon z powrotem do torby.
- Taa. - Jęknęła, szczególnie się tym nie przejmując. 


- Może powinnyśmy wrócić? - Spytałam niepewnie, wpatrując się w nią uważnie.
- Nie, no co ty? Chcesz nam popsuć zabawę? - Powiedziała, prostując się na siedzeniu. - Poza tym, to przecież był twój pomysł. - Dokończyła.


- No niby tak, ale ja chciałam iść na zakupy a nie się schlać w trzy dupy. - Zaczęłam śmiać się z rymu, który utworzył się sam, a Kels ze mną. 
- No... - Nie dokończyła, bo w jej kieszeni zaczął wibrować telefon. 
- Włączyłaś go?
- Przed chwilą. - Powiedziała, niezdarnie wyjmując go i podając mi, uprzednio zerkając przelotnie na wyświetlacz. - To Liam. Odbierz. 


- Nie ma mowy. Dostanę taki opieprz że masakra. Ty odbierz. - Próbowałam wepchnąć telefon w jej dłonie. Niestety, na marne. - Kels. To twój telefon i twój chłopak. - Warknęłam, na co ona wzruszyła tylko ramionami, robiąc minę niewiniątka. Fuknęłam tylko z niezadowoleniem, decydując się wcisnąć zieloną słuchawkę i przykładając telefon do ucha. - Halo? 


- Dan?! Gdzie jest Kels?! - Wrzasnął znajomy mi głos Liama z wyczuwalną paniką głosie.
- Siedzi tu sobie. Koło mnie. - Zachichotałam cicho, przenosząc wzrok na moją przyjaciółkę, która teraz prawdopodobnie śpiewała jakąś obciachową piosenkę. 


- Stary! One są całkowicie zalane! - Krzyknął chyba do kogoś innego niż mnie. Mam taką nadzieję.
- Ej. My w ogóle njw jest-eśmy piane. - Wybełkotała Kels prosto do słuchawki.
- Kurwa. - Przeklnął pod nosem.
- Nie. Danielle i Kelsey. - Powiedziałam, po czym obie wybuchłyśmy niepochamowanym śmiechem.


- Dobra. Gdzie jesteście. Przyjedziemy po was. - Powoli, spokojnie i wyraźnie. Też tak chcę.
- W dup-je. - Ryknęła Kels i wyrwała mi telefon z ręki.
- Ej! Co ty robisz? Znasz w ogóle drogę powrotną?


- Po pierwsze, co ich to obchodzi? Po drugie, przecież my nawet nie wiemy gdzie jesteśmy. No i po trzecie, nie jestem taką idiotką jak ty żeby nie pamiętać skąd przyszłam. 
- To może już wracajmy? Jest 6 nad ranem. - ziewnęłam odkładając butelkę z trunkiem obok siebie.


- Okej, wracajmy. - wybełkotała. 
Zaczęłam podnosić się co nie wyszło mi na dobre bo tylko wylądowałam na betonie głośno się śmiejąc. 
- Ups. - Jęknęłam, ledwo podnosząc się z ziemi, przy pomocy ramienia Kels, która śmiała się ze mnie jeszcze bardziej niż ja. Otrzepałam się rękami i spostrzegłam małe zadrapanie na łokciu, na co lekko się skrzywiłam. 


- Chodź. - Powiedziała, wlokąc się w prawo. Poszłam oczywiście za nią, ufając jej prawdopodobnie dobrej pamięci. No tak. Ufam ci, nie spierdol tego człowieku. A! Sory, Kelsey nie jest człowiekiem. To kosmita, tak jak ja. Uśmiechnęłam się pod nosem i skupiłam się na tym żeby iść prosto, co oczywiście mi się nie udawało, ale warto próbować. 


Co chwila podpierałam się o jakieś budynki, ale nie byłam sama. Kels wyglądała podobnie. Dwie zalane dziewczyny, próbujące jakoś dojść do domu. Tak, to chyba nie był zabawny widok dla tutejszych przechodniów, ale w tym momencie nic mnie nie obchodziło. 


Właśnie, przecież pijanych ludzi nigdy nic nie obchodzi, zapomniałabym. Widziałam wszystko jakby za mgłą, a jakiekolwiek dźwięki stłumione nie wiadomo czym. Aa, no tak, alkoholem. Zachichotałam cicho z własnych, głupich myśli, ale kto by się dziwił. Przecież jestem pijana.


Powtarzasz to już chyba setny raz.


Powiedział wkurzający głos w mojej głowie, dekoncentrując mnie na tyle, że prawie potknęłam się o własne nogi, upadając twarzą prosto o beton. Na szczęście to się nie stało, a mi udało się ustać w pionie w o statniej chwili. Dzięki Bogu. Kels widząc to, cofnęła się kilka kroków, łapiąc mnie za rękę i zmierzając w nieznanym mi kierunku.


- Jesteś pewna że idziemy w dobrą stronę? - Spytałam, patrząc na swoje czerwone trampki.
- No. Przecież jesteśmy praktycznie przed domem, debilu. - Przewróciła oczami, szturchając mnie w ramię i kiwając głową w stronę budynku, stojącego przed nami.


- Oh, rzeczywiście. - Otworzyłam szeroko oczy, dziwiąc się że ona na prawdę doprowadziła nas bezpiecznie do domu. 
- Ale zaraz nam się dostanie. - Odparła, przestraszonym tonem. - Nie chcę tam iść. - Zignorowałam to drugie zdanie, ciągnąc ją za nadgarstek w stronę drzwi wejściowych. Wiedziałam że chłopcy byli wkurzeni, ale nie spodziewałam się aż takiej strasznej awantury. Od razu przy wejściu usłyszałyśmy zdenerwowany głos Louisa.


- Gdzie wy byłyście, do cholery?!



===================================


Ta dam! 
Podziękujcie mojej przyjaciółce bo to głównie dzięki niej ten blog funkcjonuje! 
Ja w tym rozdziale napisałam 3 zdania? 



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział Trzydziesty



Strasznie źle się czułam z myślą że mój chłopak prawdopodobnie teraz kogoś zabija. Zrezygnowane razem z Kels usiadłyśmy przed telewizorem włączając pierwszą część Zmierzchu.


- Idę po popcorn. - powiedziała Kels a ja tylko przytaknęłam głową na znak zgody.
Owinęłam się bardziej kocem i czekałam na jej powrót.
- Wole Jackoba gdy już ma tą seksowną klatę. - na głos przyjaciółki lekko podskoczyłam. Przestraszyła mnie. Nie wiedziałam że jest już w pokoju.






- Jeszcze nawet go nie pokazali. - zaśmiałam się na co ona tylko wzruszyła ramionami.
- Nie lubię tego gdy Edward patrzy się na nią jakby miał puścić pawia. - zrobiłam obrzydzoną minę.
- On zawsze się tak na nią patrzy. - Kels parsknęła śmiechem.
- Wyjdź stąd bo rzygnę. - próbowałam naśladować głos Edwarda na co obie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem. Przez resztę filmu przedrzeźniałyśmy bohaterów Zmierzchu co chwilę się śmiejąc.


- Oglądnijmy jeszcze drugą część. - wydusiłam dławiąc się śmiechem i łzami.  - Już włączam. W połowie filmu wrócili chłopcy. Gdy weszli do salonu, my wybuchnęłyśmy jeszcze większym śmiechem.
- Wszystko ok? Znam dobrego psychiatrę. - Zayn powiedział z kpiną wyraźnie wyczuwalną w głosie za co dostał w plecy i od Louisa i od Liama. Ja nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, podobnie jak Kelsey. Potrząsnęłam głową, jakby wybudzając się z transu i popatrzyłam na trzech chłopaków stojących w salonie. Czułam się trochę niezręcznie, ale szybko się ogarnęłam i podbiegłam do mojego chłopaka, wtulając się w niego.

- Cieszę się że nic ci nie jest. - Mruknęłam prosto w jego ramię, uśmiechając się szeroko.
- A czemu miałoby mi się coś stać? Nie pozwoliłbym na to. - Odparł poważnie, całując mnie w czoło. Tak bardzo go kocham. Wszystko co robi jest straszne i niebezpieczne, ale nawet to nie zniszczy naszej więzi. To jest coś nierozrywalnego.  

Mimo że bardzo często martwię się o niego, praktycznie codziennie, to Kels pomaga mi odwrócić od tego wszystkiego uwagę. Przecież nikt nawet nie byłby w stanie niczego mu zrobić. Muszę o tym pamiętać. On jest najlepszy i nikt go nie zrani.

Mimo to, wciąż martwię się o jego zdrowie, a nawet życie. Nie wiedziałam co dzieje się wokół mnie dopóki Lou nie wypuścił mnie ze swojego uścisku. Obejrzałam się wokoło i zobaczyłam że wszyscy zmienili swoje miejsca. Kels tuliła się do Liama, a Zayn siedział już na kanapie patrząc dziwnie na ekran telewizora.


- Co to za chłam? - Prychnął zdegustowany. - Czy to Zmierzch? Proszę, powiedzcie mi że to nie Zmierzch.
- To Zmierzch. - Potwierdziłyśmy równocześnie, śmiejąc się z wyrazu twarzy czarnowłosego.
- A co? Oglądałeś? - Spytała zaskoczona Kelsey, na co Zayn aż się wzdrygnął.

- Chyba was pojebało. Napalone nastolatki tak się tym podniecają, że się rzygać chce, więc wiem co to jest. - Pokręcił głową, warcząc pod nosem. Co on, w psa się bawi? Przeniosłam wzrok na moją przyjaciółkę i spostrzegłam że ona też ledwo powstrzymuje śmiech. Nie żeby coś, ale czy on gustuje w nastolatkach, że wie takie rzeczy?


W końcu nie wytrzymałam i w tym samym momencie co Kels, zaczęłam śmiać się jak opętana. Boże, czy my mamy coś z mózgami? Może rzeczywiście potrzebny nam ten psychiatra? Bardzo możliwe. Chłopcy nawet przestali się nami interesować i po prostu jak gdyby nigdy nic wyłączyli nam telewizor i zajęli się własnymi sprawami. Natychmiast się ogarnęłyśmy, opiepszając ich.

- Ej! Co wy robicie! Jeszcze się nie skończyło! - Wrzasnęła oburzona Kelsey, a ja założyłam ręce na piersiach, mordując całą trójkę wzrokiem.
- Właśnie. - Warknęłam.

- Założę się że oglądałyście to już pierdyliard razy, a my też chcielibyśmy coś obejrzeć. - Powiedział Liam, przewracając oczami.
- No i co z tego? Może chcemy jeszcze raz? Jak już zaczęłyśmy to powinnyśmy skończyć. - Jęknęłam, błagalnie patrząc na Lou, ale on tylko potrząsnął rękami, wycofując się. Wkurzona złapałam Kels za rękę i poszłyśmy do pokoju Lou.


- Co za ludzie. - Parsknęła przyjaciółka, rzucając się na łóżko.
- Ludzie? Gnidy piepszone. Nawet filmu obejrzeć nie można. - usiadłam obok niej, ze zdenerwowania aż drapiąc kołdrę.
- Ej! Uspokój się, bo ci zaraz zacznie ogieć z nosa lecieć. - Zaśmiała się, szturchając mnie w ramię.
Co z tego, że to był cholerny Zmierzch? Przerwali nam oglądanie filmu! No kurde, tak się nie robi.


- Chodźmy na zakupy. - rzuciłam pomysł.
- Dan jest pierwsza w nocy.
- No i co z tego? 200 metrów stąd jest cało dobowy sklep. Możemy się przejść.
- Brzmi fajnie ale chłopcy nam nie pozwolą.
- Kto powiedział że muszą o tym wiedzieć? - uśmiechnęłam się chytrze.


- Podoba mi się. - pokiwała głową.
Po cichu zeszłyśmy na dół.
Prześlizgnęłyśmy się kuchnią do wyjścia i już po chwili oddalałyśmy się od domu. Gdy byłyśmy w bezpiecznej odległości zaczęłyśmy się śmiać.
- Mam ochotę się upić. - wymamrotała Kels, a ja poparłam jej pomysł.
W końcu doszłyśmy do sklepu od razu kierując się na dział ze słodyczami a później alkoholem.



=============================



Mamy 30! ;3 troche zwlekałam, ale napisałam z pomocą przyjaciółki.

( dobra, ona napisała większość ale cii...) 



Tak, napisałam większość, bo ta dupa nie ma czasu ;_;


piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział Dwudziesty dziewiąty część druga

- Naprawde?! - krzyknęła gdy powiedziałam jej o tym że ja i Lou jesteśmy razem.
- Ciszej. - skarciłam ją.
- Tak się ciesze. - przytuliła mnie z całej siły.
- Dusisz mnie. - wycharczałam gdy już nie mogłam złapać powietrza.
- Przepraszam. - zaśmiała się puszczając mnie.
- A tobie i Liamie jak się układa?
- Bardzo dobrze, Liam jest cudowny. Jest strasznie opiekuńczy wobec mnie. Taki ideał. - rozmarzyła się.
- A jak u twojej mamy?
- Uhmmm.. tak jakby straciłam z nią kontakt. - patrzyła na swoje ręce.
- Co?!
- No tak.
- Ale... ale dlaczego? - uniosłam brwi. Odkąd pamiętam Kelsey i jej mama były jak przyjaciółki więc mocno się zdziwiłam kiedy mi to powiedziała.
- Pokłóciłyśmy się.
- Ale o co?
- O Liama. Ona uważa że to nie odpowiedni chłopak dla mnie. Wtedy ostro się pokłóciłyśmy i wyszłam z domu. Nie odezwałam się do niej już od 5 dni. - posmutniała.
- Oh, dlaczego z nią nie pogadasz?
- Nie chcę.
- Ok, rozumiem. - powiedziałam gdy chłopcy weszli do salonu.
- Dani? Chcesz piwo? - wskazał na swoją butelkę z trunkiem.
- Nie. - pokręciłam głową.
- Wydajesz się smutna czy mi się zdaje? - usiadł obok mnie owijając rękę w okół mojej talii.
- Jestem poprostu zmęczona. - westchnęłam wtulając się w jego klatkę piersiową.
- Idziemy na górę?
- Nie, jeszcze nie.
- Ok. - powiedział całując mnie w czubek głowy i zaczynając rozmawiać z Liamem.

-.-.-.-.-.

- Nie wiem, ale muszę iść. - obudziły mnie krzyki.
- I co ja mam jej powiedzieć?
- Nie wiem, że poszłem na zakupy, wszystko oprócz prawdy.
- Czemu mam ją kłamać? - spytał zdezorientowany głos.
- A co jej powiesz? Cześć Danielle, Louis pojechał zabić kolesia który prawdopodobnie chce ciebie zabić? Wątpie żeby to ją zadowoliło. - czy ja się przesłyszałam? Szybko zerwałam się z łóżka i udałam się na dół. Gdy tylko usłyszeli moje kroki odwrócili się w moją stronę.
- Hej. - postanowiłam udawać że o niczym nie wiem.
- Hej. - odpowiedzieli.
- Gdzieś wychodzisz? - uniosłam brwi na Lou który miał buty na nogach i kurtkę na sobie.
- Tak, muszę coś załatwić. - powiedział całując mnie w czoło.
- Mogę jechać z tobą? - widziałam jak Liam wycofuje sie do salonu.
- Uhm.. Skarbie nie sądzę żeby był to dobry pomysł.
- Ahm rozumiem. Jedziesz kogoś... - przerwałam, nie chciało to słowo mi przejść przez gardło. Naszczęście zrozumiał co miałam na myśli.
- Tak. - wyszeptał szatyn.
- Uważaj na siebie. - przytuliłam się do niego.
- Zawsze. - odwzajemnił mój uścisk. - Kocham cię mała. - powiedział.
- Ja ciebie też Lou.

--------
Nie będę robiła następnej części. Krótki ale nie mam teraz czasu żeby pisać i wgl

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty Dziewiąty część pierwsza

Kiedy ten facet przyjdzie? Siedzimy już tu trzy i pół godziny. Chcę podejść do Lou i go przytulić. Ale oczywiście nie mogę. Ten psychopata mnie trzyma a jak Louis chciał podejść to ten dupek przywiązał go do krzesła.
- Zastanawia mnie czy jesteś dobra w łóżku skoro Tomlinson cie chce. - gdy to powiedział Louis zaczął się szarpać.
- Kurwa spierdalaj od niej! Nawet jej nie dotykaj!
- Jesteś bezradny Tomlinson. Mogę ją tu nawet zgwałcić a ty gówno zrobisz. - powiedział kładąc rękę na moje udo. Jego słowa mnie przestraszyły. Nigdy jeszcze TEGO nie robiłam. Z moim poprzednim chłopakiem, największe zbliżenie jakie mieliśmy to był JEDEN pocałunek z języczkiem. Nic więcej.
Na moje szczęście ktoś zaczął walić do drzwi.
- W końcu. - chłopak z lokami na głowie wstał żeby otworzyć. Gdy tylko zniknął z mojego punktu widzenia, rzuciłam się do Lou żeby go odwiązać. Gdy tylko wstał na nogi przyciągnął mnie do swojej piersi szepcząc jak bardzo mnie przeprasza.
- Chce jeszcze kase. Pamiętaj masz fory. - Styles zaglądnął do salonu i wyszedł.

*2 godziny później*

- Napewno wszystko w porządku? Nic ci nie zrobił? - Louis kolejny raz mnie o to zapytał.
- Na 100 procent. Po prostu mnie przytul i ok. - powiedziałam.
- Jesteś roztrzęsiona. Widzę to.
- Louis wszystko ok. Jestem jeszcze troszkę przerażona ale jest ok.
- Napewno?
- Napewno. - pocałowałam go lekko w policzek i wróciliśmy do oglądania filmu. Ta 'niespodzianka' nie wypaliła i jest przełożona na za tydzień. Wszyscy to zrozumieli i nie zagłębiali się w szczegóły. 
- Idę się wykąpać. - oznajmiłam wyrywając się z jego uścisku.
- A buzi? - zrobił maślane oczy więc pocałowałam jego policzek. - Nie tu. - Tym razem pocałowałam jego usta. Ruszyłam do pokoju Lou skąd wyciągnęłam piżamę. Udałam się prosto pod prysznic a po 20 minitach znów schodziłam na dół. Gdy byłam kilkanaście kroków przed salonem usłyszałam znajomy, damski głos.
- Kelsey. - wparowałam szczęśliwa do pokoju.
- Dani. - zapiszczała podbiegając i wtulając się we mnie.
- Tak bardzo tęskniłam. - mruknęłam w jej ramie.
- Ja za tobą też.
- Ej ale to ty ignorowałaś moje telefony. - dodałam z oburzeniem.
- Nie chciałam ale ta cała niespodzianka. Wygadałabym się. W sumie teraz z trudnością się powstrzymuje. - zapiszczała jeszcze raz mocno mnie do siebie tuląc.

---
wiem że to malutko ale tak dawno nie dodawalam... mam teraz na glowue duzo osobistych spraw + na wakacjach jest kuzynka i obecnie jestem chora... ahh te szczęście :') rozdział zostanie podzielony na dwie lub trzy czesci zalezy ile zajdzie mi napisanie reszty .... mam nadzieje ze sie nie gniewacie :)

środa, 16 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty Ósmy

- Hej Liam. - powiedziałam zastając chłopaka w salonie.
- Cześć. - uśmiechnął się w moją stronę.
- Chcę cię o coś spytać.
- Wal. - skupił na mnie swój wzrok.
- Widujesz się z Kelsey?
- No tak. Codziennie.
- Nie wiesz może czemu nie odbiera ode mnie telefonu?
- Po prostu jest ona czymś zajęta. - powiedział tajemniczo.
- Czym? - zmarszczyłam na niego brwi.
- Wszystko w swoim czasie. - powiedział a jego telefon za wibrował. - Śpieszę się. - powiedział i już go nie było. Westchnęłam z irytacji.
- Rozmowa z Liamem nie udana? Mówiłem że ci nie powie. - Louis dosiadł się do mnie.
- Powiedz mi Lou. - przeciągnęłam się.
- Nie. To tajemnica.
- Chłopak nie powinien mieć  tajemnic przed swoją dziewczyną. -podeszłam go z innej strony.
- To niespodzianka. - pocałował mnie w nos gdy zrobiłam naburmuszoną minę.
- Jesteś okropny. - burknęłam a on się zaśmiał.
- Wiem że mnie kochasz.
- Wcale nie. - powiedziałam wstając.
- Gdzie idziesz?
- Do kuchni.
- Zrób popcorn. - krzyknął na co przewróciłam oczami.
Stałam w kuchni czekając aż popcorn będzie gotowy gdy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Po chwili było słychać tylko krzyki i groźby typu "zamorduję cię", "pożałujesz że to zacząłeś", "szykuj sobie trumnę".
Czy się bałam? Jak cholera, dlatego postanowiłam zostać w kuchni i być jak najciszej jak potrafiłam.
- Kurwa wypierdalaj  z mojego mieszkania!
- Nie dopóki nie dostanę tego czego chcę. - usłyszałam twardy głos i kroki w moją stronę.
Co robić?! Gdzie się schować?
- Styles wypierdalaj stąd bo cię zabije.
- Wiesz że nie możesz. Mamy umowę.
Wpełzłam między szafki, modląc się żeby nikt mnie nie zauważył.
- Kurwa! Dostaniesz to co chcesz ale nie dzisiaj.
- Umawialiśmy się na dzisiaj.
- Nie miałem kiedy! Byłem do cholery w Ameryce!
- Nie obchodzi mnie to. Miały być dzisiaj.
- Będą jutro.
- Chcę je dzisiaj. - powiedział Styles, idąc tyłem w moją stronę.
- Będą jutro wieczorem.
- To jutro wieczorem zwrócę ci ją, - powiedział ciągnąc mnie za włosy w górę.
- Auuu... - zawyłam.
- Puść ją. - Lou warknął podchodząc do niego.
- Dasz mi to czego ja chcę to ci ją oddam.
- Nie rób tego. Mogę zadzwonić i zapytać się.
- Dzwoń. Tu przy mnie. - powiedział zaciskając uścisk na moich włosach.
- Puść ją. - powiedział wyciągając telefon.'
- Dzwoń bo coś jej się stanie.
- Już. - powiedział przykładając telefon do ucha.
Nigdy się ta nie bałam. Co mi zrobi? Chce mnie zabić?
- James? Tu Tomlinson. Musisz mi pomóc. .... Potrzebuję tych karabinów dla Stylesa natychmiast!... Nie to nie może czekać. ... 3 GODZINY?! ... Czekam.
- I co?
- Za 3 godziny tu będzie.
- Za długo.
- Puść ją.
- Jak dostanę to co moje.
- Przecież będzie! - powiedział zbliżając się.
- Dotkniesz mnie a ta ślicznotka zginie. - powiedział biorąc nóż.
- Nie rób jej nic.
- Cofnij się. - przyłożył nóż do mojego gardła.
Całe moje ciało trzęsło się ze strachu. Dlaczego ja?!
- Ona nie  jest w to zamieszana. Puść ją.
- Idziemy. - powiedział do mnie kierując mnie w stronę salonu.
- Lou. - zapiszczałam przez łzy.
- Wszystko będzie dobrze. On nic ci nie zrobi. - powiedział.
- Cofnij się bo ją zabije! - krzyknął.
- Nie zrobisz tego! 
- Chcesz zaryzykować?
- Nie.
- To kurwa siadaj i nic nie mów. - powiedział pchając mnie na kanapę.
- Nie naznaczyłeś jej. - stwierdził oglądając moją szyję.
- Nie dotykaj jej.
- Nic jej nie zrobie, na razie.

-----
wiem ze krotki ale nic innego nie moglam wymyslic... + jest u mnie kuzynka na wakacjach więc rozdziały pojawiać się będą rzadziej niż zwykle ;cc

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty siódmy

LOUIS POV

Moja śliczna Dan. Jest moja. Jest piękna. Jest idealna. Za idealna.
Wiem że nie zasługuję na nią, nie wiem dlaczego ona ze mną jest. Nie powinna. Nie jestem dla niej odpowiedni, z drugiej strony nie wiem co bym zrobił gdybym się nie zgodziła. Oszalałbym.
- Siema stary. - do kuchni wszedł Liam.
- Cześć.
- Danielle tu jest? - spytał.
- Śpi.
- Naprawdę uważasz że jest to dobry pomysł żeby tu zamieszkała? Ja nie mam nic przeciwko ale wiesz że co chwilę jakieś akcje, napady na chatę. Myślę że ona tego nie wytrzyma. - przysiadł się do mnie.
- Wiem. I to mnie wkurwia.
- Ona nie jest tu bezpieczna. - powiedział i wyszedł.
Udałem się na górę gdzie Dan jeszcze słodko spała. Boże, jakie ja słowa używam?! Co ta dziewczyna ze mną robi.
Wybrałem z szuflady ciuchy które natychmiast na siebie założyłem. Postanowiłem nie budzić mojej księżniczki i zszedłem z powrotem do kuchni. Wziąłem się za przygotowanie śniadania. Tak ja Louis Tomlinson robiłem śniadanie dla dziewczyny. Na talerz położyłem gotowe kanapki i wziąłem kubek herbaty, idąc do pokoju. Postawiłem wszystko na szafce nocnej.
- Skarbie wstawaj. - powiedziałem całując jej policzki. - Wstawaj, zrobiłem ci śniadanie. - powiedziałem a Dani zaczęła otwierać oczy.
- Dla mnie? - spytała z uśmiechem.
- Dla ciebie. - powiedziałem.
- Jesteś kochany. - powiedziała całując mnie w usta. Oddałem pocałunek, jednocześnie pogłębiając go.
- Jedz. - powiedziałem odrywając się od niej z wielką niechęcią.
- Co zrobiłeś?
- Kanapki z szynką, pomidorem i szczypiorkiem.
- Pycha. - wzięła jedną kanapkę. - Nie jesz? - spytała patrząc na mnie.
- Nie. Jadłem wcześniej. - odpowiedziałem siadając obok niej.


DANIELLE POV

Skończyłam jeść kanapki i wypiłam herbatę którą wcisnął mi Louis.
- Idę się ubrać. - powiedziałam podchodząc do walizki. Zajrzałam przez okno patrząc na pogodę. Było bardzo ciepło jak na Londyn. Wyciągnęłam z walizki bluzeczkę i spodenki. [KLIK].
Weszłam do łazienki, przebierając się i uczesałam włosy w koka.
Gotowa wyszłam z pomieszczenia.
- Moja śliczna. - dostałam całusa w czoło.
- Przesadzasz. - zaśmiałam się,
- Wcale nie.
- Właśnie że tak.
- Co dzisiaj chcesz robić? Mam wolne.
- Myślę że moglibyśmy iść na spacer.
- To idziemy. - chwycił moją dłoń ciągnąc mnie na dół.
- Idźmy do parku.
- A może podjedziemy pod park? Nie sądzę że chcesz dwie godziny iść do parku.
- Możemy też tak. - uśmiechnęłam się wsiadając do jego samochodu.
Ruszyliśmy z pod domu w stronę parku.
- Jak chcesz możemy iść później do wesołego miasteczka.
- Nie mam pieniędzy. - przegryzłam wargę.
- Nie wygłupiaj się. Ja mam.
- Louis, nie sądzę że dobrym pomysłem jest wyciąganie od ciebie pieniędzy.
- Danielle przestań. Powiedziałem że zapłacę więc to zrobię. - przewrócił oczami. Nie chcąc się z nim kłócić, poddałam się.
- Jesteśmy. - powiedział odpinając pas. Zrobiłam to samo wychodząc z samochodu.
-Chodźmy tamtędy. - powiedziałam wskazując na ścieżkę przed nami. Louis objął mnie posyłając mi piękny uśmiech.


Spacerowaliśmy po parku dobre 2 godziny.
- Teraz czas na wesołe miasteczko. - powiedział Lou z ekscytacją w głosie. Jak dziecko.

- Mam nadzieję że nie masz lęku wysokości. - stałam patrząc na London Eye.
- Ja mam nadzieje że ty nie masz. - zaśmiał się.
- O to się nie martw. - powiedziałam wsuwając okulary na nos.
- To idziemy. - powiedział podchodząc o potężnego faceta, wręczając mu nasze żetony.
Wsiedliśmy do jednej z kabiny, obserwując krajobrazy Londynu. Nie mogłam się powstrzymać przed zrobieniem paru zdjęć.
- Tu jest pięknie. - powiedziałam gdy Loui przytulił mnie od tyłu, kładąc podbródek na moim ramieniu.
- Jest. - przyznał mi rację.

- To co teraz dom strachów? - zaśmiał się.
- Nie.
- Dlaczego nie?
- Tam jest dość...przerażająco.
- W końcu to dom strachów. - zaśmiał się z mojej wypowiedzi.- Chodź, ja byłem z tobą na filiżankach. - zrobił słodką minę. Aż trudno było mu odmówić.
- Okej. - zgodziłam się.
- Więc chodźmy. - powiedział prowadząc mnie do wejścia.
Typowe, sztuczne pająki i pajęczyny zwisające tuż nad twoją głową i różne odgłosy z głośników. Sztuczne kościotrupy i baba jagi.Nie było aż tak strasznie jak się spodziewałam.
- Danielle, pająk po tobie chodzi. - powiedział Lou patrząc na moje plecy.
- Co?! Ściągnij go. Błagam. - krzyczałam rzucając się.
- Żartowałem. - zaczął się śmiać za co spiorunowałam go wzrokiem.
- Nie śmieszne.
- Właśnie że śmieszne. Twoja mina. - zaniósł się jeszcze większym śmiechem, o ile to w ogóle możliwe.
Po chwili i ja dołączyłam do niego.
- Chodźmy na watę cukrową. - Lou zaczął mnie ciągnąć gdy tylko wyszliśmy z budynku.
- Jesteś pewny?
- 100% i jeden więcej. - wyszczerzył się w moją stronę.
- Skoro tak. - wzruszyłam ramionami.
- Dwie duże waty. - zwrócił się do faceta robiącego waty.
Razem z watami ruszyliśmy na ławkę.

^^
^^

Niewyszedł mi ten rozdział za co przepraszam

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty szósty

- Danielle, musimy jechać. - usłyszałam krzyk Lou.
- Idę! - odkrzyknęłam zbiegając na dół zakładając buty. [KLIK]
 - Dani, musisz jechać? - spytała Nona płacząc.
- Skarbie chodź tu do mnie. - rozłożyłam ramiona a mała się we mnie wtuliła.
- Przyjadę do ciebie. Obiecuję. - powiedziałam całując ją w czoło.
- Kocham cię. - powiedziała.
- Ja ciebie też myszko. Idź pożegnaj się z Louisem. - powiedziałam a ona od razu do niego podbiegła.
- Pa babciu. - powiedziałam przytulając ją.
- Pa skarbie, bądź grzeczna i dzwoń do nas na tym skajpie.
- Na pewno będę. - odpowiedziałam. Założyłam babci skype, żebym mogła się z nimi kontaktować. Co prawda są telefony ale to nie jest to co zobaczenie ich. Przynajmniej na ekranie.
Po pożegnaniu i zapakowaniu bagaży do samochodu Richarda, pojechaliśmy na lotnisko.
- Jak ja nienawidzę korków. - marudziłam.
- Ej, jeszcze chwila i będziemy. - pocieszał mnie Louis.
Mam nadzieję że zaraz będziemy bo zaraz zwariuję.
- Długo jeszcze? - spytałam po 3 minutach.
- Jeszcze 20 minut. Wytrzymaj. - odpowiedział Richard.
Tak jak obiecał Richard, po 20 minutach byliśmy już pod lotniskiem. Zostało nam 30 minut do odlotu samolotu a jeszcze odprawa i sprawdzanie wszystkiego. Pożegnaliśmy się z Richardem i ruszyliśmy oddać bagaże.
- W końcu. - westchnęłam opadając na fotel samolotowy.
- Jeszcze tylko 8 godzin i 2 dojazdu i będziemy w domu. - powiedział śmiejąc się.
- O boże. Czemu Ameryka jest tak daleko od Europy? - jęknęłam.
- Mnie się nie pytaj. - zaśmiał się a przed nami stanęła stewardessa, pokazująca instrukcję zapięcia pasów i innych na co przewróciłam oczami. Jak ja tego nienawidzę.
Na szczęście już po 10 minutach, mogliśmy startować. Wszyscy mówią że wzbijanie się w górę czy lądowanie, jest straszne. Dla mnie jest to bzdurą. Mnie takie coś jest fajne, przyjemne.
- Wstań. - powiedział Lou, popatrzyłam na niego zdziwiona.
- Co?
- No po prostu wstań. - powiedział a ja odpięłam pas wstając. Louis przesiadł się tam gdzie ja wcześniej siedziałam i pociągnął mnie na swoje kolana.
- Zrobimy sobie selfie. - powiedziałam wyciągając telefon.
- Nie, ja nie robię sobie zdjęć.
- No Lou... nie bądź taki.
-Nie Danielle, schowaj ten telefon.
- Ale...
- Po prostu go schowaj. - powiedział a ja wykonałam jego polecenie. Lou podniósł mój podbródek całując mnie. Uśmiechnęłam się lekko.
Oparłam głowę o klatkę Lou i zaczęłam bawić się jego palcami. W pewnym momencie, zasnęłam.
Obudziły mnie różne krzyki. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Louisa kłócącego się z jakimś chłopakiem. Stewardessy próbowały ich rozdzielić ale na marne. Gdy wstawałam z fotela, Lou zadał cios blondynowi a ten zatoczył się.
- Co tu się dzieje? - spytałam ciągnąc Louisa za rękaw.
- Pieprzony szmaciarz. - warknął.
- Lou! Co się stało ? Dlaczego go uderzyłeś?! - krzyknęłam.
- Bo jest szmaciarzem.
- Popatrz na mnie. - powiedziałam stając na przeciwko niego.
- Uspokój się. - powiedziałam kciukami masując jego policzki.
Oglądnęłam się i zobaczyłam że blondyn zniknął.
- Wróćmy na nasze miejsca. - powiedziałam a on mocno mnie objął.
- Powiesz mi co się stało? - powiedziałam siadając mu na kolanach.
- Nic.
- Jak nic? Za nic to chyba byś go nie uderzył.
- Kurwa, ten jebany debil, pytał się czy sprzedam mu ciebie. W dodatku mówił że jesteś dziwką. Musiałem zareagować, tak? -podniósł głos. On mnie bronił.
- Jesteś kochany. - powiedziałam całując go. - Ile zostało do końca lotu? - spytałam.
- Jeszcze 3 godziny. - powiedział wtulając się we mnie.
- Proszę zapiąć pasy, podchodzimy do lądowania. - blond włosa zaczęła budzić ludzi w tym mnie.
Przesiadłam się na drugi fotel czym obudziłam Lou.
- Co? Czemu się przesiadłaś? - spytał marszcząc brwi.
- Prosimy zapiąć pasy, podchodzimy do lądowania. - głos z głośników wyręczył mnie.
- O nasze walizki! - krzyknęłam po 10 minutach szukania ich.
- W końcu. - westchnął biorąc moją i swoją torbę.
- Daj. - powiedziałam zabierając mu moją własność.
- Nie, daj.
- Nie wygłupiaj się, nie musisz udawać gentlemana. - zmarszczył brwi na moje słowa, widocznie ich nie rozumiejąc. Resztę drogi do postoju taksówek nie rozmawialiśmy. Pewnie zastanawiał się nad tym dlaczego powiedziałam że nie musi udawać gentlemana. Nom, cóż może dlatego że jest w gangu i zabija ludzi? Jak ktoś, kto jest w gangu może być gentlemanem? Raczej nie pyta się ludzi czy może ich zabić.
Wsiedliśmy do taksówki ładnie witając się ze starszym panem. Przynajmniej ja. Po podaniu adresu, odjechaliśmy.
Trasa z lotniska do domu Lou, trwała dwie i pół godziny, a wszystko przez te głupie korki. Więc gdy przyjechaliśmy była 04:38.
Po cichu weszliśmy do środka i skierowaliśmy się do jego pokoju.
- Idź się umyć. Łazienka jest tu. - powiedział pokazując na drzwi w jego pokoju. Podeszłam do walizki wyciągając wszystkie potrzebne mi rzeczy i udałam się do łazienki.
Zrobiłam wszystkie czynności które miałam zrobić i z powrotem weszłam do pokoju.
- Możesz już iść. - powiedziałam.
- Połóż już się do łóżka, zaraz przyjdę. - powiedział a ja skinęłam głową.
Położyłam się do łóżka, odpływając.

------------

jest 26 ;) dziękuje m za wszystkie komentarze pod tamtym rozdziałem ;)

piątek, 11 lipca 2014

JEJU

Przepraszam was ale nie mogłam się powstrzymać przed dodaniem tego postu....

Zawsze gdy czytam wasze komentarze, mam banana na ryju...

Oczywiście na każdy odpowiadam ;)

Dziękuję wam za to że to czytacie...

Jesteście wspaniali <3

czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział Dwudziesty piąty

*ten sam dzień, wieczór*

- Wracamy już? Musimy wcześnie rano wstać. - popatrzyłam na Lou leżącego obok mnie i obserwującego moją siostrę.


- Możemy już wracać. - wzruszył ramionami. - Nona! Wracamy! - krzyknął i zaczął zbierać ręczniki do torby.
- Musimy już? - jęknęła ubierając na siebie swoją sukienkę.
- Tak. Babcia się martwi. - powiedziałam również się ubierając.
Gotowi już udaliśmy się w stronę domu.
- Nona tam jest budka z lodami, idź sobie jakiegoś wybierz. - powiedział dając małej pieniądze.
- Lou, nie możesz tak. - uderzyłam go w ramię.
- Jak?
- No kupować wszystko wszystkim.
- Nie wszystkim tylko tobie i twojej siostrze. - wytłumaczył z miną dziecka na co zaśmiałam się.
- Kupiłam z posypką! - wykrzyknęła radosna.
- Resztę sobie zatrzymaj. - mrugnął do niej obejmując mnie.
- Nie rozpieszczaj mi siostry. - powiedziałam do niego.
- Przesadzasz. - wyszeptał mi do ucha. Po kilku minutach byliśmy pod domem.
- Jesteście już. - babcia zawołała.
- Tak. - kiwnęłam głową w potwierdzeniu.
- Babcia! Louis kupił mi loda. - wykrzyknęła mała.
- Tak? A podziękowałaś?
- Yyyy... chyba tak. - odpowiedziała.
- Babciu! My idziemy na górę. - oznajmiłam ciągnąc Tomlinsona za rękę.
Weszliśmy do mojego pokoju gdzie rzuciłam się na łóżko.
- Idę się kąpać. - pocałował mnie w czoło. - Przyłączysz się? - spytał z uśmiechem.
- Jasne, już idę. - powiedziałam sarkastycznie,  przewracając oczami.
- Czekam. - wykrzyknął wchodząc do łazienki. Podniosłam swoje leniwe cztery litery z łóżka, w celu przyszykowania piżamy i bielizny.
Gdy zaczęłam wyciągać ciuchy, zadzwonił telefon, który nie należał do mnie. Ostrożnie do niego podeszłam, tak jakby miał zaraz wybuchnąć. Wiem że przesadzam ale to telefon Louisa Tomlinsona, kto wie co można się po nim spodziewać.
Delikatnie chwyciłam go i popatrzyłam na wyświetlacz, na którym migało imię "Tom". Postanowiłam nie odbierać. Kto wie kim jest Tom? Jeszcze bym coś powiedziała, lub coś mu zdradziła. Nie wiem w jakich stosunkach jest z nim Lou, więc wolę nie ryzykować. Odłożyłam z powrotem telefon i usiadłam na łóżku. W końcu telefon przestał dzwonić co bardzo mnie ucieszyło ponieważ, dzwonek zaczął mnie już bardzo irytować.
Nagle w pokoju znów rozległ się dźwięk rockowego zespołu.
- Lou! Możesz się pospieszyć? - krzyknęłam.
- Po prostu odbierz ten cholerny telefon! - odkrzyknął.
Zrezygnowana chwyciłam telefon do ręki. Przykładając telefon do ucha, nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Tommo w końcu! Słuchaj Reway znowu pisał o tym że chce...
- Uh... Przepraszam ale Louis jest teraz zajęty. Czy mógłbyś zadzwonić do niego za 10 minut? - spytałam delikatnie. Musiałam mu przerwać zanim dowiedziałabym się czegoś, o czym zapewne nie powinnam wiedzieć.
- Oh, ok. To ja zadzwonię później. - powiedział i rozłączył się. Wróciłam na łóżko i wzięłam do ręki mój telefon. Miałam wielką ochotę porozmawiać z Kels. Powstrzymałam się jednak. Zapewne znowu jest zajęta, albo śpi. U nas jest 22 więc tam 6 rano.
Jutro z nią porozmawiam.
- Loui pospiesz się. - jęknęłam wiedząc że za chwilę minie 10 minut odkąd dzwonił jego telefon.
- Już, już. - wymamrotał i po chwili drzwi otworzyły się.
- W końcu.
- Kto dzwonił? - spytał paradując po pokoju w samych bokserkach.
- Uhmm... Jakiś Tom.. Za chwilę znowu zadzwoni. - odpowiedziałam zakłopotana.
- Pociągam cię. - stwierdził uważnie mi się przypatrując.
- Mi? N-nie, czemu? - spytałam rumieniąc się.
- Widzę to. - wyszeptał mi do ucha, przegryzając jego płatek. Czy mnie pociągał? Jak cholera  ale przecież nie przyznam mu się do tego. Nagle jego telefon zadzwonił na co odetchnęłam. Szybko wzięłam swoje rzeczy i zamknęłam się w łazience.
Szybko rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Chwyciłam za żel do mycia ciała o zapachu malinowym. Uwielbiam ten żel. Gdy tylko poczuje jego zapach, mam ochotę zjeść maliny. Wsmarowałam go w ciało a lecąca woda, spłukała go. Umyłam też włosy szamponem o zapachu mango i kokosa.
Spłukałam resztki piany które na mnie pozostały i wyszłam, wycierając się ręcznikiem. Włosy postanowiłam, pozostawić mokre. Nałożyłam bieliznę oraz piżamę. Chwyciłam dzisiejsze ciuchy i włożyłam je do reklamówki. Wyszłam z łazienki i reklamówkę włożyłam do walizki, do osobnej kieszonki. Wypiorę je w Londynie, teraz nie ma nawet na to czasu. Wróciłam do łazienki i chwyciłam żel do mycia ciała, szampon, suszarkę, lokówkę, prostownicę, szczotki, gumki, wsuwki i wszystkie inne rzeczy oraz je również spakowałam. Zostawiłam tylko szczoteczkę do zębów i pastę oraz jedną szczotkę. Podeszłam do umywalki i wyszczotkowałam zęby. Ponownie weszłam do pokoju i omiotłam wzrokiem cały pokój. Louis leżał na łóżku i mi się przyglądał.
- Lakiery. - szepnęłam do siebie i podeszłam do komody skąd wyciągnę£am lakiery i zmywacz oraz waciki. To również spakowałam. Pootwierałam wszystkie inne szafki i szuflady w celu upewnienia się czy aby na pewno czegoś nie przegapiłam.
- Jeszcze to. - Lou powiedział trzymając w ręku mój portfel.
- To mi się przyda. - mruknęłam.
- Nie przyda. - powiedział wstając z łóżka.
- Lou, przyda. Mam tam wszystkie dokumenty i bilety. - powiedziałam sprawdzając górę szafek. Spojrzałam na Tomlinsona który wyjął wszystko z portfela oprócz pieniędzy i schował to do swojego. Natomiast mój wrzucił do walizki. Upewniając się że nic nie zostało, położyłam się do łóżka. Po kilku sekundach, dołączył do mnie Lou, całując mnie w usta. W moim brzuchu zaczęły fruwać motyle. Powiedzieć mu? A co jeśli on nie czuje nic do mnie? Wyśmieje mnie? 
Zamknęłam mocno oczy i wtuliłam się w jego klatkę. Powiem mu kiedy indziej.
Kiedy indziej? Zdajesz sobie sprawę że może być za późno? odezwała się moja podświadomość.
Och zamknij się. Powiem mu w Londynie. - odpowiedziałam jej przewracając oczami.
Nie chciałabyś wrócić do Londynu z chłopakiem?
Chciałabym.
To mu powiedz!
TO NIE TAKIE ŁATWE!
Łatwiejsze niż ci się zdaje..
- Lou? Śpisz? - podniosłam głowę.
- Nie. - odpowiedział.
Powiedzieć mu teraz? Czułam przyśpieszone bicie mojego serca. Raz się żyje.
- Kocham cię. - wyszeptałam w jego koszulkę.
- Co mówiłaś? - spytał z lekkim uśmiechem.
- Ja? Uhm nic. - wyjąkałam.
- Słyszałem. Powiedziałaś "kocham cię". - po jego słowach zrobiłam się czerwona na twarzy. On weźmie mnie za idiotkę.
- Ja... no ... bo... ja... - jąkałam się nie potrafiąc złożyć sensownego zdania. Louis zaśmiał się. Widzisz głupia podświadomościo?! On mnie wyśmiał! Poczułam łzy w oczach. Jestem taką idiotką!
- Chodź tu. - powiedział przyciągając mnie do siebie i wpijając się w moje wargi. - Też cię kocham Dani. - powiedział odrywając się ode mnie.
Łzy smutku, zastąpiły łzy radości. On mnie kocha! Powiedział mi to.  Wtuliłam się w niego. 
- Kocham cię, tak bardzo cię kocham. - powiedział całując mnie w czubek głowy. Znów ułożyłam się na nim wygodnie, a między nami zapanowała przyjemna cisza. Po kilkunastu minutach, gdy moje oczy się zamykały, Louis odezwał się.
- Danielle?
- Tak?
- Zostaniesz moją dziewczyną? - spytał z nadzieją.
- Tak. - odpowiedziałam podnosząc się i wpijając w jego wargi.
Z czystym sumieniem mogę powiedzieć że jestem najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Gdy oderwaliśmy się od siebie. Postanowiliśmy iść już spać. Usnęłam z bananem na twarzy.



---------------

Jest 25! ^^ podoba się?
:D:D