Hold Me In Your Arms

czwartek, 23 czerwca 2016

Rozdział Czterdziesty Piąty

*Danielle POV*
Rano obudziły mnie odgłosy z dołu. Powoli zeszłam z łóżka i zakładając wczorajsze ciuchy, udałam się do salonu. Mama Lou właśnie  wychodziła do pracy życząc nam miłego dnia i przyjemnej opieki nad jej dziećmi.  Pana Daniela nigdzie nie było co oznaczało że już wyszedł. Georgia razem  z Charlotte szykowały się w łazience,  Felicite leżała na kanapie. Bliźniaczek  nie było gdyż pojechały autobusem. Louisa nigdzie nie widziałam.
- Fel widziałaś Lou?
- Jest na górze u dzieciaków.
- Dzięki.  - uśmiechnęłam się w jej stronę i udałam się do góry. Otwierałam każdy pokój po kolei aż w czwartym znalazłam się w pokoju najmniejszej dwójki. 
- Wychodzimy do szkoły!  - usłyszałam jeszcze z dołu.  Zostaliśmy sami.
- Hej. - powiedziałam widząc Lou próbującego założyć sukienkę na Doris.
- A mówią że to chłopcy są niegrzeczni. - powiedział lekko poddenerwowany.
-Weź Ernesta na dół i zrób śniadanie.  Ja zajmę się Doris. - powiedziałam przejmując małą. Lou całując mnie w policzek z małym na rękach wyszedł z pokoju. 
- Okej kochanie. Ubierzemy teraz sukieneczkę. - powiedziałam biorąc ciuch w swoje ręce. Gdy podchodziłam do Doris, ona z piskiem uciekła na drugi koniec pokoju. To będzie trudniejsze niż myślałam.
Po 5 minutach złapałam Doris i cudem włożyłam jej sukienkę, rajtuzki i buty które co chwile skopywała. Tak więc po około 20 minutach byłyśmy na dole. Akurat Louis kończył smarować naleśniki nutellą. Malcom założyliśmy pieluszki aby nie pobrudzili dopiero co założonych ciuchów. Myślę że nie miałabym siły znów ubierać małą. Gdy dzieciaki zajadały się naleśnikami, ja korzystając z okazji, uczesałam małej kucyka. 
- Dan?
- Tak Lou? 
- Myślę że moglibyśmy pojechać do galerii bo ani ty ani ja nie mamy żadnych ciuchów.
- Jasne, czemu nie. - powiedziałam wkładając naprawdę przepyszne naleśniki do ust.
Gdy zjedliśmy, ubraliśmy buty, kurtki jak i nam tak i dzieciakom. Zapakowaliśmy foteliki do samochodu usadawiając w nich malce i wózki które włożyliśmy do bagażnika. Wyjechaliśmy z podjazdu i ruszyliśmy w stronę galerii. Po 30 minutach dość ciężkiej jazdy, wysiedliśmy z samochodu i udaliśmy się na zakupy. Na szczęście weszliśmy od razu do jedynego sklepu w którym są rzeczy w moim stylu, wiec spodnie i bluzki kupiłam już tu.

[SPODNIE]; [BLUZKI]

Następnie udaliśmy się do butiku gdzie znalazłam to czego mniej więcej chciałam:
[BUTY] ;

Następnym sklepem który odwiedziliśmy był sklep z akcesoriami i tu także znalazłam coś dla siebie:
[akcesoria]
Louis też nie miał problemu znalezieniem tego czego chciał:
[1]  ; [2] 
Gdy już kupiliśmy co chcieliśmy, zanieśliśmy zakupy do samochodu, a sami poszliśmy do parku który znajdował się obok. Udaliśmy się na plac zabaw gdzie kupiliśmy dzieciakom lody. Usiedliśmy na pobliskiej ławce.
- Myślisz że ten x już się zorientował że nie ma nas w Londynie?
- Nie wiem. Mam nadzieję że tak. Nie dostałaś sms lub niczego innego?
- Nie. Mogę zadzwonić dzisiaj do babci?
- Jasne, myślę że wieczorem możesz to zrobić. - uśmiechnęłam się słabo powracając wzrokiem na dzieciaki które wesoło się bawiły.

*2 godziny później*

Zmęczeni weszliśmy do domu. Louis zaniósł torby do naszego tymczasowego pokoju a ja wzięłam dzieciaki żeby je rozebrać i umyć im ręce. Gdy już to zrobiłam udałam się do kuchni. Był już tam Lou który przeglądał coś w telefonie.
- Co tam patrzysz? - powiedziałam przytulając się do niego od tyłu i zaglądając mu przez plecy.
- Szukam dobrego przepisu na spaghetti. 
- Serio? W internecie? Idź do dzieciaków do salonu. Ja to zrobię . - zaśmiałam się.
- Kocham Cię. - powiedział całując mnie w usta i uciekając z kuchni na co głęboko się zaśmiałam.
Wyciągnęłam wszystkie składniki robiąc obiad na 10 osób. Była już 13.30 więc myślę że zaraz wszyscy powinni wrócić do domu. Nastawiłam wodę na makaron i zaczęłam robić sos. Akurat gdy skończyłam woda się zagotowała więc wsypałam 2 pełne torebki makaronu. Znalazłam śmietnik gdzie wyrzuciłam nie potrzebne odpady. Sos wlałam do garnka i czekałam aż też się zagotuje. Gdy już wszystko było gotowe, rozłożyłam talerze, akurat drzwi się tworzyły a do domu weszła mama Louisa z córkami. 
- Oh kochanie, nie musiałaś gotować. 
- Dla mnie to przyjemność. - uśmiechnęłam się. 
Usiedliśmy wszyscy do stołu i zaczęliśmy jeść.
Po skończonym obiedzie, Georgia wraz z Felicite, zaczęły sprzątać ze stołu, chciałam pomóc ale nie było mi to dane.
- Dzieci były grzeczne? 
- Jak aniołki. Lekki problem żeby ubrać Doris ale dałam radę. - zaśmiałam się.
- Z nią zawsze jest taki problem. 
- Po za tym było okej.
- Siedzieliście cały dzień w domu?
- Oh, nie. Byliśmy w galerii a później na placu zabaw. 
- Cieszę się że daliście radę, nasza opiekunka zawsze się na nich skarży.
Siedziałam jeszcze z mamą Louisa dość długo a następnie udałam się na górę gdzie na łóżku leżał Louis.
Położyłam się obok niego a on objął mnie przytulając mocno do siebie. Tego było trzeba nam obojgu. Ciszy i siebie. Nie musieliśmy nic mówić, wystarczy że byliśmy koło siebie. Przeleżeliśmy tak dość długo.
- Chcesz zadzwonić do babci teraz? 
- Tak. - powiedziałam. Louis wstał i wyszedł z pokoju aby po chwili wrócić z laptopem. Zgaduję że pożyczył go od którejś z sióstr.
Zalogował się na swoim skype i połączył z jakąś Ellie.
Po chwili młoda brunetka, wyglądająca na 17 lat odebrała. 
- Cześć Lou! 
- Cześć Ell. Możesz dać mi babcie Danielle tutaj? 
- Jasne. - powiedziała wstając i wychodząc z pokoju. Po chwili wróciła z moją babcią i Noną.
- Dani! - krzyknęła moja młodsza siostrzyczka. 
- Cześć kochanie, cześć babciu. - uśmiechnęłam się szeroko. 
- Jak tam kochanie? - spytała troskliwie babcia.
- Jest okej  a co u Was?
- Też dobrze. Nona wykańcza tutaj wszystkich.- powiedziała śmiejąc się na co zmarszczyłam brwi.
- Co robi?
- Oh, gdy tylko kogoś napotka, każe mu wozić się na baranach po całym tym budynku, a uwierz mi on naprawdę jest duży.  -powiedziała.
Rozmawiałam z babcią jeszcze dość długo. 
Gdy się rozłączyłyśmy poszłam się wykąpać i zasnęłam w ramionach mojego chłopaka.

-------
Ani trochu nie mam weny więc rozdział bardzo krótki. Już nie mam pojęcia jak to mam zakończyć, na pewno będzie szczęśliwe tak jak chcecie ale no sami wiecie... :D 
Myślałam że będzie mi łatwiej no ale nie jest :( 
Do następnego <3

czwartek, 12 maja 2016

Rozdział Czterdziesty Czwarty

NOTKA POD! PRZECZYTAJCIE PROSZĘ! Miłej lektury
---------
 
- Co jest skarbie? - Lou założył rękę na moje ramie.
- Szkoda mi trochę rodziców. - uśmiechnęłam się smutno.
- Zasłużyli na to, gdyby Nona nie zauważyła tego pikającego dziadostwa, Ty i Ona.. mogłybyście już dawno zginąć.
- Wiem ale..
- Ciii, nie myśl o tym. - powiedział zostawiając krótki pocałunek na moich ustach.
Cieszyliśmy się tą chwilą. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy co czeka nas w domu.

---

*Danielle POV*

W restauracji czas minął nam bardzo przyjemnie. Więcej już nikt nie myślał o dzisiejszej rozprawie.
Cieszyliśmy się chwilą. Gdy weszliśmy do domu już nie było tak wesoło... Dlaczego on się uczepił akuratnie mnie? Co ja mu do cholerki zrobiłam? Drzwi wejściowe były wyważone i rozbite 2 okna. W mojej i Lou sypialni. Chłopcy kazali poczekać nam na zewnątrz a sami poszli sprawdzić czy w domu jest w miarę bezpiecznie. Byłoby głupstwem jeśli mielibyśmy siedzieć w domu gdzie był owy prześladowca. Szczególnie dla Non. Było mi głupio że to wszystko dzieje się przeze mnie. Po chwili z domu wyszedł Niall trzymający kartkę i Mili. Dobrze że tej perełkę nic się nie stało. Kels razem Jes stwierdziły że na ten czas moja psina musi być w bezpiecznym miejscu, więc Jess zprowadziła  ją do mamy Kelsey. Kartką okazał się  list, jak zawsze po jego ataku.

"Danielle! Możesz odliczać dni. Zostało ich 6. Wiesz co będzie później? Na mojej twarzy wielki uśmiech. Ty skarbie nic nie będziesz czuła. Wiesz że Cię nienawidzę? To teraz już wiesz. Co do Nony. Słodka ta twoja siostrzyczka, chyba chciałbym mieć taką perełkę. Co powiesz na 4 dni? Tak żebyś zdążyła się z nią pożegnać.  Do zobaczenia kwiatuszku. XX." 

- Co za gnojek! - krzyknęłam. Niech mnie sobie bierze ale mojego aniołka niech zostawi w spokoju, ona ma dopiero 5 lat! Nie jest niczemu winna.
- Danielle co się stało? - spytała Kels.
- Jebany szmaciarz już nie chce tylko mnie ale i Nonę.
- On nie dostanie ani ciebie ani jej. Już tego dopilnujemy. - powiedział Zayn przechodząc obok mnie z Niallem, oboje wsiedli do samochodu i odjechali.
- Dan możemy na słówko? - powiedziała Perrie a ja przytaknęłam.- Myślę że byłoby dobrze gdyby twoja babcia i Nona wyjechały do San Zhi na Tajwanie. To było opuszczone miasto ale nasza grupa ma tam bazę. Główną, nikt o tym nie wie. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło że ktoś tam mógłby być a jednak my tam jesteśmy już od 4 lat. Nasi ludzie zajmą się Noną i twoją babcią. Tylko tam naprawdę będą bezpieczne. Myślałam o tym abyś ty też tam pojechała ale sądzę że to nie jest dobry pomysł. Mógłby polecieć tam za tobą a tak to jest zajęty obserwowaniem cie. Sama rozumiesz.
- Umh. Nie wiem.
- Dan. Tylko tam będą bezpieczne. Słowo. Będziesz mogła się z nimi kontaktować bez problemu tylko kiedy będziesz chciała.
- Okej. Niech jadą.
-Wylecą już jutro o 5 rano. Odwiezie je Sam. Twój XX go nie zna i nie będzie nic podejrzewał. Nie możesz jechać z nimi. Rozumiesz? To nie jest bezpieczne.
- Rozumiem. - przełknęłam głośno ślinę. Nie chciałam żeby tam jechały. To jest daleko i to bardzo. Ale nie pozostało mi nic innego. Chcę żeby były bezpieczne.
- Jedziemy do Doncaster.  -z domu wyszedł Lou.
- To będzie głupstwo Louis. Dobrze wiesz że Dan jest obserwowana , zresztą już mam plan jej babcia i Nona już o 5 rano wyjeżdżają do San Zhi.
- Dobraa.. Do San Zhi? Nie pomyślałem o tym. Brawo Ed...
- Nie! Ty i Dan jedźcie do Doncaster. On pojedzie za wami. Będzie bezpieczniej gdy będą wylatywać.
- C-co ? Do Doncaster? Przecież to prawie 300 kilometrów! - powiedziałam. Chciałam się pożegnać z babcią i Nons.
- Skarbie tak będzie dla wszystkich najlepiej. Obiecuje że za 6 dni zobaczysz się z babcią. Trzeba tylko załatwić wszystko z XX. Będzie dobrze. - przekonywała mnie teraz Kels.
- Okej. Babciu. Jutro o 5 jedziesz do San Zhi z Noną. Pezz Ci wszystko wytłumaczy. Ja jadę do Doncaster. Zobaczymy się nie długo.- powiedziałam przytulając się do babci a zaraz potem biorąc w swoje ramiona Nonę. - Kocham Was bardzo.
- My ciebie też kochanie. - odpowiedziała z płaczem babcia.

- Jedźmy Lou. - powiedziałam wsiadając do samochodu mojego chłopaka.
- Gotowa?
- Bardziej mniej się chyba nie da.
- Nie będzie tak źle.
- Właściwie Lou co jest w Doncaster?
- Ja tam .. Mam  rodzinę.
- Rodzinę?
- Taa. No wiesz. Mama, tata, ojczym, brat i 6 sióstr.
- Wow. Opowiedz mi coś o twojej sytuacji rodzinnej. - powiedziałam ale zobaczyłam grymas na jego twarzy.
- Okej. No więc gdy miałem 15 lat dołączyłem do gangu. Wiesz to były tylko bójki ale uważaliśmy że jesteśmy fajni. Rodzice mieli nadzieje że to przejściowe. Ale później pojawiły się narkotyki, broń. Wtedy tata stwierdził że potrzebuje odwyku. Wylądowałem w Londynie.  Siedziałem pół roku odizolowany od wszystkiego. Wykańczałem się psychicznie. Po pół roku mnie wypuścili. W sumie już wsiadłem do pociągu do Doncaster. Ale spotkałem starego znajomego. Był 3 lata starszy. Nazywał się Nathan. Zaproponował kasę, duży kasy. Zgodziłem się. Nie pojechałem do domu. Trafiłem do gangu w którym zostałem szefem. Nie byłem tam w ogóle do dziś. Co jakiś czas dostaje smsy od Georgii. Mojej prawdziwej siostry. Mimo że nie mamy tego samego nazwiska. Ja odziedziczyłem nazwisko po ojczymie. Tylko ona zna mój prawdziwy numer. Z nią utrzymuje kontakt. Mówi mi że mama nie pogodziła się dalej z tym że mnie nie ma. Rozwiodła się z ojczymem. I ożeniła z Danielem Dunkinem. To właśnie jego jest Ernest i Doris. Daniela, Ernesta i Doris nigdy nie widziałem na oczy. Bliźniacy urodzili się 2 lata temu. Tylko tyle jakie wysyła mi zdjęcia Georgia. Georgia ma 17 lat. Na pewno się polubicie. Jest też Felicite. Ona ma 16 lat. Z tego co wiem zrobiła się troszkę jędzowata od kiedy wyjechałem, może to dlatego że to właśnie z moją Fel byłem najbliżej. Później jest Charlotte. Ale woli jak mówi się do niej Lottie. Ma już prawie 18 lat. Daisy i Phoebe są bliźniaczkami. Mają 12 lat. Są strasznie zabawne. Co chwilę mają nowe pomysły. Moja mama Johannah,  ma 43 lata. Uwielbiam ją ponad wszystko. To chyba cała historia. - powiedział. Cały czas go uważnie słuchałam.
- Georgia wie że przyjedziesz?
- Chcę żeby to była niespodzianka.
- Rozumiem.
- Kocham Cię aniołku.
- Ja Ciebie też. - powiedziałam ściskając jego dłoń która od początku leżała na moim kolanie. Przez całą drogę Lou opowiadał mi śmieszne momenty ze swojego rodzinnego domu. Po prawie 4 godzinach zatrzymaliśmy się przed rodzinnym domem Tomlinson'ów . Strasznie się denerwowałam. Lou zresztą też. W końcu ma wrócić do domu po 4 latach. W oknie zauważyłam ciekawskie spojrzenia dwóch młodszych dziewczynek. To pewnie Daisy i Phoebe. Obydwie zaraz poleciały z nowiną pewnie do mamy lub do sióstr.
- Gotowy? - spytałam.
- Mniej się nie da. - uśmiechnął się krzywo. Powoli wyszliśmy z samochodu. Również bardzo powoli stawialiśmy kroki w stronę domu. Lou 3 razy zapukał do drzwi. Ja starałam moje ciało ukryć za jego chociaż nie bardzo mi się to udawało, ponieważ Lou mocno trzymał mnie przy swoim boku. Byłam jego oparciem na tą chwilę. I było mi dobrze z myślą że mi ufa. Że jako mi jedynej chce przedstawić swoją rodzinę. Bo gdyby nie patrzeć moglibyśmy się zatrzymać w hotelu. Usłyszeliśmy przekręcanie klucza i drzwi się otworzyły, tak naprawdę wszystko trwało minutę a mi wydawało się jakby to były co najmniej 2 godziny. W drzwiach stanął postawny mężczyzna. Zgaduję że jego drugi ojczym.
- W czym mogę pomóc? - spytał uważnie na nas patrząc.
- Jestem Louis. Louis Tomlinson.
- Louis? Johannah! Johannah chodź tu szybko! Wejdź synu! - krzyknął biorąc go w objęcia. Czyli musiał znać Louisa z historii pewnie Johannyh albo jego przyrodnich dzieci.
- Co się tak drzesz Daniel? Dzieci śpią. - przystanęła w pół kroku widząc znajomą jej postać. - Lou? - w jej oczach mogłam zauważyć łzy.
-Mamo. - powiedział podchodząc do kobiety i wtulając się w jej ciało.
- Dzieci! Chodźcie! Patrzcie kto przyjechał! Toż to cud! - Za chwilę koło Louisa było 5 dziewczynek. A raczej nastolatek. Żadna z nich nie mogła uwierzyć że ich brat po 4 latach w końcu się pokazał. Do mnie podeszła jedna z nich.
- Jesteś Danielle prawda? Louis dużo mi o Tobie opowiadał. - Oh, czyli to Georgia.
- Georgia tak? Tak jestem Danielle. - uśmiechnęłam się przyjaźnie a ona wzięła mnie w ramiona. Odwzajemniłam to mimo to że czułam się trochu skrępowana. Nagle wzrok Lou powędrował na nas.
- Chcę Wam kogoś przedstawić. To moja dziewczyna Danielle. - powiedział a ja uśmiechnęłam się najlepiej jak tylko potrafiłam. Po chwili wszyscy znajdowaliśmy się w salonie. Louis opowiedział co u niego się działo, ja troszkę opowiedziałam o sobie. Później przeszło do najgorszego. Wyjaśnienia powodu dla którego tu jesteśmy. O dziwo jego rodzina przyjęła to dość spokojnie. No może oprócz mamy Lou która zaczęła zamartwiać się o nasze bezpieczeństwo. Siedzieliśmy rozmawiając na różne tematy. O godzinie 01:30 wszyscy rozeszli się do pokoi ponieważ dziewczyny miały na następny dzień szkołę a rodzice Lou prace.
Weszliśmy do starego pokoju Lou który "ocalał", dzięki interwencji Georgii która mimo zapewnień Louisa że już nie wróci, wierzyła że jednak to zrobi.
- Czułem się ... dziwnie. - powiedział obejmując mnie od tyłu i całując miejsce za moim uchem.
- W końcu widzisz ich po 4 latach.
- Tak, Phoebe i Daisy strasznie się zmieniły, już nie są tymi samymi dziewczynkami. Gdyby nie zdjęcia od Georgii, nie poznałbym ich.
- Louis, chodźmy spać. Jestem zmęczona.
- Jasne aniołku. Ja też jestem. Myślisz że możemy jutro my zostać z Ernestem i Doris? Chciałem to zaproponować na dole ale chciałem też wiedzieć czy ty nie będziesz miała nic przeciwko.
- Oczywiście że możemy. I tak nic nie mamy w planach.
- Cieszę się. Chciałbym złapać też z nimi jakiś wspólny język. No dobra może zajęcia bo jeszcze dobrze nie mówią. - zaśmiał się a aj z nim. Louis dał mi jakąś swoją starą koszulkę do spania, ponieważ nie braliśmy żadnych rzeczy, zresztą żadnych naszych rzeczy tam nie było.
Położyliśmy się do łóżka i przytuleni do siebie zasnęliśmy.

-----------------
 Jest! Po prawie 3 godzinach napisałam go :'))))))
Nie pamiętam czy było już wcześniej coś o Lou i jego rodzinie.. Jeśli tak to przepraszam że coś zmieniłam. Ale nie bardzo chciało mi się szukać... :( 

ZAKOŃCZENIE! SZCZĘŚLIWE CZY NIE? Do was należy wybór.. Mogę tez napisać oba jeśli tylko chcecie. Dajcie mi znać oby jak najszybciej. Już miałam wymyślone ale zmieniła mi się fabuła i sama nie wiem. Z mojej strony to tyle. Do następnego <3

Wspaniali

40638

 - liczba wyświetleń na dzisiejszy dzień ! Jesteście najlepsi <3 

przepraszam za taką dłuuuuuuuuuuuuugą nieobecność :( i już właśnie pisze dla was nowy rozdział !

wtorek, 9 lutego 2016

Rozdział Czterdziesty Trzeci 3/3

*Danielle POV's*

Byłam szczęśliwa i smutna jednocześnie. Moim rodzicom w końcu dostało się to na co zasłużyli ale to w końcu moi rodzice. Będzie mi ich brakować i to bardzo. Po rozprawie sądowej, wszyscy zgodnie ustaliliśmy że pójdziemy do restauracji. Zadzwoniliśmy po resztę aby również przyjechali. Moja mała biedna Nona,bardzo to wszystko przeżywała. Nie chciała z nikim rozmawiać. Szła koło mnie trzymając mnie za rękę.
-Skarbie a może wezmę cie na rączki? - Louis zatrzymał się i kucnął obok małej. Ona jednak pokiwała głową na nie.
-No chodź. Coś ci powiem. - Uśmiechnął się do niej a ona wystawiła ręce w jego stronę. Cieszyłam się że Lou jest taki opiekuńczy wobec niej. Wobec nas.
- Babciu poczekaj. - Powiedziałam podbiegając w jej stronę.
- A gdzie masz Nonę? -  Spytała.
- Lou wziął ją na ręce.
- Kochanego masz tego chłopaka. - Uśmiechnęła się w moja stronę. Również odwzajemniłam uśmiech.
- Co Nona opowiedziała w sądzie?
- To samo co Ty. Płakała dużo. Mówiła że ona ich bardzo kocha ale Ciebie kocha bardziej bo ty nie zostawiłaś jej. Sąd również się pytał z kim chciałaby teraz mieszkać. Powiedziała że z Tobą i że jak u mnie była to chciała abyś wróciła do niej. - Uśmiechnęła się w moją stronę i dopowiedziała. - Jesteś dobrą siostrą dla Nony.
- Dziękuję. - Odpowiedziałam i przytuliłam ją.
 Miło było popatrzeć jak mój chłopak troskliwie zajmuje się moją siostrą, ten widok rozczulał moje serce. Cieszyłam się że nie ma on pretensji do mnie że czasem mam obowiązek zająć się siostrą gdy nie ma babci, cieszy mnie również to że podziela on moje zdanie co do adpotcji Nony.
Doszliśmy do ulubionej restauracji gdzie czekała już reszta. Zostałam otoczona , gdzie musiałam odpowiadać na pytania. Po wszystkim każdy mnie przytulił, nawet Malik się na to zdobył.
Wszyscy zamówili to na co mieli ochotę. Dzisiaj nawet nikt nie myślał o pieniądzach. Cieszyliśmy się wygraną sprawą. Oczywiście że żal mi było rodziców.. Kocham ich i to się nie zmieni ale to co oni zrobili..
- Co jest skarbie? - Lou założył rękę na moje ramie.
- Szkoda mi trochę rodziców. - uśmiechnęłam się smutno.
- Zasłużyli na to, gdyby Nona nie zauważyła tego pikającego dziadostwa, Ty i Ona.. mogłybyście już dawno zginąć.
- Wiem ale..
- Ciii, nie myśl o tym. - powiedział zostawiając krótki pocałunek na moich ustach.
Cieszyliśmy się tą chwilą. Nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy co czeka nas w domu.


------------------
Jestem tak bardzo koszmarną bloggerką :( chyba skończę te opowiadanie na 50 rozdziale :) nie umiem się zebrać na pisaniu :( Przepraszam (po raz 100000000) :) Kocham Was za to że tyle czekacie na jeden rozdział :)

sobota, 9 stycznia 2016

Rozdział Czterdziesty Trzeci część 2/3

*Dzień rozprawy  sądowej *
- Kochanie jesteś gotowa? - Do pokoju wszedł Lou.
- Nie. - powiedziałam cicho.
- Musimy już jechać. Perrie już wzięła Nonę na zakupy i na lody.
- Boję się. - spojrzałam mu w oczy.
- Jestem przy tobie. Nie opuszczę Cię kochanie.- wstałam z łóżka i wtuliłam się w niego.
- Obiecujesz?
- Obiecuje.  Chodź na dół. Kylie i twoja babcią czekają. - kiwnelam  głową odrywając się od niego. Chwyciłam czarną kopertówke i zeszłam na dół. Babcia ubrała długą elegancką, czarną  spódnice i białą bluzkę.
Kylie ubrała ładną białą sukienkę sięgającą za kolano i czarne obcasy. W ręku trzymała czarną kopertówke. Louis ubrał szary garnitur, a ja czarną  sukienkę i tego samego koloru buty.
Droga do sądu mimo że trwała -jak na Londyn, tylko pół godziny, mi wydawało się że jedziemy kilka godzin. Gdy wkońcu zaparkowaliśmy pod budynkiem, sparaliżowało mnie na siedzeniu. Nie byłam w stanie się ruszyć. Mimo że wszyscy już wyszli z samochodu, ja dalej w nim tkwiłam. Widziałam jak Lou coś mówi do babci i Kels po czym obydwie wchodzą do budynku. Natomiast on sam skierował się ku samochodowi.
- Kochanie chodź, idziemy.
-Nie mogę. Boje się. 
Louis w tym momencie przytulił mnie mocno do siebie i wyciągnął z samochodu. 
- Pamiętaj kochanie jestem z tobą. Będę caly czas przy Tobie.
-Cały czas?
- Caly czas. Na zawsze, do końca naszego życia. 
- Kocham Cię bardzo. - Wyszeptałam w jego ramię. 
- Ja ciebie też maleńka. A teraz naprawde musimy iść. 
Kiwnelam głową i mocno ściskając jego rękę weszliśmy do sądu gdzie przywitaliśmy się z naszym adwokatem. 

*Anonim*

Ukrywając się dokładnie obserwowałem budynek sądu. Muszę czekać na odpowiedni moment. Uda mi się ich schwytać. Będą cierpieć tak jak cierpiałem ja. Na koniec zabije ich. Pomszcze smierc mojego ojca. To wszystko przez nich. 

*Louis Pov's* 

-Proszę wstać. Sąd najwyższy wszedł.
Wszystko przebiegało w miarę spokojnie. Oprócz płaczu Danielle gdy zobaczyła swoich rodziców. Bardzo starałem się ją uspokoić, Sąd powoli zbliżał się do momentu gdzie będzie przesłuchiwana Danielle. 
No i nadeszła jej kolej.
- Proszę przedstawić swoją wersję wydarzeń. 
- To było tak wysoki sądzie. Siedzieliśmy w domu, rodzice właśnie wychodzili, powiedzieli żebyśmy nie wychodzili z domu bo jest niebezpiecznie. Pilnowalam mojej siostry gdy nagle ona zniknela. Ruszyłam do kuchni i zobaczyłam jak wgapia się w pikajaca mikrofalowke. Powiedziała mi że ona nic nie nacisnela i ze mikrofalowka się nie kreci. Popatrzylam na uciekające liczby. Było jeszcze 10 minut. Spanikowalam i zaczęłam zbierać wszystkie potrzebne rzeczy, wzięłam Nonę i wyszlysmy na dwór. Ucieklysmy wystarczająco daleko. Dzwoniłam do rodziców ale oni nie odbierali. W ogóle już nie było takiego numeru. - Przez całą opowieść płakała, trzymałem jej rękę uspokajająco ja glaszczac. 
- Proszę mi powiedzieć gdzie zatrzymalyscie się z siostrą? 
- W hotelu.- pomysłem, to tam ja poznałem i na początku zwyzywałem. Spuściłem momentalnie glowe w dół przypominajac sobie to zdarzenie . 
- W hotelu. - Odpowiedziała.
- A skąd miałaś na to pieniądze? 
- Jak już mówiłam wzięłam potrzebne rzeczy, były to również moje  kieszonkowe jak i kieszonkowe Nony. Później nocowałam u przyjaciółki. 
- Rozumiem...  - cała rozprawa przebiegała jak w każdym filmie. Jej rodzice nie przyznawali się tłumacząc się jakimiś głupotami. Zeznawala też jej babcia, Kelsey, mama Kelsey, Sąd w obecności tylko jej babci, przesluchal także Nonę. Moim zdaniem to głupota, ta mała powinna teraz być z Liamem czy z Zaynem tak jak było ustalone ale sąd chciał aby ona była na tej sprawie.  
Po przesłuchaniu Nony i następnie krótkiej przerwie, Sąd ogłosił wynik. 
-.....  Są skazani na 16 lat pozbawienia wolności...  - Reszta mnie nie interesowała. 




**** 
Jeju tak bardzo was przepraszam, miałam ten rozdział zaczęty i postanowiłam go teraz szybko skończyć gdy przeczytałam wasze komentarze. :') rozdział jest nie sprawdzony i pisany na telefonie więc błędy na 200% są. 
Szybkie wyjaśnienia :
Brak weny
Szkoła
Poprawianie ocen
Chłopak
Brak czasu
Przyjaciele
...
Chyba rozumiecie :) dzisiaj jeszcze jak wroce od chłopaka, postaram się napisać następna cześć. Więc może jutro pojawi się ona na moim blogu.

...
W nowym roku życzę wam :
Zdrowia
Szczęścia
Miłości
Radości
Dobrych ocen w szkole
Samych sukcesów
I żebyście byli cierpliwi bo jak widzicie trzeba trochę czasu aż się ogarnę i coś napiszę
Uwielbiam czytać komentarze od was bo to motywuje a jak weszłam i zobaczyłam ich aż 11 to mnie zatkało i powiedziałam że muszę się wziąć w garść i coś dla was napisać ..
Uwielbiam was, to wy dajecie mi wene do dalszego pisania. Pewnie już dawno bym zawiesila bloga no ale nie mogę dla was :( pozdrawiam cieplutko i do zobaczenia w następnym rozdziale ;*

niedziela, 13 września 2015

Rozdział Czterdziesty Trzeci część 1/3

Na wannie pełnej czerwonej cieczy,  leżały róże.  Czerwone róże. Lustro było pokryte czerwonym czymś. Również ściany były popisane czymś czerwonym. Głównie to były rysunki. Takie jak nóż z krwią. Martwa kobieta.  I takie podobne. Od tego widoku robiło mi się nie dobrze. Podbiegłam do toalety i zwymiotowałam. Z moich oczu poleciały łzy. Podeszłam do Louisa który miał w ręku kartkę.
- Daj mi ją. - Powiedziałam.
- Nie sądzę żeby...
- Poprostu mi ją daj.- bardzo powoli Lou podał mi kartkę. A ja trzęsącymi rękoma chwyciłam ją i zaczęłam czytać.

"Czerwień. Mój ulubiony kolor. A twój Danielle? Dla wielu osób oznacza to miłość. A dla mnie tylko jedno. KREW. Kocham, poprostu kocham widok krwi. Mam nadzieje że też go lubisz. Bo już nie długo będzie ciebie całą pokrywała. Nie mogę się doczekać tego widoku. Będzie bardzo przyjemnie. Chociaż nie powiedziałem że dla ciebie. Sam ciebie nie zabije. Ale może twój chłopak?  Lub ktoś z twoich przyjaciół? Rodziny?  A może ktoś kogo w ogóle nie znasz?  Kto powiedział że nie. Radziłbym ci mieć oczy szeroko otwarte. Do zobaczenia niedługo piękna. XX."

Upadłam na kolana zanosząc się płaczem. Dlaczego akurat ja? Co ja takiego zrobiłam?!

-Kochanie. - Louis klęknął koło mnie.
- Nie dotykaj mnie. - szepnęłam.
- Skarbie nie skrzywdzę cie. Wiesz o tym. Kocham cie. I nie dopuszczę żeby ten zasrany psychol cię dotknął. Słyszysz nie dopuszczę do tego. Nikt nigdy w życiu cie nie skrzywdzi. Obiecuje. - powiedział i  objął mnie. Ufałam mu. Wierzyłam że gdy będę koło niego nic mi się nie stanie. Przytuliłam się do niego a on wziął mnie na ręce i przeniósł na kanapę. Kładąc się obok mnie i mocno trzymając. Nie całe 10 minut później do domu weszli pozostali.
- Co jest?  - spytał Liam. Louis pokazał im tylko drzwi od łazienki.
- Kurwa. - usłyszałam. Przypomniałam sobie o kartce którą cały czas gniotłam w ręce. Oderwałam jedną rękę Louisa od swojego ciała i otworzyłam jego rękę. Wsadziłam w nią kartkę i od razu kazałam mu ją zamknąć nie chcąc patrzyć na nią. Louis zrozumiał co to jest i przywołał najbliższą osobę którą okazał się być Zayn. Wręczył mu kartkę i znów ułożył rękę na moim brzuchu.
- Ten ktoś jest psychiczny. Patrzcie na to. - Zayn podał kartkę pozostałym.
- Nie możemy tego tak zostawić. Musimy coś z tym zrobić. - Powiedziała Perrie. Wszyscy usiedli koło nas , czy na kanapie czy na fotelach.
- Potrzebujemy coś co nam pozwoli ustalić kim jest XX.
- Czekajcie. - zerwała się Jessica i poszła do pokoju obok wracając z laptopem. Każdy na nią uważnie patrzył gdy coś stukała na klawiaturze laptopa.
- Mam. A więc mamy 959 osób które podpisują się jako XX i obecnie przebywają w Anglii. I tylko 193 osoby które podpisują sie jako XX i robią podobne rzeczy do naszego XX.
- Możemy kogoś już wykluczyć? - spytał Louis.
- Nie. Wszyscy raczej są nam nieznani. Chociaż większość kojarzę z twarzy.
- Pokaż. - powiedział Lou i wszyscy się zebrali obok niego patrząc w ekran.
- Pezz weź może Danielle do naszego pokoju. Jest zmęczona a ty kochanie też powinnaś odpocząć ze względu na nasze dziecko. - powiedział Malik.
- Okej. - odpowiedziała dziewczyna i ruszyłyśmy na górę.
Ledwo weszłam do pokoju przyszłych rodziców a od razu położyłam się na łóżku i zasnęłam.

----
Cześć Wam :D TRZY razy usunąłem rozdział i pisałam go na nowo. Do tego dochodzi szkoła i bardzo dużo nauki. Ten rozdział podzielę na 3 części. Mam nadzieje że chociaż wam się spodoba bo według mnie  nie wyszedł.. :( do kolejnego :)

czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział Czterdziesty Drugi

FTe dni minęły bardzo szybko, odpoczęłam od całego Londyńskiego syfu. Z babcią dużo rozmawiałam i bardzo się do niej zbliżyłam. Z Noną również byłam bliżej niż wcześniej. Nim się obejrzałam już siedziałam w samolocie ze śpiącą Noną na moich kolanach i z babcią również śpiącą ale obok mnie. Ja nie mogłam zasnąć wiec przez 8 godzin lotu siedziałam i wyglądałam przez okno. Za 30 minut powinniśmy wylądować. Bardzo tęskniłam za Kelesey i Louisem. Nie mogłam się doczekać aż ich zobaczę. Za Liamem trochę też ale nie byłam z nim tak blisko aby bardzo to odczuwać. Babcia z Noną przez tydzień będą z nami mieszkały a później wrócą do Los Angeles. Ale zaraz gdy skończę 18 lat, wezmę Nons pod swoją opiekę.

Właśnie odebrałyśmy nasze bagaże i ruszyłyśmy w poszukiwaniu Louisa.
Znalazłam go bardzo szybko. Gdy go zobaczyłam łzy stanęły mi w oczach. Od razu pobiegłam do niego rzucając mu się na szyję.
- Tak bardzo tęskniłam.
- Ja też za tobą tęskniłem skarbie. Nawet nie wiesz jak bardzo. Nie opuszczaj mnie już nigdy. - wyszeptał ostatnie zdanie.
- Nigdy już cię nie opuszczę. -pocałowałam go bardzo mocno i odsunęłam się od niego.
- Chodź do mnie księżniczko. - Lou wystawił ręce do mojej siostry a ona od razu pobiegła do niego wtulając się w niego. Uśmiechnęłam się na ten widok. Byli poprostu słodcy. Po chwili Lou także przywitał się z moją babcią i udaliśmy się do samochodu. Zapakowaliśmy bagaże do bagażnika i dojechaliśmy w stronę domu. Całą drogę ekscytowałam się że w końcu zobaczę Kels. Bardzo teskniłam za tą wariatką.

Po prawie dwóch godzinach przez korki, byliśmy w domu. Od razu rzuciłam się w stronę drzwi. W salonie znalazłam przyjaciółkę i Liama.
- Danielle. - wyszeptała a łzy stanęły w jej oczach,  w moich również.
- Kels. Teskniłam. - powiedziałam mocno ją przytulając.
- Też tęskniłam nawet nie wiesz jak bardzo. - w końcu oderwałyśmy się od siebie a ja zauważyłam że cała reszta nam się przygląda.
Przywitałam się ze wszystkimi.
- A gdzie Mili i Jessica?  - zauważyłam brak mojego psa i koleżanki.
- Jess wzięła ją na spacer. Powinna być za 30 minut.
- Okej. - Uśmiechnęłam się sztucznie chociaż pragnęłam aby Jessica już wróciła. Nie dlatego że nie ufałam Jess a dlatego że bardzo tęskniłam za moją psiną. Brakowało mi jej bardzo.

Babcia poszła na zakupy bo stwierdziła że nie mamy nic w lodówce a bardzo chciała ugotować obiad. Wszyscy oczywiście byliśmy z tego powodu zadowoleni ponieważ nikomu nie chciało się gotować a babcia bardzo dobrze to robiła i zawsze wychodziło smacznie.
Perrie wraz z Zaynem zabrali Nonę na plac zabaw. Pamiętacie że Edwards jest w ciąży?  To już 6 miesiąc i chcieli się poduczyć na mojej siostrze. Nie ufałam Malikowi ale Pezz obiecała mi że ona się nią zaopiekuje. Myślę że będzie wspaniałą matką. Jessica wróciła z Mili, oczywiście wyprzytulałam Mili i podziękowałam Jess za to że się nią zajęła. Ona wraz z Niallem zasiedli przed komputerem mówiąc że muszą zobaczyć jak idzie robota ich gangu. A ja z Lou i Mils, wylegiwaliśmy się przed telewizorem. Oglądaliśmy jakiś film. Nie pamiętam tytułu ale jest bardzo ciekawy.
- Ten prawnik chce się z Tobą spotkać.
- Kiedy?
- Jutro.
- Okej , mam się bać?
- Nie. - zaśmiał się. - Chce omówić z Tobą, znaczy z nami plan który razem z nim ustaliłem. W końcu rozprawa już za 10 dni i chcemy żebyś była przygotowana.
- Okej. - wypuściłam głośno powietrze. Strasznie bałam się tej rozprawy. Bałam się że przegram ale bałam się także że wsadzą mnie do domu dziecka. Jestem przecież nie pełnoletnia. Bałam się że zabiorą Nonę. Nie wiedziałam też co zrobię jak zobaczę moich rodziców. Tak strasznie się wszystkiego bałam. Chciałabym móc przyśpieszyć czas aby mieć już to za sobą. Jednak to było nie możliwe.  A pozostało mi tylko czekać i przygotować się. Wiem że podczas rozprawy Nona będzie pod opieką Perrie i Jessici.
Kels, babcia,  mama Kelesey, kilka sąsiadów, przyjaciele rodziców i ja będziemy zeznawać. Louisa biorę jako osobę wspierającą mnie. Mam nadzieje że prawnik wymyślił dobry plan i że wszystko pójdzie zgodnie z nim.
- Musimy iść kupić jakieś ubrania na tą rozprawę. Znaczy ja z babcią i Kelesey. Z tego co wiem mama Kels już je ma a o resztę się nie martwię.
- Jasne. Jak wrócimy od prawnika zabiorę was na zakupy okej?
- Okej. - pokiwałam głową i wtuliłam się w mojego chłopaka.

Chwilę później wróciła babcia która od razu zaczęła gotować. A gdy obiad był prawie gotowy do domu weszli pozostali. Nona od razu rzuciła się w moją stronę opowiadając ci robiła z Perrie i Zaynem i gdzie ją zabrali.
10 minut później wszyscy siedzieliśmy przy stole zajadając pyszny obiad. Babcia dostała pełno pochwał z czego była zadowolona.
Po zjedzonym daniu wszyscy rozeszli się do siebie a ja postanowiłam pozmywać.  Louis został aby mi pomóc.

Wieczór nadszedł szybko.  Nona była bardzo zmęczona i szybko usunęła. Babcia tak samo. Ustaliliśmy że babcia z Noną będą spać na naszym łóżko a my na kanapie w salonie.
- Louis idziesz ze mną? - spytałam podchodząc do niego i siadając mu na kolanach.
- Gdzie chcesz iść o tak później porze?
- Trzeba wyjść z Mili na spacer. Chyba nie chcemy mieć nie miłej niespodzianki rano.
- No to idziemy.  - powiedział i wstał razem ze mną. Ubraliśmy się i wyszliśmy z psem.
- Cieszę się że wróciłaś. Bardzo tęskniłem.
- Ja za Tobą też Lou.
- Kocham Cię Dani i nie dopuszczę do tego abyś znów mnie opuściła.
- Też Cię kocham Lou.

Wróciliśmy do domu ale to co tam nas zostało. .. Myślałam że to już się skończyło.  Że zapomniał,.

"WEJDŹ DO ŁAZIENKI KOCHANIE. XX." - przeczytałam karteczkę która leżała na stole w kuchni w kopercie z moim imienniem.
Po patrzyłam ze strachem na Lou. Lou stwierdził że babcia z Noną i Mili śpią na naszym łóżku a reszta poszła na imprezę chociaż zaraz powinni być ponieważ Louis zawiadomił ich o liście.
- XX.  Poprzednio też się tak podpisał. - powiedział Lou.
- Ja chyba nie chce tam wchodzić.
- Wejdziemy tam razem okej?- przytulił mnie.
-Okej. - powiedziałam I otworzyłam drzwi do wspólnej łazienki na dole. Skąd wiedziałam że to ta a nie któraś z reszty?  Proste na drzwiach był przyklejony płatek róży i podpis kredą 'wspaniałych wrażeń życzę Skarbie XX'
- O kurwa - przeklnął Lou. Ja zamknęłam oczy.  Za bardzo się bałam.
Powoli je otworzyłam i krzyknęłam.

+++++++++++++++++++++++++++++
I jak wam się podoba?  Jak myślicie co jest w łazience?  Mam nadzieje że spodobał wam się rozdział,  następny juz w krotce . Buziaki i do następnego ^.^